Najtrafniejszy komentarz o przygodzie deszczowo – fryzjerowej

Pozwoliłam sobie umieścić tutaj najbardziej trafny komentarz na temat poprzedniego artykułu. Kolega autor komentarza cierpi na zespół antyfejsbukowo – antygmailowy z uporczywym lękiem przed podawaniem swojego maila, dlatego kategorycznie odmówił skomentowania mojego wpisu w miejscu, gdzie powinno się go komentować. Zresztą zauważam coraz częściej podobny syndrom u osób związanych z komputerami.

Aha, poniższy komentarz jest do poprzedniego tekstu, także nie ma sensu czytanie go bez uprzedniego zapoznania się ze wcześniejszym wpisem.

„Stara, naucz się wreszcie francuskiego! Facet Ci powiedział:

-Ale zdrożała szynka, proszę pani.

A Ty zrozumiałaś:

-Ale ma pani ładne nogi, proszę pani.

Zatrzepotałaś rzęsami w podzięce, więc facet ciągnie neutralne tematy:

-Kupiłem dziś dwa kilo sera!

A Ty znowu zrozumiałaś:

-Ma Pani oczy jak spłoszona sarna!

Facet spojrzawszy na Twoją reakcję na ser i poprzednio szynkę, próbuje z innej beczki:

-Moja żona się o tym dowie.

A Ty kwilisz z radości, bo zrozumiałaś:

-Pani rysy twarzy są miękkie jak płatek róży.

Także do nauki, a nie po fryzjerach się uczysz!”

 

O deszczu, fryzjerze i komplementach

Pewnego słonecznego dnia wybierałam się do fryzjera w Szwajcarii. No dobra, dzień wcale nie był słoneczny – lało na łeb psami i kotami, szaro, buro, okrrropnie. Ale dostałam cynk, że do kumpeli koleżanki przyjechała siostra, z zawodu fryzjerka. „Oryginalna!” jak podsumowała koleżanka, więc cała żeńska część Polonii w kantonie Vaud przemyśliwała co by sobie na swojej głowie zrobić nowego.

Do szwajcarskiego fryzjera nie chodzę z zasady. Drogo jak psiakość, po wyjściu z tego przybytku się jest lżejszym spokojnie o jakieś 200 frani (ok. 700 złotych), a biedne polskie tłumaczki na to nie stać. Ale jeszcze żebym za te pieniądze coś na tej głowie się stworzyło. Na przykład fryzura aerodynamiczna, dzięki której będę pięć razy szybsza od samochodu, albo na przykład samoukładający się kok, dzięki czemu oszczędzę sobie czasu na przeklinanie podczas rannego czesania, albo przynajmniej fryzura z wyborową długością włosów – wyborową czyli pozwalającą mi codziennie wybrać inną długość włosów. Tego właśnie oczekuję od fryzury za 200 franków. Czytaj dalej …

Naród wynajmujących

Szwajcarzy w większości mieszkają w mieszkaniach wynajmowanych. I to nie tylko studenci, młode małżeństwa na dorobku, czy biznesmeni często zmieniający miejsce zamieszkania. Wynajmują babcie, rodziny z trójką dzieci, starsi, poważni, często zamożni ludzie. Tylko około 35 % Szwajcarów mieszka w swoim własnym mieszkaniu / domu. Statystycznie najmniejszy procent osób posiadających mieszkanie w skali europejskiej występuje właśnie w tym kraju. W Polsce jest to aż 77%.  Czytaj dalej …

Szwajcarskie plotki z magla

Czym żyje Szwajcaria? Oczywiście tym, co było obszernie komentowane również w polskich mediach, czyli sprawą gwałciciela i zabójcy, który zbiegł z genewskiego więzienia zabijając swoją terapeutkę i został zatrzymany na polsko-niemieckiej granicy. Jednak nasze media zupełnie nie dotknęły jednego istotnego tematu, tematu niemal na pograniczu plotek z Onetu (natura nie lubi próżni, więc, jak tylko pozamykano magle, panie maglowe zostały dziennikarkami). Tym tematem żyje Szwajcaria, obficie komentując każdy artykuł na ten temat. U nas sprawa przebrzmiała bez echa, no ale w końcu nie nasz cyrk, nie nasze małpy. Dlatego śpieszę donieść, jak rozwinęła się cała sytuacja.

Nikt się nie zastanowił, dlaczego więzień, który był już niemal na „wylocie” uciekł i podążał do Polski? Szwajcarskie media to odkryły! Otóż Fabrice A. jechał do Szczecina w celu odnalezienia miłości swojego życia, polskiej terapeutki, którą poznał kilka lat temu. Jak wieść głosi, owa Polka rzuciła kryminalistę, czym zraniła go w samo serce. Krwawa ucieczka do Polski była najpewniej próbą zabójstwa dziewczyny. Czytaj dalej …

Kochani, u nas nie jest tak źle!

Łamiąca ser wiadomość! Szwajcarzy właśnie przegłosowali w referendum, że niektóre stacje benzynowe i sklepy będą mogły być otwarte przez 24 godziny na dobę i do tego w niedzielę! Szok! Niemożliwe! To znaczy, że nie będę musiała już wyżerać resztek spleśniałego sera popijając piwem (priorytety trzeba jakieś mieć, piwo jeszcze u nas się nigdy nie skończyło. A tak, jak przekonać Steva, żeby skoczył po śmietanę? „- Kochanie, nie ma piwa. – Jak to możliwe? –No, wypiłam! – To jadę! – Kup śmietanę po drodze!”)

