Alpejskie blond warkoczyki Heidi wystające z głowy każdego Szwajcara

Kto nie zna Heidi? Możecie mylić Wilhelma Tella z Robin Hoodem, możecie nadal myśleć, że szwajcarski ser to ten z dziurami wygryzionymi przez myszy i tyle, możecie nie odróżniać kuszy od arboletu, ale na hasło: Heidi każdemu przed oczami pojawi się słodka szwajcarska blondyneczka ze dwoma warkoczykami skaczącymi radośnie w rytm jej podskoków po alpejskich skałach.

Każdy kraj ma swoją Heidi – marzycielką, słodką i rezolutną sierotkę, która na początku niechciana przez swoich opiekunów z czasem staje się ich oczkiem w głowie. Mamy kanadyjską Anię z Zielonego Wzgórza, szwedzką rudziutką Pippi Langstrump, czy naszą polską Basię Kornela Makuszyńskiego. Czytaj dalej …

Jak to zrobić w Szwajcarii cz. 1… jak kupić bilet na środki komunikacji publicznej

Tym niby trywialnym, ale bardzo poszukiwanym tematem (według statystyk Google Analytics) chciałabym rozpocząć super praktyczny cykl na moim blogu. Bez żadnych analogii, odniesień i upiększeń, krok po kroku, bo przecież kto pyta, nie błądzi, a wiadomo, że szczególnie Ci, którzy emigracji lub wycieczki do Szwajcarii się nieco obawiają, wolą sobie najpierw poczytać nawet o najgłupszych i najbardziej oczywistych dla emigranckich weteranów szczegółach.

Wiele osób pyta wujka googla o to, jak kupić bilet na komunikację publiczną w Szwajcarii. Ogólnie o transporcie publicznym pisałam TU. Czytaj dalej …

Miałeś Szwajcarze alpejski róg…

Parafrazując Wyspiańskiego z „Wesela”. W zasadzie nie miałeś, a masz. Czyli dziś będzie o rogu alpejskim, jak sama nazwa wskazuje.

Róg alpejski, piękne Panie, brzydcy Panowie, to drewniany instrument muzyczny z grupy aerofonów ustnikowych tradycyjnie używany przez pasterzy alpejskich do komunikacji przed erą komunikacji satelitarnej. Obecnie jednak nieco częściej służy do zabawiania tłumów wraz z rzucaniem flag kraju i kantonu przy lokalnym winku i fleszów skośnookich aparatów.

Czytaj dalej …

Kolorowi chłopcy czyli Gwardia Szwajcarska

Barwne, egzotyczne (i najczęściej bardzo przystojne) ptaki stojące na straży Papieża w Watykanie. Gwardia Szwajcarska. Dlaczego nie Gwardia Włoska? Dlaczego nie Gwardia Hiszpańska, albo chociażby Polska? Przecież jest wiele krajów, bardziej „zasługują” na tą służbę niż Szwajcaria, gdzie tylko około 40% populacji podpisuje się pod religią katolicką. Dlaczego?

Tradycja, oczywiście, Panie i Panowie, tradycja… i moda. Zaczęło się od pewnego 16-wiecznego trendu (jak pięknie te dwa słowa brzmią obok siebie). Otóż średniowieczna armia szwajcarska była uważana za niezwykle skuteczną i lojalną, dlatego „w modzie” było najmowanie helweckich oddziałów do osobistej ochrony europejskich dworów. Gwardia Szwajcarska działała wówczas między innymi na dworach francuskim, niemieckim i włoskim. W roku 1506 Papież Juliusz II, który wcześniej był Biskupem Lozanny i dlatego dobrze znał umiejętności szwajcarskiej armii, zaprosił do Rzymu helweckich żołnierzy. Czytaj dalej …

Jadę sobie…

Na wakacje na trzy tygodnie! To nie znaczy, że to będzie Wasz urlop od bloga, jeśli zaglądacie tu regularnie, ponieważ pomna tego, że nie sposób jest pisać w indonezyjskiej dżungli o przepięknych alpejskich szczytach nadrobiłam już zaległości! Przygotowane wcześniej artykuły zostaną opublikowane automatycznie i szafa gra.

