Futbolowo w Szwajcarii

Dzisiaj półfinał, a co się działo dokładnie tydzień temu? Dokładnie tydzień temu Szwajcaria grała z Argentyną. Ze Stevem stwierdziliśmy, że idziemy na publiczne oglądanie meczu, w końcu dzielone szczęście smakuje podwójnie, a dzielone łzy są o połowę lżejsze.

Zdecydowaliśmy się iść do niewielkiego baru na otwartym powietrzu w pobliżu dworca w Morges. Tutaj należy nadmienić, że ten bar został zorganizowany w miejscu, które jest zwykle okupowane przez bezdomnych i to w pewien sposób dominowało jego atmosferę. Czy to znaczy, że jego klientami byli bezdomni? Powiedzmy tak: nieco różniłam się od jego klienteli. Ja wieczorem myję zęby, a oni nie. I to nie dlatego, że mają problemy z higieną osobistą, o nie. Ja wieczorem myję zęby, a oni wieczorem myją ząb. Jaka oszczędność na paście i szczoteczka się mniej zużywa! Czytaj dalej …

Mundial z równoramiennym krzyżem na sercu

Przy dzisiejszym artykule bardziej niż zwykle należy zauważyć, że autorka mieszka w Romandii. Mam wrażenie, że mój kanton Vaud jest najmniej szwajcarski z kantonów Szwajcarii i nie mam wątpliwości, że gdzieś indziej kibicowanie może wyglądać inaczej. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda w innych kantonach – polscy mieszkańcy Zurychu, Bazylei, Argowii, Gryzonii, Ticino, odnieście się do tego, co tu napisałam.

Ale zacznę inaczej. Taka sytuacja:

NK – Nasza Koleżanka, S – Steve

NK – Dziwne te imiona i nazwiska szwajcarskie – Granit Xhaka…

S (z kamienną miną) – To w romansz.

NK – Aha… Ale Xherdan Shakiri to na pewno nie Szwajcar.

S (ciągle pokerowo) – Jak to nie. To typowe nazwisko w Appenzellu! Czytaj dalej …

Grubi, starzy i łysi Szwajcarzy, czyli jak wygląda prawdziwa miłość

Dzisiejszy artykuł nie ma prawa bytu bez odpowiedniego kontekstu. Dlatego drogi czytelniku, jeśli nie zapoznałeś się z artykułem o szwajcarskich mężczyznach, to najpierw przejdź TU.

Artykuł, jak sami widzicie raczej nie punktuje ani szwajcarskich chłopaków ani chłopaków polskich. Puenta, którą usiłowałam w nim przeforsować (jakby ktoś nie zauważył) jest taka, żeby podążać za własnym sercem, a nie paszportem, czy portfelem. Przynajmniej wydawało się, że moja teza jest dość jasno i wyraźnie wyłożona i praktycznie nie można po przeczytaniu tego artykułu mieć wątpliwości co do intencji autorki. A jednak.

Stwierdziłam, że wrzucę linka do mojego artykułu na fanpejdż fb Polacy w Szwajcarii, a co, w końcu temat ciekawy, niech sobie poczytają polscy imigranci. I się zaczęło. Niestety dyskusja się nie zaczęła na moim blogu, ani nawet na fanpejdżu mojego bloga, ale właśnie na stronie Polacy w Szwajcarii. Dlatego w ramach dodatkowego kontekstu muszę Wam co-nie-co przytoczyć. Czytaj dalej …

Rzecz o mieszanych związkach, czyli jakie są te szwajcarskie chłopaki?

Takie pytania otrzymywałam co jakiś czas w wiadomościach prywatnych. Co tu odpowiedzieć. Nuda, panie. Dialogi jakieś takie kiepskie. No, ale gdy to pytanie otrzymałam po raz trzeci, stwierdziłam, że czas o tym napisać, jakkolwiek dotykałoby to stereotypów, cech personalnych indywidualnych osób i trochę takiej czystej plotki.

No bo na przykład jacy są Polacy? Różni. Zależy od człowieka. Jeden cham, drugi całkiem do rzeczy. Różnice między Polakami a Szwajcarami wynikają głównie z wychowania. I są w stanie na początku zauroczyć, ale potem wychodzi „na prowadzenie” charakter tego jednego jedynego. Także bywają trwałe i szczęśliwe polsko-szwajcarskie związki, ale bywają i rozwody. Jak to w życiu, generalizować sobie można, a to co siedzi głęboko w człowieku, wyjdzie z czasem…i bynajmniej nie będzie to zależne od różnic kulturowych, ale od dopasowania. Tej konkretnej dziewczyny i tego konkretnego chłopaka. Czytaj dalej …

Lenie i karierowicze kontra wyrodne matki i dzieci

Rozmowa z kolegą Szwajcarem, młodym tatą:

Ja: – A Twoja rodzina Wam trochę pomaga?

On: – Oczywiście! Mama nawet specjalnie przyjechała na jego urodziny!

Ja: – Aha! Specjalnie przyjechała? To gdzie mieszka?

On: – W Senegalu. Buduje tam szkołę i zajmuje się sierotami.

Ja: – To raczej nie macie pomocy babci?

On: – Jak to nie mamy? Teraz nawet przyjeżdża na pierwsze urodziny. A raz w tygodniu gadamy przez skypa, to mama może zobaczyć małego.

Ja: – A ile Melanie zostaje z dzieckiem w domu?

On: – No, przez cały czas jest w domu.

Ja: – No to przynajmniej zaoszczędzicie na niani.

On: – Nie, no oczywiście mamy nianię! Przecież Mel pracuje na 30% etatu, musi wyjść troszkę z koleżankami, po jakieś zakupy, chodzi też na jogę i jogging.

