Przyznaję, że dostaję mnóstwo e-maili i wiadomości prywatnych od osób, które się zastanawiają, czy nie wyjechać do Szwajcarii, albo są tuż przed wyjazdem. Pełne strachu, wątpliwości, oczekiwań. Zawsze pojawia się to znamienne pytanie: „Czy sobie poradzę?”. Odpowiedź na nie jest zawsze niemożliwa, ale zwykle udzielam dość ogólnych rad, jak się przygotować do takiego wyjazdu. Jedna rada – dotyczy wszystkich – już w Polsce należy pójść na jak najbardziej intensywny kurs językowy. Jeśli akurat świetnie się porozumiewacie w języku kantonu, do którego się wybieracie – dołóżcie sobie drugi język! W Szwajcarii niesamowicie punktuje znajomość niemieckiego plus angielskiego plus francuskiego. Ta kombinacja jest w zasadzie skazana na sukces bez względu na inne kompetencje zawodowe. Druga sprawa jest taka, że nauka języków obcych w Polsce jest o niebo tańsza niż za granicą i na pewno będziecie sobie pluć w brodę po przyjeździe do Szwajcarii, że nie zabraliście się do tego wcześniej. Opowieści, że „Zbyszek jak przyjechał to ani be ani me, a teraz szprecha jak stary Hans” włóżcie między bajki. Oczywiście, tak, to się zdarza, ale Zbyszek opowiadając tą historię pominął te lata upokorzeń, gdy nie potrafił się porozumieć z pracodawcą, kolegami, w sklepie i na stacji benzynowej. Czytaj dalej …
Tęczowy świat w krainie z krzyżem na fladze
Szwajcaria to kraj paradoksów. Jej symbolem są rolnicy wypasający bydło na alpejskich halach, ale również eleganccy zuryscy bankierzy z teczką i w okularach z grubą oprawką. To tutaj kobiety otrzymały prawo do głosowania najpóźniej w Europie, a jednocześnie są o wiele bardziej wyemancypowane i asertywne od generalnie bardziej tradycyjnych i zahukanych Polek. Tutaj doskonale współgrają katoliccy górale z protestanckimi mieszczuchami z Genewy, tolerowane są miękkie narkotyki, prostytucja i eutanazja są legalne, a jednocześnie tylko 11% Szwajcarów deklaruje, że nie wierzy w Boga. Progresywne ustawy zadziwiają nawet najbardziej liberalnych Holendrów, a jednocześnie większość Szwajcarów dość wcześnie zakłada rodziny i (przynajmniej „nowe pokolenie”) rozwodzi się o wiele rzadziej niż my i rodzi więcej dzieci. Czytaj dalej …
Niezwykły weekend w Szwajcarii – pomysłów część 3 (ostatnia)
Dostałam tyle maili, wiadomości i komentarzy z pomysłami, że postanowiłam rozszerzyć listę nietypowych miejsc na weekend. Ostatnia propozycja właściwie nie jest na weekend, ale na nieco dłużej, ale dołączam ją do mojego prywatnego pomysłownika – może kogoś zainspiruje.
1. Lodowy hotel
Długo się zastanawiałam, czy na mojej liście umieścić nocleg w hotelu lodowym / śnieżnym. W końcu taka przyjemność stała się dość „popularna” i w każdym ośrodku górskim i każdej arktycznej wiosce jak grzyby w barszczu w grudniu powstają takie hotele. Ale mówi się, że każdy musi spróbować choć raz w życiu, jak to jest spać w minusowej temperaturze. Podpowiem Wam, że sekret lodowych hotelów to nie ilość warstw, jakie mają na sobie goście – wręcz przeciwnie. Czytaj dalej …
Niezwykły weekend w Szwajcarii – pomysłów część 2
Dzisiaj druga część pomysłów na nietypowy weekend w Szwajcarii. Teraz myślę, że może będzie i trzecia, ponieważ dostałam dość dużo e-maili z bardzo ciekawymi podpowiedziami nietypowych miejscówek na weekend i na cały urlop.
Tymczasem przejdźmy do kolejnych pięciu pomysłów na pamiętny koniec tygodnia:
1. Weekend w polu kukurydzianym.
Tam się łatwo zgubić! Na nieszczęście kończy nam się sezon na kukurydziane hotele, natomiast 2015 rok nam na pewno przyniesie nowe chęci i możliwości.
Nasz „pokoik” w kukurydzianym hotelu to po prostu duży, kwadratowy namiot z szerokim łóżkiem wyłożonym sianem. Sanitariaty są wspólne – tak jak na campingu. Natomiast jaka prywatność w naszym namiocie! Mamy pewność, że żaden sąsiad nas nie dojrzy ukrytych pośród pól kukurydzy. Czytaj dalej …
Niezwykły weekend w Szwajcarii – pomysłów część 1
Wiem, że lato nam odchodzi w dość niepożądanym, szybkim tempie, ale przed nami jeszcze na pewno wiele pięknych, słonecznych weekendów. Każdy wie, że nam jest lżej, a w portfelu ciężej, gdy urlopy się spędza poza Szwajcarią, ale wyskok na każdy weekend do Barcelony czy Wenecji raczej nie ma dużych szans realizacji. Szwajcaria jest piękna i warto ją poznać. Być może jednak warto podejść do weekendowych wojaży z trochę innej strony?
