Pielęgniarka w Szwajcarii

Niewątpliwie jeden z najmniej docenianych zawodów w Polsce. Bez względu na to jak ciężko i dobrze pracuje, zawsze obrywa. Nic dziwnego – to ona stoi na pierwszej linii frontu pomiędzy pacjentem a służbą zdrowia. Oskarżana o mechaniczność i brak serca, zapracowana i bardzo niewspółmiernie wynagradzana w stosunku do wysiłku, jaki podejmuje. Pielęgniarka. Według mojej rozmówczyni Ani, kobieta z misją.

Dzisiejszy artykuł jest częścią cyklu wywiadów z Polakami, którzy przenieśli się do Szwajcarii, by kontynować pracę w swoim zawodzie. Celem serii Jeden zawód – Dwa kraje jest próba porównania życia zawodowego w Polsce i Szwajcarii, a także pomoc rodakom w podjęciu decyzji o emigracji (albo wstrzymaniu się od tej decyzji). Do tej pory ukazały się 2 wywiady: z Mateuszem fizjoterapeutą i Anią architektką – serdecznie zapraszam do przeczytania.

Pielęgniarka Ania Bednarek pochodzi spod Nowego Sącza, a od 5 lat mieszka w Zurychu i pracuje w szpitalu miejskim jako zastępczyni oddziałowej. W Polsce studiowała przez rok socjologię, a potem zmieniła studia na pielęgniarstwo.

– Cześć, Ania! Dzięki, że zdecydowałaś się ze mną porozmawiać. Dlaczego postanowiłaś zmienić kierunek studiów?

– Postanowiłam zrealizować marzenie z dzieciństwa. Zawsze chciałam pomagać ludziom i wydaje mi się, że to jest główna motywacja większości osób, które idą na pielęgniarstwo. Nie to, że są zbyt mało inteligentni lub pracowici na medycynę, jak uważa wielu Polaków. I na pewno nie wynagrodzenie ani warunki pracy (Ania się zaśmiała). To chyba cecha zawodowa. Pielęgniarki, przynajmniej na początku, są głęboko empatyczne.

Ania w fartuchu (szkoda, że bez czepka!)

– Przynajmniej na początku… Czyli poczucie misji w końcu przegrywa z codziennością? Ale o tym może później. Teraz chciałabym przejść do Twojej historii zawodowej. Co robiłaś w Polsce i jak to się stało, że znalazłaś się w Szwajcarii?

– W Polsce po studiach przez 2 lata pracowałam w bardzo dobrym szpitalu – Szpitalu Wojskowym na Szaserów w Warszawie. Chciałam coś zmienić, poznać coś nowego, dlatego zdecydowałam się skorzystać z usług biura pośrednictwa pracy. Przez 4 miesiące uczestniczyłam w intensywnym kursie niemieckiego w Polsce, a potem jeszcze 6 tygodni w Berlinie. Po tym czasie zdałam egzamin ze znajomości języka na poziomie B2, który był wymagany do pracy w zawodzie pielęgniarki w Szwajcarii.

– To znaczy, że językowo startowałaś od zera?

– Tak, bo trudno potraktować poważnie 3 lata niemieckiego w gimnazjum, które poza absolutnymi podstawami nie dały mi nic. W międzyczasie biuro wysłało nas na 3-dniowy wyjazd orientacyjny, były jeszcze kursy w Lucernie…

– Za piękne, żeby było prawdziwe. Gdzie tkwił haczyk?

– No właśnie. To było za piękne, żeby było prawdziwe. Haczykiem była umowa na prawie 4 lata za pensję praktykanta. Delikatnie mówiąc, nie było łatwo. Otrzymałam pracę na 100% w Zurychu w Szpitalu Uniwersyteckim. Podkreślam: w Zurychu. A utrzymać się miałam za pieniądze rzędu 2500 chf miesięcznie, podczas gdy inni pracownicy, który mieli identyczne obowiązki, czas pracy i stanowisko zarabiali około 6000 chf.

– Pozwól, że zapytam. Czy na umowie, którą podpisywałaś, miałaś określone warunki finansowe?

– Tak, tyle że po pierwsze – nie spodziewałam się takich kosztów życia. Po drugie – firma obiecywała, że w czasie trwania umowy będzie się nami opiekować, że jesteśmy tam, żeby się uczyć. Okazało się, że praktycznie od pierwszego dnia pracowałam tam jak każda inna pielęgniarka na pełen etat bez żadnej taryfy ulgowej. I to jeszcze z bardzo świeżym językiem. Po trzecie – na pewno jesteś w stanie sobie przekalkulować, ile wydało na nas biuro pośrednictwa, a ile na nas zarobiło biorąc pod uwagę normalne zarobki na stanowisku ekwiwalentnym. Taka inwestycja zwraca się im po maksymalnie kilku miesiącach, podczas gdy umowa opiewa na 4 lata.

– Tak, przyznaję, że to jest duża różnica. Czy przepracowałaś te 4 lata, czy udało Ci się jakoś z tego wyplątać?

– Miałam trochę szczęścia. Już po miesiącu poznałam odpowiednich ludzi, którzy gdy dowiedzieli się o moich warunkach pracy pomogli mi się z umowy wyplątać. Sprawa stała się głośna i dzięki wsparciu związków zawodowych udało mi się zakończyć umowę bez płacenia 20 tysięcy chf umownej kary za rezygnację. Zakończyłam pracę 10 miesięcy po przyjeździe do Zurychu. Ta cała sytuacja kosztowała mnie jednak wiele nerwów i obawiałam się, że będę miała problemy ze znalezieniem nowej pracy.

Trochę zimy, trochę lata nad jeziorem Oeschinen.

– I faktycznie miałaś problemy?

– Ani trochę. Pracę znalazłam w tym samym szpitalu, ale w innej klinice. Przepracowałam tam 2 lata, a potem zdecydowałam się podjąć pracę jako tymczasowy pracownik. Dzięki temu miałam lepsze warunki finansowe i mogłam poznać pracę na innych oddziałach. Na jednym z nich miałam nieco dłuższe zlecenie, bo spędziłam tam aż miesiąc. I kiedy już miałam odchodzić, okazało się, że tak się spodobałam, że bardzo nalegali, żebym została. Tak zostałam zastępczynią oddziałowej.

– Twoja historia jest naprawdę ciekawa. Jaką radę byś dała pielęgniarkom z Polski, które chciałyby zacząć pracę w Szwajcarii?

– Nie korzystajcie z biur pośrednictwa pracy. Idźcie indywidualnie na intensywny kurs języka, zróbcie certyfikat B2 i nostryfikujcie polski dyplom. Szwajcaria bardzo potrzebuje pielęgniarek, także nie będziecie miały żadnego problemu ze znalezieniem pracy, a wręcz będziecie mogły przebierać w ofertach. Może początkowo to nie będzie Wasz wymarzony oddział/specjalizacja, ale przykłady moich koleżanek pokazują, że z czasem i to się udaje: moje dobre koleżanki realizują już swoje plany i rozpoczynają specjalizacje anestezjologiczne.

– Jeszcze raz: co trzeba zrobić, żeby pracować w Szwajcarii w zawodzie pielęgniarki?

– Należy uznać dyplom ukończenia studiów pielęgniarskich. Wystarczy polski licencjat i nie jest konieczne dorabianie jakichkolwiek kursów zawodowych. Do tego należy przedstawić certyfikat znajomości języka na poziomie co najmniej B2. Po 3 miesiącach po złożenia wniosku dostaje się tak zwany Vorprüfung, z którym już można zacząć starania o pracę. Natomiast cała procedura może trwać około roku i kosztuje około 700 chf.

Krowy to nieodłączny element Szwajcarii! Zdjęcie z Thunersee z Heiligenachwendi.

– I można ją zrobić z Polski? Gdzie coś takiego się robi?

