Biznesmen na hujalnodze, czyli 10 szwajcarskich zaskoczeń

Czy coś mnie jeszcze zaskakuje w Szwajcarii po tych 7 latach? Bardziej występuje taki efekt meta-zdziwienia, czyli ja się dziwię, że ktoś się dziwi. Ewentualnie, gdy pojadę do innego kantonu i zobaczę, że tam jest inaczej niż w Vaud… No dobra, zdarza się to również, gdy się nieco zapomnę i przypedałuję dwie wioski dalej. A i w mojej wiosce występują okazjonalne szczęko-doły i gały-wyszły, na przykład gdy sąsiad, który zwykle wpada z winkiem i pomaga kosić trawę otworzy niepozorny garaż, a tam miliony koni… mechanicznych. Podsumowując: nadal się dziwię i codziennie uczę czegoś nowego. I dobrze. Dziwienie to w końcu cecha dzieci. Gdy przestajesz się dziwić, a zaczynasz wiedzieć wszystko, stajesz się starym zgredkiem.

Źródło: swissinfo.ch

Zebrałam dla Was 10 największych szwajcarskich zaskoczeń. Niekoniecznie je napotkasz jako turysta zabunkrowany w komfortowym hotelu i przemierzający utarte szlaki. Ale wystarczy tylko nieco z nich zboczyć, żeby napotkać szwajcarskie „to niemożliwe!”

  1. Godziny otwarcia sklepów i restauracji

I urzędów, i poczty, i… placów zabaw! Zapomnij, że zjesz w restauracji w porze polskiego, niedzielnego rosołu, czyli o 16. Klamkę w wielu restauracjach pocałujesz też w poniedziałki. Z drugiej strony nikt ci w restauracji nie poda samego piwka w porze kolacji (ewentualnie skieruje cię do stolików barowych, jeśli restauracja takowe posiada). W Szwajcarii, żeby w ogóle coś zjeść, trzeba jeść jak Szwajcar: 12 – 14 lunch, 19 – 21 kolacja (suta i na ciepło, żadne tam polskie kanapki!).

Jeśli macie ochotę poczytać o innych kosmicznych szwajcarskich godzinach otwarcia, klikajcie TUTAJ. Żeby Was zachęcić: czy wiecie, że szwajcarskie place zabaw zamykane są w godzinach ciszy poobiedniej, czyli 12 – 14?

  1. Woda pitna w fontannach

Powoli się przyzwyczajamy do smacznej i zdrowej wody pitnej w kranach. Szwajcarzy poszli jeszcze dalej! W większości fontann, czy też ogólnodostępnych wodopojów płynie źródlana lub zdatna do picia kranówka. Nie trzeba mieć bidonu na joggingu, a drzewka i rybki i słońce jakoś tak bardziej promiennie się do nas uśmiechają, gdy nie kupujemy mineralki w plastikowych butelkach.

Fontanny są wszędzie – ta akurat ze Starego Miasta (Vieille Ville) w Montreux.

Zurych chwali się, że na jego terenie jest aż 2000 fontann, a z każdej z nich tryska czysta woda!

  1. Na hulajnodze czy wpław do pracy

Dojazdy do pracy koleją to już passé! Pociągami jeżdżą politycy, biznesmeni i prezydenci.

Najdziwniejszym środkiem transportu jest dla mnie hulajnoga elektryczna, szczególnie gdy jest powożona przez eleganckiego biznesmena całego w Hugo Bossie. Alternatywnie, płynięcie wpław do pracy z nurtem szwajcarskich rzek z garniturem starannie złożonym w worku marynarskim.

Źródło: madevisible.swiss Urban swimming to jeden z ulubionych sportów Szwajcarów uprawiany nawet w drodze do pracy…
  1. Gdzie się podziała pralka?

No gdzie? W łazience nie ma, w kuchni nie ma. W wynajmowanych mieszkaniach często nie ma nawet opływu!

Pralka jest wspólna dla całego bloku, a harmonogram prania to jeden z częstszych powodów wojen sąsiedzkich. Jak donosi prasa, jakiś rok temu do jednego z takich konfliktów została nawet wezwana policja, gdy jeden z krewkich sąsiadów zamknął w pralni sąsiadkę, która prała poza wyznaczonymi godzinami. Nie wierzycie? ZERKNIJCIE.

