W piekle dietetyków

Rok temu odwiedził mnie w Szwajcarii tata. A w Szwajcarii, jak dobrze wiecie, żeby być szczęśliwym trzeba sobie wmówić, że walutą tego pięknego kraju są złotówki. I tak, jak płacisz w restauracji za przepyszny obiadek dla 2 osób 100 jednostek czegośtam, to jeśli sobie będziesz często powtarzać, że to 100 złotych, a wtedy mniejsze będą szansę ubytku w zdrowiu psychicznym i autonienawiści. Niestety mój tata uparcie skubany przeliczał. Tak więc ze Stevem robiliśmy wszystko, żeby tylko skupił się na czymś innym. Jak weszliśmy do restauracji na tradycyjne fondue, to ja zagadywałam, a Steve zamawiał. Zjedliśmy ze smakiem, ale nie oczekiwaliśmy ataku bohaterstwa ze strony tatusia, który to zabrał rachunek z miną Leonardo di Caprio z Wielkiego Gatsbiego i zabrał się do samodzielnego uiszczenia. No nic. Trzeba przyznać, że nawet słowem nie skomentował rachunku, trzymał klasę jak polski Bill Gates na wakacjach. Tylko potem dosłyszałam, jak tata opowiadał mamie wrażenia ze Szwajcarii: „Wiesz co, zapłaciłem 400 złotych za garnek sera! Ale żeby jeszcze dali każdemu po garnku tego sera! A oni dali jeden na spółę!” Czytaj dalej …

Kolędy francuskie z ciocią Basią i dziadkiem Ziutkiem

Nie wiem, jak Wasze rodziny, ale moja wprost uwielbia śpiewać kolędy. Wigilia wygląda tak, że już na wstępie po modlitwie, a przed dzieleniem się opłatkiem ciocia intonuje „Bóg się rodzi”, jemy, cieszymy się prezentami, jemy, a potem mama wszystkim rozdaje śpiewniki, jemy i męczymy kolędy (i jemy). Dosłownie męczymy, bo mama wynalazła skądś śpiewnik, w którym wszystkie kolędy mają po trzydzieści zwrotek, a my tak jedna po drugiej, nie zaniedbując żadnej zwrotki ani linijki. Czasem sobie czymś przygrywamy, ale od kiedy po pijoku kroiłam chleb na mojej gitarze tak namiętnie, że wykroiłam w niej sporą dziurę, to nie ma za bardzo na czym. No nic, może w tą Wigilię wpadnie jakiś akordeon czy trąbka.

Ale nic tam. Brak przygrywki nam nie przeszkadza, zawsze włączamy płytę z podkładem z jakimś Krawczykiem, czy Steczkowską. Najtrudniej jest jednak znaleźć jakieś wykonanie, które by nie męczyło ucha. Zwykle ktoś albo pieje, albo tak zmienia kolędę, że ja nie nawet nadążam, a moja 70-letnia ciocia jeszcze śpiewa „głos się rozchodzi”, gdy młody Cugowski, czy jakaś inna fąfą gwiazdka już dochodzi do „czem prędzej”. Także jest wesoło najogólniej w świecie. Wszyscy tak bardzo lubią to śpiewanie, że jak dochodzimy do końca śpiewnika to robi nam się markotnie, aż do chwili, kiedy ktoś wpadnie, że robimy powtórkę z rozrywki i śpiewamy wszyściutko od samiutkiego początku. Czytaj dalej …

Savoir vivre przy szwajcarskim stole

Wiem, że na pewno co najmniej kilka osób prychnie kawą na komputer. Tym razem nie ze śmiechu, a z oburzenia. „Przecież wiem, jak się zachować w restauracji”. Tak, ja też wiedziałam… do mojego przyjazdu do Szwajcarii. Jedzenie na mieście to nieodłączny składnik szwajcarskiego stylu życia i bardzo możliwe, że nawet jeśli będziecie w Szwajcarii ze względów finansowych unikali restauracji jak teściowej, to w końcu wylądujecie z kolegami z pracy, znajomymi, czy po prostu sami przy dźwięku ssania dochodzącym z żołądka w jakiejś przytulnej, wiejskiej oberży, czy innej restauracji. Musicie wiedzieć, że w Szwajcarii panują nieco inne zasady niż w Polsce w nawet najbardziej luksusowych przybytkach dogadzania tasiemcowi. Oto mały przewodnik poruszania się po wzburzonych wodach szwajcarskiej gastronomii. Nie znajdziecie tutaj wskazówek, czym jeść bezę, ale raczej krótkie wyjaśnienie, co się tu robi inaczej. Czytaj dalej …

Szwajcarski Larry Flynt

Ekolog, winiarz, hippis, aktywista ruchu legalizacji marihuany, buddysta, rolnik, więzień, pisarz – Bernard Rappaz to postać znana wszystkim Szwajcarom. Nieważne, czy traktować go jako bohatera, czy też przestępcę, jego barwna historia mogłaby służyć za świetny scenariusz filmowy.

Czytaj dalej …

Szwajcaria pociągiem, autobusem i statkiem czyli komunikacja publiczna, gdy nasze Porsche jest w naprawie

Dzisiejszy wpis jest przeznaczony dla tych wszystkich, którzy kiedyś planują korzystać z komunikacji publicznej w Szwajcarii z racji wakacji, odwiedzin znajomych, czy pracy w tym pięknym kraju. Czyli tym razem nie tylko harcerska gawęda „Jak to u nas źle/dobrze, panicku”, ale mnóstwo praktycznych rad, gdzie, co, jak, z kim, i jak długo. Hmmm, i jakby co, nie płacę później alimentów!

