Rzecz o mieszanych związkach, czyli jakie są te szwajcarskie chłopaki?

Takie pytania otrzymywałam co jakiś czas w wiadomościach prywatnych. Co tu odpowiedzieć. Nuda, panie. Dialogi jakieś takie kiepskie. No, ale gdy to pytanie otrzymałam po raz trzeci, stwierdziłam, że czas o tym napisać, jakkolwiek dotykałoby to stereotypów, cech personalnych indywidualnych osób i trochę takiej czystej plotki.

No bo na przykład jacy są Polacy? Różni. Zależy od człowieka. Jeden cham, drugi całkiem do rzeczy. Różnice między Polakami a Szwajcarami wynikają głównie z wychowania. I są w stanie na początku zauroczyć, ale potem wychodzi „na prowadzenie” charakter tego jednego jedynego. Także bywają trwałe i szczęśliwe polsko-szwajcarskie związki, ale bywają i rozwody. Jak to w życiu, generalizować sobie można, a to co siedzi głęboko w człowieku, wyjdzie z czasem…i bynajmniej nie będzie to zależne od różnic kulturowych, ale od dopasowania. Tej konkretnej dziewczyny i tego konkretnego chłopaka.

Ale początki zawsze są piękne w polsko-szwajcarskiej konfiguracji, zakładając, że strona polska to strona piękniejsza, a strona szwajcarska to strona silniejsza. (Inne konfiguracje istnieją również, znam 4 pary mieszane, gdzie chłopakiem jest Polak, ale na tyle kiepsko, że nie potrafię się wypowiedzieć.) Dlaczego więc na początku jest tak, a nie inaczej? Kwestia kulturowa. Muszę tutaj uczynić pewną dygresję na temat szwajcarskich kobiet. Szwajcarki są o wiele bardziej wyemancypowane i asertywne w stosunku do Polek. Zwykle już bardzo wcześnie wiedzą, czego chcą i albo w wieku 20 lat mają rodzinę i dzieci (również te z bardzo dobrych, bogatych rodzin), albo zajmują się karierą, podróżowaniem, realizowaniem swoich marzeń i planów, piotrusiowaniem panowaniem. Pula w miarę sensownych Szwajcarek, które w wieku rozrodczym zajmują się tańcem godowym jest w miarę niewielka. Za to te, które tańczą i wabią mają dość wysokie wymagania i doskonale wiedzą, czego oczekują. Żeby biedny Szwajcar miał szansę na przekazanie swoich genów, musi tak się starać i często obchodzić się smakiem, dzielić się czasami z innymi swoim kawałkiem tortu, walczyć… dlatego wielu z nich decyduje się poszukać jakiejś importowanej miłości. I bynajmniej nie są to wybrakowane okazy!

W Polsce sytuacja tak jakby wygląda odwrotnie – to mężczyźni rozkładają karty. To niestety wina i wychowania i sytuacji polityczno – społecznej. Polskie mamy, powiedzmy sobie szczerze, wychowują idealnych Piotrusiów Panów. Nie chcą, żeby ich chłopcy kiedykolwiek dorośli i żadna kobieta nie jest dla nich wystarczająco dobra. I tak, księciunio kiedyś z maminych objęć przechodzi w objęcia kobiece, ale obsługa ma zostać przecież taka sama, inaczej lepszy model czeka przecież już za rogiem.

Druga sprawa – nasze pokolenie niestety znalazło się w beznadziejnej sytuacji, gdzie model tradycyjny rodziny się zderzył z zachodnim powiewem kariery i swobody. W tym przejściowym okresie o wiele lepiej sobie oczywiście radzą mężczyźni. Mogą sobie piotrusio-panować o wiele dłużej, w końcu ich okres godowy trwa, dopóki mogą… Kobiety, jak chciała natura, mają dość ograniczony czas na założenie rodziny i tak jakby z założenia muszą się bardziej starać.

Dlatego kobiety wszystko robią, żeby się drogo „sprzedać”. Inwestują w urodę, ciuchy, figurę, umysł, umiejętności, czytają mnóstwo artykułów, jak się powinno zachowywać na pierwszej randce, żeby utrzymać zainteresowanie. No i potem oczywiście zamiast pokazać siebie na tej pierwszej randce, pokazują jakąś wymyśloną, idealną postać. Oczywiście zamiast pokazać na portalu randkowym roześmiane zdjęcia z wakacji pokazują artystyczny, tajemniczy dzióbek. Robią tymi nienaturalnymi zachowaniami i fotkami krecią robotę samym sobie, bo w tym zalewie sztucznych cycków i dzióbków, udawanych super wielokrotnych orgazmów, artystycznych fotek i idealnych pierwszych randek, jakakolwiek naturalność i szczerość nie ma szans.

