Kategorie emigrantów obrzydliwie podlane mizantropią i stereotypami

Przyznaję, że napisałam ten tekst będąc w wieczornej fazie nienawiści do świata i ludzi trollując niemiłosiernie wielu czytelników i nie oszczędzając też samej siebie. Publikacja tego to wyjątkowo bolesny strzał w stopę, z czego zdaję sobie sprawę. A jednak podejmuję to wyzwanie.

Skoro tak często opisuję Szwajcarów odmieniając ich przez wszystkie możliwe stereotypy i uproszczenia, dlaczego nie mogę chociaż raz „zgwałcić” samych imigrantów? Oto pięć najbardziej charakterystycznych kategorii imigrantów w Szwajcarii:

EKSPATA – Ekspata to zwierzę luksusowe przebywające najczęściej na wypasionym 2-letnim kontrakcie w międzynarodowej korporacji. Ekspata całkiem szczerze przyznaje, że Szwajcarów widuje tylko w sklepach. Ale żeby oddać mu sprawiedliwość, specjalnie zabiera swoje dzieci uczęszczające do międzynarodowych szkół na imprezy folklorystyczne, żeby tak jak krowę na wsi zobaczyły sobie raz Szwajcara… Ekspata mówi po angielsku i nawet w głowie mu nie postało, żeby zacząć uczyć się języka urzędowego swojego kantonu. A po co skoro wszystko można załatwić po angielsku, a rzeczone luksusowe zwierzę i tak nie zamierza zostawać w Szwajcarii po zakończeniu kontraktu. Ekspata spotyka się z międzynarodowymi znajomymi poznanymi na spotkaniach Internations lub glocals, gdzie wymieniają gorzkie uwagi o tym, że Szwajcarzy są zamknięci i zimni. Ekspata to sama góra piramidy dziobania.

STOSUNEK SZWAJCARÓW DO EKSPATÓW: Mimo swojej niechęci do uczenia się lokalnych języków jest najczęściej hołubiony, obchuchiwany i bynajmniej nie należy do tych „złych imigrantów, którzy łamią, okupują miejsce w szwajcarskich pociągach, zabierają mieszkania i pracę”.

Czytaj dalej …

Mięso! czyli poradnik dla mięsożerców w Szwajcarii

Zapraszam na gościnny, męski, mięsny artykuł. Michał vel. Rocky Mountains w mięsnej formie życia!

———————————————————-

Szwajcaria jest krajem gdzie ograniczenie spożycia mięsa należy do wartości narodowych. Narodową, oficjalną ideologią jest również wegetarianizm. Produkcja rolna ma zabezpieczyć samowystarczalność żywnościową. Rolnicy i ich etos stworzyli to piękne państwo, więc należy im się za to uczciwa zapłata. Krowy są święte. Krowy się doi a nie zjada. Jedzenie ma być najwyższej jakości i warto za takie wiele zapłacić.

Dlatego też w kulturze Szwajcarii mięso ma specjalne miejsce.

* Mięso jest drogie. Kosztuje średnio trzy razy tyle ile w Niemczech, Francji czy Włoszech. Sześć razy tyle co w Polsce. To głównie wynik ceł chroniących własny rynek i ograniczeń importowych.

* Na raz można wwieźć z zagranicy tylko jeden kilogram mięsa czy produktów mięsnych. Jest to bardzo często kontrolowane przez celników na granicy. Za posiadanie większej, niezadeklarowanej ilości mięsa naliczana jest kara. Mięso powyżej kilograma należy zadeklarować i słono oclić.  Jak sprawdziłem kiedyś sam, na przykład taka kaszanka też liczy się jako produkt mięsny. Włącznie z karą za pół kilo powyżej limitu była to kaszanka droższa od najlepszej polędwicy.

* Szmugiel mięsa jest obrazą prawa nawet gorszą niż inne rodzaje przemytu. W zuryskiej gazecie raz stało: „Złapano przemytnika. Miał ze sobą 5 kilo marihuany, 20 litrów mocnego alkoholu i aż 10 kilo mięsa!”

* Mięso szwajcarskie jest oczywiście droższe. Wynika to z kosztów produkcji ale i z konieczności zapewnienia wysokiej jakości. Krowy pasą się na alpejskich łąkach pełnych soczystej trawy i aromatycznych ziół. Kury mają piękne wybiegi. Podejrzewamy z żoną, że każda świnia ma obowiązkowo hamak, by była szczęśliwa jak należy. W efekcie np. kilo piersi z kurczaka ze Słowenii kosztuje 20 franków (80 zł), zaś kilo piersi z kurczaka szwajcarskiego 32 franki (130 zł). Tania szynka to 30fr za kilo. Szwajcarska szynka suszona (Bundnerfleisch) potrafi kosztować i 100fr za kilo.