Dlaczego więc to ogłaszam? Bo pewnie będę miała „tyły” jeśli chodzi o moderację i odpowiedzi na komentarze, maile i aktywność na fejsbukowym fanpejdżu. Oczywiście, na pewno dorwę tam kiedyś Internet nie raz i nie drugi, ale zapomnijmy na jakiś czas o regularności… Czytaj dalej …

Wyniki blogowego konkursu wielkanocnego

Na samym początku muszę się przyznać, że bardzo trudno było wybrać najciekawszy komentarz. Prawdopodobnie dlatego, że zawsze są różne, ale zawsze coś wnoszą do artykułów. Niektóre dobrze dopracowane, inne bardzo spontaniczne; jedne śmieszne, drugie naprawdę informatywne; a jeszcze inne napisane przez osoby, które są niemal zawsze aktywne na moim blogu, przez co w dużym stopniu mają wpływ na jego kształt – i to też chciałam nagrodzić. A jeszcze inne po prostu przewrotnie wredne (vide: Kasia z jej „ciekawym komentarzem”), którą to cechę niezmiennie doceniam w każdym jej przejawie.

Nagroda miała być jedna, ale cudownie ją rozmnożyłam do dwóch. I tak czy siak ciągle mam problem, bo z chęcią bym doceniła wysiłki większej ilości osób… Ech, pocieszam się, że to nie koniec konkursów i z upływem czasu każdy będzie mógł zdobyć jakiś fajny szwajcarski gadżet. Czytaj dalej …

Wiosną… weź krowę w leasing!

Przyszedł poniedziałek… a wraz z nim… moja odsłona akcji „Znajdź wielkanocne jajeczko” Blogów Językowo – Kulturowych. Dumałam, dumałam i dumałam… O czym by tu napisać. Jak napiszę, że wiosna jest piękna w Szwajcarii i wstawię zdjęcie krokusa na tle Alp, to moi stali czytelnicy przyzwyczajeni do mojego bezkompromisowego stylu i nieoczekiwanych zwrotów akcji wyślą mnie do psychiatry. Poradziłam się koleżanek blogerek i otrzymałam świetną podpowiedź – napisz o… krowach.

Będziesz pisać o mnie?

Dla mieszczuchów zwykle krowy to tylko malowniczy element wsi. Ale kto z Was nie marzył, żeby mieć gdzieś na wsi taką krowę, codziennie wraz z ranną rosą wstawać i ją doić, czyścić, pasać na słonecznych alpejskich halach, gdzie wszystkie ważne papiery, prezentacje w Powerpoincie i tabelki Excela stają się takim napuszonym i śmiesznym blablabla (nie mylić z Blabliblu). Kilku szwajcarskich rolników z Berneńskiego Oberlandu najwyraźniej wyczuło tęsknotę mieszczuchów za naturą i postanowiło oddawać swoje krowy w leasing w sezonie letnim. Tak, tak – nie Audi – krowy! Czytaj dalej …

Jak szorować płytki podłogowe w niebie

Szwajcarzy sobie nie pomagają. Nie zaczynajcie jeszcze jednak porywczo sięgać po klawiaturę jadąc bezpośrednio do komentarzy zanim nie doczytacie tego artykułu do końca! Jest w tym tyle niuansów, ile odcieni szarości po moim ostatnim „białym” praniu z jedną zawieruszoną skarpetką koloru czarnego.

Tkwi tutaj pewien szkopuł. Szwajcarzy poproszeni o pomoc, rzucą się jak pies bernardyn na potrzebującego, złego słowa nie powiedzą, a w ich oczach zabłysną łzy szczęścia, że zostali dopuszczeni do tego intymnego kręgu osób proszonych o pomoc. Jednak bardzo rzadko się zdarza, żeby zaproponowali tą pomoc z własnej inicjatywy. Czytaj dalej …

Szwajcarskie skarpetki Babibouchettes

Dzisiaj, jak każdego 25 dnia miesiąca przypada akcja „W 80 dni dookoła świata”. Zasada jest prosta – jeden temat, jedna data, dzień i godzina kontra wielu blogerów specjalizujących się w różnych językach i krajach z grupy Blogi językowo – kulturowe. To idealny sposób na poznanie określonego aspektu kultury danego kraju z różnych punktów widzenia. Edukujące, interesujące i bardzo często śmieszne – dedykowane tym wszystkim, którzy są ciekawi świata!

Dzisiaj na warsztat idzie nam temat: „Stare, ale jare bajki dla dzieci”. Przyznaję, że na początku nie miałam pojęcia o żadnych szwajcarskich, kultowych bajkach dla dzieci z „jego” czasów, jednak gdy tylko zadałam to pytanie mojemu oryginalnemu, domowego Szwajcarowi, krzyknął: „Babibouchettes! To dlatego wszyscy Szwajcarzy z Romandii z mojego pokolenia mają nieźle zdarte mózgownice!” Czytaj dalej …