Przewodnik po grobach pięknych, słynnych i utalentowanych w Szwajcarii

Za kilka dni Święto Zmarłych. Niektórzy pastują nagrobek stryjenki szwagra i kozaki wygrzebane ze strychu. Inni po raz pierwszy od świąt wyprowadzają z garażu stare Mercedesy, bo przecież kozaki są do wyglądania, a nie do marszu na cmentarz. Jeszcze inni… siedzą na emigracji i z nostalgią wspominają paskudny zapach pasty „Grobix”, poparzone palce i złowrogie spojrzenia babci „że też nie chciała nałożyć tego futra, w którym by przyćmiła pół wsi”. I wybiła zapachem pół wsi, droga babciu, także przepraszam, idę w kurteczce – żulerce i niech wszyscy na mnie fukają, że biedna. Ale teraz, po latach, to nawet bym to futro nałożyła (ale tylko w komplecie z maską typu słoń) i powypalała sobie dziury w rękawiczkach zapalając znicze i poszła w nocy na taki przepięknie płonący polski cmentarz…

Źródło: newlyswissed.com

Tak to jednak jest, Panie i Panowie, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Dla moich zmarłych przodków zapalę znicz na balkonie – znicz made in Poland, notabene, dostępny tu w wielu sklepach, a dla żywych kamratów – emigrantów napiszę krótką ściągę z interesujących grobów w Szwajcarii.

Czytaj dalej …

Szwajcarscy amisze, czyli na krańcach środka cywilizacji

Wyobraźcie sobie, że zupełnie nie korzystacie z dóbr, technologii i przywilejów współczesnego świata. Nie macie komputera ani telefonu komórkowego, a telefon stacjonarny jest tylko jeden we wsi albo w ogóle. Do kościoła jeździcie bryczką, w staromodnej koszuli bez kołnierzyka i spodniach podtrzymywanych szelkami. Wasza żona jest w czarnej, długiej, lnianej sukni, czepku i zaawansowanej ciąży, a siódemka dzieci w słomkowych kapelusikach biegnie za Wami po piaszczystej drodze. Wiejski krajobraz urozmaicają silosy ze zbożem, wiejskie kościółki i cmentarze, gdzie bezimienne groby oznaczone są wyłącznie kijem.

Źródło: Wikimedia

O jakiej społeczności opowiadam? Pewnie będziecie strzelać w wiejskie tereny dziewiętnastowiecznej Europy. Osoby, które zwróciły uwagę na nieoznaczone groby mogą zgadywać, że chodzi tu o ekscentryczną sektę. Może znajdą się też tacy, którzy zaproponują afrykańskie lub południowoamerykańskie plemiona, do których nie docierają zdobycze cywilizacji. Tymczasem mowa jest o amiszach – tradycyjnej, radykalnej społeczności chrześcijańskiej żyjącej w zamkniętych wspólnotach na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych.

Czytaj dalej …

O tym, jak głosowali Polacy w Szwajcarii i o bombie, która mi wybuchła na fanpejdżu, gdy dowiedział się o tym świat

Jak głosowaliśmy w wyborach do Sejmu i Senatu w 2019 roku? Jak wyglądałby polski parlament, gdyby decydowała o tym szwajcarska Polonia? Zdaje się, że poglądy polskich imigrantów i turystów w Szwajcarii nieco się różnią od poglądów Polaków w Polsce.

W Szwajcarii zorganizowane zostały 3 obwody: w Bernie w naszej ambasadzie, w Genewie i w Zurychu. Razem zagłosowało 6384 osób, najwięcej w Zurychu. Jak widzicie poniżej, poglądy Polaków w Szwajcarii nie tylko różnią się między sobą, ale również różnią się w zależności od miejsca głosowania. Najbardziej wyróżnia się tu Genewa, w której głosowałam również ja.

Czytaj dalej …

Na wózku, czyli jak się żyje niepełnosprawnym imigrantom w Szwajcarii

Na początku rozmowy z Maćkiem Stanasiukiem, młodym polskim imigrantem zamieszkałym w okolicy Zurychu, miałam wrażenie jakbyśmy robili kolejny wywiad z serii o pracy w różnych zawodach. Zaczęliśmy od tego, od czego zawsze zaczynam: powodów wyjazdu, trudnych początków, zaskoczeń i odkryć. Dałam się uśpić. Z Maćkiem, inteligentnym i energicznym mężczyzną, który osiąga sukcesy zawodowe, „chodzi” do restauracji i do teatru i podróżuje po świecie bardzo łatwo było zapomnieć o tym, że prawdziwym tematem naszego wywiadu miało być życie niepełnosprawnych imigrantów w Szwajcarii. Życie, w którym Maciek jest ekspertem. W końcu sam porusza się na wózku.

