Demon Toggeli, czyli co dręczy nocą Szwajcarów…

…jeśli akurat nie są to koszmary o spadku ceny złota.

Czy kiedyś obudziłeś się z głębokiego snu w środku nocy będąc jeszcze gdzieś w krainie między snami a rzeczywistością i poczułeś, że coś bardzo ciężkiego siedzi Ci na klatce piersiowej i uniemożliwia oddychanie? Jeśli tak, to znaczy, że z przepięknej alpejskiej krainy przyleciał do Ciebie nocny demon gór – Toggeli.

Jak wygląda Toggeli?

Nikt nigdy nie widział demona, ale najstarsi górale opowiadają, że jest to górski goblin, który mieszka w Centralnej Szwajcarii w okolicach Lucerny, w Uri, czy Obwaldzie. Toggeli atakuje w czasie najgłębszego snu. Wchodzi przez dziurkę od klucza lub dziury w ścianach (rzadko przez otwarte okna lub drzwi) i skrada się do łóżka ofiary. Siada na klatce piersiowej i dusi pozbawiając oddechu i pozostawiając tylko uczucie przerażenia i pustki. Bruno Imfeld z Obwaldu porównuje to do uderzenia drewnianym młotem, a Klaus Bucheli spod Lucerny opowiada o poczuciu, że tysiące gwoździ wbija się w klatkę piersiową. Nic nie wiadomo, jak wygląda ów demon, oprócz tego, że potrafi zmieniać kształt formę, jak również wniknąć w duszę żywych istot, na przykład zwierząt. Czytaj dalej …

Zawód asystenta seksualnego – prostytucja czy misja?

Czy oglądaliście może film Larsa von Triera „Przełamując fale”? Krótkie streszczenie: młody mężczyzna ulega wypadkowi, w wyniku którego staje się niepełnosprawny. Przykuty do łóżka mąż zmusza żonę do prostytucji (hmmm… w zasadzie nie do prostytucji, ale do puszczania się na lewo i prawo), bo tylko opowieści żony o kolejnych podbojach są go w stanie pobudzić seksualnie. Jeśli nie oglądaliście, to bardzo polecam, to stara dobra szkoła von Triera, a nie ostatnie dość przekombinowane dzieła.

Ten film w całkiem niezły sposób wskazuje na jedną rzecz: utrata dwóch nóg, dwóch rąk i oka na dodatek nie pociąga za sobą utraty popędu płciowego. Osoby z zespołem Downa, autystyczne, czy sparaliżowane to też ludzie ze wszystkimi ich potrzebami, uczuciami i nadziejami.

Europa jest już dość zaawansowana w opiece nad osobami niepełnosprawnymi. Mamy windy, obniżone krawężniki, specjalne autobusy, fundacje, paraolimpiady, specjalne miejsca dla parkowania i toalety. Tylko niewiele osób pomyślało o… seksie przystosowanym do potrzeb niepełnosprawnych.

–       Moi podopieczni mają jakieś potrzeby seksualne? A, co mi tam pani głowę zawraca – pomyśli pielęgniarka z ośrodka, który na co dzień zajmuje się takimi osobami. – Są czyści, mają podane do stołu, nawet czasami zabieramy ich do kina i na spacer! Kiedyś to takie niepełnosprawne dzieciaki się przecież zostawiało w lesie, żeby ich wilki zjadły!

–       Mój synek ma jakieś potrzeby seksualne? Zwariowała czy co? – pomyśli matka o swoim 20-letnim synu z zespołem Downa. On przecież by nigdy… On nie może mieć żony, ja się nim będę zajmowała przecież do końca życia.

–       Mój mąż ma jakieś potrzeby seksualne? – pomyśli żona, której mąż uległ ciężkiemu wypadkowi. – Nam już to nie w głowie, codziennie rehabilitacja. A zresztą on mówi, że się wstydzi.

W krajach bardziej progresywnych istnieje zawód asystenta seksualnego, którego rolą jest świadczenie usług seksualnych dla osób niepełnosprawnych. Czyli prostytutka dla niepełnosprawnych – tak pewnie pomyślicie? No cóż, możecie tak to w sumie nazywać, ale zadanie asystenta seksualnego jest o wiele bardziej skomplikowane i często nie polega wcale na odbyciu samego stosunku.

Jak mówi Claudine Damay, 59-letnia asystentka seksualna z Lozanny, praca asystenta seksualnego to przede wszystkim zapewnienie namiastki bliskości i potwierdzenia seksualności klientów. Nie trzeba zobowiązywać się do odbycia stosunku seksualnego – i Claudine tego nie robi. „W razie potrzeby daję numer telefonu do moich koleżanek, które się są w stanie tego podjąć.”

Pierwsze spotkanie zawsze polega wyłącznie na ustaleniu zasad współpracy i określenia pewnego planu działania. Czasami asystenci seksualni uczą swoich klientów jak się masturbować lub po prostu doprowadzają ich do orgazmu. W przypadku ofiar wypadków, który nie radzą sobie z „nowo nabytym” kalectwem, asystenci uczą swoich podopiecznych jak odkrywać na nowo swoją seksualność, pomagają im przełamać wstyd przed płcią przeciwną, pokazują, w jaki sposób te osoby mogą się kochać, są takim „workiem treningowym” przed inną „prawdziwą” relacją. W przypadku osób, które ze względu na swoją zaawansowaną niepełnosprawność  nie mogą już doświadczać swojej seksualności, asystenci po prostu oferują swoją bliskość, przytulanie inne niż to matczyne i sensualne masaże.

W Szwajcarii działalność asystentów seksualnych jest traktowana jak prostytucja  – czyli jest w pełni legalna (poza kantonem Genewa, gdzie istnieje osobna kategoria obejmująca te usługi). Asystent seksualny zarabia 150 franków szwajcarskich za godzinę i jest to stawka standardowa ustalona przez Szwajcarskie Stowarzyszenie Asystentów Seksualnych Corps Solidaires. Aby dostać się do zawodu, w Szwajcarii należy przejść 2-letni kurs organizowany przez stowarzyszenie (w czasie kursu można już się podjąć zawodu) i pozytywnie przejść selekcję. Kurs obejmuje część psychologiczną, sposoby relaksacji i masażu i część medyczno – rehabilitacyjną. Asystenci seksualni w Szwajcarii są członkami stowarzyszenia, które przede wszystkim zapewnia im wsparcie psychologiczne i pedagogiczne. W kantonie Vaud dzisiaj działa jedynie 5 takich osób – 4 kobiety i 1 mężczyzna i wszyscy mają duże „powodzenie”, dlatego stowarzyszenie nieustannie szuka nowych kandydatów.

Wcale się nie dziwię. Dla mnie to brzmi szalenie obciążająco. To nie jest psycholog, czy psychiatra, który uczy się, w jaki sposób nie angażować się w historię swojego klienta. Asystent seksualny musi wszystkie lęki, problemy, kompleksy klienta wziąć na klatę, żeby dać mu namiastkę jakiejś może nie prawdziwej, ale przynajmniej nieudawanej emocji.

No tak, ale seks za pieniądze… to w końcu prostytucja? Asystentka seksualna Catharina Koenig (znowu uroda rasowej prostytutki, jak na załączonym obrazku) zwykła mówić, że ten zawód jest podwójnie kontrowersyjny.

Po pierwsze – jest to piętno osoby, która za pieniądze sprzedaje swoje ciało. Po drugie – tabu związane z seksem osób niepełnosprawnych, których ciało jest często zdeformowane albo umysł błądzi gdzieś po innych planetach. Zadaniem asystenta seksualnego jest często okazanie bezwarunkowej akceptacji ciała klienta, co może być po ludzku i zwyczajnie trudne. Wszyscy oczywiście wiemy, że nie co dzień się trafia Brad Pitt przykuty do wózka. Ale okazanie szczerego ciepła i zainteresowania bez względu na to kogo spotykamy wymaga dużej mądrości życiowej, dystansu i poświęcenia.

Dlatego też wszystkie osoby wykonujące ten zawód w Szwajcarii są około 50-tki – i szwajcarskie stowarzyszenie nie wydaje nikomu pozwolenia na tą pracę, kto nie przekroczył 30 lat. W dodatku osoby wykonujące ten zawód muszą być silne i zdrowe – często trzeba swoich klientów po prostu przenieść z wózka.

Czy taka sytuacja: ciepła, uśmiechnięta asystentka seksualna plus sparaliżowany do połowy chłopak, dla którego jest to pierwsza kobieta w życiu nie stanowi żadnych zagrożeń? Oczywiście, na pewno każdy o tym pomyślał. A co, jeśli chłopak się zakocha? W końcu, bardzo możliwe, że to będzie jego pierwsza tego typu relacja i pierwsza kobieta, która okaże mu namiastkę uczucia! Dlatego ilość możliwych spotkań z jednym asystentem seksualnym jest ograniczona i ustala się ją na pierwszym spotkaniu.

Cała piątka asystentów z Lozanny traktuje swoją pracę jako misję. Mimo wszystko, jedynie trójka z nich otwarcie opowiada o swoim zawodzie prasie, znajomym i rodzinie. Nawet w tolerancyjnej Szwajcarii dwie osoby zdecydowały, że nie chcą ujawniać swojej tożsamości bojąc się piętna bycia „na sprzedaż”. A według Ciebie? Misja czy prostytucja? Prostytucja czy misja?