Każdy hotel jest taki sam. Obita wykładziną podłoga, duże łóżko i ściany, które niemal zaglądają do tego łóżka. Czysto, komfortowo, ciasno, nic się ciekawego nie ma prawa wydarzyć, a ceny posiłków nie zachęcają do cieszenia się weekendem w hotelu. Po dwóch dniach od weekendu nie pamięta się koloru ścian, po trzech dniach nie pamięta się, co było na śniadanie, a po czterech dniach, jak kolega się zapyta w jakim hotelu spaliście, odpowiadacie: Radi-Novo-Ibi-Shera-Tel. Czytaj dalej …
Zasady parkowania w Szwajcarii
Dzisiejszy artykuł będzie tak epicki, pełen doskonałych porównań i abstrakcyjnych zwrotów wydarzeń, że na pewno wyląduje w kanonie literatury współczesnej jako nowy Gombrowicz. A tak naprawdę to tak nie będzie, bo dzisiaj będzie sucho i na temat i w dodatku dla bardzo wyspecjalizowanego czytelnika: dla osób, które wybierają się do Szwajcarii i chłoną wszystkie wskazówki jak jamochłony chłoną jamy.
Zainspirowałam się wątpliwościami mojego kolegi, który przyjechał do Szwajcarii swoim czterokołowcem i nieświadomy jakichkolwiek zasad stanął na miejscu, gdzie „cośtam” cytując kolegę było napisane, a że on języka Marcela Prousta nie kuma, a parkomatów nie było w pobliżu to oczywiście olał sprawę. Po powrocie zastał gustowny mandacik na 40 chf. A że kolega z tych, co uważają, że jeśli coś wyprą z pamięci, to to zniknie (moja krew!), to o sprawie przypomniał sobie dopiero, jak dostał pisemne wezwanie listem poleconym. Na szczęście żadnych odsetek mu za to nie policzyli. Czytaj dalej …
Neutralność, gdy się chcąc-nie chcąc kogoś popiera
Wróciłam! Już jestem z powrotem w Szwajcarii skupiona na szwajcarskich sprawach, a nie w naszej Polsce. Dobrze, że podróże pozwalają nabrać perspektywy na sprawy, które mnie dotyczą i dzieją się obok mnie. Spojrzenie z innego punktu pozwala rozszerzyć perspektywę i uzyskać pełniejszy obraz. To tak jakby wejść na górę, zrobić zdjęcie wioski, a potem iść dookoła robiąc nieustannie zdjęcia i ostatecznie jeszcze wmieszać się pomiędzy jej mieszkańców i dokończyć swój album.
Tak właśnie ja się czuję, gdy czytam informacje w prasie dotyczące wojny ukraińsko-rosyjskiej. Czytam polską prasę i narasta we mnie wściekłość na działania Putina. Czytam prasę francuską i odnajduję o wiele mniej emocjonalną, ale w miarę podobną perspektywę. Czytam prasę szwajcarską i czuję, że wylądowałam na innej planecie. Samolot malezyjskich linii lotniczych nadal nie wiemy, dlaczego spadł, a rebelianci (a nie żołnierze rosyjscy) walczą o niepodległość swoich terytoriów. To tak wygląda neutralność, droga Szwajcario? Czy znowu chęć zarobienia na tym, na czym wszyscy dookoła tracą? Czytaj dalej …
Ten sam Bóg
Nie piszę, nie dzwonię. Urlop w Polsce, także poza znaczącym niedoborem internetu cierpię na brak szwajcarskiej inspiracji. Krowy z dzwonkami, banki i Alpy wydają się tak dalekie i nierealne, że aż się dziwię, że mogło to tak naprawdę być częścią mojej rzeczywistości. Także dziś opowiem Wam nie o kursie franka, co słychać w Serowie ani o najnowszych smakach czekolady, tylko o ostatniej ciekawej historii, która przydarzyła mi się w Szwajcarii.
W firmie Steva został zatrudniony nowy kolega – Irańczyk. Na początku budziło to wiele emocji, bardzo niepoprawnych politycznie komentarzy i głupich dowcipów. Kolega Irańczyk okazał się ubrany bynajmniej nie w turban, szarawary i z fujarką, ale w koszulę Bossa i hipsterskie okulary z grubymi oprawkami. Emocje szybko opadły, a na tapetę wróciły żarciki z córeczki jednego programisty, która to się urodziła z nadmiarową liczbą paluszków u rąk (sztuk 14)… Czytaj dalej …
Wakacje z duchami w Val Sinestra
Wczoraj oglądałam ciekawy, lecz nieco plotkarski dokument na Discovery na temat najbardziej „zainfekowanych” duchami miejsc na świecie. Zaszczytne miejsce obok zamku w Edynburgu, Alcatraz i Salem zajął pewien tajemniczy hotel w Val Sinestra w Szwajcarii. Zaraz, zaraz! W Szwajcarii? Coś przegapiłam?
Na szczęście w epoce szybkiego internetu i niezawodnego wujka googla już za moment miałam jak na dłoni wszystkie informacje o tym tajemniczym miejscu: Czytaj dalej …
Sto lat, Szwajcario!
Dzisiaj jest Narodowe Święto Szwajcarii, rocznica zjednoczenia 3 pierwszych kantonów: Uri, Schwyz i Unterwalden. 1 sierpnia 1291 roku przedstawiciele tych trzech alpejskich kantonów podpisali akt konfederacji, który na początku był w zasadzie sojuszem obronnym przeciwko Habsburgom.
Oto oryginalny dokument Aktu Konfederacji Helweckiej: