Winny savoir-vivre, czyli jeśli wejdziesz między Szwajcarów…

Jak pić wino? Dzisiaj parę słów odnośnie winnego savoir-vivre’u. Cóż, wojny i komunizm skutecznie wybiły większość naszych elit, także właściwie od kogo mieliśmy się nauczyć, jak pić wino? Mniej więcej 95% moich czytelników razem z autorką to potomkowie praczek rzecznych, a nie jeden i nie dwóch zna doskonały przepis na pyszny, domowy bimberek, albo słodziutkie winko z porzeczek. Jednym słowem – nie ma się czego wstydzić – jesteśmy winnymi nuworyszami i możemy się wiele nauczyć od narodów z długimi tradycjami winiarskimi.

I jak to nuworysze, jesteśmy albo bardziej papiescy od papieża albo bardzo niepewnie poruszamy się w tym winnym temacie. Nie ma żadnej filozofii w towarzyskim sączeniu byczej krwi u kogoś na domówce. Gorzej, jak nam przyjdzie pójść do francuskiej restauracji… Kilka razy w Polsce zdarzyła nam się sytuacja, która wszystkich wybiła z butów. I co ciekawe, zwykle gafy leżały po stronie klientów, a nie kelnerów. (No może raz, w świetnej krakowskiej restauracji, gdzie zabrałam grupę Szwajcarów, kelner całkowicie pominął proces próbowania wina ku konsternacji Helwetów…) Czytaj dalej …

Miesiąc szwajcarskich win – najważniejsze winne liczby

Listopad miesiącem szwajcarskich win na Szwajcarskim Blabliblu! Cieszycie się? Niestety, szwajcarskie wina są całkowicie niedostępne w polskich sklepach, dlatego części z Was jak fachowa kusicielka po prostu narobię smaka i zostawię z niczym.

TastingSzwajcarzy eksportują tylko 1,8% produkcji wina, resztę bezlitośnie wypijają. Dlatego nie mamy w zasadzie możliwości zapoznania się ze szwajcarskimi winami przed wyjazdem do Szwajcarii (no, chyba że mamy miłego kolegę / koleżankę z Helwecji z pojemną walizką i dobrym gustem). Dlatego mały przewodnik po szwajcarskich winach może przydać się szczególnie polskim emigrantom w Szwajcarii, ich krewnym i znajomym, a także turystom.

Czytaj dalej …

Moje osobiste top 3 szwajcarskich produktów

Mój osobisty top 3 szwajcarskich produktów. Łatwo jest ogarnąć taki temat proponując Wam 3 takie produkty, których tu jeszcze na blogu nie było. Szwajcarzy mają co najmniej kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) niezłych produktów i rdzennie helweckich marek, którymi mogą się bez wstydu chwalić. De facto robią to z wielką chęcią, także nieco zniekształcona flaga Helwecji widnieje na prawdopodobnie wszystkich produktach, których pociotek stryja wynalazcy był chociaż na chwilę w pobliżu szwajcarskiej granicy. W końcu szwajcarska jakość mówi sama za siebie. Co gorsza, szwajcarska flaga widnieje również na wielu produktach „Made in PRC” jako taki sprytny chiński chwyt marketingowy, także warto o chwilę refleksji przed zakupem produktu tylko ze względu na jego domniemany kraj pochodzenia.


Dzisiejszy wpis jest częścią akcji „W 80 blogów dookoła świata”. Poniżej znajdują się linki wiodące do artykułów na ten sam temat stworzone przez blogerów, których naczelnym tematem są inne zakątki Europy i świata.

Czytaj dalej …

O Ricoli, wizerunku krzepkich Szwajcarów, PR helweckich firm i franku szwajcarskim, czyli gdzie mnie zawiedzie dzisiaj mój mózg

„Herbata stygnie, zapada zmrok, a pod piórem ciągle nic…”* pomyślałam przed czystym dokumentem Worda… Pomyślałam zaledwie prawą górną stroną mózgu, bo się czuję pirotechniczno-geograficznie: w głowie z lewej coś mi wybucha, w prawym uchu słyszę odliczanie z kosmodromu, z nosa płynie Ren, a w gardle Sahara… Dlatego wzięłam sobie cukierka Ricola o smaku anyżowo-eukaliptusowym.

