Szwajcarski orzeł, czyli co sprawia, że w Helwetach serce rośnie

Każdy wie, że wszelkie konflikty międzynarodowe sprawiają, że naród czuje się bardziej zwarty, gotowy i zmobilizowany. To zagrożenie zewnętrzne sprawia, że z luźno powiązanej grupy ludzi z bronią tworzy się armia, a ze skłóconych sąsiadów – jednolity naród. Niestety, ale najlepszą metodą usunięcia nienawiści do siebie nawzajem jest skierowanie jej przeciwko komuś innemu…

Zastanawialiście się kiedyś, zgodnie z tą teorią, jak trudno Szwajcarom, których najstarsi górale nie pamiętają wojny, stworzyć wspólnotę narodową? Podczas, gdy w Polsce nawet pokolenie 30-latków pamięta jeszcze z dzieciństwa atmosferę zagrożenia, puste półki, kolejki po papier toaletowy i strajki, w Szwajcarii nawet pokolenie 100-latków pamięta tylko pokój.

Czytaj dalej …

Trzymaj się z daleka od Polaków za granicą???

Przy wyjeździe na obczyznę, każdy zapewne słyszał taką radę: „trzymaj się z daleka od Polaków za granicą”. Ja tak również usłyszałam nie raz i nie dwa razy. Jak bym się do tego odniosła po kilku latach w Szwajcarii?

Polacy za granicą są tacy sami jak w Polsce – idealnie taki sam przekrój społeczeństwa, ni mniej ni więcej, zmienia się tylko jedna rzecz. Zauważcie, że w Polsce spotykamy się w 95% ze „swoim towarzystwem” dopasowanym do nas intelektualnie, pod względem zainteresowań, ambicji i tła społecznego. W takim środowisku czujemy się najpewniej i nieświadomie rozciągamy tą warstwę społeczną, w której się poruszamy na całą resztę społeczeństwa. W tych 5%, gdy mamy kontakt z kimś z innej warstwy przeżywamy szok. W spotkaniu nerda z hydraulikiem, jeden myśli o drugim: „co za dziwny chudzielec, pokonałbym go lewym palcem stopy”, a drugi o jednym: „co za burak, nie wie pewnie nawet, kto jest naszym prezydentem”. Czytaj dalej …

Jak rozbić bank i znaleźć przyjaciół w Szwajcarii?

W sumie to będzie dziś na temat znajdowania przyjaciół w Szwajcarii, ale ustawiłam te problemy koło siebie, ponieważ jeśli komuś się uda napaść na bank, to przyjaciół w Szwajcarii też pewnie uda mu się odnaleźć. Jak to się mówi: podobny ciężar gatunkowy czynu.

No ale my tu haha hihi, a problem jest. Nie wszyscy mają tę przyjemność przyjazdu do Szwajcarii na kontrakt do międzynarodowej firmy pełnej gotowych na nowe znajomości ekspatów. Takie osoby mogą przepracować w Szwajcarii lat dziesięć i ze Szwajcarami mieć kontakt tylko podczas zakupów, a z języków narodowych to znać tylko Bonjour, opcjonalnie Gruezi. I najczęściej takie osoby nie cierpią na brak znajomych, tylko po trzech latach pytają się refleksyjnie małżonka: „Tadzik, a czy ty kiedyś na oczy widziałeś jakiegoś Szwajcara? Może my pojedźmy kiedyś w Alpy, cooo? Dzieciaki krowę zobaczą, a my wreszcie oryginalnego Szwajcara!” Czytaj dalej …

Odmłodzeni szwajcarscy politycy

Szwajcarski parlament młodych zorganizował kampanię reklamową, aby przybliżyć politykę osobom młodym. W tym celu wykonano zdjęcia członków Rady Federalnej Szwajcarii ustylizowane na typowe modne i nowoczesne nastolatki.

Nie jestem pewna, czy coolaśny wygląd polityków może przekonać młodzież do większego zaangażowania w problemy polityczne i społeczne kraju, ale zawsze jest to jakaś próba nawiązania dialogu z dzieciakami, którym wcale niekoniecznie w głowie siedzą takie „poważne i dorosłe” sprawy, jak polityka. Siedmiu członkom Rady Federalnej nadano siedem różnych stylów, z którymi identyfikują się współczesne nastolatki: mamy tutaj oczywiście hipstera, emo, gangsta, reagge, nerda, czy słodką lolę. Zresztą: sami zobaczcie:

 

 

Szefowa Departamentu Finansów Eveline Widmer – Schlumpf jako nieco przerażające dziecko emo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czytaj dalej …

Szwajcaria rajem dla ekspatów?

czyli jak to jest z tą przyjaźnią po szwajcarsku…

 Który kraj jest najlepszy dla osób, które się decydują opuścić swój kraj ze względów zawodowych? Szwajcaria! Przynajmniej tak odpowiedzieli respondenci sondażu 2014 HSBC Expat Explorer. Szwajcaria znalazła się na pierwszym miejscu bijąc na głowę Singapur i Chiny.