Zintegrowany system komunikacji

Szwajcaria ma doskonale zorganizowany transport publiczny, szczególnie kolejowy. Jak to działa? Za system transportu publicznego w każdym kantonie odpowiedzialna jest jedna firma. Dlatego opiszę go na podstawie mojego kantonu – Vaud, gdzie rządzi firma Mobilis. Dlaczego użyłam tak modnego słówka „zintegrowany”? Tym razem nie jest to zwykła marketingowa wata do uszu. System faktycznie jest zintegrowany – nie kupuje się biletu na autobus, potem na pociąg, a jeszcze potem na metro, jeśli jedziemy z 2 przesiadkami, ale na liczbę stref, które przemierzamy. Czytaj dalej …

Gdzie jest pralka?

„Czy to prawda, że w szwajcarskich mieszkaniach nie można mieć pralki?” Takie pytanie padło w jednym z komentarzy na moim blogu. Uznałam, że temat pralkowy jest o tyle ciekawy, że aż warty osobnego wpisu.

Wyobraźcie sobie, że wprowadzacie się ze swoją 4-osobową rodzinką do przepięknego szwajcarskiego nowoczesnego apartamentu ze spektakularnym widokiem na Jezioro Genewskie. Sto metrów, nowoczesne sprzęty…piekarnik, w którym prawdopodobnie można dolecieć na Marsa, kuchenka, która mogłaby grać główną rolę zamiast Sandry Bullock w Gravity, zmywarka, która wygląda jak międzygwiezdny satelita rozpoznawczy, pralk… Eeee, kochanie, czy mógłbyś zadzwonić do naszej agentki nieruchomości i zapytać, GDZIE JEST PRALKA? Czytaj dalej …

Zakazana kotka

Czyli jakiego słowa nie radzę używać po francusku.

Moja koleżanka Hiszpanka znalazła wymarzoną pracę na uniwersytecie. W czasie lunchu przy stole zebrali się wszyscy pracownicy naukowi. Rozmowa zeszła na koty (dobrze, że nie na psy), ponieważ się okazało, że dyrektorowi zmarł ukochany kot. Na to moja koleżanka krzyknęła:

-Oj biedaku, w takim razie musisz koniecznie do mnie przyjść pobawić się z moją kotką!

Wszyscy zamarli. Dyrektor spąsowiał jak pensjonarka, a rodaczka Cervanteza analizowała przez resztę dnia, co też ona takiego powiedziała. Przecież wszystko się zgadza niby! Une chatte to kotka po francusku, jakby nie patrzeć! Czytaj dalej …

Jesienna wyprawa do źródeł rzeki Venoge

To trzeba przyznać, że jak przyszło do dzielenia lądu między narody, to Szwajcarzy mieli solidne fory. Założę się, że my tam do Bozi z ciupaską po prośbie, a Szwajcarzy z walizą franków w jednej dłoni, a w drugiej z SIG 550. No i takim sposobem dostali prze-zaje-piękny kawałek ziemi.

Wiem, wiem, Polska też jest piękna. Ale u nas na Szumy na Roztoczu jeżdżą wycieczki szkolne kilkaset kilometrów, a tutaj takie szumy to są w każdej wsi na piechotę. Słyszymy głównie o Matterhornie, St. Moritz, czy Jeziorze Bodeńskim czy Genewskim, ale nie słyszymy o jakiś małych zadupiach w środku niczego, gdzie jest tak pięknie, że aż chce się płakać. I zero turystów. Bo turyści jeżdżą w miejsca popularne. A kto z Was słyszał o źródle rzeki Venoge (czyt. Wenoż)?

I tak, pewnej przepięknej, jesiennej soboty założyliśmy nasze traperki, wsiedliśmy w auto i wybraliśmy się do źródeł rzeki Venoge. Wyprawa zaczyna się w małej wiosce L’Isle (czyt. Lil), jest to jakieś 10 minut drogi od nas samochodem. Czytaj dalej …

Szwajcarskie referendum w pytaniach i odpowiedziach

Widzę, że wiele osób w komentarzach i na privie ma pytania odnośnie sposobu głosowania w bardzo częstych szwajcarskich referendach (to tak na podstawie pytań moi), dlatego dołączam krótkie wyjaśnienia:

Jak działa wysyłanie swojego głosu pocztą?

Około 2 tygodnie przed referendum każdy obywatel otrzymuje specjalną zwrotną kopertę z zawartymi materiałami do głosowania: broszurą z tematem referendum, podsumowaniem argumentów za i przeciw i treścią ustawy, nad którą trwa głosowanie, kartkę z deklaracją wszystkich partii w danym kantonie, czy partia jest za, czy przeciw, dokumenty do głosowania i oznaczenia danego obywatela (trzeba wpisać swoją datę urodzenia i się podpisać). Specjalną kopertę zanosi się samemu na pocztę albo wrzuca do normalnej skrzynki pocztowej (jest ich pełno, nie trzeba się specjalnie wysilać przed znalezieniem jednej). Czytaj dalej …

1:12 czyli koniec Szwajcarii, jaką znamy?

24 listopada Szwajcarzy opowiedzą się za lub przeciw inicjatywie 1:12 zaproponowanej przez Młodych Socjalistów. Jednym zdaniem: inicjatywa 1:12 wnioskuje o ograniczenie najwyższej pensji do dwunastokrotności najniższego wynagrodzenia w danej firmie. Czy jest to atak na szwajcarski model sukcesu czy niezbędne przewrócenie sprawiedliwości społecznej?

Czytaj dalej …