Jak pracuje nauczyciel w Szwajcarii?

– Obyś cudze dzieci uczył!

– A proszę bardzo, byle w Szwajcarii!

Mimo wszystko odpowiedź na te popularne w Polsce powiedzenie jest nieco na wyrost. Praca nauczyciela jest ciężka i wyczerpująca psychicznie pod każdą szerokością geograficzną. Ale przynajmniej w Szwajcarii jest to praca szanowana i dobrze płatna.

Na potrzeby tego artykułu przeprowadziłam wywiad z koleżanką, która pracuje jako nauczycielka prawa i ekonomii w szwajcarskim liceum we francuskojęzycznym kantonie Vaud. Koleżanka wolała zostać anonimowa, ponieważ jako funkcjonariusz publiczny nie jest uprawniona do udzielania informacji prasie bez pozwolenia dyrektora placówki, w której pracuje.

Źródło: Unsplash, Autor: Jeshoots

Zacznijmy od tego, że temat szkolnictwa w Szwajcarii jest bardzo skomplikowany, ponieważ edukacja (na niższym poziomie niż uniwersytety i szkoły wyższe) leży w gestii kantonów. Oznacza to, że w kantonie Genewa nauczyciel zarabia i pracuje inaczej w kantonie Gryzonia.

ILE PRACUJE I ILE ZARABIA NAUCZYCIEL?

To zależy od kantonu!

Czytaj dalej …

Kanton Argowia, czyli marchewkowa kraina, skąd wszędzie blisko

Chyba nie ma innego kantonu, który bardziej obrywałby od całej reszty. To szwajcarski Pcim Dolny, Wygwizdów, Radom, czy Lubelszczyzna. Jak mawiają Szwajcarzy, mieszkańcy Argowii są przynajmniej tak mili, że lojalnie ostrzegają na swoich tablicach rejestracyjnych, że trzeba na nich uważać. AG to według nich skrót of Achtung, Gefahr!, czyli Uwaga, niebezpieczeństwo! Dlaczego? Dumni mieszkańcy pobliskiego Zurychu czy Bazylei tłumaczą, że mieszkańcy kantonu Argowia nie za bardzo mają gdzie nauczyć się jeździć, bo pomiędzy polami marchewek rzadko trafiają się skrzyżowania. Dlatego Argowianie czują się zagubieni w wielkich miastach.

Źródła: Aargauer Zeitung, zdjęcie wykonane na potrzeby teksty o stereotypach dotyczących Argowii. No popatrzcie: o białych skarpetkach nie wiedziałam!

Pola marchewek? Achtung Gefahr? Dziś postaram się nieco odczarować stereotyp Argowii i przewrotnie wytłumaczyć, dlaczego Argowia to bardzo wygodne miejsce do mieszkania w Szwajcarii.

Czytaj dalej …

A może by tak rzucić wszystko i wrócić do Polski?

Kto nigdy nie miał takiej myśli, niech pierwszy rzuci kamieniem. Czasami po prostu dochodzi do kumulacji. Szef Szwajcar się na nas źle spojrzy. Trzeba będzie wracać do pracy w Szwajcarii i opuścić dobrze rokujące poprawiny na weselu kolegi z klasowej paczki. Malutki siostrzeniec nie pozna nas w czasie jednego z króciutkich wypadów do Polski. Wystarczy wtedy, że koleżanka wstawi na Instagram apetyczne zdjęcie bigosu, by walizki same zaczęły się zapełniać. Fakt, że większość takich spontanicznych wyznań „mam dość, wracam!” kończy się, gdy wróci rozsądek. Ale fantazjowanie „co by było, gdybym wrócił do Polski” jest nieodłączną częścią emigracji, na równi z tęsknotą za pierogami, milionami przemierzonych kilometrów i filozoficznym „kim jesteś?”: „to skomplikowane…”.

Dlatego gdy pojawiła się możliwość rozmowy z Anią i Tomkiem, którzy całkiem niedawno temu rozpakowali walizki w Polsce po powrocie z Zurychu poczułam jakbym mogła oszukać przeznaczenie, zajrzeć za kurtynę losu, który się nie zdarzył i dowiedzieć się, jak tam jest…

Gdzieś na szlaku między Klingenstock a Fronalpstock. Z prywatnego archiwum Ani i Tomka.

Czytaj dalej …

Ticino – szwajcarska perła wakacyjna z problemami

Liście palm leniwie kołyszą się na ciepłym wietrze. Parzące słońce odbija się od krystalicznej toni jeziora, którą bezszelestnie przecinają białe jak śnieg jachty. W uroczej kafejce na promenadzie eleganccy starsi panowie sączą kawę z miniaturowych filiżanek. Zazielenione południowe zbocza Alp zachęcają do spacerów, podczas których można odkryć kamienne wioski, w których hula tylko wiatr. Przez kogo zostały opuszczone? Przez ludzi czy przez elfy?

