6 miesięcy po otwarciu seks drive-inu w Zurychu, czyli nobody’s perfect!

26 sierpnia Szwajcarzy otworzyli w Zurychu pierwszy seks drive-in. Dla niewtajemniczonych – tak, tak jak Mac Drive, tylko pociągająca pani zamiast hamburgera podaje pierś (i to nie z kurczaka). Oczywiście nie omieszkałam wtedy opisać całego konceptu, który wydał mi się dość niespotykany i bardzo pragmatyczny. Przez mój blog, nie wiem, czy pamiętacie, czy nie, przetoczyła się dość ciekawa dyskusja w komentarzach, z której się swoją drogą dowiedziałam, że pomysł nie jest aż tak nowatorski, na jaki mi wyglądał – pierwsi byli Niemcy w Dreźnie. Tutaj włączył się Kuba, który dodał, że pomysł jest stary jak wojsko, Wehrmacht bien sûr, a może raczej natürlich. Kiedyś w końcu takie przybytki „lotne” zawsze wędrowały za armią, a dziś po prostu koncept został sprywatyzowany i „żeby pociupciać, nie trzeba już mieć Gott mit uns na klamrze pasa”. Wiele osób zastanawiało się, czy to ma szansę bytu i czy faktycznie będzie ciosem zadanym gangom zajmującym się handlem kobietami i wszelkim nielegalnym przybytkom chwilowego szczęścia. Tutaj musimy przypomnieć, że prostytucja w Szwajcarii jest legalna.

Dla osób, które nie mają pojęcia o czym ja mówię, odsyłam do sierpniowego artykułu:

Seks drive-in czyli jak działa szwajcarski mózg

Dla leniwych krótkie przypomnienie: seks drive-iny to gustowne garaże w ogrodzonej zonie w jednej z peryferyjnych dzielnic Zurychu. Otóż po wjechaniu do zony klient w swoim samochodzie (niestety dyskryminacja dwukokołowców i ekologów), powtarzam – klient, jeden klient na jeden samochód (pomysł nieekologiczny + dyskryminacja wielbicieli innokątów niż dwukąt) wybiera sobie dziewczynę i zaprasza ową na słodkie tête-à-tête w estetycznym garażu. Czyli podsumowując konsumpcja tej znajomości miałaby być spełniona w samochodzie zakrytym przed oczami ciekawskich cienkimi ściankami garażu.

Władze Zurychu umotywowały utworzenie tego miejsca głównie zwiększeniem bezpieczeństwa i komfortu prostytutek, które od tej pory miały się przestać chować po krzokach z klientami. Została również podniesiona kwestia walki z nielegalną (czyli niezarejestrowaną) prostytucją, handlem kobietami, HIV i chorobami wenerycznymi i wszelkimi innymi zjawiskami, które się ciągną za niekontrolowanym ciupcianiem się społeczeństwa jak markietanki za wojskiem.

Po tym przydługim wstępie dochodzę do sedna sprawy. Po pół roku działania seks-boksów miasto zaczyna podsumowywać bilans zysków i strat w ciągu tego czasu. I co? Stety – niestety, jak do tej pory wygląda, pomysł się nie sprawdził.

I same prostytutki i klienci bardzo niechętnie korzystają z wyznaczonej zony. Tylko 14 dziewczyn zdecydowało się przenieść swoje usługi do seks-boksów, mimo wszelkich obiecywanych zalet miejsca. Jest to mniej więcej połowa przewidywanej wydajności przerobu klientów. Czyli to nie klienci hulają po seks-boksach, ale wicher.

