Szwajcarzy w większości mieszkają w mieszkaniach wynajmowanych. I to nie tylko studenci, młode małżeństwa na dorobku, czy biznesmeni często zmieniający miejsce zamieszkania. Wynajmują babcie, rodziny z trójką dzieci, starsi, poważni, często zamożni ludzie. Tylko około 35 % Szwajcarów mieszka w swoim własnym mieszkaniu / domu. Statystycznie najmniejszy procent osób posiadających mieszkanie w skali europejskiej występuje właśnie w tym kraju. W Polsce jest to aż 77%. Czytaj dalej …
Author: Jo
Jednodniowa wyprawa w poszukiwaniu absolutu
(I nie chodzi tu o Absolut porzeczkowy)
Czyli część trzecia „Dla tych, którzy myślą, że żeby wejść na górę trzeba iść w górę” z 19 sierpnia.
Oto moja propozycja przyjemnej wyprawy absyntowej na jeden dzień.
Na poniższej stronie internetowej znajduje się interaktywna mapa, gdzie po kliknięciu w daną miejscowość można zobaczyć, co ciekawego można tam obejrzeć i czego się napić oczywiście:
http://www.routedelabsinthe.com/en/absinthe-trail-interactive-map.html
Niemal wszystkie miejsca łączy przepiękna, widokowa linia kolejowa, także zawsze można podjechać jeden przystanek, jak się bardzo zmęczycie, albo nawet zwiedzić Val de Travers z okien zabytkowego pociągu parowego „Nostalgia”. Czytaj dalej …
Na absyntowym szlaku
Czyli część druga „Dla tych, którzy myślą, że żeby wejść na górę trzeba iść w górę” z 19 sierpnia.
Oto kolejna część cyklu o szwajcarskich Bieszczadach sprzed ich komercjalizacji, albo lepiej – o Beskidzie Niskim – czyli o górach Jura.
Skąd się wzięła zielona wróżka?
Niewielu w Was zapewne wie, że ojczyzną legendarnego absyntu jest Szwajcaria, a dokładnie dolina Val de Travers na Jurze. Pewnie część z Was podejrzewało o to Czechy, ze względu na dużą popularność tego wyskokowego trunku. Druga część zapewne myślała o Moulin Rouge, Fin de Siècle i zielonych wróżkach szalonych artystów kabaretów, filozofów i malarzy paryskich.
Nic z tego, Panie i Panowie, pierwsza receptura absyntu powstała w XVIII wieku w tej tajemniczej szwajcarskiej dolinie. Na początku ten gorzki trunek z piołunu był stosowany jako lek przeciwbólowy, ale lekarze po dość krótkim czasie się zorientowali, że ich pacjenci coraz częściej zaczynają „chorować” domagając się więcej i więcej mikstury, która pozwala wznieść się ponad realizm szarego dnia. Czytaj dalej …
„Prawdziwi” Szwajcarzy kontra czarne owce
Po obiedzie z babcią Steva usłyszałam taką oto konwersację:
Babcia: – A jakich macie sąsiadów?
S: – Para koło 60-tki.
B: – Typowi Szwajcarzy?
S: – On nie tak bardzo, ona trochę.
Typowi Szwajcarzy? Wszystko jasne! Co oznacza to słowo – klucz rozumiane dobrze przez dwa różne pokolenia? Niestety nic pozytywnego.
Czas napisać o czymś, czego unikałam do tej pory. O szwajcarskiej prawicy, która jest prawdziwą siłą w tym bogatym kraju. Na pewno każdy Polak pozna na swojej skórze jej działanie, gdy będzie starał się o pracę i na jego drodze stanie choćby absurdalne pozwolenie na pobyt. Czytaj dalej …
Pigułki polskości czyli szwajcarskie spojrzenie na Polskę
Kilka dni temu odkryłam blog Szwajcarki z Lozanny, która mieszka w naszej stolicy i prowadzi bardzo ciekawy blog o Polsce. Dziewczyna pisze co prawda po francusku, ale nie przejmujcie się, pismo odręczne ma zupełnie nieczytelne, także naprawdę nie ma znaczenia, w jakim języku pisze…i tak nie da się odczytać! Za to świetnie rysuje. Oto link do bloga:
http://pilulespolonaises.blogspot.ch/
Blog nazywa się pilulespolonaises, czyli dosłownie polskie pigułki – pigułki polskości. Autorka we wstępie zadaje pytanie: Czy to prawda, że są takie pigułki, dzięki którym się stajesz Polakiem? Czytaj dalej …

Mandacik na rozweselenie
Nudna sobota, więc może Was rozweselę mandacikiem:
Przekroczone, jak widzicie 4 km/h. 3 km/h nam odpuścili jako „margines bezpieczeństwa”, a za 1 km/h jesteśmy lżejsi o te 40 frani (130 zł). Ale tyle śmiechu z tego było – bezcenne!