Źródło: Unsplash, Autor: Reelika Raspel

Tak, tak, kanton Ticino jest całkiem zasłużenie nazywany szwajcarskim kantonem wakacyjnym. Kto nie chciałby mieszkać i pracować w krainie, gdzie wiecznie świeci słońce, jej mieszkańcy posługują się przepięknym i stosunkowo łatwym dla Polaków językiem włoskim, a zarabia się we frankach szwajcarskich? No właśnie, bardzo wielu… A to tylko szczyt góry lodowej problemów jednego z najpiękniejszych kantonów Szwajcarii. Dziś w cyklu DZIEŃ KANTONÓW opowiem Wam o wielu twarzach Ticino.

Czytaj dalej …

10 najlepszych szwajcarskich reklam świątecznych

Dzisiejszy artykuł będzie nietypowy – więcej w nim będzie oglądania niż czytania. A w dodatku oglądania czego? REKLAM! Przedstawione poniżej reklamy to jednak trochę inna kategoria niż „Indyk z wyskubanym kuprem tylko 9,99!”. Szwajcarskie reklamowe klipy świąteczne to w niektórych przypadkach prawdziwe majstersztyki – mini-filmy z akcją jak z Szybkich i Wściekłych, suspensem jak z Hitchcocka, piosenkami jak z Chicago i zaskakującymi puentami jak z Innych. No może trochę przesadziłam… Ale jeśli macie ochotę sobie popatrzeć na słodkie dzieci, kotki, piosenki, samotne misie i choineczki, klikajcie jak w dym!

Nie, to nie jest szwajcarska reklama… I jakby ktoś miał wątpliwości: nie radzę próbować tego w domu.

Wybrałam 10 najlepszych szwajcarskich świątecznych klipów reklamowych, z czego jeden nie jest szwajcarski, a jeszcze jeszcze jeden nie jest świąteczny… Tak, żeby nie było za słodko!

Czytaj dalej …

Mali Szwajcarzy z wolnego wybiegu

Ile razy przeprowadzałam tę rozmowę ze świeżymi polskimi imigrantami w Szwajcarii…

– Drogie Szwajcarskie Blabliblu! Właśnie otrzymałam list ze szkoły nakazujący mi zaprzestać odprowadzania mojego dziecka do szkoły. Co za absurd! Czy ktoś w ogóle może mi tego zakazać?

– Tak, droga czytelniczko. Może. Jeśli sytuacja będzie się powtarzała, zostaniesz wezwana na rozmowę do dyrektora szkoły. Jeśli się zbuntujesz, wyślą cię z dzieckiem do psychologa. Jakie są dalsze środki, tego sama tego nie wiem. Zakładam, że gdyby ktoś z tego powodu miał problem z uzyskaniem pozwolenia czy szwajcarskiego paszportu, to by się szybko przedostało do mediów, więc raczej tak daleko to nie sięga. Mówię o tych paszportach i pozwoleniach, bo tylko imigranci się buntują. Samodzielne chodzenie do szkoły jest częścią szwajcarskiej kultury…

– Szwajcarskiego czego?!!! Moje dziecko ma X lat. Nie trafi do domu. Po drodze są pedofile, wściekłe psy, nieodpowiedzialni kierowcy i czyhający na rogu dilerzy. W nosie mam taką kulturę! Jeśli trzeba, będę odprowadzała swoje dziecko ukradkiem i chowała się za drzewem pod szkołą…

Samodzielność po szwajcarsku

W dobie polskiej mody na rodzicielstwo helikopterowe, albo instagramowe stawianie dziecka na pierwszym planie, idea, żeby założyć dziecku klucz jak w latach 90-tych i wysłać je samemu do szkoły wydaje się faktycznie zwariowana. A jednak w Szwajcarii jest normą i symbolem szwajcarskiej metody wychowawczej. Metody, która zwykle stanowi prawdziwy szok kulturowy dla nowo przybyłych imigrantów.

Czytaj dalej …

Operacja Czerwony Nos – Nez Rouge

Okres świąteczny i noworoczny to wyjątkowy czas w roku. Długie wieczory rozświetlone ogniem z kominka, jarmarki świąteczne, przepięknie oświetlone miasta, tradycja okien adwentowych, wigilie w pracy, w szkole, wśród przyjaciół… Nie muszę chyba dodawać, że większość tych okazji podlewana jest pachnącym grzańcem z goździkami, gorącym ponczem lub grogiem. Łatwo dać się skusić, nawet jeśli się przyjechało samochodem. Nie muszę pewnie wspominać, że samochód i alkohol to niebezpieczna kombinacja.

