Bun di, Panie i Panowie, witam wszystkich serdecznie w tym czwartym, najbardziej tajemniczym języku narodowym Szwajcarii – języku romansz. To taki język jak Yeti – wszyscy widzieli – chociażby na czterojęzycznych tabliczkach w szwajcarskich pociągach czy na szwajcarskich paszportach – a niewiele kto słyszał. Jaka jest prawda? Czy jest to rzeczywiście martwy język podtrzymywany respiratorem pasjonatów i grup folklorystycznych, czy faktycznie funkcjonuje i się rozwija?
W Szwajcarii, ale jednak poza, czyli życie wewnątrz ekspackiej bańki ochronnej
A może tekst powinien być zatytułowany „jak wyjść z ekspackiej bańki ochronnej”? Po kilku minutach rozważań postanowiłam jednak zostawić tytuł tak jak jest. W końcu większość ekspatów żyjących w swoim chronionym międzynarodowym świecie wcale nie tęskni za wyjściem ze swojej kopuły, a wręcz przeciwnie – integrację ze szwajcarską rzeczywistością i Szwajcarów traktuje jak źródło potencjalnych niebezpieczeństw lub po prostu nic ciekawego.
Co było moją inspiracją do napisania tego tekstu? Dwie rzeczy – rozmowa z moją nową koleżanką Węgierką, która niedawno przeprowadziła się z Genewy do Morges.
Dadaizm jest stanem umysłu, czyli 100 lat dada żyje nam!
Śnieg pada, śnieg pada
w marcu
kto się cieszy
temu zaraz skopię dupę.
Oto moja dzisiejsza poezja w stylu dada. Właściwie to nie, to jakieś dziwaczne haiku, w stylu dada to by było, gdyby to brzmiało mniej więcej tak:
Koleją do nieba
Dzisiaj moją misją dnia będzie podrzucenie Wam inspiracji na zbliżające się wakacje w Szwajcarii. Tak konkretnie chciałabym Wam zaproponować podróż Kolejami Retyckimi (niem. Rhätische Bahn). Rhätische Bahn to nazwa przewoźnika kolejowego operującego na terenie kantonu Gryzonia (niem. Graubünden). Przynajmniej w teorii, ponieważ w praktyce przewoźnik proponuje nam spektakularne trasy turystyczne, które zdecydowanie wyjeżdżają poza Gryzonię.
Podaj mi lornetkę i chodźmy pogapić się w niebo, czyli o depresji w Szwajcarii
Szwajcarzy cierpią inaczej niż my. My cierpimy, bo przed nami jeszcze tyle pięknych Mercedesów, a dzieciorom trzeba kupić nowe cichobiegi, bo w starych palce wychodzą same na spacer bez udziału reszty ciała. Szwajcarzy cierpią, bo mają te wszystkie piękne Mercedesy, cichobiegi na resorach i właśnie odkryli bardzo zdziwieni, że nie o to chodzi w życiu. Czyli, jakby powiedziała zdroworozsądkowo pani Jadźka z warzywniaka na rogu: w dupach im się poprzewracało!
Depresja w Szwajcarii
Czy wiecie, że aż jeden Szwajcar na sześciu cierpi na typowe objawy depresji, czyli chroniczne zmęczenie, bezsenność, stany lękowe, czy niezdiagnozowane bóle pleców?
Czarny pocałunek i inne szwajcarskie zjawiska pogodowe
Do czego to doszło? Ja Wam będę prawić o pogodzie, zamiast jak zawsze pięścią między uda polityką, religią lub stereotypami, które są w stanie postawić dziadkom wszystkie włosy na… tu i ówdzie!