Ja: – (Kurczak pieczony marynowany w ziołach i papryce!!!)

On: – Chociaż ja mam też kilka wieczorów na naszego małego. Mel ze mną zostaje w domu, albo może sobie gdzieś wyjść. Czytaj dalej …

Stereotypowo o szwajcarskich wieśniakach i bankierach

Stereotypy mają to do siebie, że w 99% są krzywdzące. Patrząc przez pryzmat stereotypu, nie zauważymy żywej osoby wraz z jej wadami, zaletami i unikalną osobowością, ale na przykład patrząc na Joannę L.  – cycastą wieśniaczkę, która ubija masło jak nikt inny. Co akurat bardzo mi pasuje. Wolę to, niż żeby każdy się zastanawiał, czy w spodniach mam akurat to, a nie nic innego, a brody nie mam tylko dlatego, że się wyjątkowo z rana ogoliłam.

Niemniej jednak, należy pamiętać, że z czegoś te stereotypy wynikają, gdzieś istnieje jakiś ułamek prawdy. Nad tym ułamkiem dzisiaj się będę rozwodzić, ale nie w kontekście stereotypów dotyczących narodowości, ale że tak powiem stereotypów funkcjonujących „wewnątrz” Szwajcarii – Szwajcarów o Szwajcarach…z innych kantonów. Czytaj dalej …

Szwajcarska masakra bronią automatyczną

Szwajcaria liczy 8 milionów mieszkańców, którzy posiadają 3 – 4,5 miliona broni.  Czyli mniej więcej co trzeci, co drugi Szwajcar trzyma w domu zgrabnego SIGa, czy inną zabójczą maszynę. Jednocześnie zdecydowana większość przestępstw z użyciem broni dotyczy broni posiadanej bez zezwolenia; statystyki samobójstw przy użyciu broni również nie powalają na kolana. Dlaczego tak się dzieje? Eksperci tłumaczą te statystyki używając jak zwykle słowa-klucza: mentalność Szwajcarów.

Szwajcaria nie prowadziła żadnej poważnej wojny od 160 lat, jednak zamiast fałszywego poczucia bezpieczeństwa mieszkańcy wciąż twierdzą, że rozmiary państwa wymuszają na nich pozostanie w gotowości. W teorii wygląda to tak: w razie wejścia obcych wojsk na teren Szwajcarii, każdy mieszkaniec miałby chwycić za broń i w ciągu 24 godzin „wywalczyć sobie drogę” do punktu zbiórki. Brzmi to trochę jak majaczenia paranoika, ale taka prawda, Panie i Panowie. W praktyce jednak nie miałoby to większego sensu, ponieważ od 2007 roku szeregowi żołnierze nie mogą przechowywać amunicji w domu. Czytaj dalej …

Niekochane dzieci Le Corbusiera

Czy wiecie komu Polacy zawdzięczają Dworzec Kolejowy w Katowicach (chyba już nieistniejący), czy krakowski Bunkier Sztuki? Tak, to bóg minionego stylu, niekochany i nierozumiany przez większość, uwielbiany przez niektórych, do których na pewno się zaliczają fani japońskich, urbanistycznych horrorów – Szwajcar Le Corbusier.

Po lewej jego pierwsze i najsłynniejsze dzieło – budynek mieszkalny Unité d’Habitation w Marsylii (1952).

Przyznaję, że surowe, betonowe, geometryczne formy nie są estetyczne, ale mogą fascynować swoją potęgą i brzydotą. I, o żywo, tak cudownie nadają się do scenografii, gdzie ze ściany wyłazi porzucona, długowłosa japońska dziewczynka z jednooką lalką. Czytaj dalej …

Wyrostek czyli rozmowy z doktorem McDreamy o życiu

Nie piszę, nie dzwonię. Wiem, wiem, za to mam usprawiedliwienie lekarskie! Podejrzenie zapalenia wyrostka robaczywego. Moje robaczki się zbiesiły i miały niby wyrosnąć w wyrostku. Czyli kilka dni wiłam się jak robaczek z bólu, a potem zwiedziłam szwajcarski szpital, gdzie moje robaczki się przestraszyły panów w kitlu, także wyniki badań mi wyszły idealne. Dostałam więc silny lek przeciwbólowy i wypis do domu. Dlatego jeśli dziś będę pleść farmaceutozony, to znaczy, że jestem pod wpływem. I wiecie…mam usprawiedliwienie od lekarza!

Natomiast śpieszę donieść co-nie-co o szwajcarskiej służbie zdrowia. Kochani! Jak chorować, to tylko w Szwajcarii! Jak będziecie planować złamanie nogi, ręki, potylicy, trzustki, czy innych przy- lub naddatków, to niechcący się dobrze ubezpieczcie, a potem przypadkowo zahaczcie o Lozannę. Czytaj dalej …

Röstigraben czyli szwajcarska szczelina Marianny

Zawsze jak myślę o Rowie Mariańskim, przypomina mi się takie jedno zdarzenie z czasów moich studiów na lingwistyce. Na zajęciach z tłumaczenia ustnego języka angielskiego na język polski mieliśmy takie ćwiczenie, które polegało na symultanicznym tłumaczeniu pewnego nagrania, w którym niestety roiło się od nazw geograficznych. Wiecie, nazwy geograficzne, szczególnie nietypowe, to nie jest coś, co każda osoba znająca język ma w jednym palcu. Moja koleżanka otrzymała tekst o Marianas Trench, co z prawdziwym nerwem przetłumaczyła jako…Szczelina Marianny. To był ten prawdopodobnie czas, kiedy pod wpływem mojego widoku na podłodze dusząc się ze śmiechu, powstał skrót ROTFL (rolling on the floor laughing).

Czytaj dalej …