Zawód asystenta seksualnego – prostytucja czy misja?

Czy oglądaliście może film Larsa von Triera „Przełamując fale”? Krótkie streszczenie: młody mężczyzna ulega wypadkowi, w wyniku którego staje się niepełnosprawny. Przykuty do łóżka mąż zmusza żonę do prostytucji (hmmm… w zasadzie nie do prostytucji, ale do puszczania się na lewo i prawo), bo tylko opowieści żony o kolejnych podbojach są go w stanie pobudzić seksualnie. Jeśli nie oglądaliście, to bardzo polecam, to stara dobra szkoła von Triera, a nie ostatnie dość przekombinowane dzieła.

Ten film w całkiem niezły sposób wskazuje na jedną rzecz: utrata dwóch nóg, dwóch rąk i oka na dodatek nie pociąga za sobą utraty popędu płciowego. Osoby z zespołem Downa, autystyczne, czy sparaliżowane to też ludzie ze wszystkimi ich potrzebami, uczuciami i nadziejami.

Europa jest już dość zaawansowana w opiece nad osobami niepełnosprawnymi. Mamy windy, obniżone krawężniki, specjalne autobusy, fundacje, paraolimpiady, specjalne miejsca dla parkowania i toalety. Tylko niewiele osób pomyślało o… seksie przystosowanym do potrzeb niepełnosprawnych.

–       Moi podopieczni mają jakieś potrzeby seksualne? A, co mi tam pani głowę zawraca – pomyśli pielęgniarka z ośrodka, który na co dzień zajmuje się takimi osobami. – Są czyści, mają podane do stołu, nawet czasami zabieramy ich do kina i na spacer! Kiedyś to takie niepełnosprawne dzieciaki się przecież zostawiało w lesie, żeby ich wilki zjadły!

–       Mój synek ma jakieś potrzeby seksualne? Zwariowała czy co? – pomyśli matka o swoim 20-letnim synu z zespołem Downa. On przecież by nigdy… On nie może mieć żony, ja się nim będę zajmowała przecież do końca życia.

–       Mój mąż ma jakieś potrzeby seksualne? – pomyśli żona, której mąż uległ ciężkiemu wypadkowi. – Nam już to nie w głowie, codziennie rehabilitacja. A zresztą on mówi, że się wstydzi.

W krajach bardziej progresywnych istnieje zawód asystenta seksualnego, którego rolą jest świadczenie usług seksualnych dla osób niepełnosprawnych. Czyli prostytutka dla niepełnosprawnych – tak pewnie pomyślicie? No cóż, możecie tak to w sumie nazywać, ale zadanie asystenta seksualnego jest o wiele bardziej skomplikowane i często nie polega wcale na odbyciu samego stosunku.

Jak mówi Claudine Damay, 59-letnia asystentka seksualna z Lozanny, praca asystenta seksualnego to przede wszystkim zapewnienie namiastki bliskości i potwierdzenia seksualności klientów. Nie trzeba zobowiązywać się do odbycia stosunku seksualnego – i Claudine tego nie robi. „W razie potrzeby daję numer telefonu do moich koleżanek, które się są w stanie tego podjąć.”

Jak widzicie, Claudine raczej nie wygląda jak stereotypowa prostytutka, bardziej jak pani psycholog.

 

 

 

 

Pierwsze spotkanie zawsze polega wyłącznie na ustaleniu zasad współpracy i określenia pewnego planu działania. Czasami asystenci seksualni uczą swoich klientów jak się masturbować lub po prostu doprowadzają ich do orgazmu. W przypadku ofiar wypadków, który nie radzą sobie z „nowo nabytym” kalectwem, asystenci uczą swoich podopiecznych jak odkrywać na nowo swoją seksualność, pomagają im przełamać wstyd przed płcią przeciwną, pokazują, w jaki sposób te osoby mogą się kochać, są takim „workiem treningowym” przed inną „prawdziwą” relacją. W przypadku osób, które ze względu na swoją zaawansowaną niepełnosprawność  nie mogą już doświadczać swojej seksualności, asystenci po prostu oferują swoją bliskość, przytulanie inne niż to matczyne i sensualne masaże.

