Śmieciowe story czyli wielkie dzięki, Polko, za złamanie serca mojego koszmaru segregacji śmieci!

Ta historia przyszła mi do głowy przy okazji tworzenia artykułu śmieciowego, który pojawił się na blogu w ostatnią niedzielę. Dowiedziałam się tam sama o sobie kilka prawd – a jakich? A takich, że na przykład całkiem dużo wiem, gdzie się co wrzuca, czego się nie segreguje i dlaczego. Takie małe auto-olśnienie, że jestem całkiem dobra w temacie recyclingu!

A dlaczego jestem dobra? Trenowali mnie najlepsi… znaczy… najgorsi… Czytaj dalej …

Wyzwanie Liebster Blog Award

Wielokrotnie byłam już nominowana przez innych, świetnych blogerów do Liebster Blog Award. Nigdy jednak nie podniosłam rękawicy, ponieważ dziwnym trafem nominowali mnie Ci, których czytywałam i nigdy nie pozostawał mi nikt inny, którego mogłabym Wam polecić – nominować.

Dlatego też w tym roku, gdy tylko zostałam nominowana przez Agnieszkę z bloga Ciekawaosta w Alpach, zaczęłam się przygotowywać do tego tematu. Liebster Blog Award, jak zapewne zauważycie, ma formę takiego trochę łańcuszka. Bloger, który Cię nominuje, musi Ci zadać 11 pytań. Twoim zadaniem jest odpowiedź na te pytania, a następnie zadanie kolejnych 11 pytań innym nominowanym przez Ciebie blogerom, których „dzieła” czytujesz. Czyli klasyczna forma łańcuszka, tyle że jeśli się oleje sprawę, to się nie umiera, a Twoja miłość nadal ma Cię w czterech literach. Czytaj dalej …

Jak to zrobić w Szwajcarii cz. 6… czyli jak wyrzucić śmieci i nie dostać przy tym mandatu

Dzisiejszy artykuł – część super-praktycznego cyklu dla początkujących emigrantów w Szwajcarii powstał głównie na podstawie zasad obowiązujących w moim kantonie Vaud. Niestety – śmieci to temat zdecentralizowany, także każdy kanton decyduje sam za siebie. A że kantonów mamy sporo, to mój artykuł musiałby mieć kilka dobrych stron i powstawać przez równy miesiąc, żeby objąć wszelkie możliwe opcje. Liczę jednak na Was – czytelników Szwajcarskiego Blabliblu, którzy mieszkają w innych kantonach i mogą zostawić komentarz – jak to się robi w Waszym kantonie. Uwierzcie, dla „nowych”, niekoniecznie znających język Wasz komentarz może być na wagę złota!

Jak to się robi w Vaud? Śmieci domowe pakuje się w oficjalne worki kantonalne, które wyglądają tak:

Czytaj dalej …

Wybory tu, wybory tam, imigranci tam, imigranci….tam

W głowie się przewraca od tych cztery razy większych niż w naturze mordek patrzących z uśmiechem z billboardów, plakatów i wszelkich możliwych obwieszczeń wyborczych. Jestem w Polsce? Nie, nie! W Szwajcarii!

Jak to powiedział jeden taki socjolog z Uniwersytetu w Lozannie: „Tradycja obrzydliwych plakatów wyborczych jest długa i niezmienna.” Podpisuję się tym rękami i nogami, jednocześnie wyrażając zdziwienie, że w Szwajcarii ma miejsce śmiecenie tymi plakatami gdzie popadnie. Ostatnio nawet w Alpach, na wirażu 360 stopni przy sporym kącie nachylenia, od którego można było dostać bólu głowy i istnienia, zauważyłam przypięty do drzewa plakacik formatu A5 – głosujcie na XY! Ach Ci szwajcarscy górale mają dziwne poczucie humoru… Kto by się temu w takich ekstremalnych okolicznościach przyrody przyglądał. Czytaj dalej …

Mandaty za spóźnienia do szkoły? Sąd za nieusprawiedliwione dni? Witajcie w Szwajcarii kochani rodzice!

Tak, tak, wrzesień to miesiąc szkoły, dzieci i… mandatów za spóźnienia na lekcje! (To nic, że już jest październik…) Zapomnijcie, kochani rodzice, o pisanych odręcznie usprawiedliwieniach opisujące enigmatycznie „awarię budzika”, „ważne sprawy rodzinne”, czy „ucieczkę autobusu”.

Poniższe historie pochodzą od moich własnych koleżanek mieszkających w kantonie Vaud. Dlatego uprzedzam – być może inne kantony nie mają tych samych problemów. Tego nie wiem, i liczę oczywiście na Wasze komentarze! Czytaj dalej …

Przenosimy dzieci do szwajcarskiej szkoły – mamy emigrantki radzą

Ile rodzin się rozpadło ze względu na te wątpliwości i strach, jak dzieci sobie poradzą w szkole na emigracji bez znajomości języka, ani przyjaciół… Ile smutnych opowieści stoi za przekonaniem, że dzieciom będzie lepiej w Polsce, mimo że ich tata, a nierzadko i mama mieszkają i pracują za granicą… Znam ten temat ze swojego podwórka – zostałam wychowana tylko z mamą, podczas gdy tata pracował w Austrii. Moi rodzice nie zdecydowali się na nasz wyjazd, głównie ze względu na nas.

