Zimowe sekrety polskich twórców internetowych w Szwajcarii

Gdzie pojechać na ferie lub zimowy wypad w Szwajcarii? Postanowiłam zapytać twórców internetowych mieszkających w Szwajcarii o ich ulubione zimowe miejsca, które chcieliby polecić czytelnikom. Last Christmas, I gave you my heart – śpiewał George Michael w szwajcarskim Saas-Fe. A gdzie zostawili serce, Asia Rutko-Seitler, Magda Tkaczuk, Asia i Maciek, Lambert Król, Ania Chojnacka, Ania Paszkowiak, Agnieszka Kamińska i Paweł Styczyński?

Szwajcaria jest przepiękna zimą! Zdjęcie z Murren (BE).
  1. Auslanderka w Szwajcarii – St. Anton (AI)
  2. Girl in Basel – Gstaad (BE)
  3. I am not Swiss – Thusis (GR)
  4. Kraina Yarpenna – Lötschental (VS)
  5. One Way Stop – Stoos (SZ)
  6. Swiss Tales – Sattel (SZ)
  7. Szwajcaria moimi oczami – Iglu Dorf (GR, BE, VS)
  8. Ticino Vicino – Bosco Gurin (TI)
  9.  Szwajcarskie Blabliblu – Loeche-les-Bains/Leukerbad (VS)

Przeanalizujmy to na mapie:

Żeby nikogo nie skrzywdzić, postanowiłam przedstawić zimowe historie autorów w kolejności alfabetycznej nazw ich kanałów. A na szarym końcu opiszę Wam jedną z moich zimowych kryjówek!

Joanna Rutko – Seitler, autorka bloga Auslanderka w Szwajcarii:

Sekretnych miejsc jest w Szwajcarii sporo. Moim sekretnym jest góra St.Anton, znajdująca się na wysokości 1100 m npm w gminie Oberegg w kantonie Appenzell Innerrhoden.

Jest to najwyższy punkt drogi wysokogórskiej, która łączy Appenzeller Vorderland z doliną St. Gallen Rheintal . Zaczyna się w Oberegg i kończy na Ruppenpass, na trasie między Troggen a Altstätten SG. Dojechać tam można nie tylko samochodem, ale i także autobusem z Heiden. Ten punkt widokowy nazywany jest przez miejscowych pieszczotliwie „Töni“.

Auslanderka Asia relaksuje się w pocukrzonym St. Anton

Znajduje się tam „ośla łączka” z wyciągiem, ale jeździ się tam nie dla przeżyć narciarskich, a dla widoków i słońca. Mieszkam bowiem nad jeziorem Bodeńskim i o ile w lecie nie muszę ruszać się „z domu”, o tyle w zimie jest tu ponuro, mglisto i bez śniegu. St. Anton jest prawie zawsze osłoneczniony i ośnieżony, a widok na Bodensee i Rheintal zapiera dech w piersiach.

W St. Anton znajduje się hotel i restauracja Alpenhof i kawiarnia Kafe Anton, w której można zjeść przepyszne Spätzle (lane kluski, zapiekane z serem i cebulką), napić się herbat świata lub regionalnego piwa. Jest tu także kaplica poświęcona św. Antoniemu z Padwy, małe muzeum straży pożarnej, duży plac zabaw dla dzieci i wiele miejsc parkingowych. St. Anton powinno znajdować się na mapie każdego turysty pieszego, rowerowego, czy motorowego. Dla tych ostatnich organizowane są bowiem Alpenrouten, czyli motorowe wycieczki trasami alpejskimi w regionie Ostschweiz.

Magdalena Tkaczuk, instagramerka, autorka profilu Girl in Basel:

Piękna górska wioseczka Gstaad z drewnianymi domkami w Saanenland jest idealnym miejscem na relaksujący zimowy weekend dla każdego: 220 km szlaków narciarskich, wiele tras saneczkowych i trasy do długich zimowych wędrówek. A dla tych, którzy chcą wypocząć są wycieczki zaprzęgami konnymi, SPA i wellness w malowniczo położonych hotelach oraz kilka sąsiednich wioseczek do spacerów i zwiedzenia. 