Powiem Wam tak – naprawdę się zdziwiłam. Doceniam Szwajcarię, przeszedł mi już szok kulturowy, mam wielu lokalnych znajomych i przyjaciół, a jednak nie mieści mi się to w łepetynie to, że jest to top topów dla ekspatów. Chyba nie jestem w mojej opinii jedyna, ponieważ w mediach szwajcarskich rozgorzała naprawdę ciekawa dyskusja, czy to nie jakaś humbug-podpucha i ktoż to odpowiadał na te pytania, że Szwajcaria wylądowała tak wysoko. Czytaj dalej …

Odrodzeni po śmierci w drzewie czy w szumie wiatru?

Czy wyobrażaliście sobie kiedyś, że po Waszej śmierci bliscy rozsypią Wasze prochy na wszystkie cztery strony świata i wiatr je poniesie gdzieś daleko w niedostępne góry i łagodne doliny, rwące potoki i że staniecie się częścią natury? A może, że Wasze prochy zostaną wysypane do korzeni młodego drzewka, żeby rosnąć wraz z nim tworząc żywy pomnik, w którego cieniu będą mogli dumać Wasi bliscy? Jeśli nie, to gratuluję – jesteście zdrowi psychicznie.

Jeśli jednak czasem w Waszej głowie pojawia się myśl, że fajnie by było zamiast na zatłoczonym smętarzu leżeć w lesie pod omszałym kamieniem, to wiedzcie, że w Polsce i w większości krajów EU jest to nielegalne. Ciało ma się znaleźć na cmentarzu, albo w postaci prochu szczelnie zamkniętego w urnie, która zamiast nad kominkiem ma być przechowywana w kolumbarium. Zero miejsca na romantyczne pochówki na szczycie pięknego wzgórza wśród wrzosów, rozsypywanie prochów w lesie wraz z płatkami róż, czy do wzburzonego oceanu. Na szczęście, jak zwykle, mamy Szwajcarię!

Czytaj dalej …

Na wojnie w Ferney-Voltaire, czyli cosobotnie szwajcarskie zakupy we Francji

W sumie w tytule jest małe przekłamanie. Tak naprawdę nie jeździmy co sobota do Francji na zakupy. Do Francji wybieramy się, jak trzeba nam kupić coś naprawdę konkretnego (rower, opony zimowe, dywan itp.). Tym razem padło na nowe okulary. A dlaczego?

Otóż w piątkowy wieczór wybraliśmy się na festiwal alternatywnych filmów LUFF do Lozanny, gdzie notabene natrafiliśmy na nigdy nie spotykane wcześniej skupisko hipsterów w Szwajcarii. Tyle że podczas filmu ja nie byłam w stanie dostrzec napisów. „Cooo?”, „Dlaczego się wszyscy śmieją?”, „Ej, przesiadamy się do pierwszego rzędu, nic nie widzę!”. Steve w tym względzie jest niestety typowym Szwajcarem i po przeproszeniu wszystkich dookoła i podeptaniu czterdziestu syczących kostek i palców u stóp, wściekły jak kogut na ringu zapowiedział scenicznym szeptem: „Jutro! Francja! Nowe! Okulary! Ty! Ślepoto!” Czytaj dalej …

Gdy młody Szwajcar staje się mężczyzną czyli jak skorupka nauczy się głosować, to na starość demokracją bezpośrednią trąci…

W czwartkowy wieczór w zeszłym tygodniu ni stąd ni zowąd wylądowaliśmy na spotkaniu organizacyjno – integracyjnym dla wszystkich „nowych” w gminie plus młodych obywateli. W naszej dość niewielkiej wsi (ok. 2 tysiące mieszkańców) mniej więcej co 2 tygodnie coś się dzieje – a to bal, koncert, warsztaty flamenco, potańcówka, spotkanie sąsiadów. Steve jednak nie jest chodzącą ekstrawersją, mówiąc bardzo delikatnie, a ja się nieco obawiam mówić po francusku, jeśli ktoś akurat mnie słucha, dlatego nigdy świadomie się na takie wydarzenia nie wybieramy.

