Jak przewieźć bezpiecznie i zgodnie z prawem zwierzęta domowe – koty, psy, czy fretki?

Owszem, Szwajcaria należy do obszaru Schengen i nie ma stałych kontroli granicznych, więc pies na wycieraczce samochodowej może nie zainteresować żywej duszy. Nikt jednak nie chce narażać swojego pupila na stres kwarantanny lub zatrzymania w razie wyrywkowej kontroli, bądź późniejszej wizyty u weterynarza. Szczególnie, że zasady przywozu zwierząt do Szwajcarii są dość proste i zdroworozsądkowe: zwierzęta powinny być zaczipowane, posiadać paszporty i być zaszczepione. Powyższe reguły jednak zależą od wieku zwierząt i kilku innych czynników.

Źródło: Unsplash, Autor: Jf Brou

Zakazy…

W niektórych wypadkach decyzja o emigracji do Szwajcarii będzie oznaczać rozstanie z czworonogami. Szwajcaria nie pozwala na przywóz zwierząt, które nie spełniają pewnych określonych reguł bezpieczeństwa dla jej mieszkańców i dla nich samych. Zawsze jednak możesz złożyć wniosek z prośbą o uczynienie wyjątku. Szwajcarscy urzędnicy są o wiele bardziej elastyczni w takich przypadkach i zdarza się, że pod wpływem dobrego uzasadnienia podejmują odmienną decyzję niż w ogólnych przepisach prawa.

Czytaj dalej …

Barry – najsłynniejszy szwajcarski pies

Historia, jak się domyślacie jest o przedstawicielu najsłynniejszej szwajcarskiej rasy psów – Barrym. Pewnie każdy z nas widział na żywo lub na zdjęciach bernardyny z drewnianą puszką z białym krzyżem na czerwonym tle na obroży. Wielkie, kudłate cierpliwie poddające się z wyrazem twarzy męczennika niewprawnym pieszczotom całej okolicznej dzieciarni.

Niewielu z nas pewnie jednak zna pół-legendę, pół-historię o psie Barrym. Historia ta jest znana wszystkim szwajcarskim dzieciom tak jak nam Sierotka Marysia i siedem gąsek. Autorem historii o Barrym jest szwajcarski mnich Peter Scheitlin.

Otóż Barry był psem ratowniczym z Przełęczy Świętego Bernarda obdarzonym wyjątkowym węchem i intelektem. Według legendy pies uratował życie aż czterdziestu osobom zagubionym w górach bądź zasypanym przez lawiny, a później został zabity przez żołnierza armii napoleońskiej. Historia mówi, że Barry leżał na zmarzniętym żołnierzu pragnąc go ogrzać własnym ciałem. Gdy żołnierz się ocknął, myślał, że leży na nim wilk, więc go nabił na bagnet. Z Barrym wiąże się również inna legenda. Czytaj dalej …

Operacja „Ciapa” czyli pies w Szwajcarii

Pozostaję dziś w temacie Lumpich i ich przyjaciół Burków. Wiele osób przenosi się do Szwajcarii ze swoimi ulubieńcami, bądź właśnie tutaj dochodzi do wniosku, że ich życie jest zbyt nudne i poukładane i szczekające futro z mnóstwem kłaków na dywanie i schrupanymi kapciami doskonale je urozmaici. I tutaj należy Wam wiedzieć, że Szwajcaria posiada dość ostre przepisy odnośnie psów i ich właścicieli. Przepisy te oczywiście warto znać i się do nich stosować, żeby zaoszczędzić stresu sobie i zwierzakowi i oczywiście pieniędzy. 

Przywóz futrzaka

Doskonale zdaję sobie sprawę, że część Polaków przewiozła swojego ulubieńca samochodem na kolankach, na granicy wrzucając pieska pod nogi i modląc się, żeby akurat nie padło na nas przy rutynowej kontroli przygranicznej. Większości się oczywiście uda i będą sobie żyć długo i szczęśliwie nie niepokojeni przez nikogo ani nic. Chyba, że COŚ się zdarzy. W Szwajcarii jest się zwykle o wiele mniej anonimowym niż w Polsce – nie ma tutaj wielkich metropolii, a ludzie nie boją się wzywać policji w razie jakichkolwiek problemów, dlatego zatopienie się w tłumie jest o wiele trudniejsze. Dlatego dla spokoju umysłu radziłabym jednak przewieźć psa oficjalnie.

Czytaj dalej …

Impresje z psem

Wczoraj miałam dziwną przygodę na przejściu dla pieszych. Zamyślona szłam sobie z psem po chodniku, a że pies szwajcarski, oryginalny jak nóż wojskowy, to zobaczywszy przejście wykoncypował, że na pewno przechodzimy na drugą stronę. No to dałam się pociągnąć. Sytuacja na przejściu wyglądała następująco:

Czyli nieciekawie. Autobus stał na przystanku, za nim trzy samochody zasłaniając całą widoczność. Nauczona wieloletnim doświadczeniem złapałam psa krótko i ostrożnie wyjrzałam zza samochodów, czy można iść. W tym samym momencie zauważyła mnie kobieta kierująca jeepem nadjeżdżającym po przeciwległym pasie. Kobieta bardzo mocno zahamowała, aż zapiszczały hamulce. Zatrzymała się już na pasach (ale na początku), wyłączyła silnik, wyskoczyła z auta i nóż zaczęła mnie przepraszać, psa głaskać i sprawdzać, czy na pewno żywy i nie ranny. Ranny na pewno nie był, bo grzecznie czekaliśmy na przeciwnym pasie kilka kroków od jej samochodu, ale na pewno wkurzony, bo on tu wyszedł siusiu, a jakaś obca baba go obmacuje. Ja też nie wiedziałam, o co właściwie jej chodzi, ale jako że jak wszyscy wiedzą, jestem dość nieśmiała w obcych językach, które słabo znam, to bąkałam tylko pod nosem : „pas de probleme”. Czytaj dalej …