Biznesmen na hujalnodze, czyli 10 szwajcarskich zaskoczeń

Czy coś mnie jeszcze zaskakuje w Szwajcarii po tych 7 latach? Bardziej występuje taki efekt meta-zdziwienia, czyli ja się dziwię, że ktoś się dziwi. Ewentualnie, gdy pojadę do innego kantonu i zobaczę, że tam jest inaczej niż w Vaud… No dobra, zdarza się to również, gdy się nieco zapomnę i przypedałuję dwie wioski dalej. A i w mojej wiosce występują okazjonalne szczęko-doły i gały-wyszły, na przykład gdy sąsiad, który zwykle wpada z winkiem i pomaga kosić trawę otworzy niepozorny garaż, a tam miliony koni… mechanicznych. Podsumowując: nadal się dziwię i codziennie uczę czegoś nowego. I dobrze. Dziwienie to w końcu cecha dzieci. Gdy przestajesz się dziwić, a zaczynasz wiedzieć wszystko, stajesz się starym zgredkiem.

Źródło: swissinfo.ch

Zebrałam dla Was 10 największych szwajcarskich zaskoczeń. Niekoniecznie je napotkasz jako turysta zabunkrowany w komfortowym hotelu i przemierzający utarte szlaki. Ale wystarczy tylko nieco z nich zboczyć, żeby napotkać szwajcarskie „to niemożliwe!”

Czytaj dalej …

Sposoby na dobre współżycie z sąsiadami

Sąsiedzi są denerwujący. Tak sądzi również większość pytanych Szwajcarów. Hałasujące dzieci, tupanie, głośne imprezy, psy i koty sąsiadów wyprowadzają z równowagi nie tylko Szwajcarów. Podobne problemy mają chyba wszyscy mieszkańcy większych bloków na całym świecie.

Artykuł z tak szokująco odkrywczym nagłówkiem ukazał się 19 października 2017 roku w szwajcarskiej bulwarówce 20 Minuten. Przeczytałam go z wypiekami na policzkach i swędzeniem palców. Wysokie stężenie banału w końcu może fascynować i prowokować do pikantnej odpowiedzi. Co ciekawe, nie byłam sama!

– Widziałaś sąsiadów w 20 Minuten? Przetłumaczę Ci to, a Ty trochę to posól, popieprz i wrzuć na bloga – odezwał się do mnie Tomek, kolaborant Blabliblu.

I tak zrobiłam! Także tego… tłumaczenie Tomka, jako że to jest Tomek Streit jest proste, a moje przypisy, jako że jestem trochę skrzywiona, jest kursywą!

Zatopmy się w morzu pasjonującej lektury o szwajcarskich sąsiadach. Co ich denerwuje?

Dwie trzecie Szwajcarów narzeka na swoich sąsiadów (najdrażliwsi są ludzie po 55 roku życia). Najbardziej denerwujące są hałas, nieuprzejmość i palenie papierosów na balkonie albo na klatkach schodowych. Tak wykazały badania przeprowadzone przez portal Comparis. Punktem zapalnym jest również pralnia. Nieprzestrzeganie zasad korzystania ze wspólnej przestrzeni prowadzi do częstych konfliktów. Tolerancyjni są za to Szwajcarzy w temacie seksu. Tylko 9% badanych przeszkadzają jęki i inne łóżkowe odgłosy, które dochodzą z mieszkań ich sąsiadów.

Czytaj dalej …

Gdzie jest pralka?

„Czy to prawda, że w szwajcarskich mieszkaniach nie można mieć pralki?” Takie pytanie padło w jednym z komentarzy na moim blogu. Uznałam, że temat pralkowy jest o tyle ciekawy, że aż warty osobnego wpisu.

Wyobraźcie sobie, że wprowadzacie się ze swoją 4-osobową rodzinką do przepięknego szwajcarskiego nowoczesnego apartamentu ze spektakularnym widokiem na Jezioro Genewskie. Sto metrów, nowoczesne sprzęty…piekarnik, w którym prawdopodobnie można dolecieć na Marsa, kuchenka, która mogłaby grać główną rolę zamiast Sandry Bullock w Gravity, zmywarka, która wygląda jak międzygwiezdny satelita rozpoznawczy, pralk… Eeee, kochanie, czy mógłbyś zadzwonić do naszej agentki nieruchomości i zapytać, GDZIE JEST PRALKA? Czytaj dalej …

Historia o pralce i życiu kulturalnym miast i wsi

Dzisiejsza historia będzie dotyczyła pralki. Mniej więcej rok temu przeprowadziliśmy się nieco bliżej Lozanny, bo strasznie marudziłam na dojazdy. Oczywiście nie przeprowadziliśmy się do miasta, tylko znowu do wioseczki, bo proszę Państwa, ja jestem ze Szwajcarem z krwi i kości, a każdy szanujący się Szwajcar mieszka na wsi i ma ogród, gdzie pasie krowę. W mieście mieszka zwykle emigracja i patologia, bo nie ma miejsca na krowy, które jak wszyscy wiedzą, łagodzą obyczaje.

No ale żeby to były prawdziwe miasta! To są takie miasta jak u nas miasteczka, takie podpierdółki. Lozanna, niby wielka metropolia koło nas jest tak olbrzymia, że Bielsko-Biała to przy niej Nowy Jork. Zurych – tak, tak pewnie widzicie oczami wyobraźni te marmurowe fasady banków – proszę Państwa Zurych chowa się za krzakiem w porównaniu z moim rodzinnym Lublinem. Berno – ichniejsza stolica, to hmmmm… Radom ma niemal dwa razy więcej mieszkańców. Ale to nie jest wada! Miasta są LUDZKICH rozmiarów, z mojej wioski do centrum Lozanny jest 20 minut komunikacją miejską. W dodatku każda z tych małych mieścin cieszy się życiem kulturalnym godnym Krakowa, czy Wrocławia. Na każdym rogu jest restauracja, pub, czy bar tajski. Hotele, lotniska, świetny transport publiczny, NIKT by nie powiedział, że te miasta są takie małe. (Ejże, tylko nie mówcie Stevowi, że za cokolwiek chwaliłam Szwajcarię!!!)

W związku z tym, że ja i Steve mamy tak różne pojęcie odnośnie wielkości miast, dochodzi między nami do wielu interesujących dyskusji. Na przykład nasza pierwsza rozmowa przez Skypa: Czytaj dalej …