– Jak najbardziej można z Polski. Wszystkie przetłumaczone dyplomy i świadectwa wysyła się do Czerwonego Krzyża, który w Szwajcarii zajmuje się nostryfikacją dyplomów wszystkich zawodów związanych ze służbą zdrowia.

– Dobrze, przejdźmy teraz do różnic pomiędzy pracą w zawodzie pielęgniarki w Polsce i w Szwajcarii. Trochę się boję się wyjdzie nam z tego pełne truizmów narzekanie na niedoinwestowaną polską służbą zdrowia. Że nie ma pielęgniarek na oddziałach, mnóstwo pracy, niewdzięczni pacjenci…

– Co ciekawe, to szwajcarscy pacjenci są bardziej wymagający niż polscy. Polacy chyba nawet już nie oczekują, że ktoś im poda dzwoneczek, czy poinformuje o procedurach, czy wynikach badań. Chcą po prostu jakoś ten szpital przetrwać. Szwajcarscy pacjenci za to nawet skarżą się na jedzenie, które jest ładnie podane i smaczne i nieporównywalne z tym polskim. To dla nas nie do uwierzenia. Co jeszcze? W Polsce pielęgniarki często nie są szanowane przez lekarzy i pacjentów. W Szwajcarii są traktowane jak specjalistki w swojej dziedzinie i cieszą się uznaniem i szacunkiem. Pacjenci szukają u nich rady, a pielęgniarki nie mogą odpowiedzieć „nie wiem”, czy „nie mam czasu”. Lekarze uznają fakt, że to pielęgniarki o pacjentach wiedzą najwięcej. Pielęgniarki stawiają diagnozy pielęgniarskie i nierzadko się zdarza, że młodzi lekarze pytają je o rady. A zresztą pensja lekarza świeżo po studiach jest w Szwajcarii porównywalna z pensją pielęgniarki…

– Skoro doszłyśmy do tematu wynagrodzenia: jak to wygląda w Szwajcarii, a jak w Polsce?

– Moje koleżanki z 5 latami doświadczenia w zawodzie zarabiają w Polsce, w dużym mieście 3500 zł brutto. Nie są w stanie się utrzymać z 1 etatu, więc kombinują z kilkoma miejscami pracy. W Szwajcarii zaczyna się od nieco mniej niż 6000 chf brutto. Możliwości podwyżki są spore, ale z mojego doświadczenia wynika, że najłatwiej otrzymać realną podwyżkę przy zmianie miejsca pracy. Nie można pracować więcej niż na 120% etatu, a i na to musi się zgodzić pracodawca. A zresztą nawet nie trzeba – pensja pielęgniarska wystarcza do spokojnego życia.

Nad Jeziorem Czterech Kantonów.

– Czy dlatego pielęgniarki szwajcarskie są takie miłe? Po prostu czują się bardziej wypoczęte i lepiej wynagradzane? Czy macie jakiś wewnętrzny kodeks pracy? Albo kary za bycie niegrzecznym? Pytam, bo kilka razy zdarzyło mi się wylądować w Szwajcarii w szpitalu i za każdym razem czułam się jak w luksusowym hotelu z opieką all-inclusive. A w dodatku te pytania… „Czy aby boli?” „Czy na pewno nie boli?” „A może jednak boli?” „A w skali od 1 do 10 to jak boli?” „Ale przecież pani wie, Madame, że nie może boleć, jak tylko boli, to my zaraz coś podamy”. I tak co 5 minut. I nikt nie może zrozumieć, że nie chcę nic przeciwbólowego.

– Musisz zrozumieć, że nikt nie idzie na pielęgniarstwo z intencją, że będzie wredny i będzie znęcał się nad pacjentami. Tylko że w Polsce pielęgniarki są tak zabiegane, że nie są w stanie pochylić się nad jednym pacjentem. W Polsce po prostu nie ma pielęgniarek. Według statystyk, to mamy tylko 5,3 pielęgniarki na tysiąc mieszkańców, podczas gdy w Szwajcarii to jest 17,4. Dodatkowo, w Szwajcarii jest dużo personelu pomocniczego, na przykład coś czego nie ma w Polsce – pomoc pielęgniarska (Pflegeassistent) czy „podpielęgniarka” (FAGE). Dlatego w Szwajcarii pielęgniarki mają czas być miłe, porozmawiać, wyjaśnić, czy zadbać o dobrostan pacjenta.

