Wakacje z duchami w Val Sinestra

Wczoraj oglądałam ciekawy, lecz nieco plotkarski dokument na Discovery na temat najbardziej „zainfekowanych” duchami miejsc na świecie. Zaszczytne miejsce obok zamku w Edynburgu, Alcatraz i Salem zajął pewien tajemniczy hotel w Val Sinestra w Szwajcarii. Zaraz, zaraz! W Szwajcarii? Coś przegapiłam?

Na szczęście w epoce szybkiego internetu i niezawodnego wujka googla już za moment miałam jak na dłoni wszystkie informacje o tym tajemniczym miejscu: Czytaj dalej …

Sto lat, Szwajcario!

Dzisiaj jest Narodowe Święto Szwajcarii, rocznica zjednoczenia 3 pierwszych kantonów: Uri, Schwyz i Unterwalden. 1 sierpnia 1291 roku przedstawiciele tych trzech alpejskich kantonów podpisali akt konfederacji, który na początku był w zasadzie sojuszem obronnym przeciwko Habsburgom.

Oto oryginalny dokument Aktu Konfederacji Helweckiej:

Czytaj dalej …

Kto zabił Laurę Palmer?….oooo, sorry! Nolę Kellergan!

-Nie mogę spać i urwałam się dziś z pracy!

-A co się stało? Źle się czujesz?

-Nie, czytam! Nie mogę się oderwać!

W taki oto sposób dowiedziałam się o istnieniu Joela Dickera i jego książki „Prawda o sprawie Harry’ego Queberta”. Ominął mnie szum medialny, nachalna promocja, która zwykle nie wróży nic dobrego lub takie „dzieła” jak „50 twarzy…”. Zabrałam się za szperanie, kto to jest ten Joel Dicker. I oto, co znalazłam na Internecie:

Ooooo…. Czytaj dalej …

3 przepiękne filmy w języku szwajcarskim

Dzisiaj moja ulubiona grupa blogerek językowych i kulturowych bierze udział w comiesięcznej akcji „W 80 blogów dookoła świata”. Temat na lipiec: „5 filmów kraju X, które warto obejrzeć”, gdzie X to kraj opisywany przez blogera. Na początku podeszłam do tematu dość entuzjastycznie – szwajcarska kinematografia – łał – tego jeszcze nie było – na pewno poznam jakieś alternatywne, artystyczne realizacje i wykopię takie dzieła, że wszystkim opadną koparki.

Temat wrzuciłam na swojego facebooka z prośbą do wszystkich znajomych Szwajcarów o podrzucenie czegoś na moje wideło. Znajomi na to: „Heidi!” (Kła?), „- Schweizermacher z 1975! – A fajne to chociaż? – Eeeeee… reprezentatywne:/” (to ja zrezygnuję…), „Soldat Läppli” (patrzę, a to na podstawie przygód Wojaka Szwejka!). Entuzjazm opadał tak gwałtownie, jak poziom piwa w moim kuflu (żeby nie było, wpis powstał wieczorem!). I nie była to wina przecieku naczynia.

Nieważne zresztą. Przez długi czas zastanawiam się nad rezygnacją z uczestnictwa w akcji w tym miesiącu, ale w końcu wzięłam się w garść. W końcu mogę nie pisać o szwajcarskiej kinematografii, która najwyraźniej jest mniej więcej na poziomie polskiej (w końcu w czymś jesteśmy tak „dobrzy” jak Helweci!), ale mogę napisać o filmach w języku szwajcarskim. Czytaj dalej …

Poezja architektury – Zumthor

Wszyscy wiedzą, że Joanna L. pseudonim Aszu (tak, tak, tak na mnie mówi Steve, który nie potrafi pojąć funkcji wołacza w języku polskim) jest tłumaczką. Zwykle tłumaczy nudy na pudy tak że jej umysł i ciało pracują w dziwnym, robotycznym trybie. Może ktoś się tutaj oburzać, ale nie potrafię się jakoś zafascynować instrukcją obsługi pralki. Takie zwyczajne, codzienne zlecenia rozwijają mnie o tyle, że potrafię bez przeglądania manuala złożyć odkurzacz parowy, albo znam wszelkie możliwe środki ostrożności przy używaniu urządzeń elektrycznych. Nic mnie już nie zaskoczy, jeśli chodzi o obsługę sprzętu AGD i RTV!

Czasem jednak trafi się zlecenie – klejnot. Takie, że siadam do komputera z niecierpliwością, czytam mnóstwo dodatkowych artykułów na dany temat, a praca nagle przestaje być pracą a staje się hobby. Niestety takie perełki trafiają się zdecydowanie zbyt rzadko… Takie właśnie zlecenie otrzymałam nie tak dawno temu – zlecenie przetłumaczenia na język polski książki o projektach znanego szwajcarskiego architekta Petera Zumthora. Czytaj dalej …

Barry – najsłynniejszy szwajcarski pies

Historia, jak się domyślacie jest o przedstawicielu najsłynniejszej szwajcarskiej rasy psów – Barrym. Pewnie każdy z nas widział na żywo lub na zdjęciach bernardyny z drewnianą puszką z białym krzyżem na czerwonym tle na obroży. Wielkie, kudłate cierpliwie poddające się z wyrazem twarzy męczennika niewprawnym pieszczotom całej okolicznej dzieciarni.