Riiicolaaaa!

 

To jest to, fajny temat na ból gardła, głowy, mięśni, istnienia. Bo przecież wszyscy wiedzą, że produkty szwajcarskie dodają krzepy, zdrowia i stawiają na nogi. Produkty polskie na przykład z tych nóg zwalają ze skutkiem ubocznym ubicia paru komórek mózgowych i kilku pieszych, co się napatoczą. No, nie wszystkie. Czytaj dalej …

Ovomaltine – daje lepszy odrzut niż kapusta

Czy dostawaliście czasem paczki „z zagranicy” od nigdy nie widzianych ciotek i wujów ze szczęśliwych wysp szczęścia i urodzaju? Czy kiedyś z tej przystani pełnej cudów i dziwnych rzeczy (kiwi – dlaczego wujek przysyła nam ziemniaki?, ananas – jaki piękny kwiatek! Zaraz zasadzimy!) wypadła dziwna pomarańczowa puszka z brązowym proszkiem bogów? I nie, nie mówimy tu o prochach dziadka Alberta, który sobie zażyczył pochówku w Polsce, a którego to zjedliście, bo nic z paczek z Ameryki nie może się zmarnować…

Mówię o tym szwajcarskim „kakao” wydzielanym po jedną łyżeczkę w każdą niedzielę i święta i wykradanym przez lokalną dzieciarnię każdego wieczoru z górnej szafki po lewej…

Jak powstał ten najsłynniejszy szwajcarski napój – smak bogatego Zachodu dla spragnionych tego, co prawdziwe, a nie czekoladopodobne? Przepis na Ovomaltine ma nie mniej niż 150 lat! W 1865 roku w laboratorium w Bernie doktor Georg Wander szukał produktu, który będzie sposobem na walkę ze złym odżywianiem. Magicznego składnika, który pomoże uzupełnić niedobory wielu wartościowych minerałów i składników odżywczych. Swoje poszukiwania oparł na wysuszonych ziarnach zbóż, których się używa do produkcji piwa i whiskey – słodzie. Czytaj dalej …

Kocina po polsku czyli przysmaki świąteczne Szwajcarów

Międzynarodowa prasa huczy! – w Szwajcarii jada się mięso psów i kotów – jest to szczególnie popularnie w okresie świąt w czterech szwajcarskich kantonach – Jury, Appenzellu, Berna i Lucerny. I nie jest to jakaś pieśń przeszłości z jakiś odległych alpejskich hal, ale rzeczywista rzeczywistość. Co lepsza, jedzenie domowych pupilów w Szwajcarii jest legalne.

–       Kochanie, jadłeś kiedyś kota? – staram się wyjść na pełną tolerancji dla dziwnych zwyczajów, żeby wyciągnąć prawdę jakkolwiek by ona była szokująca.

–       A co, Pumpi wskoczył do piekarnika i teraz kiepsko, żeby się zmarnował?

–       Naprawdę jesz koty?!

–       Jakie koty, co za dziwne pytanie?

–       Bo w prasie huczy, że ponoć Szwajcarzy jedzą kocinę i psinę!

–       Gdzie?!!!

Po kilku dobrych momentach współpracy z wujkiem googlem, Steve krzyczy:

–       Haaaa! To wy jecie koty!

–       Jakie wy? Jakie wy? Czytaj dalej …

Co można zrobić z sera?

To jest co prawda w 80 blogów dookoła świata – comiesięczna akcja blogerów kulturowych i językowych, ale dzisiaj sobie nie polatamy… Bo dzisiaj jak po tym całym serze, śmietanie i boczku wsiądziemy do balonu, to usłyszycie tylko bzzzzzz plum! Jeśli za to balon będzie posiadał wagę elektroniczną uniemożliwiającą przeciążenie tego latającego wehikułu, to pojawi się napis: „Error! Error! Prosimy 50 nadmiarowych osób o opuszczenie statku powietrznego”. Tylko, że w koszu balonu będziecie tylko Wy i Wasza chiuaua, która z niewinną miną ino wylizała talerz.