Co jest przyczyną tego stanu rzeczy? Według szwajcarskiej prasy, być może to olbrzymie zainteresowanie medialne, a być może zbyt mocne standardy bezpieczeństwa. No cóż, nawet w pragmatycznej Szwajcarii korzystanie z usług płatnej miłości nie jest powodem do chwalenia się na prawo i lewo. Wielu klientów prawdopodobnie wystraszyło się tego, że strefa jest monitorowana i sczytywane są numery rejestracyjne wjeżdżającego pojazdu. W końcu ktoś zbiera te dane, prawda? W dodatku, nawet nie można tam wjechać z kumplem tak „dla kurażu”. I to w dodatku trzeba się zadowolić samochodem – niektórzy się nie mieszczą we dwoje na przykład po rodzinnych polskich świętach. Co więcej, pewnie część klientów lubi tą nutkę zagrożenia, zakazanego seksu gdzieś nie wiadomo z kim, w bramie, czy pod bukszpanem pospolitym. Seks zorganizowany, legalny i bezpieczny mają w domu pod kołdrą z żoną i to w dodatku nawet często własną.

Gdzie się więc podziały prostytutki? Na ulicach ich nie ma i to jest niepokojące. Nie ma ich w byłej czerwonej dzielnicy Sihlquai, nie ma w nowej Altstetten. Władze przypuszczają, że prostytutki mogły się zdecydować na pracę w prywatnych pokoikach, agencjach, czy hotelach. Czyli problem nielegalnej, niekontrolowanej przez państwo prostytucji zamiast się rozwiązać, się nawarstwił.

Czy rozwiązał się za to problem zorganizowanych grup przestępczych kontrolujących prostytutki w wyznaczonej strefie z seks-boksami? Nie! Alfonsi, snują się w pobliżu strefy, a jedna kobieta znajdująca się w strefie, zwana nomen omen Capo, kontroluje inne dziewczyny, czasami zmuszając je do podjęcia działań, które nie są legalne w kontrolowanych przez władze seks-boksach (na przykład seks bez prezerwatywy).

Na koniec zachowałam najbardziej uderzającą informacje. Prostytutki ze strefy drive-in doszły do wniosków, że bardziej opłacalny od frymarczenia swoimi wdziękami będzie handel narkotykami. W końcu seks-boksy nie są monitorowane i nikt nie wie, co też tam dziewczyna robi z klientem, a jednocześnie zapewniają bezpieczne ukrycie wszelkich pokątnych handelków. Prostytutki ponoć sprzedają bardzo uzależniające tabletki na bazie kokainy, także jeśli władze utrzymają strefę w identycznej formie, może się okazać, że nagle zdecydowanie przybędzie stałych klientów seks-boksów…

No cóż – na usta ciśnie mi się – nikt nie jest idealny. Nawet Szwajcarzy popełniają błędy. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg tej historii – jak władze Zurychu sobie poradzą w tej naprawdę kryzysowej sytuacji. Czy miasto utraciło już na zawsze kontrolę nad tą kontrowersyjną kwestią?

4 komentarzy o “6 miesięcy po otwarciu seks drive-inu w Zurychu, czyli nobody’s perfect!

  • 29 stycznia, 2014 at 1:09 pm
    Permalink

    Gdzieś mi się mignęło, że w kilku krajach na świecie państwo zwraca za prostytuki osobom, które z racji. np. kalectwa maja kłopot ze znalezieniem partnerki… Była tam nawet wypowiedź jakiejś Włoszki an ten temat, która swojemu choremu synowi sprowadza regularnie panią do towarzystwa.

    Reply
    • 29 stycznia, 2014 at 1:18 pm
      Permalink

      Tak, pewnie, w Szwajcarii oczywiście jest taki zawód – jest to asystent seksualny. Ale dzięki Kamil, napiszę o tym artykuł, bardzo fajny temat!

      Reply
      • 30 stycznia, 2014 at 4:54 pm
        Permalink

        I znów kontrowersyjny!

        Pamiętam Twój wpis z wakacji – chyba jeden z pierwszych, dzięki któremu trafiłam na Twój blog. Świetnie napisany ten Twój komentarz po sześciu miesiącach.

        Reply
        • 31 stycznia, 2014 at 10:38 am
          Permalink

          No tak 😀 Taki to kraj, gdzie obok bankierów stoją rolnicy, a obok nacjonalistów międzynarodowe korporacje. Tradycjonaliści i tzw. prawdziwi katolicy mają w opozycji asystentów seksualnych, legalne prostytutki i tolerowane miękkie narkotyki. Trudno ogarnąć to rozumem…

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.