Gdzie jeść i co spróbować:  Posthotel Rossli – jedna z najstarszych i najbardziej autentycznych restauracji w regionie (pysznie i przytulnie!); Charly’s na kawę i deser po całodniowym zwiedzaniu.

Girl in Basel Magda jak widzicie nie tylko „nadaje” z Bazylei…

Co warto spróbować: ser ser i jeszcze raz ser – region Gstaad słynie z najlepszych wyrobów mleczarskich w Szwajcarii. 

Pomysł na smaczną przygodę: wynajęcie „Plecaka Fondue” w sklepie mleczarskim, wędrówka jednym ze śnieżnych szlaków i zimowy piknik z widokiem na ośnieżone szczyty. 

Pomysł na romantyczną wyprawę: podróż zaprzęgiem konnym z Lauenen do zamarzniętego jeziora Lauenensee. Malowniczy zimowy krajobraz, majestatyczne góry i ośnieżone lasy, a do tego owcze skóry i grzane wino zapewniające ciepło w trakcie wycieczki – coś dla tych chcących spędzić piękne chwile z ukochanymi 🙂

Agnieszka Kamińska, autorka bloga I am not Swiss

Nie jestem fanką sportów zimowych. Próbowałam snowboardu i jazdy na sankach, w obu przypadkach bez sukcesu, za to z licznymi siniakami. Lubię natomiast zimowe trasy trekkingowe, takie podczas których można się trochę zmęczyć (ale nie za bardzo), a przede wszystkim podziwiać magiczny śnieżny krajobraz Alp.

Aga, która nie jest Swiss w środku gryzońskiej zimy (a gdzie pies?)

W Thusis wylądowałam przez przypadek, szukałam miejsca, gdzie dojadę pociągiem i wolnych miejsc noclegowych w środku gorącego zimowego sezonu. Znalazłam w hotelu Weiss Kreuz. Przyjemny wystrój, przyzwoite ceny i smacznie karmią w hotelowej restauracji. Hotel jest przyjazny psom. Thusis, niewielka miejscowość, leżąca nieopodal wąwozu Viamala w kantonie Gryzonia, okazała się miejscem otoczonym atrakcjami regionu. To tutaj rozpoczyna się Via Splunga, historyczna trasa piesza dla długodystansowców (liczy ok. 65 km), kończąca się we włoskiej wiosce Chiavenna. Ja, ze względu na towarzystwo psa-seniora, wybrałam zdecydowanie mniejsze wyzwanie, bo 10-kilometrowy szlak z Tiefencasten do Filisur. Leśny krajobraz trasy prowadzącej wzdłuż rzeki Albula momentami przypominał scenerię z Narni. Po drodze górskie buty można zamienić na łyżwy i w ten sposób przebyć 3-kilometrowy tor Skateline Albula z Bad Alvaneu do Suravy. Z kolei tuż przed Filisur na wędrowców czeka nagroda w postaci przystanku pod spektakularnym wiaduktem Landwasser, liczącym 65 metrów wysokości i 136 metrów długości. Prosto do tunelu wjeżdżają nim charakterystyczne czerwone wagony Kolei Retyckiej. Odcinek z Thusis do Tirano jest uznawany za jedną najpiękniejszych tras kolejowych na świecie i znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Takiej atrakcji nie mogłam sobie odmówić. Z Filisur do Thusis wróciłam pociągiem.

Paweł Styczyński, vloger, autor kanału o rowerach w Szwajcarii Kraina Yarpenna

1. Gdzie?

Lötschental znajduje się w kantonie Wallis, konkretnie Oberwallis i jest największą szwajcarską doliną zasilającą Rodan od północnej strony. Przepływa przez nią rzeka Lonza, która wypływa z lodowca Langgletscher, będącego w bezpośredniej bliskości Aletsch Arena.

Do doliny można dojechać na kilka sposobów, od północy i południa:

A. Pociągiem osobowym lub towarowym (dla samochodów) przez tunel Lötschberg.

Pociąg ten przyjeżdża z Kandersteg, dokąd kolej dociera chociażby z Berna.

Po wysiadce w Goppenstein przesiadamy się na autobus do Wiler i Blatten, po czym wysiadamy w pierwszej lub drugiej miejscowości.

Oczywiście do obu miejscowości można też dotrzeć samochodem, jeżeli zdecydowaliśmy się na pociąg towarowy BLS Autoverlad Lötschberg.

