Makabra w szwajcarskiej odsłonie

Przerażające stroje i maski karnawałowe, folkowe zwyczaje, którym bliżej do pierwotnych, ponurych wizji braci Grimm niż niewinnej estetyki Disneya, ossuaria, diable jaskinie, muzeum, gdzie wystawia się woskowe maski zmarłych na obrzydliwe choroby, Schmutzli – czyli ciemna strona Mikołaja – Szwajcarzy dzielą z autorką Szwajcarskiego Blabliblu zamiłowanie do grozy i makabry.

I co ciekawe, nawet obecnie w erze banalizacji straszydeł, wycinania niewygodnych wątków z bajek i wmawiania dzieciakom, że królewnę rozbudził książę niewinnym pocałunkiem, a siedmiu krasnoludków żyło długo, zdrowo i dziewiczo w swojej kopalni, Szwajcarom nigdy zapewne nawet na myśl nie przyszło, żeby cenzurować swoje tradycje. W końcu przetrwały w znakomitym stanie czasy agresywnej walki chrześcijaństwa z pradawnymi wierzeniami ludów alpejskich, dlaczego więc miałyby się poddać wszechobecnej infantylizacji folkloru?

Zacznijmy od tradycji związanych z rytuałem odpędzania demonów zimy, nocy i przywoływania słońca i wiosny. Jak zapewne wiecie, Szwajcaria jest wielokulturowa, a dzięki swojemu wyjątkowemu ukształtowaniu terenu wiele zwyczajów jest bardzo lokalna, ograniczona tylko do jednej doliny, czy nawet jednej wioski. Co ciekawe, większość tradycji jest kultywowana z niezwykłą wręcz pieczołowitością. To nie jest tak jak w Polsce, że folklor należy dla dzieci, które z niechęcią odchodzą od swoich tabletów, żeby przebrać się w brudne prześcieradło i zaśpiewać pierwszą zwrotkę kolędy w oczekiwaniu na kieszonkowe. Bynajmniej. Uczestnictwo w przedstawieniach, pochodach, orkiestrach i innych zgromadzeniach jest w Szwajcarii prawdziwą nobilitacją, zwyczajem, który przechodzi z ojca na syna oraz zwykle jest ograniczone wyłącznie dla osób dorosłych.

Karnawał w Bazylei

Jest wiele szwajcarskich zimowych i zimowo-wiosennych tradycji ocierających się o makabreskę. Jednak jedną z najważniejszych i najbardziej znanych tradycji jest karnawał zwany tu Fasnacht. Jeśli nie uczestniczyliście nigdy w szwajcarskim karnawale, być może przed oczami Wam stoją roznegliżowane tancerki samby w leciutkiej połyskliwej masce. Nic takiego Was tutaj nie spotka. Jeśli jednak „It” Stephana Kinga zostawiło niezatarty ślad na Waszej psychice, polecam raczej wybrać się do Brazylii niż do Szwajcarii. Przebrania podczas szwajcarskiego karnawału dominują wielkie, średniowieczne, karykaturalne maski personifikujące upiorne ptaki, czarownice, diabły. Nie jest jednak nawet ważne to, jaką postać taka maska przedstawia, bo nawet te najniewinniejsze, wesoło uśmiechnięte są co najmniej niepokojące. Przebrani w nie Szwajcarzy pokazują swoją niecodzienną, zabawową naturę. W związku z tym do głowy przyszło mi znamienne zdanie Oskara Wilde’a: „Człowiek jest najmniej sobą, gdy przemawia ukazując swoją twarz. Daj mu maskę, a powie ci prawdę”.

Skąd te przerażające maski w tak radosnym wydarzeniu, jakim jest karnawał? No cóż, zacznijmy od tego, że tak jak większość folkloru alpejskiego, ta tradycja pochodzi jeszcze z czasów pogańskich. Potwory natomiast jak i głośna kakofonia niby nie zorganizowanych dźwięków grana przez orkiestry Guggenmusik miały wystraszyć same demony zimy i nocy. Nic dziwnego więc, że boją się ich również zwykli ludzie!