10415676_10204132419015453_6385465317579920765_n

Tak, tak, Szwajcaria to przecież piekło kulinarne Chodakowskiej. Anorektyczki na samą myśl zaczynają pięć razy więcej ćwiczyć, a rozsądne Polki – imigrantki wymieniają się tylko liczbami, ile przytyły od opuszczenia Polski (ja 5). A to dlaczego? Bo Szwajcarzy specjalizują się w wyrobach mlecznych – między innymi serach, śmietanie i maśle. Wiem, wiem, nie zrozumie z tego nikt, kto jeśli chodzi o rodzaje sera będzie w stanie wymienić żółty, biały i jak się mocno skupi, to pleśniowy. Wraz z otwarciem granic oczywiście do Polski wkroczyła smrodliwo-pysznie Gorgonzola, po głowie się kołacze jeszcze Ementaler (ale to bardziej tak ktokolwiek widział – ktokolwiek wie), jak zmarszczymy mocno synapsę to coś nam powie Camembert i Brie. Ale pewnie tyle, jeśli chodzi o zwykłych zjadaczy sera. Czytaj dalej …

W piekle dietetyków

Rok temu odwiedził mnie w Szwajcarii tata. A w Szwajcarii, jak dobrze wiecie, żeby być szczęśliwym trzeba sobie wmówić, że walutą tego pięknego kraju są złotówki. I tak, jak płacisz w restauracji za przepyszny obiadek dla 2 osób 100 jednostek czegośtam, to jeśli sobie będziesz często powtarzać, że to 100 złotych, a wtedy mniejsze będą szansę ubytku w zdrowiu psychicznym i autonienawiści. Niestety mój tata uparcie skubany przeliczał. Tak więc ze Stevem robiliśmy wszystko, żeby tylko skupił się na czymś innym. Jak weszliśmy do restauracji na tradycyjne fondue, to ja zagadywałam, a Steve zamawiał. Zjedliśmy ze smakiem, ale nie oczekiwaliśmy ataku bohaterstwa ze strony tatusia, który to zabrał rachunek z miną Leonardo di Caprio z Wielkiego Gatsbiego i zabrał się do samodzielnego uiszczenia. No nic. Trzeba przyznać, że nawet słowem nie skomentował rachunku, trzymał klasę jak polski Bill Gates na wakacjach. Tylko potem dosłyszałam, jak tata opowiadał mamie wrażenia ze Szwajcarii: „Wiesz co, zapłaciłem 400 złotych za garnek sera! Ale żeby jeszcze dali każdemu po garnku tego sera! A oni dali jeden na spółę!” Czytaj dalej …

Jesienno – zimowe szwajcarskie specjały – ser Vacherin na ciepło

Wszyscy znają i doceniają fondue. Kiedyś tak czy siak o nim napiszę, ale dziś poświęcę swój czas na opisanie taty fondue, czyli sera Vacherin (czyt: Waszrę). Vacherin to jedna ze szwajcarskich rzeczy, którą mogłabym zabrać na bezludną wyspę, jeśli miałabym ograniczyć ilość zabieranych przysmaków do jednego. Oczywiście pod warunkiem, że ta bezludna wyspa byłaby mroźna!

Czytaj dalej …

Jednodniowa wyprawa w poszukiwaniu absolutu

(I nie chodzi tu o Absolut porzeczkowy)

Czyli część trzecia „Dla tych, którzy myślą, że żeby wejść na górę trzeba iść w górę” z 19 sierpnia.

Oto moja propozycja przyjemnej wyprawy absyntowej na jeden dzień.

Na poniższej stronie internetowej znajduje się interaktywna mapa, gdzie po kliknięciu w daną miejscowość można zobaczyć, co ciekawego można tam obejrzeć i czego się napić oczywiście:

http://www.routedelabsinthe.com/en/absinthe-trail-interactive-map.html

Niemal wszystkie miejsca łączy przepiękna, widokowa linia kolejowa, także zawsze można podjechać jeden przystanek, jak się bardzo zmęczycie, albo nawet zwiedzić Val de Travers z okien zabytkowego pociągu parowego „Nostalgia”. Czytaj dalej …