– To dlatego, gdy przyszłam do szpitala miły pielęgniarz przeprowadził ze mną wywiad? Skąd jestem, czy tu jest mi dobrze, jak się czuję psychicznie itd.? Trochę jak u psychiatry połączonego z pracownikiem społecznym.

– To jest część naszych obowiązków. W czasie pierwszych 48 godzin, które pacjent spędza w szpitalu przeprowadzamy ocenę sytuacji pacjenta tzw. anamnezę. A dlaczego? Żeby żaden pacjent po wyjściu ze szpitala nie został wysłany w nicość. Jeśli stwierdzamy, że pacjent będzie potrzebował pomocy po wyjściu ze szpitala, organizujemy dla niego opiekę poszpitalną w ramach ubezpieczenia tzw. Spitex. W razie potrzeby do domu pacjenta przychodzą osoby, żeby się nim zająć.

– Czy ze względu na to, że jest więcej pielęgniarek i innego personelu medycznego, praca w Szwajcarii jest lżejsza niż w Polsce?

– Nie i bardzo nie chcę, żeby tak wynikało z naszej rozmowy. Praca w zawodzie pielęgniarki w Szwajcarii wiąże się z bardzo dużą odpowiedzialnością ze względu na inną metodę podziału obowiązków. W Polsce istnieje opieka funkcyjna, czyli jedna pielęgniarka jest odpowiedzialna za jedną rzecz np. za wszystkie leki, kroplówki itp.. W Szwajcarii funkcjonuje coś takiego jak primary nursing (Bezugspflege). Jedna pielęgniarka zajmuje się określonymi kilkoma pacjentami i koordynuje wszystkie działania dookoła tych ludzi. I gdy coś się dzieje z pacjentem, a pielęgniarka tego nie zauważy lub czegoś nie dopilnuje, to ona jest za to odpowiedzialna. Pielęgniarka ma zwykle pod sobą 2 – 3 osoby, których pracę koordynuje. Notabene to jest chyba największy problem polskich pielęgniarek nieprzyzwyczajonych do delegowania obowiązków.

Wędrówka szlakiem na Królowej Gór – Rigi jest zawsze bardzo malownicza!

– Jak wygląda praca od strony praktycznej?

– Mamy 42-godzinny tydzień pracy. Zmiany dzienne są 9-godzinne, a nocne – 10,5-godzinne. W grafiku w miarę możliwości uwzględniane są preferencje pracowników. Zwykle młode dziewczyny zaczynają od pracy na cały etat, a potem stopniowo zmniejszają czas pracy. Nie dziwią nikogo pielęgniarki na 20, czy 50%. W czasie pracy mamy obowiązkowe kursy doszkalające na przykład do pracy na nowych urządzeniach. A z ciekawostek to mogę Ci powiedzieć, że jesteśmy intensywnie zachęcani do szczepień na grypę. W dniu szczepienia otrzymujemy kupon na obiad i bierzemy udział w losowaniu nagród.

– To znaczy, że szczepienia personelu medycznego nie są obowiązkowe?

– Nie, nie są. W Szwajcarii szczepienia są zalecane, ale nie obowiązkowe i dotyczy to również personelu medycznego.

– Czy są jakieś są różnice w prowadzeniu samego leczenia w Polsce i w Szwajcarii?

– W Szwajcarii rehabilituje się po zabiegach nawet 90-latków. Podejście jest takie: skoro ta osoba była aktywna i w miarę samodzielna przed zabiegiem, dlaczego jej tego odmawiać po zabiegu. Często przeprowadza się operacje u osób starszych, które mają poprawić ich funkcjonowanie. Nie żałuje się pieniędzy tylko dlatego, że nie warto, bo ta osoba być może niedługo umrze. Następna sprawa to o wiele bardziej pozytywne podejście personelu medycznego do ziołolecznictwa i terapii naturalnych.