Tradycja Starego Sylwestra – grupa przedstawiająca aspekt męski – brzydotę 🙂

Następny zwyczaj jest chyba jeszcze bardziej groteskowo-makabryczny, ale bardziej lokalny – obchodzi się go wyłącznie w kilku gminach w kantonach Appenzell Innerrhoden i Ausserrhoden. Mowa o tradycji Starego Sylwestra – Silvesterchläuse, którą szczegółowo omówiłam w archiwalnym wpisie. Typowo pogańskie święto, z którym przez wiele wieków bezskutecznie walczył kościół odbywa się 31 grudnia i 13 stycznia. Znów największą rolę pełnią tam przebrania, które jednak sprawiają, że stroje karnawałowe stają się niewinne niczym mickiewiczowskie baranki i motylki. Są 3 główne motywy postaci – piękny (archetyp kobiety), brzydki (a jakżeby inaczej – archetyp mężczyzny) i piękno-brzydki (archetyp natury). Trzeba dodać, że przebierańcy symbolizujący stronę męską noszą stroje, których częścią są kły i kości zwierząt, a ci personifikujący naturę są przebrani za drzewa… Można się domyśleć, skąd zakochany w Appenzellu Tolkien wziął postacie Entów.

Samichlaus i jego „Mr Hyde” – Schmutzli

Kolejną postacią, która stawia włoski na baczność nawet tam, gdzie ich nie ma jest straszliwy towarzysz szwajcarskiego Mikołaja (o pięknym szwajcarskim imieniu Samichlaus) – Schmutzli. A pomyśleć, że nasze polskie dzieci boją się dobrodusznego dziadka z białą brodą, który pachnie jak tata i przynosi prezenty! Szwajcarskie dzieci 6 grudnia muszą znieść przerażające alter ego dobrego biskupa z orzechami i mandarynkami w kieszeniach przestronnego, czerwonego płaszcza – demona o czarnej twarzy i czerwonych oczach z miotłą do karania niegrzecznych dzieci. Skąd się wziął Schmutzli? Ponownie z czasów przedchrześcijańskich. Otóż katolickie święto biskupa Mikołaja zostało niejako „nałożone” na pogański festiwal hałasu i światła, gdzie postać demona miała odstraszać boginię zimy, ciemności i chaosu – Perchtę. Na pewno słyszeliście o niej pod postacią andersenowskiej Królowej Śniegu, lewisowskiej Białej Czarownicy, czy choćby Dzikiego Gonu naszego Sapkowskiego. Jeśli chcecie poczytać nieco więcej o tym zimowym micie plemion alpejskich, zajrzyjcie do mojego wcześniejszego artykułu.

Jedna z masek woskowych z Moulagenmuseum z Zurychu

Zamiłowanie Szwajcarów do grozy leży jednak nie tylko w kultywowaniu niepokojących zwyczajów. W samym Zurychu znajduje się Moulagenmuseum, które na pewno zafascynuje wszystkich wielbicieli makabry w wersji medycznej. Wystawa będąca częścią ekspozycji Muzeum Uniwersyteckiego zawiera około 600 woskowych form części ciała ludzi zmarłych na różne potworne choroby. W XIX wieku takie odlewy wykonywało się w celach dokumentacyjnych i edukacyjnych, dzisiaj jedynie stanowią swoisty gabinet osobliwości.

Pomnik zjadacza dzieci z Berna

Nie trzeba szukać długo w Szwajcarii makabrycznych symboli. Weźmy choćby berneńską fontannę z rzeźbą mężczyzny zjadającego ludzkie dzieci (Kindlifresserbrunnen). Niepokojąca statua pochodzi z 1545 roku. Istnieje wiele teorii odnośnie jej symboliki. Niektórzy mówią, że jest to antysemicki paszkwil, ponieważ mężczyzna nosi czapkę charakterystyczną dla Żydów z Berna z XVI wieku. Inna teoria głosi, że jest to postać alpejskiego diabła Krampusa, który karał niegrzeczne dzieci. Są również ślady mitologiczne (że to grecki bóg Kronos zjadający swoje dzieci), jak również polityczne (że to ówczesny niepopularny Kardynał Schiner). Najpopularniejsza jednak teoria jest taka, że to po prostu taka delikatna przestroga dla małych Szwajcarów, co się może stać, gdy się będą źle zachowywać… Coś jak nasza polska czarna Wołga…

