Slow down, take it easy!

Tydzień temu wróciłam z Ojczyzny. Żywa o dziwo, chociaż było blisko. Czy chodzi o to, że z frustracji dostałam wstrząsu mózgu po tym jak waliłam głową o klamkę drzwi do polskich lekarzy, którzy przyjmują na NFZ? Nie, nie, nie chciałam sobie fundować takich ciężkich przeżyć i zdecydowałam się pójść prywatnie i zapłacić za wizyty, mimo, że płacę tyle za ubezpieczenie, że się mi należy jak psu kość.

Nie, moja żywotność była bardzo mocno testowana na polskich drogach. Raz mi jeden pan o mało nie przejechał po stopach na przejściu dla pieszych. Miałam ochotę z całej siły kopnąć w jego dychawicznego renaulta i z przeszłością i po przejściach, ale po pierwsze ów rzęchot prawdopodobnie by się wtedy rozpadł, a po drugie jak wszyscy dobrze wiedzą, nie ma sensu kopać się z koniem. Co więcej, notorycznie wchodziłam na przejście dość niefrasobliwie, myśląc, że w końcu takie prawo pieszego, po czym ze zdziwieniem konstatowałam, że żaden kierowca nawet nie zwalnia, w końcu może sobie ten pieszy poczekać, przecież w końcu nie jest -20 stopni, a ja się śpieszę! Czytaj dalej …

Dignitas – śmierć na życzenie

Szwajcaria wita wszystkich turystów, którzy chcą pojeździć na nartach, zostawić swoje ciężko zarobione pieniądze, zjeść fondue, pochodzić po górach, czy… popełnić asystowane samobójstwo.

Hmmm… No tak. Wszyscy wiedzą, że eutanazja jest legalna w Holandii, Belgii, Luksemburgu, Niemczech i Albanii. Ale tylko w Szwajcarii dopuszczalna jest turystyka eutanazyjna. Nie byłam w stanie dotrzeć do danych, ilu obcokrajowców zostawiło swoją cielesną powłokę i około 7000 franków w szwajcarskiej klinice eutanazyjnej Dignitas, ale jest to ponoć spory procent z 1000 „obsłużonych” osób.

Klinika Dignitas została założona w 1998 roku przez szwajcarskiego prawnika Ludwiga Minelli, działacza praw człowieka. Założyciel twierdzi, że w swoich działaniach kieruje się wyłącznie współczuciem wobec cierpiących osób bez nadziei na poprawę ich stanu.

Czytaj dalej …

AAAA dom tanio kupię

Pewnie po długich i uporczywych kłótniach z wszechwładnymi agencjami nieruchomości niejednemu Polakowi w Szwajcarii wynajmującemu mieszkanie zaświtało to rozwiązanie: a, wezmę kredyt i kupię! I to ja będę kręcił nosem na lokatorów i to ja będę rozdawał karty w tym rozegraniu. Wynająć wynajmie się bez problemu, a i jeszcze będę wybierał i przebierał spośród chętnych, cenę ustalę taką, żeby i kredyt sam się spłacał, i żeby zostało na wygodne życie w Polsce.

W teorii brzmi to super. Nic tylko zebrać zaskórniaki i do dzieła. Tylko, że jak pewnie wiecie, teoria nie ma wiele wspólnego z praktyką. Czytaj dalej …

Gościnnie z Belgii, najśmieszniejsze ogłoszenia konduktorów w belgijskich pociągach

Nie wiem, czy wiecie, ale w Szwajcarii bardzo popularne są dowcipy o Belgach, którzy są takim wesołym przykładem „Relax, take it easy” nawet w najbardziej stresujących sytuacjach.

Oto humor z belgijskich pociągów odnaleziony na francuskich demotywatorach (Demotivateur.fr). Wzięłam się za tłumaczenie, żeby i ludki niefrancuskojęzyczne mogły się pośmiać: Czytaj dalej …

En français, s’il vous plaît!

Dowcipasek po angielsku na dzień dobry.

Na zajęciach języka francuskiego w angielskiej szkole:

-Madame, can I use the toilet?

– En français, s’il vous plaît!

-Madam, I need to oui oui!

Przepraszam wszystkich nieanglojęzycznych, ale dowcipasek nie był przetłumaczalny na polski bez utraty puenty. Jakby co, mała pomoc dla wszystkich, którzy nadal marszczą czoło. Wee-wee to tak jakby po angielsku siusiu.

To taki poradnik, jak zrobić, żeby było taniej!

Wszyscy wiedzą, że Francuzi są niezwykle francuskocentryczni i w typowej francuskiej kawiarence nie da rady bez znajomości choćby kilku słów w języku Monteskiusza. Czytaj dalej …

Pas de bras, pas de chocolat!

Niektórzy już się pewnie domyślili, że uwielbiam pisać artykuły na bloga w samolocie. Pisanie w samolocie jednak ma to do siebie, że trzeba do tego używać wyłącznie mózgu, wszelkie pomoce typu ciocia Wikipedia, wujek Google, chłopak Steve odpadają.