Maciek z żoną Asią zdobywają wodospad na Renie.

– Dlaczego emigracja? Dlaczego Szwajcaria?

– Przyznaję, że wraz z moją żoną podjęliśmy decyzję o emigracji do Szwajcarii po wnikliwej lekturze Twojego bloga. Było to jakieś 2 i pół roku temu. Wyjechaliśmy nie ze względów finansowych, ale polityczno- społecznych. W Polsce żyliśmy dość komfortowo, obydwoje pracowaliśmy na dobrych stanowiskach. Nawet muszę dodać, że na początku nasz dochód w Szwajcarii był wyższy o mniej więcej 10% niż ten, którym dysponowaliśmy w Polsce…

Czytaj dalej …

Jak przewieźć bezpiecznie i zgodnie z prawem zwierzęta domowe – koty, psy, czy fretki?

Owszem, Szwajcaria należy do obszaru Schengen i nie ma stałych kontroli granicznych, więc pies na wycieraczce samochodowej może nie zainteresować żywej duszy. Nikt jednak nie chce narażać swojego pupila na stres kwarantanny lub zatrzymania w razie wyrywkowej kontroli, bądź późniejszej wizyty u weterynarza. Szczególnie, że zasady przywozu zwierząt do Szwajcarii są dość proste i zdroworozsądkowe: zwierzęta powinny być zaczipowane, posiadać paszporty i być zaszczepione. Powyższe reguły jednak zależą od wieku zwierząt i kilku innych czynników.

Źródło: Unsplash, Autor: Jf Brou

Zakazy…

W niektórych wypadkach decyzja o emigracji do Szwajcarii będzie oznaczać rozstanie z czworonogami. Szwajcaria nie pozwala na przywóz zwierząt, które nie spełniają pewnych określonych reguł bezpieczeństwa dla jej mieszkańców i dla nich samych. Zawsze jednak możesz złożyć wniosek z prośbą o uczynienie wyjątku. Szwajcarscy urzędnicy są o wiele bardziej elastyczni w takich przypadkach i zdarza się, że pod wpływem dobrego uzasadnienia podejmują odmienną decyzję niż w ogólnych przepisach prawa.

Czytaj dalej …

A gdyby tak wszystko rzucić i pojechać… na Jurę?

Nie sposób uciec przed porównaniami szwajcarskiej Jury do mitycznych Bieszczadów. Najbiedniejszy kanton, położony na uboczu, niemal w objęciach Francji, dość słabo zaludniony (choć kantony alpejskie jeszcze słabiej). Piękny, łagodnie pofalowany, z niewysokimi górami porośniętymi romantycznym zielonym badziewiem. Prawdziwą dumą Jury są przepiękne konie z Saignelegier. Turyści? Ci fotografują dramatyczne szczyty w Alpach i zimny marmur banków w Zurychu. Ja też jestem za to odpowiedzialna. Gdy po zakończeniu pracy nad przewodnikiem dostałam zadanie od mojej redaktorki z Pascala usunięcia 70 stron z książki, Jurę wykreślało mi się z najmniejszym żalem. Dlaczego? Łatwiej wykreślić „nad wzgórzami rozciąga się tajemnicza mgła, która osiada na dzikich kwiatach drobniutkimi kropelkami rosy” niż „jest tu bardzo popularne muzeum, najbardziej stroma kolejka linowa, most wiszący i świetna baza dla paralotniarzy”. Podsumowując: magiczna atmosfera < napakowany emocjami, nastawiony na turystów rollercoaster. Bo na Jurze nie zrobisz najbardziej Instagramowych fotek, chyba że prowadzisz profil dla drwali i odludków. A takie się kiepsko sprzedają.

Nic szczególnego… Ale jak spokojnie!

Czytaj dalej …

Ciemna strona Szwajcarii – internowani za nieszwajcarskość

Wielu z nas słyszało o gehennie Irlandek, które po urodzeniu nieślubnych dzieci były zmuszane do ciężkiej pracy w zamkniętych klasztorach. Irlandzki kościół katolicki wyprał swoje brudy i zdawałoby się, że zrobił wszystko, żeby zadośćuczynić ofiarom ciemnej przeszłości, a świat dowiedział się o sprawie dzięki znakomitemu filmowi znanemu w Polsce pod nazwą „Siostry Magdalenki”. Niewiele osób wie, że podobny proceder, tyle że świecki miał miejsce również w Szwajcarii.