Ossuarium z Naters

„Kim jesteś teraz, my kiedyś byliśmy. Czym teraz jesteśmy, tym kiedyś będziesz” – taki napis widnieje na ossuarium w Naters (VS). Ossuarium to nic innego jak miejsce przechowywania kości zmarłych. Przyznaję, że około 31 tysięcy czaszek ułożone starannie jedna na drugiej w taki sposób, jakby ta na górze wbijała zęby w czoło tej na dole robią niezapomniane wrażenie. Czaszki tworzą solidny, wysoki mur i sprawiają wrażenie, jakby miały zakopać pod sobą każdego kto waży się choćby dotknąć jedną z dołu. Taki makabryczny efekt domina z koszmarów autorki.

Piekielne jaskinie w kantonie Zug

Na tych, którzy wolą, gdy koszmarne pejzaże tworzy sama natura niezłe wrażenie na pewno zrobią Piekielne Jaskinie (Höllgrotten), które się znajdują w kantonie Zug. Miejscowi, jakby turystom było mało dziwacznych rzeźb, które woda tworzy w skałach, utrzymują, że w jaskiniach mieszka zły duch Tüüfeli, który uwielbia robić psikusy wizytującym.

Nic dziwnego, że w takim klimacie grozy i makabreski urodził się jeden z mistrzów turpistycznej awangardy – Hans Rudolf Giger, najbardziej znany jako autor ksenomorfa do filmu Obcy. Niepokojące dzieła szwajcarskiego artysty przywodzą mi na myśl naszego Zdzisława Beksińskiego, ale także (choć pewnie wielu z Was się zdziwi na to porównanie) Hieronima Boscha. Ukazują człowieka jako taką malutki, zlękniony trybik w niezrozumiałej, straszliwej machinie życia. Jeśli lubicie taki klimat, nie możecie ominąć Muzeum Gigera, które znajduje się w Gruyeres (FR). Seks, śmierć i biomechanoidy – gorąco polecam! Dla tych jednak, dla których perwersyjne wizje tortur przez maszyny to zdecydowanie za wiele powstał kosmiczny bar Alien, który znajduje się naprzeciw muzeum w Gruyeres i w Chur (GR). Te będzie dość delikatne wprowadzenie w temat, które jednak sprawi na Was niesamowite wrażenie.

Jedna z prac J H Gigera

Szwajcaria to zdecydowanie „place-to-be” dla wielbicieli horroru. Skąd się wzięło takie zamiłowanie do makabry w tym dość ułożonym, spokojnym narodzie? Otóż Szwajcaria „ucywilizowała się” (jeśli mogę użyć tak nieparlamentarnego słowa) dość późno. Przez wieki przedchrześcijańskie tradycje były pieczołowicie zachowywane w odciętych od świata wioskach. Dzięki swojemu ukształtowaniu terenu mniejszy wpływ na lokalne zwyczaje miał kościół katolicki, który w Średniowieczu był jak Internet, McDonalds i globalizacja. Zimy w ubogich, górskich wioskach były ciemne, ciężkie i straszne. Jak ludzie sobie radzili więc z tym nieracjonalnym światem mroku? Poprzez straszne opowieści! Nie było telewizji, która im umilała wieczory, więc rolę takich „telewizorów” pełniły dziady proszalne, których się gościło w zamian za opowiadanie historii. I nikt dzieciom uszów nie zatykał! Przeciwnie niż teraz – uważano, że dzięki strasznym historiom dzieci oswajają swój strach i uczą się radzić sobie mentalnie z niepewnością, ciemnością i całą tą sferą pozazmysłową, która kiedyś miała duże znaczenie, a dzisiaj jest żałośnie niedostrzegana.

A Wy? Lubicie się bać, czy w czasie karnawału z chęcią byście nie wychodzili z domu? Chronicie swoje dzieci przed „strachami” czy staracie się je powoli wprowadzać w elementy grozy?

