Szwajcaria? TAK! Dlaczego? 10 powodów, dla których powinieneś wybrać Szwajcarię

Dzisiaj czas na wielkie TAK. Zapominamy o tym, że druga połowa szklanki jest pusta, zapominamy o marudzeniu, a raczej zostawiamy je sobie na drugi artykuł o wymownej nazwie „Szwajcaria? NIE!…”. Dlaczego Szwajcaria jest idealnym krajem do emigracji? Co tutaj jest piękne, wyjątkowe, niespotykane? W jaki sposób moje życie zmieniło się na lepsze dzięki wyjazdowi do Szwajcarii? Poniższe odpowiedzi są subiektywne. Nie uwzględniałam żadnych statystyk, kantonów („bo u mnie jest inaczej!”) ani innych punktów widzenia.

 

  1. NATURA

Na początek wymieniam to, co mnie najbardziej urzekło w Szwajcarii – piękno natury dostępnej ot tak na wyciągnięcie dłoni nawet jak się mieszka w miastach. Hola! – krzykniecie i podrzucicie cudowne zdjęcia tajemniczych Mazur, naszych bałtyckich plaż, falujących połonin w Bieszczadach… No dobrze, ale gdziekolwiek w Polsce nie mieszkałam, żeby zobaczyć te wszystkie nasze polskie cuda, musiałam organizować prawdziwą wyprawę. Kilka godzin pociągiem czy samochodem. Telepanie się PKSami za studenckich czasów, jazda stopem z dreszczykiem emocji… Dodajmy do tego jeszcze ograniczony budżet i czas. W rezultacie z naszych polskich cudów natury korzystałam tylko kilka razy w roku.

Źródło: Unsplash, Samuel Zeller

Czytaj dalej …

Dziurawa ochrona Emmentalera

Tomek Streit o serze:

——————————————————

Gdzie produkowany jest Emmentaler, najsłynniejszy szwajcarski ser? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta. W 2006 roku ser został wpisany do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych – AOP (Appellation d’origine protégée). Rejestr ten chroni nazwy regionalne lub tradycyjne oznaczenia produktów rolnych, których jakość i główne cechy są określane na podstawie ich miejsca pochodzenia. Jeżeli nazwa jest zarejestrowana, może być używana wyłącznie przez producentów wyznaczonego regionu geograficznego. Producenci ci muszą przestrzegać ścisłej listy specyfikacji, która gwarantuje, że wszystko, od surowców do procesu produkcji, pochodzi z wyraźnie określonego regionu pochodzenia. Ponadto produkt musi być wytwarzany zgodnie z tradycyjnymi metodami.

Tyle w teorii. W praktyce ta prawna ochrona jest dziurawa jak sam ser. W samej tylko Szwajcarii Emmentaller może być produkowany nie tylko w dolinie Emmy. Pomiędzy Reutigen w Berner Oberland, a Güttingen nad Jeziorem Bodeńskim ser ze słynnymi dziurami wytwarzany jest w prawie 130 mleczarniach. Właściwie w centralnej i wschodniej Szwajcarii produkuje się więcej Emmentalera niż tam skąd oryginalnie pochodzi. Tylko jedna czwarta całości produkcji pochodzi z Emmental. Oczywiście taki ser nie poszczyci się etykietką AOP, ale kto by na to patrzył?

Czytaj dalej …

Evolène – szwajcarski folklor nie na pokaz

Alpy są wielkie! Majestatyczne, posolone śniegiem wierzchołki czterotysięczników zdają się lizać niebo, a w wietrzne dni, gdy jest dobra widoczność, są tak ogromne i dominujące jak żywa fototapeta wkradająca się przez okna. Ich ogrom sprawia, że są obecne na co dzień w wielu szwajcarskich domach, nawet na nizinach…

Dlaczego więc turyści wybierają niemal zawsze te same miejsca? „Czy byłeś już w Zermatt i widziałeś Matterhorn?…”, „Ostatnio, gdy byłem w Davos…”, „Wybrałbym się znowu do St. Moritz, ale tam jest tak drogo…”. To ostatnie stwierdzenie bardzo dobrze podsumowuje to, co chcę powiedzieć. Owszem, Zermatt, Verbier, Davos i St. Moritz są spektakularne i na pewno nie chcę im odbierać zasłużonej chwały. Problem jest jednak taki, że o tej spektakularności wieść niesie szeroko przyciągając tabuny turystów w sobolich futrach i diamentach, czy zwiewnych, arabskich szatach i diamentach. Popyt jest, a podaż jest ograniczona ze względu na położenie alpejskich miasteczek, które bardzo mądrze ograniczają niekontrolowany rozwój masowej turystyki. Jaki jest rezultat takiej polityki? Ceny! Słuszne szwajcarskie ceny w najpopularniejszych kurortach przebijają chmury. Żeby jeszcze za cenami szły pustki w hotelach i na stokach… A tak nie jest! W najciekawszych miejscach w szczycie sezonu pokoje trzeba rezerwować z bardzo dużym wyprzedzeniem.