– Tak na koniec: jakieś rady dla pacjentów?

– Wiele krytyki szwajcarskiej służby zdrowia wynika ze złych doświadczeń z tzw. Notfallen (czyli izbą przyjęć albo SOR). Tymczasem wiele sytuacji, z którymi pacjenci przychodzą do szpitala mogłoby być łatwo rozwiązanych przez lekarza rodzinnego. W razie problemów zdrowotnych kontaktujcie się na początku z nim- telefonicznie, albo poproście o natychmiastową wizytę, jeśli dzieje się coś niepokojącego- on nie ma prawa Was zignorować. Jest jeszcze taki rodzaj ubezpieczenia, który nazywa się Callmed lub Telemed, dzięki któremu można omówić swoją dolegliwość i ustalić leczenie z odpowiednim lekarzem przez telefon. A jeśli już musicie iść na Izbę Przyjęć, wybierzcie mniejszy szpital. W taki sposób możecie uniknąć czekania w kolejkach, które w Szwajcarii bywają tak długie jak w Polsce.

– Dzięki, Ania w imieniu swoim i czytelników Blabliblu za podzielenie się swoimi doświadczeniami w pracy pielęgniarki w Polsce i w Szwajcarii!

– Dzięki za wysłuchanie!

 

Macie jakieś inne doświadczenia dotyczące pracy w tym zawodzie w Szwajcarii? Pielęgniarstwo to dla Was misja, czy zwykły zawód taki jak budowlaniec czy informatyk? Zgadzacie się ze mną, że trudno o milszą i cieplejszą osobę niż pielęgniarka w Szwajcarii? (a może po prostu dostałam w końcu za dużo środków przeciwbólowych bez których one nie są wcale takie miłe…) Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach!

13 komentarzy o “Pielęgniarka w Szwajcarii

  • Kwiecień 30, 2019 at 10:34 pm
    Permalink

    No niby racja z tymi firmami pośredniczącymi, ale z mojego doświadczenia wynika, że zaczynają z nimi współpracę ci którzy myślą, że nie poradzą sobie sami. Jeśli ktoś nigdy nie był za granicą w pracy, to nie jest tak łatwo pojechać w nie znane.

    Reply
    • Maj 1, 2019 at 8:27 am
      Permalink

      No to jest fakt 🙂 Jak mawiał Roosevelt, lepiej jest popełnić błąd niż nic nie zrobić (i tylko narzekać).

      Reply
  • Kwiecień 30, 2019 at 10:39 pm
    Permalink

    Świetny wywiad i świetna seria.
    Z chęcią poczytałbym o sektorze IT. Planujesz coś o tej tematyce?

    Reply
    • Maj 1, 2019 at 8:28 am
      Permalink

      Tak 🙂
      Ale szczerze mówiąc nie wiem, czy będzie co opisywać, bo mnie się zdaje, że w sektorze IT pracuje się identycznie w różnych krajach i to zawsze po angielsku…

      Reply
  • Maj 3, 2019 at 6:58 am
    Permalink

    Również jestem pielęgniarka w Szwajcarii od 3 lat i przyjechałam tutaj też z tą sama firmą . Myślę że polskie pielęgniarki decydują się na pośrednika bo po prostu nie byłoby nas stać na kurs języka niemieckiego zarabiając w Polsce. Ja nie miałam tyle szczęścia co koleżanka bo musiałam spłacać 20 tys chf pomimo tego że sprawa była nagłośniona w telewizji.(ta firma nadal funkcjonuje).
    Co do pracy pielęgniarki w Szwajcarii to uważam że należy podkreślić że my mamy tutaj bardzo dobra możliwość rozwoju zawodowego dlatego że nas poziom wykształcenia jest wyższy od poziomu kształcenia pielęgniarki szwajcarskiej. Ja zostałam po roku zastępcą oddziałowej, praktycznie co tydzień mam jakieś szkolenia. I potwierdzam że praca tutaj wygląda zupełnie inaczej. Większa odpowiedzialność, więcej stresu.