Niewielu z nas pewnie jednak zna pół-legendę, pół-historię o psie Barrym. Historia ta jest znana wszystkim szwajcarskim dzieciom tak jak nam Sierotka Marysia i siedem gąsek. Autorem historii o Barrym jest szwajcarski mnich Peter Scheitlin.

Otóż Barry był psem ratowniczym z Przełęczy Świętego Bernarda obdarzonym wyjątkowym węchem i intelektem. Według legendy pies uratował życie aż czterdziestu osobom zagubionym w górach bądź zasypanym przez lawiny, a później został zabity przez żołnierza armii napoleońskiej. Historia mówi, że Barry leżał na zmarzniętym żołnierzu pragnąc go ogrzać własnym ciałem. Gdy żołnierz się ocknął, myślał, że leży na nim wilk, więc go nabił na bagnet. Z Barrym wiąże się również inna legenda. Czytaj dalej …

Blondynking czyli podryw na spojler

Wjeżdżamy na autostradę z moją koleżanką Karoliną. Poruszamy się za jakimś sportowym Porsche.

-Popatrz Aśka, otwiera mu się bagażnik!

-Szybko uciekaj na drugi pas, jeszcze mu coś wypadnie i rozbije nam szybę!

-Oooo nie zauważył!

-O matko! Podjedź do niego i mu jakoś pokaż na migi.

Podjeżdżamy i gestykulujemy dramatycznie. Facet nie wie zupełnie, o co chodzi, ale pokazuje na zjazd i żebyśmy jechały z nim. No to jedziemy.

-Zamyka mu się!

-No nic, trudno, powiemy, że ma coś nie tak z bagażnikiem po prostu. Czytaj dalej …

Futbolowo w Szwajcarii

Dzisiaj półfinał, a co się działo dokładnie tydzień temu? Dokładnie tydzień temu Szwajcaria grała z Argentyną. Ze Stevem stwierdziliśmy, że idziemy na publiczne oglądanie meczu, w końcu dzielone szczęście smakuje podwójnie, a dzielone łzy są o połowę lżejsze.

Zdecydowaliśmy się iść do niewielkiego baru na otwartym powietrzu w pobliżu dworca w Morges. Tutaj należy nadmienić, że ten bar został zorganizowany w miejscu, które jest zwykle okupowane przez bezdomnych i to w pewien sposób dominowało jego atmosferę. Czy to znaczy, że jego klientami byli bezdomni? Powiedzmy tak: nieco różniłam się od jego klienteli. Ja wieczorem myję zęby, a oni nie. I to nie dlatego, że mają problemy z higieną osobistą, o nie. Ja wieczorem myję zęby, a oni wieczorem myją ząb. Jaka oszczędność na paście i szczoteczka się mniej zużywa! Czytaj dalej …

Mundial z równoramiennym krzyżem na sercu

Przy dzisiejszym artykule bardziej niż zwykle należy zauważyć, że autorka mieszka w Romandii. Mam wrażenie, że mój kanton Vaud jest najmniej szwajcarski z kantonów Szwajcarii i nie mam wątpliwości, że gdzieś indziej kibicowanie może wyglądać inaczej. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda w innych kantonach – polscy mieszkańcy Zurychu, Bazylei, Argowii, Gryzonii, Ticino, odnieście się do tego, co tu napisałam.

Ale zacznę inaczej. Taka sytuacja:

NK – Nasza Koleżanka, S – Steve

NK – Dziwne te imiona i nazwiska szwajcarskie – Granit Xhaka…

S (z kamienną miną) – To w romansz.

NK – Aha… Ale Xherdan Shakiri to na pewno nie Szwajcar.

S (ciągle pokerowo) – Jak to nie. To typowe nazwisko w Appenzellu! Czytaj dalej …

Jak na wakacje to do Szwajcarii

Dzisiejszy artykuł jest częścią cyklu „W 80 blogów dookoła świata”. Dla niewtajemniczonych – cykl zakłada publikację artykułów na jeden zadany temat w tym samym czasie przez blogerów opisujących różne kraje lub języki. Czyli podsumowując mamy jeden temat i wiele, wiele różnych podejść.

Do ostatnich dwóch edycji cyklu nie dałam rady podejść, bo za pierwszym razem, gdy blogerzy polecali książki z danego kraju, to ja się wakacjowałam. Ale obiecuję, że coś kiedyś podlinkuję dla zapalonych czytelników. Drugi temat to były ciekawe lub trudne słowa w danym języku. Nie ukrywam, że dla mnie trudne słowa po francusku to wszystkie, które mają więcej niż 4 litery, dlatego bez żalu opuściłam ten cykl.

Dzisiejszy cykl to „Wakacje w kraju X”, który przyjmuję z wielką radością, ponieważ przecież każdy wie, że wakacje w Szwajcarii to szczyt marzeń każdego Rockefellera. A że szczyt marzeń każdego to być Rockefellerem, co nas szybko prowadzi do konkluzji, że wakacje w Szwajcarii to szczyt marzeń każdego. Najgorsze jest to, że jedyne co mi przychodzi do głowy to głupkowate wskazówki. I to nie w stylu: weź czapkę z daszkiem i dobry humor, tylko te w stylu: weź sprzęt nurkowy i podwodną wiertarkę udarową. Skarbce słynnych banków pod Jeziorem Genewskim zapraszają! Za dobrą radę pobieram 20% łupów. Czytaj dalej …