Zakład Pracy Karnej w Hindelbank (BE) Źródło: https://www.uek-administrative-versorgungen.ch/ausstellung/

Łagodne hale z pasącymi się krowami na tle spektakularnej panoramy Alp tworzą bajkowy krajobraz, a historie o niewinnej Heidi i jej surowym, acz dobrodusznym dziadku dopełniają poczucia, że Szwajcaria to kraj mlekiem i miodem płynący. Neutralność, prowadzenie mediacji między skonfliktowanymi krajami, Henry Dunant, który założył Międzynarodowy Czerwony Krzyż – wszystkie te elementy sprawiają, że Szwajcaria zdaje się jednoznacznie dobrym bohaterem w historii świata. Dlatego trudno uwierzyć, że w jej pięknej, bogatej szafie straszył trup. Trup z szafy już wyjrzał i ofiary systemu uzyskały odszkodowania od rządu, ale temat niewolniczej pracy Szwajcarów, którzy zostali uznani za niedostosowanych do społeczeństwa, nadal nie istnieje w mediach międzynarodowych. Informacje, z których korzystałam, pochodzą wyłącznie ze źródeł szwajcarskich.

Czytaj dalej …

Tajemnicza łódź z niekoniecznie posępnym przewoźnikiem

Po śmierci na brzegi rzeki Styks czeka posępny starzec w starej łodzi – Charon. Za 1 obola, który zapobiegliwa rodzina wkłada pod język zmarłego przewoźnik zabiera jego duszę na drugą stronę rzeki do Krainy Zmarłych. Biada temu, kto chce uciec z tego ponurego miejsca. Starzec mimo swojego cherlawego wyglądu jest potężny i bezlitosny… – ten właśnie obraz pojawił się przed oczami mojej wyobraźni, gdy usłyszałam, że w telewizji szwajcarskiej będzie wyemitowany reportaż na temat przewoźników, którzy przeprawiają mieszkańców i turystów przez rzeki w swoich niewielkich drewnianych łódkach. Wiedziałam dobrze, że mowa o Renie czy Aare, ale nie mogłam pozbyć się poczucia nierealności, jakby drugi brzeg rzeki był metaforą, a rzeczona przeprawa czymś więcej niż tylko środkiem transportu.

Źródło: Deviantart, Autor: Sangrde, Nazwa: Charon the Ferryman

No bo kto w dzisiejszych czasach używa łódek do przeprawy? Po pierwsze, niewiele osób spaceruje, a samochód nie mieści się do łódki. Po drugie, nie ma to żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Zatrudnienie przewoźnika kosztuje majątek, szczególnie w Szwajcarii, a przeprawa tylko kilka srebrnych pieniążków (owszem, szwajcarskich, ale zawsze). Nie mówimy tu przecież o łódkach turystycznych ani promach, ale o środku transportu. Po trzecie, dlaczego nie wybudować w tym miejscu mostu albo chociaż kładki dla pieszych? Przecież przewoźnik większość czasu i tak czeka na wędrowców na brzegu rzeki niczym troll z bajek.

Czytaj dalej …

Jak rozpoznać świeżaka w Szwajcarii…

… czyli 10 niezawodnych sposobów na rozpoznanie nowego i turysty

Koniec z mądrymi tekstami. Blabliblu to w końcu nie tylko polityka, praca i kurs franka szwajcarskiego. Korzenie bloga tkwią przecież w absurdalnym humorze emigranckim, tragikomicznych historyjkach nowej na rewirze i jej szwajcarskiego otoczenia. Z czasem nowa zdziadziała i teraz zamiast śmiechujków produkuje eseje o obronności. Świat schodzi na psy!

A propos kursu franka szwajcarskiego – ostatnio szwajcarska Polonia namiętnie wypłaca bilon, który planuje użyć na grillu u Kasi i Zbycha. Jak się nie da rozpalić, bo węgielki mokre, zawsze można podrzucić bloczek stówek. Pamięć okrągłych z zazdrości oczu znajomych ze studiów będzie potem osładzać piąte rano w oborze u szwajcarskiego rolnika przez kolejne sześć miesięcy. God save the grill!

Autorka Blabliblu też by z chęcią użyła takiej podpałki, ale zgubiła lupę. Bez lupy nic się nie da dojrzeć na koncie.

Bez wielkich wstępów: jak poznać świeżutkiego imigranta w Szwajcarii, jeszcze pachnącego polskim złotym, podwawelską oraz krwią i potem przelewanymi w niezliczonych internetowych bojach? Podaję 10 niezawodnych sposobów, choć nie twierdzę, że są jedyne, dlatego liczę na Wasze pomysły w komentarzach.

Czytaj dalej …