Tutaj jednak zostaliśmy postawieni przed koniecznością. Na zaproszeniu widniało jak byk: Jeśli Państwo nie mogą się stawić, należy przedstawić usprawiedliwienie na piśmie do urzędu gminy w terminie do 7 dni przed wydarzeniem. Usprawiedliwienie na piśmie? W terminie do 7 dni? Co tam ma się zdarzyć na tyle ważnego, żeby trzeba było przedstawiać zwolnienie lekarskie jak do szkoły? Dlatego chcąc – nie chcąc musieliśmy się wybrać. Czytaj dalej …

Dwu- i wielojęzyczność, czyli jak dać dziecku prezent w postaci języka obcego

Pamiętam dobrze, jak wyglądała emigracja rodzin z dziećmi za komuny. Strach, czy dzieci sobie poradzą w przedszkolu czy szkole powodował, że rodzice robili wiele dziwnych rzeczy, które dzisiaj wydają się całkowicie niewyobrażalne. Między innymi wprowadzali zasadę: od dzisiaj w domu mówimy wyłącznie w języku kraju emigracji. Oczywiście pełni dobrych intencji, używając koronnego argumentu: „żeby dziecku nie namieszać w głowie”. I niemiłosiernie kalecząc ten niemiecki/angielski/inny nieświadomie sprawiali wielką krzywdę dziecku, które zapominało swojego ojczystego języka, a jednocześnie nabywało złych nawyków w języku obcym. Takiej krzywdy doznał między innymi mój uczeń języka polskiego, którego rodzice wyjechali do Francji, gdy miał 3 latka i od tego czasu rozmawiali wyłącznie po francusku. Po polsku rozmawiali tylko między sobą – cicho i nie przy dziecku, które przecież miało być wychowane jak typowy Francuz. Thomas (tak, tak, zmienili mu też imię) dorósł i dotąd nie może się pozbyć wyrzutów w stosunku do swoich rodziców. Teraz uczy się języka polskiego jak języka obcego… Języka swoich przodków… A to w końcu Polak pełnej krwi, z urodzenia i pochodzenia.

Dzisiaj pojęcie młodych emigrantów zmieniło się diametralnie, o 180 stopni – od pełnego obaw, czy dziecko sobie poradzi, do wiary, że sobie na pewno poradzi. Wiary niekiedy pełnej niefrasobliwości. Oczywiście – poradzi sobie z zyskiem dla siebie i wyrośnie na małego poliglotę, ale jak to zrobić, żeby uchronić dziecko i siebie od niespodzianek i niepowodzeń na drodze do wielojęzyczności? Czytaj dalej …

Dzieci trzeciej kultury

Jak to jest nie znać prostej odpowiedzi na pytanie: „Kim jesteś?”. Polak mały? Nie, chyba jednak nie. Jak to jest wśród Szwajcarów czuć się Polakiem, a wśród Polaków Szwajcarem? Tak, Panie, Panowie, przedstawiam Wam dzieci trzeciej kultury. Nie, nie dzieci trzeciego świata. Nie dzieci z trzeciej ręki. Jeśli jesteś emigrantem i masz dziecko, które chodzi do lokalnej szkoły/przedszkola, to mowa właśnie o nim. Tak, oczywiście, odpowiesz – przecież moje dziecko jest Polakiem – w domu rozmawiamy po polsku, polska rodzina, polskie tradycje – i na pewno do Polski kiedyś wrócimy. Albo odwrotnie – nie mi to oceniać – moje dziecko jest Szwajcarem, a od Polski się odcinamy. Jakkolwiek byście sobie życzyli, Wasze dzieci nigdy nie będą w pełni Polakami lub w pełni Szwajcarami. Są one dziećmi trzeciej kultury.

Ten termin został uknuty przez amerykańską antropolog Beth Hill Useem w latach 50-tych poprzedniego wieku. Na początku opisywał on dzieci misjonarzy, naukowców, dyplomatów i biznesmenów zawieszone gdzieś pomiędzy kulturą kraju, z którego pochodziły (to ta pierwsza kultura), a kulturą kraju emigracji (to ta druga kultura). Jak się zapewne domyślacie, emigranckie dzieci nie przyjmowały w pełni kultury kraju pochodzenia, ani kultury kraju emigracji, tylko łączyły ich elementy stając się tzw. „dziećmi trzeciej kultury”. Dzisiaj ten termin opisuje wszystkie nasze emigranckie dzieci – a jak mówią statystyki – jest ich sporo na całym świecie. Czytaj dalej …