Czytaj dalej …

Zanieczyszczenie powietrza a Szwajcaria, czyli jak wygrać ze smogiem

Jakie pyszne powietrze w tej Polsce. Tylko posolić, popieprzyć i można kłaść na kanapki. Nie wiem zupełnie, o co chodzi z tym smogiem. To wszystko dlatego, że Polacy są romantyczni! Palą w piecach (dorzuć, Halina, gumiaka, bo coś mnie bolą płuca!), a potem nad miastem powstaje taka romantyczna poświata. Można się pocałować patrząc prosto na zachód słońca i nie trzeba nawet zakładać okularów przeciwsłonecznych. Nie widać w sumie kogo się całuje, ale nie trzeba do tego oczu. Bo przecież ślubną pozna się po kaszlu gruźlika i charakterystycznej nucie oddechu z gurglaniem w dolnych rejestrach. Każdy to wie.

Dość już tych śmieszków, źle się dzieje, Panie i Panowie. Normy zanieczyszczeń powietrza w Polsce przekraczają wielokrotnie wszelkie dopuszczalne limity. Naukowcy i lekarze biją na alarm. A wielu polityków traktuje tę sytuację jak temat zastępczy. No tak, ochrona środowiska to przecież temat na którym trudno zebrać kapitał polityczny. Rezultaty przecież jakieś takie mało widoczne lub (brońcie Panie Boże) widoczne za rządów następnej ekipy. Wydatki spore. Jak ja ludziom wytłumaczę, że mają wymienić piece i nie kupować starych rzęchów? Jak ja ludziom wytłumaczę konieczność inwestycji kilku miliardów na rozbudowę komunikacji publicznej? Po trzecie – ochrona środowiska kojarzy się wszystkim nieubłagalnie z wielkim biało czerwonym znakiem STOP dla rozwoju przemysłu. A przemysł to, powiecie, miejsca pracy, pieniądze z podatków i rozwój! Tyle, że żadnymi pieniędzmi nie da się zapchać tej czarnej dziury, która nam się robi w płucach…

Czy mamy tylko dwa wyjścia? Wyjście numer jeden: być takimi uprzemysłowionymi Chinami Europy. Czy wyjście numer dwa: Mozambikiem Europy, gdzie po polach ino hula wiatr i kojoty wyją. A może jest wyjście numer trzy, o którym nikt nie pomyślał. Czy moglibyśmy być nową Szwajcarią, która w ciągu ostatnich 25 lat zdołała obniżyć emisję pyłu zawieszonego do atmosfery o więcej niż 50%? W 2015 roku Zurych został ogłoszony miastem o najczystszym powietrzu w całej Europie. Natomiast sama Szwajcaria zajmuje 17 miejsce od końca jeśli chodzi o zgony spowodowane zanieczyszczeniem powietrza. Wiemy dobrze przecież, że Szwajcaria nie jest żadnym tam Mozambikiem i od wielu lat jej rząd ostro flirtuje ze światem biznesu. Co zrobiła, że tak znacząco oczyściła swoją atmosferę, dosłownie i w przenośni?

Czytaj dalej …

Szwajcarskie okna adwentowe

Adwent – dzieci z niecierpliwością wyjadają czekoladki otwierając codziennie rano nowe okienka w ich kalendarzu adwentowym niemiłosiernie oszukując, blogerzy mają swoje kalendarze blogerskie, a tymczasem Szwajcarzy mają swoją ciekawą, ciepło-zimną, tradycję adwentowych okien (fr. Les Fenêtres de l’Avent). Podczas gdy dla polskich katolików Adwent jest okresem postu, powstrzymywania się od alkoholu, słodyczy i innych grzeszków, dla Szwajcarów to dobra okazja, żeby się napić… I wszystko jasne! Teraz już nic się nie ukryje, dlaczego to jest Szwajcarskie Blabliblu, a nie na przykład Singapurskie Bunga-Bunga.

Na czym polega szwajcarska tradycja adwentowych okien? Sprawa jest prosta. 24 towarzyskie rodziny / osoby z jednej okolicy (gminy, czy wioski) otrzymują jeden wieczór dla siebie od 1 do 24 grudnia w godzinach 18 do 20. Tego wieczoru „odpalają” świątecznie udekorowane okna w swoim domu, a całe sąsiedztwo przychodzi je podziwiać.

Czytaj dalej …

Problem z dwujęzycznością…

Dzisiaj postanowiłam zrobić coś, czego dotąd nie było: opublikować e-maila od czytelniczki. Nie obawiajcie się jednak – to wyjątkowa rzecz: otrzymałam zielone światło na publikację tej wiadomości i radykalnie zredagowałam fragmenty, które mogą wskazywać na autorstwo listu. Nie publikuję nigdy materiałów, które otrzymuję w zaufaniu bez wyraźnej zgody autora, inaczej nikt nie chciałby ze mną rozmawiać.