    Reply
    • Maj 16, 2019 at 3:54 pm
      Permalink

      Pytanie do Pielęgniarki w Szwajcarii..jak nabyć umiejętność swobodnej rozmowy z pacjentem, ze współpracownikami? uczę się niemieckiego od roku, ale niestety ani kurs ani żadna książka nie gwarantuje tego..
      I drugie pytanie— jakie nastawienie mają Szwajcarki do polskich pielęgniarek?

      serdecznie proszę o odpowiedź

      Reply
  • Maj 3, 2019 at 8:23 pm
    Permalink

    A ja mam pytanie, czy w Szwajcarii dałoby się połączyć pracę pielęgniarki z wychowaniem dziecka? Wiem, że jest ta koszmarna przerwa na lunch, kiedy dzieci są wysyłane spowrotem do domu, ale jeśli pracowałoby się na ten mały % etatu to pensja pozwalałaby mi się utrzymać? Tak po prostu na własne potrzeby i dziecka oczywiście, mając też na względzie, że mąż również by pracował

    Reply
    • Maj 4, 2019 at 3:14 pm
      Permalink

      Da się, jak najbardziej 🙂 Samej to, przyznaję, byłoby trudno, ale z mężem jak najbardziej dacie radę.

      Reply
  • Maj 12, 2019 at 5:58 pm
    Permalink

    Ha idealny wywiad dla mnie. Obecnie robie szkołę pielegniarska w Niemczech , od poczatku z mysla o Szwajcarii. Mam nadzieje że nie bedzie problemow z uznaniem niemieckiego dyplomu. Czy może wiecie jakie mam szanse dostać się do Szwajcarii od razu po szkole?

    Reply
  • Maj 14, 2019 at 7:06 pm
    Permalink

    A czy pielęgniarka w Szwajcarii może pracować tylko na dzienne zmiany?
    Praca w nocy mnie wykańcza. 🤢

    Reply
    • Maj 16, 2019 at 8:20 am
      Permalink

      To wszystko zależy od Twojej umowy. Pozdrawiam!

      Reply
  • Maj 16, 2019 at 12:33 pm
    Permalink

    Moi Drodzy, a może jakiś polski lekarz opisałby swoją historię u Joasi? Od dawna myślimy o przeprowadzce do Szwajcarii. Mąż jest lekarzem internistą z 22 letnim stażem. Niemiecki B2 ale oczywiście wciąż się uczy. Do wczoraj byłam spokojna i optymistycznie nastawiona… Przeczytałam bloga Medyk helwecko-germański i po prostu nie mogę się otrząsnąć. Pół nocy nie spałam. Jeżeli choć 1/5 jest prawdą to ja nie wiem czy my to przeżyjemy…
    Dodam, że mąż absolutnie w szpitalu nie chce pracować, tylko praktyka ambulatoryjna lub kliniki holistyczne.
    Najlepiej na wsi bo miast mamy już szczerze dość 😉 A z tego co czytam to właśnie w małych społecznościach to złe nastawienie do uslanderów jest najbardziej odczuwalne.

    Pozdrawiam wszystkich, którym się udało w tym pięknym kraju życie poukładać i Joasię, której blog po prostu uwielbiamy <3 Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się z Tobą spotkać 🙂

    Reply
    • Maj 16, 2019 at 6:20 pm
      Permalink

      Planuję lekarza może na lipiec.
      Miałam nieprzyjemność poznać się wirtualnie z medykiem helweckim. Jeśli chcesz się dowiedzieć, dlaczego nieprzyjemność, wygoogluj dwie frazy: medyk helwecki i blabliblu i znajdź jego ostatni komentarz, w którym pokazuje swoją prawdziwą twarz. Jeśli oczywiście nie boisz się nie spać… ale tym razem z innych powodów.
      Nie macie się co obawiać, jeśli jesteście otwarci, wyluzowani, po prostu…. normalni!

      Reply

Pozostaw odpowiedź Jan L. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.