Dlatego dzisiejszy wpis będzie o pewnym francuskim powiedzeniu, które jest tak absurdalne i jedzie po wszystkich najgorszych stereotypach, że powinno być zakazane, tfu tfu, obłożone ekskomuniką i karą dożywotniego pozbawienia wolności. Natomiast wbrew wszystkiemu powiedzenie ma się dobrze i – przynajmniej w Romandii – jest naprawdę bardzo popularne i…według mnie przekomiczne. Powiedzenie „pas de bras, pas de chocolat” (czyt: pa de bra, pa de szokola), czyli „bez rąk nie ma czekolady” pochodzi od pewnego dowcipu:

–       Mamo, mamo, czy mogę czekoladę?

–       Tak synku, weź sobie, jest w tamtej szafce.

–       Ale mamo, przecież wiesz, że nie mam rączek!

–       Ha! Pas de bras, pas de chocolat! (Nie masz rączek, to nie ma czekolady.) Czytaj dalej …

W weekend ma padać, więc koc, herbata, pies i Adèle

Nigdy jeszcze nie produkowałam żadnych wpisów filmowych, ale po wczorajszej sesji przed telewizorem nie mogę się powstrzymać, żeby podrzucić Wam świetny tytuł do powolnej konsumpcji. Powolnej konsumpcji, ponieważ film „Życie Adeli” trwa (bagatela) 3 godziny. Wiem, wiem, długo, część z Was pewnie się wystraszy, ale uwierzcie, film jest wart każdej swojej sekundy. I podpisuję się pod tym ja, Joanna L., pseudonim Dżo, swoimi wszystkimi dwudziestoma pięcioma rękami, nogami i wszelkimi organami wewnętrznymi. Nawet zdechła wątroba się podpisuje, choć niemrawo.

Co „Życie Adeli” (oryg.: „La vie d’Adèle”, a Anglicy się popisali: „Blue is the Warmest Color”) ma wspólnego ze Szwajcarią? No, w sumie nic, oprócz tego, że film jest francuski, więc można sobie podszkolić język w ciągu tych 3 godzin. Film przedstawia nam historię takiej jednej miłości. Notabene jest to miłość lesbijska, jednak nie klasyfikuje to tego filmu w kategoriach kina queer. Historia jest tak uniwersalna, że mogłaby się właściwie zdarzyć pomiędzy zarówno Adelą i Emmą, jak i Kasią i Tomkiem.

Adelę poznajemy jako zadziorną 15-latkę, która poszukuje swojej tożsamości. Od razu można zauważyć, że dziewczyna jest sto razy bardziej dojrzała niż jej rozbawione towarzystwo ze szkoły. Jej koleżanki żyją chwilą, Adela wydaje się, jakby na coś czekała. Co nie znaczy oczywiście, że dziewczyna sobie odmawia nastoletnich szaleństw – bynajmniej – Adela smakuje wszystkiego co zakazane w tym wieku, jednak jej wyraz twarzy pokazuje, że tak naprawdę nie jest tam obecna. Ten głęboki smutek oczywiście przyciąga do niej jak magnez wszystkich, którzy chcą choć na moment dotknąć jej tajemnicy. Czytaj dalej …

Śnięty Walenty i garnek do gotowania na parze

Dzisiaj święto zakochanych, dlatego oczywiście należy napisać artykuł o miłości, żeby jeszcze bardziej dobić samotnych. Ale nie przejmujcie się Kochani, w parze święto zakochanych bywa również całkiem prozaiczne. Dla przykładu, ja dostałam od Steva garnek do gotowania na parze. Wobec tej jawnej i niekrytej deklaracji odwiecznej miłości nie mogę się zdecydować, co mu kupić: płyn do chłodnicy czy nową słuchawkę prysznicową?

Dlatego zamiast opowiadać o kolacjach przy świecach za jedyne 200 franków (bo przecież wszystkie restauracje muszą w ten dzień zarobić), skupię się na szwajcarskich pomysłach na zmniejszenie liczby samotnych serc. Czytaj dalej …

Röstigraben czyli szwajcarska szczelina Marianny

Zawsze jak myślę o Rowie Mariańskim, przypomina mi się takie jedno zdarzenie z czasów moich studiów na lingwistyce. Na zajęciach z tłumaczenia ustnego języka angielskiego na język polski mieliśmy takie ćwiczenie, które polegało na symultanicznym tłumaczeniu pewnego nagrania, w którym niestety roiło się od nazw geograficznych. Wiecie, nazwy geograficzne, szczególnie nietypowe, to nie jest coś, co każda osoba znająca język ma w jednym palcu. Moja koleżanka otrzymała tekst o Marianas Trench, co z prawdziwym nerwem przetłumaczyła jako…Szczelina Marianny. To był ten prawdopodobnie czas, kiedy pod wpływem mojego widoku na podłodze dusząc się ze śmiechu, powstał skrót ROTFL (rolling on the floor laughing).

Czytaj dalej …

Stało się! Szwajcaria ogranicza imigrację

Właśnie zostało zakończone podliczanie głosów w referendum. Minimalną przewagą 38 tysięcy głosów przeszedł projekt ograniczenia imigracji prawicowej partii UDC.

I co teraz? Pakujemy się, polscy imigranci w Szwajcarii?

Niekoniecznie! Prawo nie działa wstecz i jeśli masz już pozwolenie na pobyt / pracę, nikt Ci go nie odbierze. Chyba że… No właśnie. Nie wiadomo w zasadzie, co się może zdarzyć, ponieważ tekst ustawy, nad którą głosowali Szwajcarzy jest bardzo niejasny i pozostawia duże pole do interpretacji. Czytaj dalej …