22 komentarzy o “Makabra w szwajcarskiej odsłonie

  • 5 marca, 2017 at 4:29 pm
    Permalink

    „Seks, śmierć i biomechanoidy” :O
    Powiedzieć, że jesteś co najmniej interesującą istotą, Joanno, to powiedzieć mało…

    Reply
  • 5 marca, 2017 at 4:44 pm
    Permalink

    Dzięki, Marek!
    😀

    Reply
  • 5 marca, 2017 at 7:15 pm
    Permalink

    Beksiński to chyba malował moje sny… 😉 Ale dość pięknie i łagodnie.

    Reply
    • 5 marca, 2017 at 7:27 pm
      Permalink

      Łagodnie? ŁAGODNIE?!
      Jejku, to jakie Ty masz sny! :O

      Reply
  • 5 marca, 2017 at 8:40 pm
    Permalink

    Z maskami to jest tak, ze te straszne są w Bazylei i lucernie. Ja też na pierwszy karnawał trafilam do Bazylei i wydawało mi się, ze wszędzie tak jest. A teraz w Ticino oglądam smerfy, motylki i inne istoty z bajek. A w Bernie sa przebrani a’la średniowiecze – choć była też orkiestra w różowych krynolinach i taka podświetlana LEDowkami.
    Ps: Chrześcijaństwo nie dało rady, ale z powodu poprawności religijnej w niektórych kantonach nie można już obchodzić świat bożego narodzenia (kolędy, szopki itp) w szkołach. Szkoda… Trochę jednak stracili szwajcarzy swojej tożsamości przez dostosowywanie dostosowywanie się do ludnosci naplywowej. Miejmy nadzieje, ze kiedyś karnawał nie będzie obrazal czyichś uczuć religijnych….

    Reply
    • 5 marca, 2017 at 8:56 pm
      Permalink

      Osobiście nie zauważyłam w Szwajcarii tego „modnego” w państwach UE trendu dostosowywania się do imigrantów, ale skoro Ty poczyniłaś takie obserwacje, to na pewno coś musi być na rzeczy. A szkoda…

      Reply
  • 5 marca, 2017 at 9:24 pm
    Permalink

    Ciekawy artykuł Joanno ,należy ci się odznaka młodszego folklorzysty .Swoją droga
    Jestem ciekaw twojego zdania na temat ceremonii otwarcia tunelu Gottharda ,
    Jak skomentujesz to latające coś z wodogłowiem i ciałem trans? Czołobitność górskiemukozłwi jest bardzo wymowna 🙂
    https://m.youtube.com/watch?v=JVw_mPvYcDM

    Reply
    • 5 marca, 2017 at 9:31 pm
      Permalink

      Hehehe ja bym była dobrym dziadem proszalnym strasząc dzieciaki jakimiś wymyślonymi przez mnie potworami 😀
      Oglądałam tę ceremonię otwarcia i naprawdę mi się podobała. Taka właśnie pogańsko – folkowa, szkoda tylko że nie dali jakiejś przejmującej muzy np. Carla Orffa albo black metalu 😉 hehe
      A potem wyczytałam mnóstwo artykułów o satanistycznej, antykatolickiej wymowie tych wszystkich kozłów i potworów. Ubawiłam się przednio, nie powiem 😀

      Reply
  • 5 marca, 2017 at 10:01 pm
    Permalink

    Powiem tak ilu ludzi tyle opinii tej całej ceremonii , niemniej pole do interpretacji jest spore .Punk widzenia zależy od punku siedzenia . Lubisz straszyć mówisz a, bać też czasem też się lubisz? Co powiesz na wycieczkę do Ojczyzny i odwiedziny post Niemieckich obozów dla tych których uważali za gorszych ? Myślę ze stworki wymiękają przy takich wirtuozach grozy jak Dr.J.Mengele .

    Reply
    • 5 marca, 2017 at 10:06 pm
      Permalink

      No tak, groza ma to do siebie, że tylko wtedy jest interesująca i zabawna, gdy istnieje tylko w bajce. A co do tego co potrafią ludzie sobie nawzajem zrobić, to faktycznie nawet potwory by się wystraszyły…

      Reply
  • 5 marca, 2017 at 10:07 pm
    Permalink

    Brak funkcji edytuj wirtozach chodziło mi o wirtozów zbrodni ztąd ta liczba mnoga 😉

    Reply
    • 5 marca, 2017 at 10:09 pm
      Permalink

      Serio nie można edytować własnych komentarzy? Ale dziwne. Ja zaraz Ci go zedytuję.