Mój kolega Polak opowiadał mi kiedyś swoje łóżkowe przygody ze Szwajcarką. „No i wiesz, ona mi na to, że tego nie lubi, a tutaj, żebym jej nie dotykał, a tam nie wkładał. No co za niunia!”. No tak. Bo przecież normą było dla niego, że kobieta musi wszystko lubić. W tej gonitwie o idealność Polki zapomniały, że związku się nie da się stworzyć pomiędzy facetem a kreacją artystyczną, związek tworzą dwie różne osoby.

No dobra. Dość tej przydługiej dygresji o stosunkach polsko-polskich. Stuningowana Polka i nastawiony na batalię życia Szwajcar spotykają się na pierwszej randce. I…obydwoje stwierdzają, że właśnie złapali Pana Boga za nogi. Ona odprawia przed nim swój taniec uwodzicielki, on pokazuje się tylko z lepszego profilu. Myślą – jejku, on/ona się stara! To miłość mojego życia!

Pierwsze miesiące/lata są prawdziwym miesiącem miodowym, bo pod względem kulturowym i wychowania związek Polka/Szwajcar jest niezwykle udany. Polka najczęściej chce uwić ciepłe gniazdko, wysiedzieć jakieś kurczątka, a i przy okazji popracować. Szwajcar zwykle chce tego samego, tutaj zaliczają na jedną noc najczęściej południowcy, Szwajcarzy szukają najczęściej żony. Plus niestety, trzeba to przyznać, Szwajcar najczęściej zawodowo może sobie pozwolić na to wicie gniazdka i wychowywanie kurczaków. Jest to nieodmiennie powodem krzyku polskich panów – wredne materialistki lecą tylko na kasę! To nie wina niestety Polaków, tylko naszych finansowych możliwości w Polsce. Do 35 roku życia kobieta może wydać na ten świat zdrowe potomstwo. 33-latka ma do wyboru kogoś, kto i chce i może sobie na to pozwolić i kogoś, kto jest na tzw. „dorobku” – kogo wybierze? Wiem, że to boli, Panowie, wiem, że to nie Wasza wina…

Szwajcarzy z „naszego” pokolenia mają również następną przewagę. Otóż pokolenie ich rodziców było tzw. pokoleniem rozwodów. Trudno znaleźć Szwajcara w wieku 20-30-40 lat, którego rodzice by się nie rozeszli, bądź wcześniej nie byli w związku małżeńskim. Dlatego też zdaje się, że „nasze” pokolenie Szwajcarów wyciągnęło odpowiednie wnioski z zachowania rodziców i nie jest skora do podejmowania pochopnych decyzji. Natomiast my, Polacy, jesteśmy tak jakby o pokolenie za Szwajcarami i to nasze pokolenie jest najbardziej narażone na rozwody. Kapitalizm, praca, pieniądze dopiero 20 lat temu wkroczyły do naszego kraju i porządnie zawróciły nam w głowie. W tym stanie trudno jest utrzymać swoje gniazdko i nie dać się pokusom.

Jacy są Szwajcarzy? O wiele bardziej skłonni do pomocy w domu, wychowania dzieci. Nauczeni radzić sobie w kuchni. Traktujący dzielenie obowiązków nie jako pure bonus i ich zaletę, ale normę w związku. To po prostu kwestia wychowania.

Dalsza kwestia. Rodzina. Szwajcarzy są mniej zależni i związani ze swoimi rodzicami. Najczęściej po rozpoczęciu życia zawodowego rodzice przestają dzieciom pomagać finansowo. Zapomnij o kupnie mieszkania dla dziecka – można mu POŻYCZYĆ pieniądze na mieszkanie, ale nigdy DAĆ. To jest nieco dziwne dla mnie, ale cóż, na szczęście zasada nie wtrącania dotyczy każdej dziedziny życia, dlatego wraz z niezależnością finansową idzie niezależność odnośnie prowadzenia domu i wychowywania dzieci. Czyli polska żona doceni na pewno fakt, że nigdy do jej życia nie będzie się wtrącać wredna teściowa. Natomiast Szwajcar nie zrozumie bliskich związków z rodzicami i potrzeby ingerencji w życie pary. Mogą go irytować częste wizyty rodziny, nawet w celu pomocy przy dzieciach i w domu.