Czytaj dalej …

Rekordowa zima. Od śnieżnego chaosu po wiosenne temperatury

Tomek Streit o tym, o czym dżentelmeni lubią gawędzić, czyli o czym? O polityce, religii, czy piłce nożnej? Nie! O pogodzie!

Cóż to za niezwykła zima! Styczeń przyniósł nowe rekordy. Kiedy pod koniec miesiąca górskie regiony walczyły z ogromną ilością śniegu, mieszkańców wyżynnego Mittelandu zaskoczyła piękna wiosna. W północnozachodniej Szwajcarii i nad Jeziorem Genewskim zakwitła pierwsza leszczyna, a w Buchs nad Renem alergicy musieli ratować się przed pyłkami olszy, która powinna kwitnąć jakieś dwa miesiące później. I u mnie w ogródku, niedaleko Thun, pojawiły się przebiśniegi i piękne krokusy.

W Genewie i Sion nie było tak ciepło zimą od 150 lat. Średnia temperatura w styczniu w Genewie wynosiła 6 stopni, w Sion 4. To o wiele więcej niż do tej pory. We wschodniej Szwajcarii wcale nie było lepiej. W Zurichu był to również jeden z najcieplejszych zimowych miesięcy w historii.

Czytaj dalej …

Szwajcaria bez telewizji publicznej? – referendum NO BILLAG

Czy Szwajcaria stanie się pierwszym krajem europejskim, który obali monopol telewizji publicznej? 4 marca zwykli obywatele Szwajcarii znów wezmą sprawy w swoje ręce i będą mogli zdecydować w referendum ogólnokrajowym, czy chcą nadal opłacać abonament radiowo – telewizyjny tzw. Billag.

Inicjodawcy argumentują, że zniesienie abonamentu wpłynie pozytywnie na rynek mediów i w rezultacie przyniesie korzyści również telewidzom. Szwajcarski rząd i parlament, jak również przeciwnicy reformy przekonują, że chęć uwolnienia rynku mediów od monopolu telewizji publicznej jest złudna. Szwajcarska telewizja publiczna, według nich, wręcz przeciwnie, pełni ważną rolę w utrzymaniu pluralizmu, co jest niezbędne w wielokulturowej, demokratycznej Szwajcarii.

CO TO JEST TEN SŁYNNY BILLAG?

Zanim jednak wgłębię się w argumenty zwolenników i przeciwników inicjatywy NO BILLAG, chciałabym powiedzieć kilka słów o tym podatku. Szwajcarski abonament radiowo – telewizyjny jest traktowany nieco inaczej niż nasz polski, z którym połowa rodaków bawi się w kotka i myszkę. Mianowicie Billag trzeba płacić, czy się ma telewizor i radio czy nie, co sprawia, że staje się jednym z obowiązkowych podatków, a nie opłatą za usługę. Co prawda są tacy, którzy zarzekają się, że udaje im się bez żadnych konsekwencji unikać płacenia Billagu, natomiast ja to traktuję jako taką wiecznie żywą miejską legendę… Bezpieczniej założyć, że Billag w Szwajcarii jest jak ubezpieczenie zdrowotne – czy się korzysta, czy się nie korzysta, trzeba płacić.

Czytaj dalej …

Koszty życia w Szwajcarii, czyli dlaczego nie jesteśmy milionerami

13 listopada 2017 roku na portalu swissinfo.ch pojawił się bardzo ciekawy artykuł na temat kosztów życia w Szwajcarii. Dziennikarze szwajcarskiego anglojęzycznego portalu korzystając z rezultatów ankiety dotyczącej budżetu szwajcarskich gospodarstw domowych z Federalnego Urzędu Statystycznego policzyli, w jaki sposób Szwajcarzy rozdysponowują swoje pensje.

Pisałam już na ten temat na facebooku Blabliblu, ale temat jest tak interesujący i znamienny, a posty na facebooku ulotne, że artykuł prosi się sam o utrwalenie na blogu.

No bo w końcu gdzie się podziewają te miliony, które zarabiamy w Szwajcarii? (Czy nie tak się myśli o polskich imigrantach w Szwajcarii?). Dlaczego nie jeździmy wszyscy Porszakami i nie podpalamy cygar dolarami? Dlaczego tak jak wszyscy trzy razy przeliczamy każdy grosz przed wydaniem?