  1. Sklepy samoobsługowe

Z nieprzymocowaną do niczego puszką na pieniądze, którą często nawet można otworzyć i sobie wydać resztę… To tak typowe na szwajcarskiej wsi, że aż oklepane. Samemu zrywa się sałatę na polu, truskawki, kwiaty, a pieniądze wrzuca do skarbonki. Samemu się nalewa świeżego mleka z olbrzymich chłodzonych baniaków. Co ciekawe, to działa! Nie słyszałam jeszcze o żadnej aferze związanej z kradzieżą puszek ani ziemniaków.

Na lewo hortensje, na prawo zioła… Nic tylko brać i rwać!
  1. Bonjour!

Jak rozpoznać Szwajcara na szwajcarskiej wsi? Przechodząc obok Ciebie spojrzy Ci w oczy, uśmiechnie się i przywita. To obcokrajowcy zwykli się kulić w sobie i ze słuchawkami w uszach uciekać wzrokiem w bok.

Szwajcarzy też często życzą sobie w restauracjach „Bon appetit!”, gdy stolik obok zaczyna jeść, a gdy wychodzą życzą miłego wieczoru. Spotkałam się już z zarzutami (od nas Polaków), że grzeczność Szwajcarów jest bardzo powierzchowna i na pokaz. Pal sześć, czy się z tym zgadzam czy nie – uśmiech i życzliwość może rozświetlić każdy ponury dzień.

  1. Dzieci same chodzą do szkoły

Ledwo to takie drepcze. Raz się zapatrzy na wiewiórkę, raz na pana, który wystaje ze studzienki kanalizacyjnej niczym świstak, a potem przerażone podbiega, bo dzwonek na lekcje w Szwajcarii to poważna rzecz, a spóźnienia są karane!

Źródło: TCS.ch

Gdy się widzi takie knypki przy drodze, to się chce sięgnąć po telefon i naskarżyć na te leniwe matki, które na to pozwalają! Tyle że te „leniwe matki”, szczególnie emigrantki, nierzadko same drżą z obawy, czy dziecku nie stanie się krzywda w drodze do szkoły. Ale tak musi być i tego zwykle wymagają dyrektorzy szwajcarskich szkół! Dzieci w Szwajcarii bardzo szybko uczone są niezależności, a samodzielna droga do i ze szkoły to jedna z ważnych lekcji.

Jak mówią Szwajcarzy – my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci. Bo przecież potrzeba wioski, żeby wychować dziecko.

  1. Broń!

Karabin na plecach żołnierza, który jedzie pociągiem do jednostki lub cywila na skuterze (patrz – zdjęcie), który jedzie na ćwiczenia to żadne wielkie halo! Wręcz przeciwnie – gdy się podróżuje z bronią, nie można jej ukrywać ani zostawić jej samej np. w samochodzie.

Kultura i tradycja posiadania i umiejętności posługiwania się bronią palną jest w Szwajcarii silna.

  1. Kierowcy zatrzymują się przed zebrą

Przejście dla pieszych w Szwajcarii to rzecz święta, a piesi to wręcz święte krowy. Kierowcy zatrzymują się już, gdy widzą człowieka w pobliżu zebry, nawet gdy ten jeszcze nie miarkował chęci przejścia przez jezdnię.

Ma to przerażające skutki dla polskich imigrantów, którzy odwiedzają rodzinę w Polsce. Niejeden raz brakowało milimetrów, żeby ktoś mi na przejściu w Polsce przejechał po stopach…

  1. To zależy od kantonu!

Jak różnorodnym krajem jest Szwajcaria! Mieszka tu jedynie 8 milionów osób, przejechać ją można wzdłuż i wszerz w 4 godziny, a jednocześnie mieści tu się tak wiele tradycji, dialektów i krajobrazów – tych z pocztówki i tych mentalnych. Jak bardzo różni się codzienność appenzellerskiego dzieciaka od tego z Genewy…

„To zależy od kantonu” – to powinna być nazwa mojego bloga, a nie tam jakieś Blabliblu (chociaż pochodzenie nazwy Blabliblu ma swoje źródło w bogactwie kulturowym Szwajcarii). „To zależy od kantonu” to koszmar wszelkiej maści blogerów, dziennikarzy, publicystów i reportażystów na temat Szwajcarii. Cokolwiek się napisze, może to zostać podważone, przy czym i autor i komentator będą mieli rację. Wszystko jest względne. A jakbym chciała napisać dokładnie jak coś funkcjonuje w Szwajcarii (np. system podatkowy), to byśmy wszyscy tu posnęli…

Co jeszcze zaskoczyło Was w Szwajcarii? A może „to zależy od kantonu” i nie zgadzacie się z moimi punktami? Jak zawsze z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze!

