Wilk jest zły, a czerwony kapturek niewinny, czyli krótka historia o złych Arabach i stereotypach, które czasem są stereotypowe

Historia, którą Wam dzisiaj opowiem zdarzyła się już jakiś czas temu. Potrzebowałam jednak tych kilku miesięcy na zmiędlenie tego w głowie, przetrawienie i wymyślenie morału. I co? I morału nie ma! Bo w zasadzie, jak zwykł mi powtarzać taki jeden profesorek na jednym z moich licznych kierunków studiów – news jest wtedy, gdy to Czerwony Kapturek zje wilka. Gdy wilk zje Czerwonego Kapturka, to nuda, panie…

U mnie właśnie wilk zje Czerwonego Kapturka. Ni ma puenty. Stereotyp jest stereotypowy i nie ma wywrotowego przekazu, który daje do myślenia i frapuje jeszcze po północy. Za to pewnie czeka na mnie milion komentarzy, które będę musiała moderować. Dlatego apeluję, Panie i Panowie, ja jako autorka tego bloga odpowiadam za to, żeby wszystko tutaj się odbywało w granicach obowiązującego prawa. Za komentarze też odpowiadam. Więc jeśli coś będzie miało nawoływało do nienawiści rasowej albo innych takich sympatycznych spraw, to ja będę zmuszona to usunąć. I to nie będzie ani oficjalna deklaracja moich poglądów ani pokaz politycznej poprawności…

Czytaj dalej …

Piękno wersus natura, czyli czego możemy się nauczyć od Szwajcarek

Denerwuje mnie ten stereotyp, że Polki są najpiękniejsze na świecie. Mam dziwne wrażenie, że to same Polki tak wymyśliły i jeszcze wmówiły to swoim mężczyznom, którzy teraz jak te zmanipulowane katarynki powtarzają to wszędzie i wszystkim. Bo one, Panie i Panowie, nie są jakieś nadzwyczajnie piękne (ale za to bardzo przekonywujące!). Są przepiękne Polki, są ładne, tak jak wszędzie, są urocze, są też przeciętne i są te… po prostu OK.

Skąd się w takim razie wziął ten stereotyp? No cóż, my Polki jesteśmy mistrzyniami autoprezentacji i wiemy, jak wyciągnąć 200% z naszych walorów. (Niektóre niestety czasami przesadzają i używają 500% i wtedy to jest już trochę niesmaczne.) Na czym polega ta sztuka autoprezentacji? Na umiejętnym przykrywaniu tego, co przykryć trzeba i odkrywaniu tego, co pokazywać warto.

Czytaj dalej …

Na tropie czwartego języka Szwajcarii – romansz

Bun di, Panie i Panowie, witam wszystkich serdecznie w tym czwartym, najbardziej tajemniczym języku narodowym Szwajcarii – języku romansz. To taki język jak Yeti – wszyscy widzieli – chociażby na czterojęzycznych tabliczkach w szwajcarskich pociągach czy na szwajcarskich paszportach – a niewiele kto słyszał. Jaka jest prawda? Czy jest to rzeczywiście martwy język podtrzymywany respiratorem pasjonatów i grup folklorystycznych, czy faktycznie funkcjonuje i się rozwija?

Czytaj dalej …

W Szwajcarii, ale jednak poza, czyli życie wewnątrz ekspackiej bańki ochronnej

A może tekst powinien być zatytułowany „jak wyjść z ekspackiej bańki ochronnej”? Po kilku minutach rozważań postanowiłam jednak zostawić tytuł tak jak jest. W końcu większość ekspatów żyjących w swoim chronionym międzynarodowym świecie wcale nie tęskni za wyjściem ze swojej kopuły, a wręcz przeciwnie – integrację ze szwajcarską rzeczywistością i Szwajcarów traktuje jak źródło potencjalnych niebezpieczeństw lub po prostu nic ciekawego.

Co było moją inspiracją do napisania tego tekstu? Dwie rzeczy – rozmowa z moją nową koleżanką Węgierką, która niedawno przeprowadziła się z Genewy do Morges.