Poniższy artykuł dedykuję wszystkim, którzy wybierają się do pracy w Szwajcarii na kontrakt z wynagrodzeniem w wysokości 5 tysięcy franków i zapytują mnie grzecznie, czy w ciągu sześciu miesięcy uda się im odłożyć na wesele… Sami oceńcie.

 

Autorzy nazwali swojego statystycznego Szwajcara Mario. Mario zarabia 6 250 CHF/ miesiąc – to patrząc statystycznie średnia szwajcarska pensja. Czy to dużo? Z naszej polskiej perspektywy wydaje się, że to kokosy! (licząc, że 1 frank to 4 zł, Mario zarabia 25 000 zł – w naszej Polsce tyle zarabiają tylko i wyłącznie specjaliści i menedżerowie wyższego szczebla).

Czytaj dalej …

Jak wyjść z błędnego koła bezrobocia w Szwajcarii?

– To przecież jest Szwajcaria, nawet się nie obejrzysz, jak znajdziesz pracę!

– To nic, że nie znasz języka, popatrz ilu tam jest obcokrajowców…

– Tam są siedziby wielkich korporacji – oni potrzebują kogoś takiego jak Ty.

Przyznajcie się, ile razy słyszeliście te słowa przed wyjazdem do Szwajcarii? W Szwajcarii być bezrobotnym? Niemożliwe! Popatrzcie chociażby na statystyki bezrobocia – 4,4 % w 2017 roku (dane OECD).

Nic dziwnego, że wykształcone, znające języki dziewczyny (no bo w większości przypadków są to właśnie kobiety), które szukają bezskutecznie pracy dwa-trzy-cztery miesiące, wreszcie rok, dwa lata… zadają sobie pytania: co we mnie jest nie tak, że wszyscy dookoła mają pracę, a ja nie? Wszyscy mi mówili, że będzie prosto, że praca leży na ulicy, że korporacje mnie potrzebują… A tu zdaje się, że nikt mnie nie potrzebuje.

Czytaj dalej …

Belalp Hexe czyli uwaga, wiedźmy na stoku!

Panie i Panowie, na Blabliblu pisze gościnnie KOBIETA! Tak, tak, prawdziwa kobieta! Nawet ma długie włosy i się maluje! Maluje! Na kolorowo! :O Powitajcie z entuzjazmem (bo jeszcze ucieknie i już nie wróci) Kaję Kurczewską:

———————————————————–

Co roku w styczniu alpejski ośrodek narciarski Blatten-Belalp w Szwajcarii schodzi na… czarownice! I to całkiem dosłownie. Z okrzykiem „D’Häx isch los!“ (czyli w wolnym tłumaczeniu, “z drogi śledzie, wiedźma jedzie!”) dziesiątki narciarzy i narciarek szusują w najbardziej szalonym wyścigu alpejskim w całej Krainie Sera i Czekolady.

W niemieckojęzycznej części kantonu Wallis w miejscowości Blatten od 35 lat odbywa się impreza której nie może przegapić żaden szanujący się fan nieco bardziej alternatywnego narciarstwa – Hexenabfahrt. Na jeden tydzień w styczniu stoki Belalp przejmują najprawdziwsze czarownice. Skąd pomysł na to aby wiedźmy szusowały w styczniu w Alpach? Czy nie powinny aby wtedy siedzieć w jaskiniach i warzyć eliksiry z ogonów jaszczurzych na potencję czy szczęście w miłości? Otóż, jak głosi po trochu legenda, a poniekąd również historia regionu Wallis, na przełomie XVI i XVII wieku okolice Blatten borykały się z plagą czarownic, a zwłaszcza z jedną konkretną wiedźmą która ponoć ukatrupiła była swego szanownego małżonka. Z problemem radzono sobie w dość standardowy sposób – podejrzane o ten proceder kobiety palono na stosach. Ku upamiętnieniu tej dość makabrycznej tradycji, a także aby zachęcić turystów do odwiedzania Belalp również w styczniu (znanym w branży turystycznej jako “martwy okres”), w latach 80-tych ubiegłego stulecia kilku pasjonatów białego szaleństwa wpadło na pomysł zorganizowania w styczniu właśnie wyścigu narciarskiego w przebraniach czarownic. Idea przypadła do gustu włodarzom Blatten i tak oto rozpoczęła się ponad 35-letnia już tradycja. „Używamy utożsamiania się z czarownicą Belalp nie tylko w styczniu, ale przez cały rok”, wyjaśnia Frédéric Bumann, dyrektor Belalp Bahnen, kolejek linowych i gondoli wożących narciarzy i turystów na stoki Belalp na wysokość 3112 m. „Jednocześnie jest to bardzo popularne medium reklamowe zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym”. Czyli nie taka wiedźma straszna jak ją malują, czy coś w ten deseń. 

Czytaj dalej …