Nic nie chcę mówić, ale Yarpenn kłamie, że jest krasnoludem! Jest wyższy ode mnie… co najmniej o głowę!

B. Pociągiem Lötschberger z Brig, wysiadka w Goppenstein, dalej j.w.

C. Samochodem z Gampel do Goppenstein, dalej j.w.

D. Autobusem z Gampel, dalej j.w.

2. Co można tam robić?

Większość ludzi przyjeżdżających w zimie do Lötschental wysiada w Wiler, po czym wjeżdża na górę do Lauchernalp i dużo wyżej aż na Hockenhorngrat, by stamtąd z wysokości powyżej 3000 metrów zjeżdżać w dół na nartach. Przy okazji dla nienarciarzy przygotowany jest najwyżej położony w Europie szlak zimowy, którym można powędrować z fantastycznym widokiem na wiele czterotysięczników.

My jednak wybieramy opcję dużo mniej popularną i dojeżdżamy do Blatten, gdzie mamy zamiar pochodzić na rakietach śnieżnych. W zależności od ilości śniegu rakiety zakładamy już w Blatten, skąd kierujemy się szeroką drogą do Fafleralp (4 km). Tam z kolei na cel obieramy sobie czoło lodowca i… idziemy szukać jego zimowej bramy 🙂 Pierwszy etap wyprawy (do lodowca) odbywa się w cieniu, dlatego też spodziewajmy się dość niskich temperatur. Powrót z kolei jest już w słońcu i może zrobić się naprawdę ciepło.

W zależności od pogody i popularności szlaku może on być wytyczony ale też… wcale nie musi. Nieco znajomości topografii terenu oraz umiejętne korzystanie z nadajnika GPS z pewnością ułatwią poszukiwanie drogi. Absolutnym musem przed rozpoczęciem takiej wyprawy jest również sprawdzenie komunikatów lawinowych. Przy wysokim zagrożeniu odradzam taką wyprawę, ponieważ wędrujemy w miejscu, gdzie świeży śnieg z góry ma bardzo łatwy dostęp, a potencjalna lawina możne doprowadzić do wypadku. Znalezienie bramy lodowca nie jest łatwe, ponieważ może się ona każdego roku znajdować w nieco innym miejscu lub… być zupełnie niewidoczna, jeśli spadnie dużo śniegu.

Całą trasę oznaczyłbym jako średnio trudną, niesamowicie piękną i pozwalającą na świetny kontakt z naturą. Szanse na to, że spotkamy innych ludzi na szlaku są niewielkie.

Długość trasy Blatten-Fafleralp-brama lodowca-Fafleralp-Blatten to 16-19km, w zależności od tego, jak bardzo się zgubimy i jak długo będziemy szukać lodowca 🙂

W sezonie letnim trasa jest krótsza o odcinek Blatten-Fafleralp, ponieważ do Fafleralp można dojechać samochodem, gdzie czeka na nas gigantyczny, płatny parking.

3. W samym Fafleralp jest kilka miejsc, gdzie możemy się zatrzymać, co można łatwo sprawdzić na stronie https://www.fafleralp.ch/, jednak dużo pewniejszymi miejscami do zatrzymania i posiłku są zarówno Blatten, jak i Wiler. Do obu tych miejsc dojazd drogą asfaltową jest możliwy przez cały rok, natomiast w zimie do Fafleralp dojeżdża się z reguły tylko po śniegu i oficjalna droga jest zamknięta.

W Wiler możemy również wjechać wyżej do Lauchernalp, gdzie w budynku kolejki górskiej znajduje się restauracja Zudili Panoramarestaurant z fantastycznym widokiem na lodowiec.

Asia i Maciek – autorzy bloga podróżniczego One Day Stop

Stoos (Schwyz) to dla nas idealne miejsce na weekendowy wypad w góry zimą. Przede wszystkim, jest blisko Zurychu, a przez to można tam dotrzeć w piątek po pracy i mieć coś jeszcze z wieczoru. Poza tym nie leży na szlaku wycieczkowym i nie jest też słynnym kurortem, dzięki czemu można tam liczyć na odrobinę spokoju. W okolicy jest kilka szlaków na rakiety śnieżne, tor przeznaczony na sanki i stosunkowo łatwe stoki narciarskie. Zimowy szlak na spacer dłuższy lub krótszy też się znajdzie.