Źródła:

http://www.myhandicap.com/sexual-assistance-disability.html

http://www.europeandme.eu/15baby/771-sexual-assistance

http://www.smh.com.au/lifestyle/life/the-stigma-of-sexual-assistance-20111111-1nace.html

http://www.allodocteurs.fr/actualite-sante-confessions-d-une-assistante-sexuelle-9883.asp?1=1

http://www.swissinfo.ch/eng/Home/Archive/Disabled_sex_assistants_tackle_taboo.html?cid=5365194

Szwajcaria poza Schengen?

Taka to uroda tej demokracji bezpośredniej, że często dochodzi do referendum nad bardzo kontrowersyjnymi wnioskami. W końcu wystarczy jedynie 100 tysięcy podpisów panów Schmidtów spod Freiburga, czy pań Couvert z wioski Le Pont, żeby inicjatywa obywatelska została oddana pod referendum. Alternatywnie, potrzeba tylko 50 tysięcy podpisów oburzonych obywateli, którzy sprzeciwiają się wnioskowi Zgromadzenia Narodowego. To wcale nie jest tak dużo.

Jak dzieci we mgle

Jak zwykł mawiać mój kolega, jeśli w Polsce mielibyśmy demokrację bezpośrednią, to w Lubelskiem na każdym skrzyżowaniu stałby papież, na Śląsku wszystkie kopalnie by pracowały non-stop, ale i tak by się tym nikt nie przejął, bo Śląsk by zmienił „właściciela”, a płaca minimalna wynosiłaby 3 tysiące netto. Ja jednak pokładam nieco więcej wiary w ludzi. Jeśli ludzi się nauczy, że rządzenie polega przede wszystkim na podzieleniu pewnego ograniczonego budżetu i jeśli chcą mieć nowy basen, to nie się nie nareperuje drogi i odwrotnie – śliczna droga oznacza, że pływać będzie można z karpiami w stawie, to będą potrafili podejmować odpowiedzialne decyzje za państwo. Czytaj dalej …

6 miesięcy po otwarciu seks drive-inu w Zurychu, czyli nobody’s perfect!

26 sierpnia Szwajcarzy otworzyli w Zurychu pierwszy seks drive-in. Dla niewtajemniczonych – tak, tak jak Mac Drive, tylko pociągająca pani zamiast hamburgera podaje pierś (i to nie z kurczaka). Oczywiście nie omieszkałam wtedy opisać całego konceptu, który wydał mi się dość niespotykany i bardzo pragmatyczny. Przez mój blog, nie wiem, czy pamiętacie, czy nie, przetoczyła się dość ciekawa dyskusja w komentarzach, z której się swoją drogą dowiedziałam, że pomysł nie jest aż tak nowatorski, na jaki mi wyglądał – pierwsi byli Niemcy w Dreźnie. Tutaj włączył się Kuba, który dodał, że pomysł jest stary jak wojsko, Wehrmacht bien sûr, a może raczej natürlich. Kiedyś w końcu takie przybytki „lotne” zawsze wędrowały za armią, a dziś po prostu koncept został sprywatyzowany i „żeby pociupciać, nie trzeba już mieć Gott mit uns na klamrze pasa”. Wiele osób zastanawiało się, czy to ma szansę bytu i czy faktycznie będzie ciosem zadanym gangom zajmującym się handlem kobietami i wszelkim nielegalnym przybytkom chwilowego szczęścia. Tutaj musimy przypomnieć, że prostytucja w Szwajcarii jest legalna. Czytaj dalej …

Dyskretnie jak… w Szwajcarii

Delegacje syryjskiego reżimu i rewolucyjnych oddziałów rozpoczęły wczoraj (22 stycznia) rozmowy pokojowe w Szwajcarii. Rozmowy pokojowe nazywane zwykle „Genewa II” jak sama nazwa wskazuje odbywają się…w Montreux.

Tak bardzo mi przykro. Bardzo chciałam napisać o szwajcarskiej historii mediacji i powiązać tą historię z Genewą, gdzie pierwotnie miały się odbyć te ważne rozmowy. Tak się jednak złożyło, że w genewskich hotelach nie ma już miejsc, ze względu na prestiżową konferencję zegarmistrzowską, więc Szwajcarzy ustawiając po swojemu priorytety negocjacje syryjskie przenieśli do Montreux. Czytaj dalej …

Jak zostać szwajcarskim miliarderem?

Czytacie tak mojego bloga i pewnie sobie myślicie: a może rzucę ten niewdzięczny etat w Ojczyźnie i wyjadę do tej Szwajcarii! W końcu tam drogi są wybrukowane frankami, a z każdej kałuży można wyłowić garniec złota. I patrz Zyziu, jak tam ludzie mieszkają, wille nad jeziorem w sąsiedztwie Schumachera, ja też tak chcę! Trochę talentu mam, w końcu szef jeszcze nie zwolnił, pracy się nie boję, w try miga kupię to Maserati i będę się stołował u Chodorkowskiego, a za mój zegarek będzie można wykarmić całkiem spore państwo afrykańskie.

