Jak być wege (i cyklistą) w Szwajcarii, skoro w Polsce już nie da rady…

Wegetarianie, weganie, cykliści i marksiści pakują pewnie właśnie walizki zalewając płaczem swe rumiane jak bio-jabłuszka twarze. Pewnie niektórym jako destynacja podróży w jedną stronę przypadnie Szwajcaria, dlatego z chęcią Wam wyjaśnię, jak tu żyć, gdy się jest dumnym posiadaczem nienormatywnych przyzwyczajeń żywieniowych.

Moje wyjaśnienia pochodzą z opowieści 2 znajomych wegan – jeden mieszka w Winterthur, a drugi na nieopodal mnie, na wsi w części francuskojęzycznej (ten pierwszy to Anglik, ten drugi – Polak gwoli wyjaśnienia, co bardzo dobrze się składa, bo obydwaj mają porównanie wege w Szwajcarii z wege w swoich krajach pochodzenia). Dodam, że dostałam od panów kilka fajnych linków dla wegan-wegetarian, skąd zaczerpnęłam wiele użytecznych informacji, którymi się z Wami nie omieszkam podzielić.

Czytaj dalej …

Polski Kopciuszek? O, nie! Gdzie Polaków wiedzie ambicja (i kompleksy, ale o tym ciiiiii…)

Wśród moich szwajcarskich znajomych z Vaud jest taka legendarna Polka. Dlaczego legendarna? Bo zawsze widujemy się tylko na minutę podczas jakiś wspólnych imprez, zawsze próbujemy się umówić na dłużej i nigdy nam nie wychodzi! Gdy ja w Polsce, ona ma wolne, gdy ona się włóczy po Andach, ja piszę do niej właśnie smsa z propozycją wspólnego winka…

Dziewczyna pracuje na pół etatu w biurze, na drugie pół w restauracji, a także okazyjnie zajmuje się dzieciarnią i oczywiście robi podyplomówkę, uczy się jakiś egzotycznych języków obcych, a oprócz tego nie zaniedbuje życia towarzyskiego. To taka chodząca legenda, o której wszyscy znajomi Szwajcarzy mówią z nabożeństwem: „Ja zdychałem po tej nocy w klubie przez dwa dni, a Ada miała do pracy na 8…”

Czytaj dalej …

Powiedz mi, gdzie robisz zakupy, a ja Ci powiem na jakim etapie emigracji jesteś!

Dzisiaj nawiedzą nas zakupowe historie inspirowane moim odkryciem roku – rolnikiem Albertem. Już dawno temu rozpoczęłam poszukiwania jakiegoś sympatycznego rolnika z okolicy w celu zakupu jego płodów… rolnych oczywiście. Bo po co w zasadzie ja mam płacić wielkim sieciom handlowym za pomidory, które prawdopodobnie zwiedziły więcej świata niż ja lub jabłka standardowej wielkości i koloru aż śliskie od pestycydów i innego syfu. Wolę zapłacić rolnikowi do łapki i przynajmniej znać mamę i tatę mojej sałaty i wszystkie jej zielone, liściaste siostry.

wine lovers

Czytaj dalej …

Jak to zrobić w Szwajcarii cz. 6… czyli jak wyrzucić śmieci i nie dostać przy tym mandatu

Dzisiejszy artykuł – część super-praktycznego cyklu dla początkujących emigrantów w Szwajcarii powstał głównie na podstawie zasad obowiązujących w moim kantonie Vaud. Niestety – śmieci to temat zdecentralizowany, także każdy kanton decyduje sam za siebie. A że kantonów mamy sporo, to mój artykuł musiałby mieć kilka dobrych stron i powstawać przez równy miesiąc, żeby objąć wszelkie możliwe opcje. Liczę jednak na Was – czytelników Szwajcarskiego Blabliblu, którzy mieszkają w innych kantonach i mogą zostawić komentarz – jak to się robi w Waszym kantonie. Uwierzcie, dla „nowych”, niekoniecznie znających język Wasz komentarz może być na wagę złota!

Jak to się robi w Vaud? Śmieci domowe pakuje się w oficjalne worki kantonalne, które wyglądają tak:

Czytaj dalej …

Mandaty za spóźnienia do szkoły? Sąd za nieusprawiedliwione dni? Witajcie w Szwajcarii kochani rodzice!

Tak, tak, wrzesień to miesiąc szkoły, dzieci i… mandatów za spóźnienia na lekcje! (To nic, że już jest październik…) Zapomnijcie, kochani rodzice, o pisanych odręcznie usprawiedliwieniach opisujące enigmatycznie „awarię budzika”, „ważne sprawy rodzinne”, czy „ucieczkę autobusu”.

