Slow down, take it easy!

Tydzień temu wróciłam z Ojczyzny. Żywa o dziwo, chociaż było blisko. Czy chodzi o to, że z frustracji dostałam wstrząsu mózgu po tym jak waliłam głową o klamkę drzwi do polskich lekarzy, którzy przyjmują na NFZ? Nie, nie, nie chciałam sobie fundować takich ciężkich przeżyć i zdecydowałam się pójść prywatnie i zapłacić za wizyty, mimo, że płacę tyle za ubezpieczenie, że się mi należy jak psu kość.

Nie, moja żywotność była bardzo mocno testowana na polskich drogach. Raz mi jeden pan o mało nie przejechał po stopach na przejściu dla pieszych. Miałam ochotę z całej siły kopnąć w jego dychawicznego renaulta i z przeszłością i po przejściach, ale po pierwsze ów rzęchot prawdopodobnie by się wtedy rozpadł, a po drugie jak wszyscy dobrze wiedzą, nie ma sensu kopać się z koniem. Co więcej, notorycznie wchodziłam na przejście dość niefrasobliwie, myśląc, że w końcu takie prawo pieszego, po czym ze zdziwieniem konstatowałam, że żaden kierowca nawet nie zwalnia, w końcu może sobie ten pieszy poczekać, przecież w końcu nie jest -20 stopni, a ja się śpieszę! Czytaj dalej …

Impresje z psem

Wczoraj miałam dziwną przygodę na przejściu dla pieszych. Zamyślona szłam sobie z psem po chodniku, a że pies szwajcarski, oryginalny jak nóż wojskowy, to zobaczywszy przejście wykoncypował, że na pewno przechodzimy na drugą stronę. No to dałam się pociągnąć. Sytuacja na przejściu wyglądała następująco:

Czyli nieciekawie. Autobus stał na przystanku, za nim trzy samochody zasłaniając całą widoczność. Nauczona wieloletnim doświadczeniem złapałam psa krótko i ostrożnie wyjrzałam zza samochodów, czy można iść. W tym samym momencie zauważyła mnie kobieta kierująca jeepem nadjeżdżającym po przeciwległym pasie. Kobieta bardzo mocno zahamowała, aż zapiszczały hamulce. Zatrzymała się już na pasach (ale na początku), wyłączyła silnik, wyskoczyła z auta i nóż zaczęła mnie przepraszać, psa głaskać i sprawdzać, czy na pewno żywy i nie ranny. Ranny na pewno nie był, bo grzecznie czekaliśmy na przeciwnym pasie kilka kroków od jej samochodu, ale na pewno wkurzony, bo on tu wyszedł siusiu, a jakaś obca baba go obmacuje. Ja też nie wiedziałam, o co właściwie jej chodzi, ale jako że jak wszyscy wiedzą, jestem dość nieśmiała w obcych językach, które słabo znam, to bąkałam tylko pod nosem : „pas de probleme”. Czytaj dalej …