Pragmatyczni Szwajcarzy już od 28 lat w tym najbardziej alkoholowo newralgicznym czasie prowadzą Operację Czerwony Nos (Operation Nez Rouge), czyli bezpłatne przejazdy i przewóz samochodu do domu balowicza. Operacja Czerwony Nos działa pod hasłem „A l’éternité préférez la sécurité”, czyli „Wybierzcie bezpieczeństwo zamiast wieczności”.

Czytaj dalej …

Dzikie tańce dookoła polskiego śledzia na szwajcarskim stole. Polish Shop + KONKURS!

Dzisiejszy artykuł, konkurs i nagrody sponsorowane są przez Polish Shop.

Czytelników tego artykułu można podzielić na dwie grupy. Niektórzy spojrzą na poniższe zdjęcie, zrobią zdziwioną minę i z myślą „kto normalny chwali się w Internecie zrobionymi zakupami” przejdą do kursów walut lub filmików z zabawnymi kotkami. Inni klikną na to zdjęcie, przeanalizują je pięć razy od prawej do lewej i od dołu do góry, a potem skomentują „a jadłaś to nowe Ptasie Mleczko o smaku kokosowym?” albo „zjadłabym pasztet!” albo „lepsze śledzie są od X!”.

Polskie łupy na szwajcarskim stole!

Przyznaj się, do której grupy należysz!

Jeśli należysz do pierwszej grupy, najprawdopodobniej mieszkasz w Polsce lub często tam bywasz. Jeśli należysz do grupy numer dwa, mieszkasz za granicą, gdzie marzycielskie rozmowy o najwłaściwszym przepisie na domowy bigos zastępują z czasem dyskusje o tym, gdzie zjeść najlepsze sushi. Czy Blabliblu ma rację? No bo tak to jest. Syty nie zrozumie głodnego. Gdy wpadam do Polski, znajomi wyciągają mnie do nowej francuskiej restauracji, która jest top, szał i hip, i zerkają z niejakim politowaniem, gdy sugeruję nieśmiało, że zjadłabym takie zwykłe domowe pierogi…

Czytaj dalej …

Bazylea – między tradycją a nowoczesnością

Być może pierwsze co Wam przechodzi na myśl, gdy słyszycie „Bazylea” są mosty na Renie, karnawał, muzea czy firmy farmaceutyczne… Nie wiem zupełnie dlaczego, ale ja jak słyszę nazwę tego szwajcarskiego miasta, przed oczami mam wyniki ankiety Love Life na temat preferencji seksualnych Szwajcarów w zależności od kantonu zamieszkania, w której Bazylea zajmowała zaszczytne pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach. Trójkąty, kwadraty, ostrosłupy wieloramienne… Założę się, że w grze „Pijesz, jeśli kiedykolwiek…” Bazylejczycy najszybciej pospadaliby z krzeseł.

– Pijesz, jeśli kiedykolwiek znalazłeś się w nago z pięcioma osobami różnej płci w komórce na miotły w piątek o 3 nad ranem!

– Coooooo? Znowu piję? Czy wy nie możecie wymyślić nic oryginalniejszego?

Także tego… Bazyleo, rządzisz. (Pójdziesz do piekła!)

Źródło: theculturetrip.com

Czytaj dalej …

Śmieci a sprawa polska

Czasami Wasze wiadomości inspirują do napisania całego artykułu. Tak było też tym razem. W zeszły piątek otrzymałam taką oto wiadomość od czytelniczki:

Jak wygląda ta apokalipsa śmieciowa w Szwajcarii? Jeśli chcecie przeczytać na ten temat artykuł, zerknijcie TUTAJ. Dla tych, którzy nie mają ochoty zagłębiać się w szczegóły, postaram się w kilku zdaniach streścić szwajcarską politykę przetwarzania odpadów.

Zacznijmy od tego, że śmieci to domena, która należy do kompetencji kantonów i gmin, dlatego może się różnić w zależności od miejsca zamieszkania. Poniżej opiszę popularny model funkcjonujący między innymi w wielkim francuskojęzycznym kantonie Vaud. Otóż mieszkańcy kantonu są zobowiązani wyrzucać nieposegregowane śmieci w specjalnych opodatkowanych workach dostępnych w każdym sklepie i na stacji benzynowej. Uwaga: takie worki są drogie – standardowy 35-litrowy worek kosztuje 2 chf (czyli około 8 złotych). Opodatkowane worki to świetny sposób na zmotywowanie mieszkańców do recyclingu. W każdej gminie lub na osiedlu znajdują się pojemniki na różnokolorowe szkło, kompost, PET, czy papier i kartony. Oprócz tego funkcjonują centra recyclingu, gdzie można przywieźć wiele innych materiałów (m.in. plastik, kapsułki z kawy, aluminium, żelazo, urządzenia elektryczne, ubrania, buty, farba, styropian…).

Czytaj dalej …