Swoją drogą jakiś czas temu zorientowałam się około godziny 24, że nie mam bardzo potrzebnych środków higienicznych natury intymnej, a zdarzyła się pewna awaria. I co tu zrobić? A mieszkamy, jak przypominam na wsi zabitej dechami, gdzie koń mi przez balkon…tego…mówi ijoooo… a krówki dzwoneczkami…tego. I jak się potem domyślacie musieliśmy zasuwać 15 kilometrów do samej Lozanny, bo oczywiście nie ma nic po drodze! Ile się mogłam naprzeklinać na Szwajcarię!

Czytaj dalej …

Mam parcie na kryształy (ciekłe)

Ostatnio to myślę, że trzeba będzie się przejść na suszi, bo sława wymaga jadania surowych ryb i normalnie chyba nurkowania w skarbcu pełnym dolarów jak Sknerus McKwak. Ostatnio zresztą Steve sępił na oscypka z sosem żurawinowym i został tak przeze mnie nazwany i dotąd się zastanawia, czymże to się wsławił, że go wszem i wobec na ulicy pełnej przechodniów chwalę, że jest z niego niezły Makfak. Kochanie, dziękuję, ale tak przy ludziach?!

A wracając do sławy, to ostatnio Le Matin napisał kolejny artykuł o szwajcarskim Batmanie z lasu, a właściwie o tym, że cały świat mówi o ich leśnym ludku, który zasuwa po lasach w pełnym wojskowym outficie i masce gazowej. Ta poczytna gazeta oczywiście podała między innymi mój blog określając go jako jedno z istotnych źródeł zagranicznych. To by było na tyle, jeśli chodzi o manipulację faktami przez media 🙂 Ale oczywiście zrobiło mi się bardzo przyjemnie!

Czytaj dalej …

Bolą mnie szynki!

Uprzejmie donoszę, że znajduję się w mieście Amsterdam, gdzie dumam właśnie nad kawą nad naszymi okropnymi zwyczajami językowymi. Naszymi, czyli moimi i mojego chłopaka – Szwajcara. Jakby ktoś jeszcze gdzieś nie doczytał w poprzednich postach, rozmawiamy ze sobą w 95% po angielsku. Te pozostałe 5% to niemiecki, jeśli nie mamy słówka po angielsku i po francusku, polski (czyli ulubione słowa Steva po polsku: dobranocing, kurwa, uczą się, długopis, fatalnie, dobry wieczór, pszam, mała piwo, dwa piwo, duża piwo, dobra piwo, nalej) i dalej francuski w tych krótkich chwilach, kiedy dopadają nas rwące wyrzuty sumienia, że lepiej dla mnie byłoby, jakbyśmy rozmawiali w tym właśnie języku.

Jeśli chodzi o komunikację, to wyrabiamy 100% normy. Natomiast jeśli chodzi o formę naszych wypowiedzi, to naprawdę wstyd! I ja jestem tłumaczką! Pocieszam się, że legendy mówią, że genialni polscy tłumacze mówili naprawdę beznadziejnie, a o ich akcencie się nawet nie wspomina. Czytaj dalej …

Szwajcarski Batman

Cała Szwajcaria od wielu lat żyje pewną tajemnicą. Otóż w lesie Maules w pobliżu Gruyere, w kantonie Fribourg pojawia się dziwna istota ubrana w maskę przeciwgazową, kombinezon chemiczny i płaszcz wojskowy w stylu Batmana. Człowiek ten jest zwykle widziany w świetle dnia, gdy wędruje przez las wzbudzając przerażenie spacerowiczów. Pojawia się już od dziesięciu lat, jednak jego tożsamość owiana jest tajemnicą.

Tutaj bardzo niewyraźne zdjęcie tajemniczej istoty:

Oczywiście za każdym razem jak ktoś zauważy tą oryginalną postać, historia ląduje w gazecie zwykle razem ze zdjęciami i wywiadami w stylu: „o Boże, jak się przestraszyłam”. Szwajcarzy upodobali sobie polowania na swojego Batmana i gdybanie, kto to może być i dlaczego jest ubrany w maskę przeciwgazową i płaszcz. W dodatku często i gęsto oszukują – przebierają się w maskę gazową i wysyłają triumfalne zdjęcia do gazet: „Zdołałem podejść do Batmana w lesie Maules i razem wypiliśmy piwo!” Czytaj dalej …

Szwajcarska szkoła cz.2

Połowa spośród moich szwajcarskich znajomych nie wybrała się nigdy na studia. Nikt nie jest bezrobotny, ani nie pracuje w sklepie ani w Macu. Kilka osób pracuje w korporacjach na dość eksponowanych stanowiskach, poza tym jeden chłopak w banku, jedna dziewczyna jest dietetyczką, druga sekretarką, a trzecia przedszkolanką.

Jeszcze raz: w wieku 15-16 lat szwajcarscy uczniowie kończą obowiązkowe gimnazjum i zdają egzamin kwalifikujący do szkoły maturalnej – uniwersyteckiej lub szkoły zawodowej. Szkoła maturalna trwa 3 lata i kończy się maturą. Po zdaniu matury ma się wolny wstęp na studia w zależności od ilości zdobytych punktów. Natomiast szkoła zawodowa to 3-letni system edukacji połączony z praktykami. Praktyki są normalnie płatne i zajmują większość tygodnia. Nastolatki bardzo wcześnie – bo już w wieku 16 lat wchodzą na normalny rynek pracy. Oprócz tego 1-2 z 5 dni zajmuje nauka przedmiotów zawodowych, a także bardzo ograniczona nauka przedmiotów ogólnych. Czytaj dalej …