Szwajcarskie plotki z magla
Czym żyje Szwajcaria? Oczywiście tym, co było obszernie komentowane również w polskich mediach, czyli sprawą gwałciciela i zabójcy, który zbiegł z genewskiego więzienia zabijając swoją terapeutkę i został zatrzymany na polsko-niemieckiej granicy. Jednak nasze media zupełnie nie dotknęły jednego istotnego tematu, tematu niemal na pograniczu plotek z Onetu (natura nie lubi próżni, więc, jak tylko pozamykano magle, panie maglowe zostały dziennikarkami). Tym tematem żyje Szwajcaria, obficie komentując każdy artykuł na ten temat. U nas sprawa przebrzmiała bez echa, no ale w końcu nie nasz cyrk, nie nasze małpy. Dlatego śpieszę donieść, jak rozwinęła się cała sytuacja.
Nikt się nie zastanowił, dlaczego więzień, który był już niemal na „wylocie” uciekł i podążał do Polski? Szwajcarskie media to odkryły! Otóż Fabrice A. jechał do Szczecina w celu odnalezienia miłości swojego życia, polskiej terapeutki, którą poznał kilka lat temu. Jak wieść głosi, owa Polka rzuciła kryminalistę, czym zraniła go w samo serce. Krwawa ucieczka do Polski była najpewniej próbą zabójstwa dziewczyny. Czytaj dalej …
Kochani, u nas nie jest tak źle!
Łamiąca ser wiadomość! Szwajcarzy właśnie przegłosowali w referendum, że niektóre stacje benzynowe i sklepy będą mogły być otwarte przez 24 godziny na dobę i do tego w niedzielę! Szok! Niemożliwe! To znaczy, że nie będę musiała już wyżerać resztek spleśniałego sera popijając piwem (priorytety trzeba jakieś mieć, piwo jeszcze u nas się nigdy nie skończyło. A tak, jak przekonać Steva, żeby skoczył po śmietanę? „- Kochanie, nie ma piwa. – Jak to możliwe? –No, wypiłam! – To jadę! – Kup śmietanę po drodze!”)
Swoją drogą jakiś czas temu zorientowałam się około godziny 24, że nie mam bardzo potrzebnych środków higienicznych natury intymnej, a zdarzyła się pewna awaria. I co tu zrobić? A mieszkamy, jak przypominam na wsi zabitej dechami, gdzie koń mi przez balkon…tego…mówi ijoooo… a krówki dzwoneczkami…tego. I jak się potem domyślacie musieliśmy zasuwać 15 kilometrów do samej Lozanny, bo oczywiście nie ma nic po drodze! Ile się mogłam naprzeklinać na Szwajcarię!
Mam parcie na kryształy (ciekłe)
Ostatnio to myślę, że trzeba będzie się przejść na suszi, bo sława wymaga jadania surowych ryb i normalnie chyba nurkowania w skarbcu pełnym dolarów jak Sknerus McKwak. Ostatnio zresztą Steve sępił na oscypka z sosem żurawinowym i został tak przeze mnie nazwany i dotąd się zastanawia, czymże to się wsławił, że go wszem i wobec na ulicy pełnej przechodniów chwalę, że jest z niego niezły Makfak. Kochanie, dziękuję, ale tak przy ludziach?!
A wracając do sławy, to ostatnio Le Matin napisał kolejny artykuł o szwajcarskim Batmanie z lasu, a właściwie o tym, że cały świat mówi o ich leśnym ludku, który zasuwa po lasach w pełnym wojskowym outficie i masce gazowej. Ta poczytna gazeta oczywiście podała między innymi mój blog określając go jako jedno z istotnych źródeł zagranicznych. To by było na tyle, jeśli chodzi o manipulację faktami przez media 🙂 Ale oczywiście zrobiło mi się bardzo przyjemnie!
Bolą mnie szynki!
Uprzejmie donoszę, że znajduję się w mieście Amsterdam, gdzie dumam właśnie nad kawą nad naszymi okropnymi zwyczajami językowymi. Naszymi, czyli moimi i mojego chłopaka – Szwajcara. Jakby ktoś jeszcze gdzieś nie doczytał w poprzednich postach, rozmawiamy ze sobą w 95% po angielsku. Te pozostałe 5% to niemiecki, jeśli nie mamy słówka po angielsku i po francusku, polski (czyli ulubione słowa Steva po polsku: dobranocing, kurwa, uczą się, długopis, fatalnie, dobry wieczór, pszam, mała piwo, dwa piwo, duża piwo, dobra piwo, nalej) i dalej francuski w tych krótkich chwilach, kiedy dopadają nas rwące wyrzuty sumienia, że lepiej dla mnie byłoby, jakbyśmy rozmawiali w tym właśnie języku.
Jeśli chodzi o komunikację, to wyrabiamy 100% normy. Natomiast jeśli chodzi o formę naszych wypowiedzi, to naprawdę wstyd! I ja jestem tłumaczką! Pocieszam się, że legendy mówią, że genialni polscy tłumacze mówili naprawdę beznadziejnie, a o ich akcencie się nawet nie wspomina. Czytaj dalej …