17 komentarzy o “Biznesmen na hujalnodze, czyli 10 szwajcarskich zaskoczeń

  • Kwiecień 23, 2019 at 11:11 am
    Permalink

    Co mnie zaskoczyło? Łatwość załatwiania spraw urzędowych, jedna tablica rejestracyjna dla kilku samochodów tego samego właściciela, zamknięte sklepy w porze lunchu, brak możliwości wejścia do szkoły czy klasy dziecka (!), brak popularnych sieciowych marketów – w „mojej” wsi był tylko Lidl, kościół i restauracja w każdej wsi, krowy, wszędzie krowy..:-) Zauważyłam też, że większość ludzi w małych miejscowościach kompletnie nie przywiązuje wagi do wyglądu czy ubioru, np. facet o wyglądzie kloszarda wsiadający do nowego Subaru.
    Co mnie irytowało? Kościelne dzwony dzwoniące chyba co godzinę i policja uprzejmie kontrolująca prawie co drugi dzień, bo auto na polskich numerach.

    Reply
    • Kwiecień 23, 2019 at 6:47 pm
      Permalink

      Aaaaach jedna tablica na kilka samochodów też mnie zaskoczyła!!! Zapomniałam dołączyć do listy.

      Reply
    • Kwiecień 23, 2019 at 10:12 pm
      Permalink

      Wejscie do szkoly jak i na lekcje do dziecka nie sa zadnym problemem, nalezy tylko poinformowac nauczyciela o takiej checi. Sklepy zamkniete w porze lunchu tylko niektore i niewiele. Policja nigdy naszych polskich jeszcze wtedy blach nie sprawdzala… A to ze w malych miejscowosciach sporo ludzi wyglada jak penerusy to fakt 😉 I o zamknietych placach zabaw , o ktorych wspomina autorka tez pierwsze slysze i sie z tym u nas nie spotkalam :O Moze mamy fajny, wyluzowany Kanton SG. Polecam 😉

      Reply
      • Kwiecień 24, 2019 at 11:05 am
        Permalink

        Czyli punkt 10 – to zależy od kantonu 😉

        Reply
  • Kwiecień 23, 2019 at 7:30 pm
    Permalink

    Jestem już rok w Szwajcarii. I zawsze tak samo zaskakuje mnie widok skutera „pędzącego” autostradą lewym pasem.

    Reply
    • Kwiecień 24, 2019 at 11:06 am
      Permalink

      Ja nie mogę przeżyć pustego prawego pasa i sznurka samochodów jadących o 20km/h niż ograniczenie na lewym.

      Reply
  • Kwiecień 24, 2019 at 10:34 am
    Permalink

    Łatwość załatwiania spraw w urzędzie komunikacji. Przerejestrowanie auta czy wyrobienie nowych dokumentów przy ich zgubieniu jest bezproblemowe, szybkie i wygodne.
    Załatwianie szkód przy stłuczce – również bezproblemowe. Ludzie wiedząc jak to działa nawet nie kombinują i się nie wściekają jak w Polsce.
    Zostawianie paczek przed drzwiami i przy tym bezpieczeństwo ze nikt tej paczki nie weźmie. Chociaż zdążają się już wyjątki i oszuści którzy próbują to wykorzystać.

    Przez różne przypadki losowe poznałem tez jak działają różne tutejsze systemy w sytuacjach wypadkowych i awaryjnych. Powiem szczerze ze to właśnie tez sprawia ze człowiek staje się mniej zestresowany i zdenerwowany. Generalnie dostrzega się ze ułatwianie i upraszczanie pewnych procesów wpływa na jakość życia.

    Reply
    • Kwiecień 24, 2019 at 11:07 am
      Permalink

      Taaaaak – dokładnie! I co ciekawe, mieszkając w PL ludzie nawet sobie nie zdają sprawy jak wysoki jest ich poziom stresu spowodowanego codziennością…

      Reply
  • Kwiecień 24, 2019 at 6:41 pm
    Permalink

    Pralka w pralni a nie w mieszkaniu… i przypomniała mi się epicka scena Asi po joggingu wrzucającej zdejmowane z siebie ciuchy do pralki: koszulka – ciach, skarpetki – ciach, bielizna – ciach!