To takie proste! Tylko, że Szwajcarzy zdają sobie sprawę, że w ogarniętej kryzysem Europie wiele osób sobie jawi Szwajcarię jako zieloną wyspę pośród morza problemów gospodarczych. I Szwajcarzy właściwie jako jedyni w Europie bronią swoich granic i dostępu do rynku pracy. Polacy właściwie tylko przez 2 lata mieli swobodny dostęp do szwajcarskiego żłoba. Od 1 maja 2012 roku Szwajcarzy ponownie ograniczyli swój rynek pracy dla „nowych” krajów EU – próbnie na rok. Każdy wówczas z niepokojem czekał na rozwój wydarzeń i miał nadzieję, że Szwajcaria ponownie otworzy się po „przeczekaniu” tego ciężkiego czasu. I co się stało 1 maja 2013 roku? Szwajcaria…. poszła dalej w tym kierunku i zamknęła całkowicie swój rynek pracy dla praktycznie wszystkich. Nieważne, czy jesteś Niemcem, czy Anglikiem, żeby pracować w Szwajcarii musisz się postarać o pozwolenie o pobyt i później pozwolenie na pracę. Czytaj dalej …

Funky Claude w ogniu na niebie

Pozostaję jeszcze w klimacie Montreux i dymu, który się snuje po wodzie. Dla tych, którzy mają zaległości i nie czytali mojego ostatniego wpisu, to polecam do niego zajrzeć przed przeczytaniem dzisiejszego artykułu. Trochę kontekstu się przyda!

Już wiecie, skąd się wzięła piosenka Deep Purple „Smoke on the Water”. Tak, tak, nie jest ona zapisem kurzenia fajeczek gdzieś nad wodą, a zapewne większość z Was tak wcześniej myślała. I w dodatku pewnie się zastanawiała, jaka konkretnie była zawartość tych fajeczek, skoro zespół stworzył do nich tak diaboliczny riff. Czytaj dalej …

To piękne miejsce, żeby umrzeć

Michaił Chodorkowski – niegdyś chyba najsłynniejszy więzień polityczny na świecie – po wyjściu na wolność zatrzymał się w pięknym szwajcarskim kurorcie Montreux (czyt: Montry) w Szwajcarii. Prawdopodobnie wielu z Was po raz pierwszy słyszało o tym miejscu. A może nie? Czy wiesz, gdzie spędził ostatnie chwile Freddie Mercury? Zaczytywałeś się w Heminwayu, Tołstoju, Nabokovie? Słuchałeś Stravinskiego? Wiesz, o czym śpiewa Deep Purple w swoim największym przeboju „Smoke on the Water”?

Czytaj dalej …

Hymn narodowy Szwajcarii – version 2.0

Masz trochę inwencji, talentu muzycznego i chcesz zarobić? Stwórz nowy hymn narodowy Szwajcarii! Tak, tak! Szwajcaria przymierza się do wymiany swojego hymnu. Jego twórca nie musi być wcale Szwajcarem, konkurs na nowy hymn jest otwarty dla wszystkich. Pierwsza dziesiątka twórców otrzyma od 1 do 10 tysięcy franków, także gra jest warta nie tylko świeczki, ale i nowego auta!

Co jest nie tak z dotychczasowym hymnem? Tylko posłuchajcie:

Czytaj dalej …

Psie życie w Norwegii

Wróciłam! Dzięki za wszystkie życzenia i przepraszam bardzo za to, że nie byłam za bardzo reaktywna przez ostatnie dwa tygodnie, ale miałam pewne problemy natury internetowej. Tzn. na statku internet niby był, ale strona się ładowała przez kilkanaście dobrych minut, więc jak chciałam sprawdzić pocztę, musiałam ładnie poprosić Steva o udostępnienie swojego międzynarodowego 3G, po czym dostawał od swojego operatora sieci smsa z pogróżkami i groźbami karalnymi. Na przykład takimi, że jak tak dalej pójdzie to przez następne dwa miesiące będziemy wsuwać chleb z dżemem.

Cieszę się, że wróciłam. Jest 16:56, a za oknem przepiękny zachód słońca. Słońca! Za którym prawdziwie tęskniłam przez ten tydzień. Co prawda to nie sprawdziły się pogłoski, jakby za kołem podbiegunowym w grudniu było całkowicie ciemno. Co to to nie! Pomiędzy 11 a 13 jest niebiesko – różowo na przykład! A jak jest zorza polarna, to jest zielono! Ale słońca faktycznie nie widać. Czytaj dalej …