Ale tak jakoś wyszło. Zainspirowało mnie to, że jako ogrodniczka-amatorka raz po raz dopytuję swojej rodzicielki, co też mam zrobić z kwiatkami. Podciąć im niewinne główki (czy może ukręcić)? Podlać? Zasadzić? Przykryć? I niestety odkryłam, że wszystkie dinksy, które się świetnie sprawdzają w Polsce, w Szwajcarii nie działają. Ale nie jest tak źle, bo w Szwajcarii jest łatwiej! Klimat jest o wiele łagodniejszy, więc: przykrywać – nie trzeba, wykopywać cebulek na zimę – nie trzeba, biegać z termometrem, gdy dzień jeszcze młody i starać się ratować florę ogrodową – także nie trzeba. No właśnie, piszę to ja siedząc w swoim ciepłym domu nieopodal Jeziora Genewskiego na wysokości 350 metrów n.p.m., a może teraz Ty czytając ten artykuł w swojej alpejskiej wiosce na wysokości 2500 metrów n.p.m. właśnie przeklinasz, bo Ci palce przymarzają do klawiatury…
Ach, Roger!
Dzisiaj jakże oryginalnie i wyjątkowo będzie ani o polityce ani o stereotypach, ale o sporcie. Konkretnie o tenisie. A jeszcze bardziej się wgłębiając w temat: o Rogerze Federerze.
No tak! Mam już bloga o Szwajcarii przez te dobre kilka lat, a jeszcze ani słowem nie zdążyłam wspomnieć o tej osobowości świata sportu i…. nie ma co się nawet zastanawiać – żywej legendzie tenisa.
My, alpejscy terroryści
A mogło być tak pięknie! A mogłam być blond symbolem zepsutej Europy, europejską Joanną może i bez szabelki, tarczy i gołej piersi, ale z szerokim uśmiechem… i z tą piersią to może nie przemyślałam sprawy. A tutaj cholerny DAESH i jeszcze gorsze generalizacje zabrały mi moją rolę życia!
Opowiem Wam jednak nie tylko sam morał, ale również całą historię, bo na to zasługuje – jest rześko awanturnicza i cudownie dziwaczna. Ostrzegam jednak – mówi ona przede wszystkim o generalizacjach i stereotypach. Jeśli ktoś ma już tych tekstów powyżej uszu, to lepiej nich sobie przełączy na coś o lżejszej lub cięższej tematyce.
Jeśli TAK, kogo wykopią ze Szwajcarii?
Pod koniec miesiąca lutego odbędzie się referendum, czy należy automatycznie wyrzucać ze Szwajcarii cudzoziemskich przestępców. 97% czytających w tym momencie mój artykuł bez zastanowienia powie – i bardzo dobrze, jesteśmy na tak! „To przecież prawo wymierzone w tych wszystkich brudasów. Blablabla… Socjal…. Blablabla… Gwałty…. Przecież czytałem artykuł w najnowszych „Nowinach Prawicy”…. Blablabla… Arabi… Blablabla… Wszyscy oni są siebie warci…Blablabla…” Nawet Ci, którzy tak nie myślą i nie łykają propagandy jak młode gąski kaszę, będą uważać, że nas ten temat nie dotyczy. Przecież my pracujemy, dzieci są dobrze wychowane i nieźle się uczą. Ten problem dotyczy jakiś obszczymurków o nieco ciemniejszej karnacji z przedmieść Genewy. Nie nas.
A teraz dowiedz się, o czym tak naprawdę jest ta inicjatywa i zastanów się, czy na pewno Cię ona nie dotyczy.

Tajemnicze źródło motywacji do nauki języka polskiego
Moi uczniowie języka polskiego odkryli jakimś dziwnym sposobem źródło odwiecznej motywacji do nauki. Najprawdopodobniej piją z tego źródła jak Marian jagodziankę na kościach i uczą się aż furczy zawstydzając nieustannie swoją nauczycielkę. Bo to ja przecież powinnam siedzieć i wkuwać francuskie słówka, trenować język i gardło wymawiając ichniejsze „r” pięćset razy na minutę.
Moja motywacja przecież nie dość, że wita mnie każdym razem po powrocie z pracy, to jeszcze atakuje mnie ustami wrednych Szwajcarów mniej więcej co minutę. Tymczasem mi się czasem zwyczajnie nie chce, wolę czytać po polsku lub angielsku, wolę oglądać filmy w oryginale, wolę nie ruszać zgrzanego mózgu…