    🙂

    To jednak prawda, że Matejko odszedł za wcześnie 😉

    Reply
    • Kwiecień 24, 2019 at 10:43 pm
      Permalink

      Dotąd robi mi się gorąco, gdy schodzę do pralni… 😀

      Reply
  • Kwiecień 25, 2019 at 8:23 pm
    Permalink

    A mnie najbardziej zadziwia liczba osób palących papierosy! Mowię tu o Vaud i Genewie. Co prawda już trochę przywykłam, ale wciąż nie mogę przeboleć kobiet w ciąży. I nie chodzi mi o to, że widziałam kilka, które gdzieś w ukryciu wyszły na dymka, ale o to, że po prostu stoją przed biurem wraz z innymi palącymi. Wszyscy uśmiechnięci i rozbawieni, jak gdyby nigdy nic.
    Serio?!

    Reply
    • Kwiecień 25, 2019 at 8:57 pm
      Permalink

      Mmmm potwierdzają to statystyki. Szwajcarzy palą o wiele więcej niż Polacy.

      Reply
  • Kwiecień 26, 2019 at 11:08 am
    Permalink

    Podczas mojego ponad rocznego pobytu w kantonie Argowia:
    1) ceny – na początku szok był spory, ale po przyjęciu przelicznika 1 CHF = 1 PLN da się z tym żyć
    2) komunikacja publiczna – wszędzie da się dojechać i to bez problemów,
    a jak się ma GA to już w ogóle bajka – podajże od 2018 GA jest ważne także na trasach po jeziorze Zuryskim
    3) w sumie kontynuacja pkt 2 – widoki podczas podróży są niezapomniane, szczególnie gdy widać góry/jeziora/rzeki
    4) co do punktu 9 – zatrzymywania się przed zebrą dalej mnie to zaskakuje, ale nie dotyczy Ticino 🙂
    5) faktycznie palących sporo tutaj i w odróżnieniu od Polski można palić na dworcach
    6) ilość serów, polecam dla osób mających blisko do Zurychu wizytę w St. Annahof,
    mają tam nawet taki specjalny domek z serami 🙂
    7) dialekt Schwizerdütsch i język retoromański, co innego czytać na ten temat a co innego usłyszeć na własne uszy

    i na koniec bonus sprzed paru dni:
    informacja na temat rynku czekolady w Szwajcarii, dane za 2017 rok
    https://www.chocosuisse.ch/wp-content/uploads/2018/05/CHOCOSUISSE-Bulletin-2018_FR.pdf
    średnio Szwajcar konsumuje 10,5 kg czekolady na rok, dla porównania Polak (dane za 2016 rok) 1,2 kg

    Reply
    • Kwiecień 29, 2019 at 9:01 pm
      Permalink

      Domek z serami <3

      Reply
  • Kwiecień 27, 2019 at 9:27 pm
    Permalink

    Punkt 4 – Jak najbardziej! Wlasnie chodze wsciekla na sasiadke, ktora zajela cala suszarnie mimo ze teraz jest moje 5 godzin na pranie. Jak by sie tu na niej zemscic…
    Punkt 9 – tak, ale niestety trzeba uwazac na kierowcow-cudzoziemcow! O ile w Morges generalnie wszyscy sie zatrzymuja, to w Genewie Francuzi maja przepisy gdzies.
    Dodatkowo:
    a) wszyscy jezdzacy wolno lewym pasem na autostradzie, przy pustym prawym pasie
    b) zwalnianie do 80 km/h na autostradzie bo jest fotoradar
    c) wlaczanie lewego kierunkowskazu przed wjazdem na rondo i potem zjezdzanie z ronda bez wlaczania prawego – z tego co widze robi tak jakas 1/3 kierowcow w Vaud

    Reply
    • Kwiecień 29, 2019 at 9:03 pm
      Permalink

      Hahahahah Szwajcarzy (przynajmniej ci z Vaud) zwykli mawiać, że Genewa to już nie Szwajcaria 😉

      Reply

Pozostaw odpowiedź jarek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.