Czytaj dalej …

Koleją do nieba

Dzisiaj moją misją dnia będzie podrzucenie Wam inspiracji na zbliżające się wakacje w Szwajcarii. Tak konkretnie chciałabym Wam zaproponować podróż Kolejami Retyckimi (niem. Rhätische Bahn). Rhätische Bahn to nazwa przewoźnika kolejowego operującego na terenie kantonu Gryzonia (niem. Graubünden). Przynajmniej w teorii, ponieważ w praktyce przewoźnik proponuje nam spektakularne trasy turystyczne, które zdecydowanie wyjeżdżają poza Gryzonię.

Czytaj dalej …

Podaj mi lornetkę i chodźmy pogapić się w niebo, czyli o depresji w Szwajcarii

Szwajcarzy cierpią inaczej niż my. My cierpimy, bo przed nami jeszcze tyle pięknych Mercedesów, a dzieciorom trzeba kupić nowe cichobiegi, bo w starych palce wychodzą same na spacer bez udziału reszty ciała. Szwajcarzy cierpią, bo mają te wszystkie piękne Mercedesy, cichobiegi na resorach i właśnie odkryli bardzo zdziwieni, że nie o to chodzi w życiu. Czyli, jakby powiedziała zdroworozsądkowo pani Jadźka z warzywniaka na rogu: w dupach im się poprzewracało!

Depresja w Szwajcarii

Czy wiecie, że aż jeden Szwajcar na sześciu cierpi na typowe objawy depresji, czyli chroniczne zmęczenie, bezsenność, stany lękowe, czy niezdiagnozowane bóle pleców?

Czytaj dalej …

Czarny pocałunek i inne szwajcarskie zjawiska pogodowe

Do czego to doszło? Ja Wam będę prawić o pogodzie, zamiast jak zawsze pięścią między uda polityką, religią lub stereotypami, które są w stanie postawić dziadkom wszystkie włosy na… tu i ówdzie!

Ale tak jakoś wyszło. Zainspirowało mnie to, że jako ogrodniczka-amatorka raz po raz dopytuję swojej rodzicielki, co też mam zrobić z kwiatkami. Podciąć im niewinne główki (czy może ukręcić)? Podlać? Zasadzić? Przykryć? I niestety odkryłam, że wszystkie dinksy, które się świetnie sprawdzają w Polsce, w Szwajcarii nie działają. Ale nie jest tak źle, bo w Szwajcarii jest łatwiej! Klimat jest o wiele łagodniejszy, więc: przykrywać – nie trzeba, wykopywać cebulek na zimę – nie trzeba, biegać z termometrem, gdy dzień jeszcze młody i starać się ratować florę ogrodową – także nie trzeba. No właśnie, piszę to ja siedząc w swoim ciepłym domu nieopodal Jeziora Genewskiego na wysokości 350 metrów n.p.m., a może teraz Ty czytając ten artykuł w swojej alpejskiej wiosce na wysokości 2500 metrów n.p.m. właśnie przeklinasz, bo Ci palce przymarzają do klawiatury…

Czytaj dalej …

Ach, Roger!

Dzisiaj jakże oryginalnie i wyjątkowo będzie ani o polityce ani o stereotypach, ale o sporcie. Konkretnie o tenisie. A jeszcze bardziej się wgłębiając w temat: o Rogerze Federerze.

No tak! Mam już bloga o Szwajcarii przez te dobre kilka lat, a jeszcze ani słowem nie zdążyłam wspomnieć o tej osobowości świata sportu i…. nie ma co się nawet zastanawiać – żywej legendzie tenisa.

Czytaj dalej …

My, alpejscy terroryści

A mogło być tak pięknie! A mogłam być blond symbolem zepsutej Europy, europejską Joanną może i bez szabelki, tarczy i gołej piersi, ale z szerokim uśmiechem… i z tą piersią to może nie przemyślałam sprawy. A tutaj cholerny DAESH i jeszcze gorsze generalizacje zabrały mi moją rolę życia!

Opowiem Wam jednak nie tylko sam morał, ale również całą historię, bo na to zasługuje – jest rześko awanturnicza i cudownie dziwaczna. Ostrzegam jednak – mówi ona przede wszystkim o generalizacjach i stereotypach. Jeśli ktoś ma już tych tekstów powyżej uszu, to lepiej nich sobie przełączy na coś o lżejszej lub cięższej tematyce.

Czytaj dalej …