      Reply
  • 5 marca, 2017 at 10:14 pm
    Permalink

    Dzięki nie ma to jak mieć władzę absolutną. Berło i jabłko są w twoich dłoniach .

    Reply
    • 5 marca, 2017 at 10:16 pm
      Permalink

      O zgrozo …. Za to w moich dłoniach słownik będzie jak ulał.

      Reply
      • 5 marca, 2017 at 10:17 pm
        Permalink

        Ojtam, ojtam 😀 Zedytuje się. Ważne, żeby był sens. Ja z tych, którzy TREŚĆ > FORMA.

        Reply
  • 7 marca, 2017 at 11:45 pm
    Permalink

    I jak tu się nie bać po przeczytaniu (i obejrzeniu) artykułu! 😀 Tak wracając do powiedzenia Wilda – wyłania mi się z odmętów umysłu, że kiedyś czytałam, iż rolą karnawału było właśnie zrzucenie maski na chwilę – lud miał sobie odreagować biedę i zaciąganie pasa. Taki wentyl bezpieczeństwa, żeby rewolty nie było.

    Reply
  • 8 marca, 2017 at 12:04 am
    Permalink

    to czym obudził książe śpiącą królewnę, bo mam sprośne skojarzenia a serio nie wiem jak było naprawdę i nie mogę nic znaleźć:D:D:D, a wogóle to temat super, uwielbiam folkor, goretskę i takie tam różne niszowe klimaty (ja kudłaty durnowaty mi się przypomniał jak na tego Mikołajka alterego patrzę)

    Reply
    • 8 marca, 2017 at 10:10 am
      Permalink

      No w bajce było pocałunkiem, ale tych bajek bracia Grimm nie wymyślali, tylko spisywali podania ludowe… już je nieco obrabiając i wygładzając. W podaniu ludowym jakby książę ponoć poszedł przynajmniej o 3 bazy dalej 😉
      Ja też uwielbiam folklor, fascynuje mnie mitologia germańska (i słowiańska zresztą też, ale z tego co zauważyłam, te są sobie bardzo bliskie)… Chyba mogłabym mieć bloga poświęconego tylko i wyłącznie temu, ale kto by to czytał… Dlatego bezlitośnie używam tematu w mojej beletrystyce 😀

      Reply
      • 8 marca, 2017 at 4:28 pm
        Permalink

        a jest jakies źrodło, gdzie mogę poczytać oryginał trzeciej bazy:):)? Co do demonologii, no nie wiem, kto by to czytał ale daj nam szanse:)

        Reply
  • 8 marca, 2017 at 11:29 am
    Permalink

    Joanno, na pewno ktoś by znalazł się i czytał. Jak przeczytałam Twój komentarz, to tak jakbym słyszała słowa swojego syna. Ma On mnóstwo ciekawych zainteresowań, może trochę niszowych. M.in. bardzo interesuje się Irlandią, a że fajnie pisze, rozmawialiśmy jakiś czas temu o napisaniu książki przez Niego. Powiedział mi wtedy „chętnie napisałabym o Powstaniu Wielkanocnym, tylko kto by to czytał?”. Zawsze się znajdzie ten ktoś, może być nawet tylko jeden czytelnik, a Ty masz wielu. O mitologii zawsze chętnie się czyta, szczególnie jak autorka pisze z pasją, lekkością językową, no i z dowcipem 🙂

    Reply
    • 8 marca, 2017 at 12:31 pm
      Permalink

      To jest fakt.
      To akurat zawsze mi powtarzała przyjaciółka: „bez względu na to co będziesz robiła, jeśli to będziesz robiła dobrze i z pasją, zawsze znajdziesz tych, którzy będą za Tobą podążać”…

      Reply
  • 7 kwietnia, 2017 at 2:21 pm
    Permalink

    Write more, thats all I have to say. Literally, it seems as though
    you relied on the video to make your point. You obviously know what youre talking about, why waste your intelligence on just posting videos to your site when you
    could be giving us something enlightening to read?

    Reply

Pozostaw odpowiedź Jo Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.