W czym jesteśmy lepsi od Szwajcarów?

Od wczorajszego wieczoru w małej wiosce w pobliżu Morges trwa intensywny wyścig zbrojeń.

–       No wieszaj tę flagę Szwajcarii. Czekaj, sprawdzę, czy jest na środku. Przesuń ją nieco w lewo, jeszcze nieco bardziej w lewo. Czekaj moment. O! Jeszcze bardziej w lewo. I jeszcze trochę!

–       Ale dalej już balkon się kończy!

–       No właśnie, oups, spadła. To może niech zostanie tylko flaga Polski!

Czytaj dalej …

Mój nowy uczeń polskiego

Dzisiaj będzie o języku i zimnych skokach do wody. A to wszystko dzięki mojemu nowemu uczniowi języka polskiego – Nicolasowi. Nicolas to Szwajcar około 30-stki. Dlaczego to on sponsoruje dzisiejszy artykuł? Bo jest wyjątkowy! Na czym polega ta wyjątkowość? Nie ma polskich przodków ani polskiej dziewczyny / chłopaka? Nie… To akurat wspólna cecha charakterystyczna wszystkich moich uczniów bez wyjątku. Nicolas, Panie i Panowie, nie mówi ani słowa po angielsku.

Francuski nie jest mi już jednak tak straszny jak na początku, także się tym nie łamię. Mogę tłumaczyć zawiłości aspektu dokonanego i niedokonanego w języku Prousta i Sartre’a (choć w moim wykonaniu to jest bardziej język Mata Pokory i Davida Guetty po ceremonii otwarcia Euro 2016 i na koksie). Ale, mili Państwo, ja nie rozumiem ani słowa z smsów w wykonaniu mojego ucznia!

Czytaj dalej …

Koszty życia w Szwajcarii cz. 2 – wydatki miesięczne i roczne

Druga część kosztów życia w Szwajcarii zacznie się od omówienia części pierwszej. Jeśli śledzicie to, co dzieje się na fanpejdżu Facebooka i w komentarzach, to zapewne zauważyliście, jakie kontrowersje wzbudziły kwoty wydatków na zakupy podawane przez moich tajnych informatorów. „Nie da się nie umrzeć z głodu za X na tydzień” – to jeden z najpopularniejszych komentarzy. Zauważcie jednak, że błąd jest po mojej stronie, a nie moich rozmówców. Otóż nie określiłam, czy wydatki zakupowo – chemiczne mają uwzględniać jedzenie poza domem czy nie. Niektórzy jedzą w domu całymi rodzinami śniadanie – obiad – kolacja, a inni tylko przekąszają kanapkę z dżemem i popijają kawą rano, a resztę jedzą w pracy / na mieście. Wiadomo, że jeśli policzyć zakupy sklepowe tych pierwszych, wyjdzie o wiele drożej niż tych drugich. Jeśli by jednak wziąć pod uwagę ile wydają w restauracjach ci drudzy, ci pierwsi staliby się mistrzami oszczędnego życia. Także błąd jest mój. Mea culpa. Postanowiłam jednak zostawić tabelę w tym kształcie, ponieważ uważam, że i tak może dać „nowym na mieście” pewne dane, nawet jeśli nie całkowicie wymierne…

Czytaj dalej …

Nauka języka polskiego w nowej odsłonie – Polskie Szkoły Internetowe Libratus

Czy warto uczyć dziecko języka polskiego mieszkając już od wielu lat poza ojczyzną? To pytanie zadaje sobie wielu rodziców, którzy z różnych przyczyn udali się na emigrację i już w nowym kraju układają sobie życie na nowo. Czy umiejętność posługiwania się językiem polskim jest ważna  dla dzieci  wychowujących się na co dzień w innej kulturze, używających innego języka, który już dla wielu z nich stał się językiem ojczystym?

Czytaj dalej …

Koszty życia w Szwajcarii, cz. 1: mieszkanie i zakupy

A teraz długo oczekiwane konkrety! Mniej więcej co tydzień – dwa tygodnie otrzymuję maila lub wiadomość przez Facebooka, która brzmi mniej więcej tak: „Cześć! Dostałem pracę w Szwajcarii. Będę zarabiał X na rękę. Nie wiem, czy się utrzymam. Czy mogę od razu sprowadzać żonę i synka? Czy znajdę mieszkanie z Polski? Jak długo trwa szukanie mieszkania? Ile kosztuje A, B, C, D? Zamierzam żyć oszczędnie, ale…” I w ten deseń.

Odpowiadam zawsze oględnie podając przykładowe ceny, mówiąc żeby nie przeliczał, broń Boże, niczego na złotówki, ale zawsze kończy się na mailu zwrotnym: „No dobrze, ale ile KONKRETNIE to i tamto kosztuje?” Nie da się wytłumaczyć, że to wszystko ZALEŻY od stu czynników.