Dlatego ten artykuł dedykuję tym, którzy nie mogą się zdecydować, czy dołączyć do swojej drugiej połowy w Szwajcarii. Dla tych, którzy martwią się tym, że mieliby narazić swoje dziecko na tak duży stres zmiany szkoły – oto 9 historii rodzin, które zdecydowały się rzucić na głęboką wodę i wysłać dzieci do szwajcarskiej szkoły bez znajomości języka. Czytaj dalej …

Najdłuższy tunel świata… w budowie

Z czym kojarzy Wam się kanton Ticino? Z lazurowymi jeziorami, palmami i widokami rodem z St-Tropez? Z wakacjami? Z takimi prawie-Włochami? Pewnie większości z Was w głowie tylko słońce i pejzaże w głowie, gdy mówię: Ticino. A wiecie z czym się kojarzy ten kanton zawodowym kierowcom? Z korkami! Z kilometrami zawalonymi samochodami osobowymi i ciężarówkami. Z długimi godzinami stania w zasadzie w jednym miejscu i powtarzania sobie: „Wcale nie chce mi się siusiu, wcale a to wcale nie chce mi się siusiu…”

W sumie nic dziwnego – droga przez tunel Świętego Gottharda to najszybsza i najłatwiejsza trasa łącząca Niemcy i Włochy. Dzięki temu wygodnemu tunelowi nie trzeba kluczyć po stromych alpejskich drogach przez przełęcze, które i tak przez niemal połowę roku są zamknięte. Dlatego najczęściej droga przez tunel Świętego Gottharda wygląda tak:

Czytaj dalej …

Nie dajmy sobie zamknąć dziobów!… czyli o polskim referendum ze szwajcarskiej perspektywy

Co to przyszły za czasy, kiedy wkurzone Szwajcarskie Blabliblu wypowiada się całkiem na poważnie na tematy polityczne? Gdzie się podział sarkazm, poczucie humoru i dystans do rzeczywistości? Ech, zdrada, zdrada, po trzykroć zdrada szczytnych ideałów wdupietomania i tumiwisizmu.

Ano podział się….nie wiem gdzie. A wkurzyłam się jak typowy Kiepski na system, na polityków i na dziennikarzy. Szczególnie na dziennikarzy. I na system! I na polityków! Wiecie – zwykle tak to jest, że czytuję sobie prasę polską i zagraniczną. Tu się zgodzę, tam się nie zgodzę, ale zwykle znajduję podobny tok myślenia jak mój, czy to gdzieś w artykule, czy w komentarzach. Pomruczę wtedy z uznaniem, dołożę jakiegoś swojego komentarzowego kleksa i czuję się usatysfakcjonowana, że ktoś tam gdzieś jest, kto myśli tak jak ja. Albo po prostu, kto myśli… Czytaj dalej …

Ciocia dyskryminacja i czarne owce

Czy kiedykolwiek odczułam dyskryminację w Szwajcarii? To pytanie nie raz pada z ust moich znajomych mieszkających w Polsce lub w innych zakątkach świata. Zawsze jednak budzi moje zdziwienie. Wiele się słyszy o demonstracjach antydyskryminacyjnych w Londynie, ogląda się filmiki, gdzie pijani Holendrzy wyzywają Polaków od tych i owych i czyta wypowiedzi wykształconych i inteligentnych Polaków mieszkających na Wyspach, którzy się skarżą na wszechobecne szykany ze względu na narodowość. Co więcej, niedawno czytałam komentarze Polaków, że „Szwajcarzy mówią, że my mieszkamy w norach”.

Nóż się w kieszeni otwiera. Nie wiem, z kim Ci Polacy się zadają, ale jakby mi ktoś powiedział, że mieszkam w norze, to byłaby ostatnia rzecz, jaką byłby w stanie powiedzieć przed zakończoną rehabilitacją po operacji wstawienia nowych jedynek. Jak można sobie pozwolić, żeby ktoś komentował nasze mieszkanie, albo stan majątkowy?…. Czytaj dalej …

Krótka historia o wynajmie

Ostatnio przy okazji artykułu o średnich zarobkach w Szwajcarii czytelnik bloga Paweł zadał pytanie odnośnie jakości życia przy określonych zarobkach, a następnie na temat wynajmu mieszkania. Jako żywo przed oczami stanęła mi sytuacja sprzed wieków, miesiąc po mojej przeprowadzce do Szwajcarii, gdy jeszcze byłam młoda i niewinna (no dobra, bez przesady, nie było to w przedszkolu).

Wiecie jak to jest… Nie przeprowadzałam się tu ze względów ekonomicznych, tylko sercowych. Umowa z moim arbuzem była taka: to Ty się sprowadzasz do Krakowa, czym arbuz był swoją drogą zachwycony i bardzo zmotywowany. Ale pobożne życzenia pobożnymi życzeniami, a rzeczywistość wiecie jaka jest… Po roku kombinowania w końcu ja zawinęłam manatki w jedną solidną, acz niepełnosprawnie trójkołową walizkę i krzyknęłam: „Hej przygodo!”. Czytaj dalej …