Tak jest pięknie nocą w Stoos!

Widoki z dwóch pobliskich szczytów Fronalpstock i Klingenstock na Jezioro Czterech Kantonów nie mają sobie równych. I to dla nich Maciek marznie godzinami fotografując wschody i zachody słońca. A gdy zapada zmrok, nie ma niczego bardziej romantycznego niż kolacja w restauracji na szczycie, z morzem chmur dookoła. 

Lambert Król, autor fanpage’a Swiss Tales – mikroopowieści ze Szwajcarii, autor książki „Mersi Filmol”

Połowa stycznia, śniegu niestety niedostatek i mój ukochany Sattel przypomina raczej późną jesień niż środek zimy. I bardzo szkoda, bo to jedno z tych położonych o rzut kamieniem od Zurychu miejsc, które warto odwiedzić wybierając się na narty lub zimowy spacer. Wyjątkowy jest już sam wjazd do górnej stacji kolejki Mostelberg. Wjeżdzamy tam pierwszą na świecie obrotową kolejką gondolową – nie musicie się już przepychać, by obejrzeć widok z każdej możliwej strony, obracająca się o 360 stopni kolejka pozwoli wam docenić alpejską panoramę. Góra stacja kolejki rozgałęzia się w kilka interesujących punktów. Można wykorzystać kolejne wyciągi i pojeździć na nartach. Można też przejść wiszącym mostem Reiffeisen Skywalk o długości prawie 400 metrów. Tu rozpoczyna się także około 5 kilometrowy szlak – Rundweg Engelstock – z panoramą nad przedmurze Alp i przechodzący nieopodal górującego nad kantonem Schwyz majestatycznego szczytu Grosser Mythen. Po wyprawie można zjeść coś dobrego w jednej z kilku restauracji, choćby Restaurant Engelstock, gdzie zjecie szwajcarskiego góralskiego burgera podanego – zamiast w bułce – w ogromnych kromkach chleba.  Będąc tam kiedyś, nie miałem przy sobie gotówki, jedynie kartę, której tu nie akceptowano i gdy przyszło do płacenia, szwajcarska pani kelnerka, zamiast się oburzyć i kazać zmywać naczynia, by odpracować cenę posiłku, przyniosła blankiet na przelew pocztowy z numerem konta i powiedziała, że nie ma problemu, a za obiad możemy zapłacić przelewem już z domu. Zaufanie społecznie level Szwajcaria!

…Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
mroźnym śniegiem w oczy prószy…;)

Jeśli po tym wszystkim byłoby wam zimno, to polecam wybrać się do nieodległego Swiss Holiday Park w Morschach, gdzie możecie skorzystać z term i basenów w bardzo przyzwoitej cenie, dzieci do lat 7 nie płacą, dorośli – 20 franków za całodzienny wstęp. Po basenie warto znów coś zjeść – restauracji jest ich tam trzy – włoska, z kuchnią międzynarodową i tradycyjna szwajcarska, a w karcie można znaleźć dania z produktami z lokalnego gospodarstwa, które również można zwiedzić. Tu już akceptują karty J Można tu także zostać na noc (widoki przepiękne), pokoje zaczynają się od 150 franków za noc ze śniadaniem i dostępem do term i basenów. Miłego wypoczynku!

Ania Paszkowiak, autorka fanpage’a Szwajcaria moimi oczami

Szwajcaria to mekka magicznych zakątków, które warto odwiedzić. Jeśli jednak lubisz nowości i nie boisz się przygód, polecam Ci spędzić kilka dni w Iglu Dorf. To wyjątkowa sieć hoteli rozmieszczona w pięknych okolicznościach alpejskiej przyrody i towarzystwie znanych szczytów. Twoim pokojem hotelowym będzie… iglo! Najprawdziwsze, ulepione z lodu i śniegu! Jeśli masz ochotę to możesz je zbudować samodzielnie, oczywiście przy pomocy wykwalifikowanej ekipy.

Ani do twarzy z zimą!