Poniższe historie pochodzą od moich własnych koleżanek mieszkających w kantonie Vaud. Dlatego uprzedzam – być może inne kantony nie mają tych samych problemów. Tego nie wiem, i liczę oczywiście na Wasze komentarze! Czytaj dalej …

Przenosimy dzieci do szwajcarskiej szkoły – mamy emigrantki radzą

Ile rodzin się rozpadło ze względu na te wątpliwości i strach, jak dzieci sobie poradzą w szkole na emigracji bez znajomości języka, ani przyjaciół… Ile smutnych opowieści stoi za przekonaniem, że dzieciom będzie lepiej w Polsce, mimo że ich tata, a nierzadko i mama mieszkają i pracują za granicą… Znam ten temat ze swojego podwórka – zostałam wychowana tylko z mamą, podczas gdy tata pracował w Austrii. Moi rodzice nie zdecydowali się na nasz wyjazd, głównie ze względu na nas.

Dlatego ten artykuł dedykuję tym, którzy nie mogą się zdecydować, czy dołączyć do swojej drugiej połowy w Szwajcarii. Dla tych, którzy martwią się tym, że mieliby narazić swoje dziecko na tak duży stres zmiany szkoły – oto 9 historii rodzin, które zdecydowały się rzucić na głęboką wodę i wysłać dzieci do szwajcarskiej szkoły bez znajomości języka. Czytaj dalej …

Najdłuższy tunel świata… w budowie

Z czym kojarzy Wam się kanton Ticino? Z lazurowymi jeziorami, palmami i widokami rodem z St-Tropez? Z wakacjami? Z takimi prawie-Włochami? Pewnie większości z Was w głowie tylko słońce i pejzaże w głowie, gdy mówię: Ticino. A wiecie z czym się kojarzy ten kanton zawodowym kierowcom? Z korkami! Z kilometrami zawalonymi samochodami osobowymi i ciężarówkami. Z długimi godzinami stania w zasadzie w jednym miejscu i powtarzania sobie: „Wcale nie chce mi się siusiu, wcale a to wcale nie chce mi się siusiu…”

W sumie nic dziwnego – droga przez tunel Świętego Gottharda to najszybsza i najłatwiejsza trasa łącząca Niemcy i Włochy. Dzięki temu wygodnemu tunelowi nie trzeba kluczyć po stromych alpejskich drogach przez przełęcze, które i tak przez niemal połowę roku są zamknięte. Dlatego najczęściej droga przez tunel Świętego Gottharda wygląda tak:

Czytaj dalej …

Ciocia dyskryminacja i czarne owce

Czy kiedykolwiek odczułam dyskryminację w Szwajcarii? To pytanie nie raz pada z ust moich znajomych mieszkających w Polsce lub w innych zakątkach świata. Zawsze jednak budzi moje zdziwienie. Wiele się słyszy o demonstracjach antydyskryminacyjnych w Londynie, ogląda się filmiki, gdzie pijani Holendrzy wyzywają Polaków od tych i owych i czyta wypowiedzi wykształconych i inteligentnych Polaków mieszkających na Wyspach, którzy się skarżą na wszechobecne szykany ze względu na narodowość. Co więcej, niedawno czytałam komentarze Polaków, że „Szwajcarzy mówią, że my mieszkamy w norach”.

Nóż się w kieszeni otwiera. Nie wiem, z kim Ci Polacy się zadają, ale jakby mi ktoś powiedział, że mieszkam w norze, to byłaby ostatnia rzecz, jaką byłby w stanie powiedzieć przed zakończoną rehabilitacją po operacji wstawienia nowych jedynek. Jak można sobie pozwolić, żeby ktoś komentował nasze mieszkanie, albo stan majątkowy?…. Czytaj dalej …

Krótka historia o wynajmie

Ostatnio przy okazji artykułu o średnich zarobkach w Szwajcarii czytelnik bloga Paweł zadał pytanie odnośnie jakości życia przy określonych zarobkach, a następnie na temat wynajmu mieszkania. Jako żywo przed oczami stanęła mi sytuacja sprzed wieków, miesiąc po mojej przeprowadzce do Szwajcarii, gdy jeszcze byłam młoda i niewinna (no dobra, bez przesady, nie było to w przedszkolu).

Wiecie jak to jest… Nie przeprowadzałam się tu ze względów ekonomicznych, tylko sercowych. Umowa z moim arbuzem była taka: to Ty się sprowadzasz do Krakowa, czym arbuz był swoją drogą zachwycony i bardzo zmotywowany. Ale pobożne życzenia pobożnymi życzeniami, a rzeczywistość wiecie jaka jest… Po roku kombinowania w końcu ja zawinęłam manatki w jedną solidną, acz niepełnosprawnie trójkołową walizkę i krzyknęłam: „Hej przygodo!”. Czytaj dalej …

Upalnie i nielegalnie

Co prawda, to falę upałów mamy już chyba za nami, ale nie wierzę (albo nie chcę wierzyć), że lato już się skończyło! Przed nami na pewno jeszcze wiele przepięknych, słonecznych dni, a temperatura nam jeszcze nie raz zlasuje wszystkie jeszcze dziwnym trafem niezabite komórki mózgowe.

Czytaj dalej …