Czego nie lubię w Szwajcarii?

Zwykle Szwajcarię stawiam za wzór mocno kontrastując ją z naszą ukochaną Polską. Pewnie niektórym z Was mogłoby się wydawać, że jak młody pelikan świeżą rybkę łykam wszystko to, co mi się tutaj poda. Albo jak dziecko w sklepie z zabawkami, nie wiem, gdzie położyć oko, tudzież rękę i z zamkniętymi rękami bym podpisała dokument dobrowolnej adopcji przez właścicieli sklepu…

Otóż nie, tak nie jest. Jak to w praniu, tak to w życiu – nigdy nie jest całkowicie biało, ani całkowicie czarno – jest raczej szaro, bo zawsze się jakaś zbłąkana czarna skarpetka trafi do kosza z białymi koszulami…

save

 50 odcieni szarości – wersja prawdziwa (wg Chujowa Pani Domu)

Czytaj dalej …

Moja Polska ma schizę, czyli jaki jest nasz prywatny i osobisty pryzmat przez który oceniamy swoje otoczenie

Niedawno oglądałam francuską wersję programu Mam talent, czyli France a un incroyable talent. Tak właściwie to nigdy nie oglądam żadnych talent szołów i innych tego typu przygód szokująco – socjologicznych. I nie, ja nie jestem z tych, którzy Wam wejdą na sumienie opowieściami o tym, jak to już wiele lat temu pozbyli się „pudła”, wieczorem czytają poezję i słuchają Szopena, jedzą tylko marchewkę, która spadnie z drzewa i piją tylko ranną rosę z płatków róż z kontrolowanego przez HOFBE, SFETRDTJAM i BXZDSGHCVXHS źródła jedynie 99chf za butelkę.

Nie. Ja nie z tych, co zamiast szopingu idą czytać Szopenhauera, ewentualnie na spotkanie klubu ochrony szopów. Przecież nie ma jak najkrwawszy w świecie atak zombie po mega-trudnym dniu. Tylko zombie są w stanie tak bezbłędnie wygładzić wszelkie zmarszczki i zgrubienia na pofałdowanym zwykle przez codzienne problemy mózgu. (Może dlatego, że ich największy przysmak to mózg?!)

Czytaj dalej …

Jak być wege (i cyklistą) w Szwajcarii, skoro w Polsce już nie da rady…

Wegetarianie, weganie, cykliści i marksiści pakują pewnie właśnie walizki zalewając płaczem swe rumiane jak bio-jabłuszka twarze. Pewnie niektórym jako destynacja podróży w jedną stronę przypadnie Szwajcaria, dlatego z chęcią Wam wyjaśnię, jak tu żyć, gdy się jest dumnym posiadaczem nienormatywnych przyzwyczajeń żywieniowych.

Moje wyjaśnienia pochodzą z opowieści 2 znajomych wegan – jeden mieszka w Winterthur, a drugi na nieopodal mnie, na wsi w części francuskojęzycznej (ten pierwszy to Anglik, ten drugi – Polak gwoli wyjaśnienia, co bardzo dobrze się składa, bo obydwaj mają porównanie wege w Szwajcarii z wege w swoich krajach pochodzenia). Dodam, że dostałam od panów kilka fajnych linków dla wegan-wegetarian, skąd zaczerpnęłam wiele użytecznych informacji, którymi się z Wami nie omieszkam podzielić.

Czytaj dalej …

Nie kłam na rozmowach kwalifikacyjnych albo Ci wypadną włosy!

Znacie takie oto popularne przysłowia: „Kłamstwo nie popłaca”, „Kłamstwo ma krótkie nogi”. Jest również nieco inne, przeciwstawne: „Cel uświęca środki” i najwyraźniej to ono mi przyświecało pewnego grudniowego dnia, gdy odebrałam telefon od nieznanego numeru. Przećwiczyłam wtedy kolejne przysłowia: „wyjść jak Zabłocki na mydle” i „nadzieja matką głupich”.

Po drugiej stronie miła Szwajcarka świetnym hohdojczem poinformowała mnie, że dostała moją cefałkę od hedhantera i jest bardzo zainteresowana moim profilem blablabla… To nic, że ja przecież nie mówię po niemiecku. Ważne, że rozumiem, a i jestem bardzo uzdolniona w udawaniu, że mówię. Mój zakres dźwięków onomatopeicznych, powtarzanie tego, co właśnie mi powiedział rozmówca, zaawansowana mowa ciała, która przecież stanowi aż 80% komunikacji…

Czytaj dalej …

Wyniki konkursu świątecznego

Tam dam dam dam… Z dumą ogłaszam wyniki świątecznego konkursu Szwajcarskiego Blabliblu. Powiem Wam, że było bardzo trudno wybrać, głównie z tego względu, że przyjęłam taki a nie inny system oceny.