Jeśli serowe fondue na kolację i noc na owczych skórach nie rozgrzeją Cię wystarczająco, możesz skorzystać z sauny bądź gorącego jacuzzi z widokiem na góry. To propozycja nie tylko dla par, ale również grupy przyjaciół czy rodziny żądnej wrażeń.  To nietypowe, ale magiczne miejsce, które dostarczy Ci niezapomnianych wrażeń. Wspaniała przygoda, którą serdecznie polecam! 

Ania Chojnacka, autorka fanpage’a Ticino Vicino

Bosco Gurin – kultowa stacja narciarska we włoskojezycznej części Szwajcarii znajduje się w najwyżej położonej gminie kantonu oddalonej niecałą godzinę jazdy z Locarno. Tej kameralnej stacji narciarskiej niesamowitego uroku nadaje charakterystyczna architektura, kamienno-drewniane domki w stylu, który znajdziemy także w kantonie Walese (Wallis/Valais) i włoskiej Dolinie Aosty a pochodzącym od rodu Walser, który skolonizował te rejony już w XIII wieku. Dawny region rolniczy aktywnie przekształca się w coraz większe całoroczne centrum sportów outdoorowych. Nowoczesne wyciągi umożliwiają dotarcie na wysokość 2400 m do widokowo położonej capanny Grossalp gdzie aperitivo panoramico doda sił, aby z radością korzystać z 30 km tras narciarskich.

Ania siedzi na chmurze, bo gdzie indziej?

Decydując się na korzystanie z atrakcji w Bosco Gurin powinniście pamiętać o ostrożności… bowiem wg legendy w lokalnych lasach grasują Weltu postacie mający odwrócone stopy i z których to właśnie powodu odbywają się tu szalone freestylowe eventy! Na terenie całej gminy językiem urzędowym jest niemiecki więc bez obaw możecie przyjeżdżać do nas zza tunelu Gothard!

I na koniec ja!

Długo się zastanawiałam, który z moich zimowych sekretów poświęcić dla tego artykułu. Wszystkie moje perełki są w kantonie Valais (tam, gdzie się za kołnierz nie wylewa i tam, gdzie miejscowi najbardziej przypominają mi Polaków pod względem mentalności). Ale cóż w zasadzie mogłabym Wam o nich opowiedzieć? Że pies z kulawą nogą o nich nie słyszał? Że nic tam nie ma, a jedyny sklep otwierają o 15 i zamykają o 17? Że barman w ciemnym barze najwyraźniej nie słyszał o zakazie palenia, a nieliczni turyści patrzą się na siebie marszcząc czoło jak członkowie spisku? „Ty nikomu o tym miejscu nie powiesz i ja nikomu o nim nie powiem, zgoda?…” Valais, a szczególnie dwie doliny – Val d’Anniviers i Val d’Herens to zdecydowanie miejsce dla wielbicieli głuszy.

Z górki na pazurki oby nie pionowo!

Dlatego postanowiłam wyciągnąć dla Was coś bardziej cywilizowanego, a gdzie bywam przynajmniej raz w roku! Loèche-les-Bains, czyli po niemiecku Leukerbad w kantonie Valais to miejscowość termalna i niewielka stacja narciarska. Po ulicach snują się co prawda turyści, ale nie jest ich aż tak dużo. Rano można iść w góry na narty, sanki (uwaga, ostro!) lub spacery na rakietach i nartach biegowych, a wieczorem wygrzewać stare kości w gorących bąbelkach. W Loèche-les-Bains są dwa centra termalne – Leukerbad Therme i Walliser Alpentherme. Ten pierwszy posiada więcej atrakcji, ten drugi jest bardziej ekskluzywny. Z obydwu jest cudowny widok na góry!

A Wy? Jakie są Wasze ulubione zimowe miejsca w Szwajcarii?

2 komentarzy o “Zimowe sekrety polskich twórców internetowych w Szwajcarii

  • 29 stycznia, 2020 at 4:27 pm
    Permalink

    Byłem w Szwajcarii na sankach, ale z Faulhorn do Grindelwaldu. Świetna, dobrze przygotowana trasa i nie żałowałem, że dali nam na początku kaski, bo trochę wywrotek było, szczególnie po grzańcu, bo to był wyjazd pracowy. Filmiki świetne, dzięki!

    Reply
    • 5 lutego, 2020 at 3:14 pm
      Permalink

      Dzięki za komentarz, pozdrawiam!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.