Czytaj dalej …

Esencja szwajcarskości w 7 krótkich historyjkach

W jaki sposób Szwajcarzy różnią się od ich polskich rówieśników? Mówi się, że żyjemy w jednej wielkiej zglobalizowanej wiosce, mamy te same problemy, nasze chrześcijańskie dziedzictwo kulturowe również sprawia, że podobnie reagujemy na gołą babę, dziecko potrzebujące opieki, czy staruszkę. Nic tylko tworzyć wielki biały front przeciwko cywilizacji brudasów i śmieci, która drzwiami i oknami właśnie próbuje się dostać do tego jądra spokoju i dobrobytu (uwaga, ironia Cię właśnie ugryzła w nos, a teraz sprawdza, czy umyłeś zęby). A jednak, im dłużej mieszkam w Szwajcarii, tym więcej różnic pomiędzy nami zauważam. Kiedyś myślałam, że to po prostu kwestia charakteru danej osoby, dziś coraz częściej widzę pewne prawidłowości. Podzielę się nimi z Wami w kilku niewielkich historyjkach.

Czytaj dalej …

Przez Szwajcarię Szlakiem Świętego Jakuba

Gdy kilka lat temu mieszkałam w małej wiosce St-Sulpice tuż na brzegu Jeziora Genewskiego, na trasie mojego porannego joggingu dość często spotykałam takie indywidua:

Wieczorem atrybuty spacerującego po promenadzie nad jeziorem to bardziej kluczyki od Porsche i rosyjska laska w futrze, natomiast rankiem krajobraz człowieczy się nieco zmieniał. Kapelusz, muszla Świętego Jakuba, laska (w sensie nie ta rosyjska w futrze, tylko kostur pielgrzymi), wielki plecak i spokój na twarzy.

Czytaj dalej …

Ballada o miotle i róży

Jak często przechodzimy obok ich nie widząc. Patrząc na nich jak na ścianę, meble czy część infrastruktury miasta. Ludzie w pomarańczowym stroju z miotłą i wózkiem, ekspedientki, ogrodnicy, sprzątaczki. Im bardziej prozaiczną pracę wykonują, tym mniej widzimy w nich człowieka, a bardziej mundurek. To zdarza się wszystkim. Ile razy patrzyłam na panią w kasie właściwie jej nie widząc i mechanicznie odpowiadając Bonjour, Merci i Au revoir.

A stałam też po drugiej stronie kasy, więc powinnam pamiętać, jak to jest być przezroczystą. Pamiętam, że kiedyś zarabiałam na rejs na Islandię smażąc frytki w barze nad jeziorem w bardzo wschodniej Polsce. Bardziej na wschód już być nie mogło, bo to było Jezioro Białe przy Włodawie (wtajemniczeni pewnie znają te krokodylsko – bandziorskie klimaty i łapią się za głowę).

Czytaj dalej …

Emigracja czyli jak się przyjaźnić… z dala od przyjaciół

Dziś obudziłam się z poczuciem, że czegoś już od dłuższego czasu nie zrobiłam. O joggingu 3 razy w tygodniu pamiętam. Za ubezpieczenie, mieszkanie, prąd i media płacę, nawet czasem się to uda w terminie. O pracy jeszcze nie zdołałam zapomnieć mimo wielu starań. Nawet o blogu pamiętam, co prawda spada mi nieco wydajność, ale nie pracuję tu na akord. Zapomniałam za to całkowicie ostatnio o… przyjaciołach.

Pewnie większości z Was, którzy mieszkacie w jednym miejscu od dłuższego czasu ten problem wydaje się tak sztuczny i wydumany, że aż nieważny wspomnienia. Niejeden pewnie skomentuje: „Przyjaciele mogą się nie widzieć rok, a jak się w końcu zobaczą, to jakby się widzieli wczoraj”. Faktycznie tak jest. Gdy się widzę raz na ruski rok z przyjaciółmi z Krakowa, czy Lublina, Warszawy, Berlina, Hamburga czy Paryża, to nasze rozmowy są głębsze niż Rów Mariański i codzienność nie ma wpływu na nasze relacje.

Czytaj dalej …

TCS – najstarszy klub motoryzacyjny Szwajcarii

TCS (Swiss Touring Club) to raczej dosłownie Szwajcarski Klub Turystyczny, jednak najczęściej korzystają z niego osoby zmotoryzowane, a nie wytrawni piechurzy.

Prawdopodobnie każda osoba mieszkająca przynajmniej przez jakiś czas w Szwajcarzy kojarzy charakterystyczne żółte samochody patrolowe TCS na skraju drogi niosące pomoc nieszczęśnikom, którym cztery kółka odmówiły współpracy. Tak, tak, z tego słynie ten klub motoryzacyjny – ze znakomitej usługi assistance dzięki której, gdy wam się rozkraczy Wasz wehikuł, żółtek przyjedzie i jeśli sprawa będzie prosta, pomoże za darmo od ręki. Jeśli zaś będzie potrzebna dłuższa naprawa, zgarnie go do mechanika.

Czytaj dalej …