Następnie: Szwajcarzy zwykle pozostawiają wiele „wolnego miejsca” w parze. Każdy żyje i daje sobie żyć i ma swoje zainteresowania, swoich kolegów, swoją muzykę i czas dla siebie. Rozkłapaćkanie, bąki, bekanie, chodzenie w wyciągniętych gaciach należą do strefy prywatnej, którą się raczej nie chwali przed drugą połówką. Brzmi super, prawda? Ale wyklucza taką pewną rzecz. Zapomnij o Szwajcarze, jeśli w związku szukasz wyrozumiałego tatuśka. Szwajcar podskoczy z zaskoczenia i zniesmaczenia, jeśli podzielisz się z nim bolesnymi szczegółami swojej miesiączki. Ale też nie próbuj włazić z butami w jego strefę osobistą. To raczej nie ten typ, który nie domyka drzwi przy siusianiu.

Dalsza kwestia. Cięte róże co tydzień, podawanie płaszcza i płacenie rachunków to rzecz bardzo polska. Znaczy się, Szwajcar raczej za Ciebie zapłaci w restauracji, ale nie dlatego, że tak każe tradycja, ale dlatego, że sobie przekalkuluje, że on więcej zarabia. Znam jednak taką parę, trzeba dodać, że bardzo zgraną parę, która po kilku dobrych latach małżeństwa ciągle płaci w restauracjach osobno, i to jest według mnie co najmniej dziwne.

Większość znanych mi szwajcarskich małżeństw ma podpisaną intercyzę. To jest właśnie rezultat doświadczeń pokolenia rodziców, którzy niejednokrotnie tracili zdrowie, pieniądze na adwokatów i długie lata na rozwiązanie swoich nieudanych małżeństw. Intercyza nie jest tutaj traktowana jako dowód braku zaufania, tylko jako zabezpieczenie w razie wu. I to zabezpieczenie obustronne: i tej strony, która więcej wnosi do związku finansowo, i tej strony, która więcej traci ze względu na opiekę dziećmi i domem. Szwajcarzy uważają, że takie rzeczy lepiej rozwiązać na chłodno niż później wśród wzajemnych uraz i pretensji. Osobiście nie komentuję, bo nie przemyślałam tematu, ale w teorii wydaje się to rozsądne.

Podsumowując: szoku kulturowego pomiędzy Polką a Szwajcarem nie ma, natomiast trzeba zwrócić uwagę na pewne subtelne różnice. Na początku oczywiście jest wielki bum, gdy odkrywamy kogoś, kto nas szanuje i się stara. Niedopowiedzenia spowodowane niedostatecznym porozumieniem bierzemy zawsze za dobrą monetę. A gdy już przejdzie pierwszy zachwyt, który jest spowodowany po prostu innością, wszystko zależy od indywidualnych cech konkretnej osoby. W końcu nie zawsze jest tak, że gdy czegoś nie rozumiemy to znaczy, że jest to głębokie i mądre. Dlatego droga Polko, patrz w serce, nie jest ważny paszport, milczenie nie zawsze chowa głębię, a sztuczne cycki nigdy nie będą prawdziwe. Amen.

18 komentarzy o “Rzecz o mieszanych związkach, czyli jakie są te szwajcarskie chłopaki?

  • 1 czerwca, 2014 at 5:09 pm
    Permalink

    Świetne! Gratuluję zrównoważonego tonu, dowcipnego języka i racjonalnych ostrzeżeń. Szczęśliwa, w związku ze Szwajcarem od 27 lat.

    Reply
    • 1 czerwca, 2014 at 5:52 pm
      Permalink

      Łał! 27 lat! To Ty w takim razie powinnaś napisać artykuł pt: „Jak to zrobić, żeby się udało przetrwać ze Szwajcarem 27 lat!”

      Reply
  • 1 czerwca, 2014 at 7:23 pm
    Permalink

    troche namieszane wszystkiego po troszeczku..