Czytelniczka prosi mnie w nim o radę i pomoc i ja się tego zadania podjęłam. Przyszło mi do głowy jednak, że po pierwsze co kilkaset głów to nie jedna, a po drugie – to jest naprawdę fajna historia emigracyjna, która przeczy wielu stereotypom.

Czytaj dalej …

Piąty język Szwajcarii – język angielski

– Dogadam się po angielsku, niemiecki tylko podstawy. Powiedz mi – poradzę sobie w Szwajcarii?

Nawet nie wiecie, ile już otrzymałam takich wiadomości. Albo – angielski biegle, francuski na poziomie A2, czy znajdę pracę? Przykładów mogłabym podawać bez liku. Dziwne jednak, że nikt niewiele osób podaje, jakiej pracy szuka, jakie ma kwalifikacje i gdzie konkretnie zamierza mieszkać (miasto-wieś-region?).

Tymczasem Szwajcaria jest zupełnie inna niż popularna wśród naszej Polonii Wielka Brytania i nie da rady powiedzieć, czy „tak ogólnie” A2 z angielskiego wystarczy, czy może jednak niezbędna byłaby znajomość języka narodowego kantonu?

board-64271_1280

Czytaj dalej …

Poród w szwajcarskim szpitalu – jak się rozmnożyć w Szwajcarii i nie zwariować

Dzisiejszy artykuł powstał we współpracy z kilkoma supermamami i jednym supertatą. To odpowiedź na apel mojej ciężarnej przyjaciółki: „Wiesz, szukałam jakiś informacji na polskich forach na temat porodów w szwajcarskich szpitalach, ale oprócz mnóstwa bzdur i straszenia nie znalazłam nic konkretnego. Ty mogłabyś o tym napisać!” Mile podłechtana pomyślałam sobie, jakie rady mogłabym dać przyszłym mamom. Chyba tylko „jedź do szpitala i się nie przejmuj, jakoś ci to wyjmą…” Widzę jednak oczami wyobraźni te wielkie zszokowane oczy czytelniczek i jakoś ta rada mi więźnie w gardle.

Dlatego też swoim sposobem postanowiłam zwrócić się o pomoc dziewczyny, które miały za sobą już takie doświadczenia w Szwajcarii. Tworzyłam już takie artykuły – bez absolutnie żadnej wiedzy, korzystając wyłącznie z praktyki moich czytelników – i myślę, że taka forma się sprawdza. Przecież to nie jest tak, że będę zawsze specjalistą od wszystkiego, a dlaczego mam się ograniczać, skoro mogę poprosić o pomoc?

Czytaj dalej …

Dziecko – poradnik przetrwania w Szwajcarii

Wiem, wiem, co powiecie. Szwajcarskie Blabliblu mówiące o dzieciach to tak jak historycy omawiający powody spadających samolotów. Hmmm… Jakby co, nikt nie mi powie, że to ja wprowadziłam ten precedens!

Ale zaraz, zaraz: ja wszystko wiem o dzieciach! Co prawda w książce „Dziecko – poradnik” doszłam tylko do Rozdziału 1 pt. „Jak to zrobić – zagadnienia praktyczne”, ale ten rozdział przerobiłam bardzo gruntownie!

Czytaj dalej …

Aborcja w Szwajcarii

Dlaczego kraj, w którym aborcja jest legalna, łatwo dostępna i darmowa ma jeden z najniższych współczynników dokonywanych zabiegów?

To jest kolejny pozorny paradoks, z których ulepiona jest Szwajcaria. W końcu gdy dajesz komuś wolność decydowania o sobie, spodziewasz się, że jak pies spuszczony ze smyczy będzie pędził dookoła zaliczając na ślepo wszystkie krzaczki. A tu szwajcarski piesek Cię zaskakuje patrząc na Ciebie filozoficznym spojrzeniem i wyważonym stępem drobiąc do pobliskiego drzewka. Żadnych szaleństw. Mądre te szwajcarskie psy. Dobrze wychowane.

Czytaj dalej …

A Ty komu kibicujesz?

Polacy w Szwajcarii, przyznajcie się, ile osób przed meczem naszych chłopaków ze Szwajcarami pytało Was, komu kibicujecie. Ja osobiście naliczyłam cztery. Oczywiście, to były cztery osoby, które takie pytanie zakończyło puentą: „Hahaha, żartuję!”. Ale jednak. Za każdym razem, gdy otrzymywałam takie pytanie, moje kichy robiły woltę, a mózg robił wielkie „Łoooot?”. A komu mam kibicować? Laponii?!

Czytaj dalej …