Jedną nagrodę przyznawała publiczność i ja starałam się jak najmniej wnikać w ten wybór. Kolejną nagrodę oddałam w ręce mojego chłopaka, a on bardzo patriotycznie i zgodnie z tematem mojego bloga przyrzekł doszukiwać się w każdym ze zdjęć elementów szwajcarskich. Mi samej pozostał do wyboru ostatni zwycięzca i to było trudne! Jak wybrać tylko jedno zdjęcie spośród tych przepięknych krajobrazów – radosnych bądź groźno-smętnych, osobistych portretów, które zachęcają do śmiechu, zadumy lub po prostu opowiadają jakąś fajną historię…

Czytaj dalej …

Pijany jak Polak – zaczęło się od komplementu a wyszło jak zawsze…

Po francusku jest takie powiedzenie „pijany jak Polak” – « ivre comme un Polonais ». I śmieszy, i wkurza, z akcentem na to drugie – w końcu nikt nie lubi jak się mu przyprawia jakąś niekoniecznie pozytywną łatkę. Jak tu być poważnym człowiekiem na emigracji, robić biznesy, rzetelnie pracować i płacić podatki, skoro tylko jak powiemy, że jesteśmy z Polski, ktoś nam wypomina, ile to we krwi mamy procentów.

„Samosierra” January Suchodolski Czytaj dalej …

Polski Kopciuszek? O, nie! Gdzie Polaków wiedzie ambicja (i kompleksy, ale o tym ciiiiii…)

Wśród moich szwajcarskich znajomych z Vaud jest taka legendarna Polka. Dlaczego legendarna? Bo zawsze widujemy się tylko na minutę podczas jakiś wspólnych imprez, zawsze próbujemy się umówić na dłużej i nigdy nam nie wychodzi! Gdy ja w Polsce, ona ma wolne, gdy ona się włóczy po Andach, ja piszę do niej właśnie smsa z propozycją wspólnego winka…

Dziewczyna pracuje na pół etatu w biurze, na drugie pół w restauracji, a także okazyjnie zajmuje się dzieciarnią i oczywiście robi podyplomówkę, uczy się jakiś egzotycznych języków obcych, a oprócz tego nie zaniedbuje życia towarzyskiego. To taka chodząca legenda, o której wszyscy znajomi Szwajcarzy mówią z nabożeństwem: „Ja zdychałem po tej nocy w klubie przez dwa dni, a Ada miała do pracy na 8…”

Czytaj dalej …

Gdzie się napić winka z przytupasem?

Listopad był miesiącem wina, jednak okazał się nieco za krótki, żeby uwzględnić wszystkie winne tematy. Dlatego wykorzystam kilka krwiście alkoholowych wątków jeszcze w grudniu.

Dzisiaj napiszę Wam o tym, gdzie i kiedy w Szwajcarii możecie popróbować lokalnego wina. Niestety nie będzie to wyczerpujący opis wszystkich świąt, winnych jarmarków, otwartych piwniczek i innych przytupasów, bo na taką antologię zabrakłoby mi miejsca na serwerze. Raczej tak będzie krótko i po żołniersku – miesiąc, miejsce, okazja… Czytaj dalej …

Blogowanie pod jemiołą

2 grudnia czas zacząć! A co 2 grudnia oznacza dla tych, co lubią się z nami całować pod jemiołą? Oczywiście otwarte okienko w moim Szwajcarskim Blabliblu wraz z odrobiną prastarej pogańskiej magii z alpejskich mglistych hal, a także takim jednym małym konkursikiem z wieloma nagrodami i rabatami!

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o szwajcarskich tradycjach okołoświątecznych. I klops! W Szwajcarii święta się niestety zglobalizowały i zateizowały i wyglądają obecnie tak samo jak wszystkie inne spotkania rodzinne.

Czytaj dalej …

Pod Jemiołą – blogowy kalendarz adwentowy na grudzień

Kto nie lubi kalendarzy adwentowych? Czy kiedykolwiek ktoś dotrwał do 24 grudnia codziennie wydłubując po jednej czekoladce, czy jednak tak jak ja zaciskaliście poślady do mniej więcej 5 grudnia, po czym kończyła się motywacja i otwieraliście wszystkie okienka, a potem kombinowaliście jak je ponownie zamknąć, żeby mama nie zauważyła?

BPF-fejsowa-okladka

Czytaj dalej …