    Reply
  • 1 czerwca, 2014 at 8:49 pm
    Permalink

    Podoba mi się ta notka, mimo że niechcący zainspirowała mnie do rozważań nad tym, czy rozdzielność majątkowa z wyrównaniem dorobków rzeczywiście jest korzystnym rozwiązaniem 😉

    Reply
  • 1 czerwca, 2014 at 9:04 pm
    Permalink

    Bardzo interesujące, szczególnie podsumowanie – są drobne różnice kulturowe, ale bez szoku. Moim skromnym zdaniem Szwajcarzy patrzą na KAŻDY detal i to nie tylko w kwestii wybierania sprzętu Apple’a.

    Reply
  • 1 czerwca, 2014 at 9:16 pm
    Permalink

    Świetny, ciekawy wpis, zachęcający do refleksji. Osobiście, czytając ten tekst, miałam bardzo pozytywne wrażenie odnośnie Szwajcarów. Tak jakoś się dobrze kojarzą: stabilność, spokój, dobry status materialny, równouprawnienie, brak przemocy. Nie to, co Włosi… 😉

    Reply
  • 1 czerwca, 2014 at 11:38 pm
    Permalink

    Świetny wpis, jak zwykle okraszony humorem i skłaniający do myślenia 🙂

    Reply
  • 2 czerwca, 2014 at 7:43 pm
    Permalink

    Świetnie napisane i bardzo wnikliwe, nie ma co patrzeć ani w paszport ani w porfel, ale warto się porządnie PRZYJRZEĆ i to zarówno w Polsce jak i wszędzie indziej 😉

    Reply
  • 2 czerwca, 2014 at 11:36 pm
    Permalink

    Ile w tym prawdy o polskich panach! Wybrzydzają, krytykują, wymagania ogromne, a sami wyglądają mocno przecietnie.

    Reply
    • 4 czerwca, 2014 at 7:51 pm
      Permalink

      True story. I piszę to jako facet…
      I mam swoją teorię na ten temat. Po drugiej wojnie światowej w naszej częsci Europy, było dużo więcej kobiet niż mężczyzn, bo ci zginęli podczas walk. Kobiety więc musiały się bardzo starać, żeby kogokolwiek zainteresować matrymonialnie, dlatego dbały o swój wygląd i starały się dogadzać mężczyznom, a faceci w zasadzie nie musieli nic. I to nam – meżczyznom właśnie wyrządziło ogromną szkodę, bo staliśmy się takimi niechlujami, co rozrzucają skarpetki po całym domu…

      Reply
  • 6 czerwca, 2014 at 9:34 am
    Permalink

    Życie na ziemi to nieustanna walka. Walka z diabłem, pokusami, z lenistwem i wadami.
    Koniec świata może być w każdej chwili. Pomyśl o wieczności. Masz do wyboru niebo albo piekło.
    Nie dbasz o zbawienie duszy?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

    Reply
  • 6 czerwca, 2014 at 1:57 pm
    Permalink

    Bardzo ciekawa notka, przeczytałam z przyjemnością 🙂

    Reply
  • 10 października, 2014 at 1:23 pm
    Permalink

    Ciekawie i dowcipnie napisany artykuł. Jedna tylko uwaga: polskie mamuśki nie są takie złe. Włoskie mamy – to dopiero temat 😀

    Reply
    • 11 października, 2014 at 10:46 am
      Permalink

      Słyszałam wiele na ten temat! Ale co najlepsze, wszyscy Włosi, których znam – zdając sobie sprawę ze stereotypów – zarzekają się, że ich mama to nie jest taka typowa włoska mama, a oni na pewno nie są bamboccini 😉

      Reply
  • 20 kwietnia, 2017 at 9:02 pm
    Permalink

    A jakie polecasz portale randkowe w Szwajcarii?:)

    Reply
    • 21 kwietnia, 2017 at 8:42 am
      Permalink

      getonce.com – z tym portalem dwie znajome znalazły miłości życia 😉 Formuła odstrasza poszukiwaczy szybkich numerków (bo dziennie otrzymuje się tylko jeden profil, a psycholog tylko wtedy otrzymuje zapłatę, jak dwie osoby, którym się siebie proponuje zaczynają ze sobą rozmawiać).
      Ale znam jedno małżeństwo, które się poznało na meeticu (meetic.ch).
      Tinder tylko wtedy jak chcesz usilnie one-night-stand i to Cię nie obchodzi, czy partner jest w związku czy nie, adopt-un-mec też…

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.