W Szwajcarii działalność asystentów seksualnych jest traktowana jak prostytucja  – czyli jest w pełni legalna (poza kantonem Genewa, gdzie istnieje osobna kategoria obejmująca te usługi). Asystent seksualny zarabia 150 franków szwajcarskich za godzinę i jest to stawka standardowa ustalona przez Szwajcarskie Stowarzyszenie Asystentów Seksualnych Corps Solidaires. Aby dostać się do zawodu, w Szwajcarii należy przejść 2-letni kurs organizowany przez stowarzyszenie (w czasie kursu można już się podjąć zawodu) i pozytywnie przejść selekcję. Kurs obejmuje część psychologiczną, sposoby relaksacji i masażu i część medyczno – rehabilitacyjną. Asystenci seksualni w Szwajcarii są członkami stowarzyszenia, które przede wszystkim zapewnia im wsparcie psychologiczne i pedagogiczne. W kantonie Vaud dzisiaj działa jedynie 5 takich osób – 4 kobiety i 1 mężczyzna i wszyscy mają duże „powodzenie”, dlatego stowarzyszenie nieustannie szuka nowych kandydatów.

Wcale się nie dziwię. Dla mnie to brzmi szalenie obciążająco. To nie jest psycholog, czy psychiatra, który uczy się, w jaki sposób nie angażować się w historię swojego klienta. Asystent seksualny musi wszystkie lęki, problemy, kompleksy klienta wziąć na klatę, żeby dać mu namiastkę jakiejś może nie prawdziwej, ale przynajmniej nieudawanej emocji.

No tak, ale seks za pieniądze… to w końcu prostytucja? Asystentka seksualna Catharina Koenig (znowu uroda rasowej prostytutki, jak na załączonym obrazku) zwykła mówić, że ten zawód jest podwójnie kontrowersyjny.

Po pierwsze – jest to piętno osoby, która za pieniądze sprzedaje swoje ciało. Po drugie – tabu związane z seksem osób niepełnosprawnych, których ciało jest często zdeformowane albo umysł błądzi gdzieś po innych planetach. Zadaniem asystenta seksualnego jest często okazanie bezwarunkowej akceptacji ciała klienta, co może być po ludzku i zwyczajnie trudne. Wszyscy oczywiście wiemy, że nie co dzień się trafia Brad Pitt przykuty do wózka. Ale okazanie szczerego ciepła i zainteresowania bez względu na to kogo spotykamy wymaga dużej mądrości życiowej, dystansu i poświęcenia.

Dlatego też wszystkie osoby wykonujące ten zawód w Szwajcarii są około 50-tki – i szwajcarskie stowarzyszenie nie wydaje nikomu pozwolenia na tą pracę, kto nie przekroczył 30 lat. W dodatku osoby wykonujące ten zawód muszą być silne i zdrowe – często trzeba swoich klientów po prostu przenieść z wózka.

Czy taka sytuacja: ciepła, uśmiechnięta asystentka seksualna plus sparaliżowany do połowy chłopak, dla którego jest to pierwsza kobieta w życiu nie stanowi żadnych zagrożeń? Oczywiście, na pewno każdy o tym pomyślał. A co, jeśli chłopak się zakocha? W końcu, bardzo możliwe, że to będzie jego pierwsza tego typu relacja i pierwsza kobieta, która okaże mu namiastkę uczucia! Dlatego ilość możliwych spotkań z jednym asystentem seksualnym jest ograniczona i ustala się ją na pierwszym spotkaniu.

Cała piątka asystentów z Lozanny traktuje swoją pracę jako misję. Mimo wszystko, jedynie trójka z nich otwarcie opowiada o swoim zawodzie prasie, znajomym i rodzinie. Nawet w tolerancyjnej Szwajcarii dwie osoby zdecydowały, że nie chcą ujawniać swojej tożsamości bojąc się piętna bycia „na sprzedaż”. A według Ciebie? Misja czy prostytucja? Prostytucja czy misja?

 

Źródła:

http://www.myhandicap.com/sexual-assistance-disability.html

http://www.europeandme.eu/15baby/771-sexual-assistance

http://www.smh.com.au/lifestyle/life/the-stigma-of-sexual-assistance-20111111-1nace.html

http://www.allodocteurs.fr/actualite-sante-confessions-d-une-assistante-sexuelle-9883.asp?1=1

http://www.swissinfo.ch/eng/Home/Archive/Disabled_sex_assistants_tackle_taboo.html?cid=5365194