Dlaczego wszyscy nienawidzą Genewy?

Ten artykuł z jakże kontrowersyjnym tytułem napisany jest z mojej bardzo wąskiej perspektywy. Moja perspektywa jest otoczona perspektywami Szwajcarów mieszkających w kantonie Vaud, a że bliskie sobie perspektywy wpływają na siebie nawzajem, także zdaje się, że sama zaczynam pałać niechęcią do tego międzynarodowego miasta niczym oryginalna Szwajcarka rasy Wodłaz (pis. Vaudoise).

Bliskie doświadczenia z Genewą w roli głównej miałam dwa. Pierwsze – tuż po mojej przeprowadzce do Szwajcarii zorganizowałam swoją urodzinową imprezę na campingu w Genewie. Dziwnym trafem wszyscy nasi szwajcarscy przyjaciele mieli „niezwłoczne spotkanie biznesowe”, „chorą ciocię” i „bolącą prawą czwórkę”. W wyniku dziwnych przetasowań impreza w ostatnim momencie została przeniesiona do pobliskiego miasteczka Rolle. Nagle niezwłoczne spotkanie biznesowe dało się przenieść na kiedy indziej, ciocia wyzdrowiała, a prawa czwórka cudem przestała boleć. Wtedy właśnie poznałam smak szwajcarskiej niechęci do Genewy.

Drugie genewskie doświadczenie to moje interwiew do jednej z licznych genewskich organizacji międzynarodowych. Cóż, mieszkam jakieś 30 km od Genewy i w Szwajcarii z tym rozwiniętym systemem komunikacji publicznej taka odległość z miejsca zamieszkania do miejsca pracy jest do pokonania w 20 – 30 minut. Ale nie w przypadku Genewy i organizacji międzynarodowych, które są w większości umiejscowione po drugiej stronie jeziora. Nie pamiętam, ile dokładnie zajął mi ten dojazd, było to gdzieś w okolicach 1,5 -2 godzin z 3 przesiadkami. Nadal jesteście pewnie przekonani, że świetna szansa przeszła mi koło nosa? Organizacje międzynarodowe, prestiż… Tak, tylko prestiżem nie da się najeść. Uwierzcie, albo i nie, ale ta wielka urzędnicza, genewska armia wynagradzana jest bardzo międzynarodowo, a właściwie europejsko (ale bynajmniej nie szwajcarsko). Oczywiście nie jest to regułą, na pewno nie w przypadku poważniejszych stanowisk. Powiem tylko tyle – zwykłe mróweczki przekładające papierki w na przykład takim World Economic Forum mogą śmiało grać w pokera z konserwatorami powierzchni płaskich. Ale ten prestiż!

Dobra, do rzeczy Joanno, bo publika Ci wychodzi z kina. Co dolega Genewie?

1. BRAK MIEJSCA

Genewa się dusi. Dookoła niej, jak garota na szyi zaciska się granica państwa, także miasta nie da się powiększyć. W dodatku miasto podzielone jest na pół Jeziorem Genewskim, a potem rzeką. Aby dotrzeć z dworca kolejowego do prawobrzeżnych organizacji międzynarodowych trzeba przebić się przez centralnie położony, najważniejszy most, gdzie z jednej strony na drugą przewalają się w wielkich korkach wkurzeni Szwajcarzy, Francuzi, dyplomaci i Polka Joanna razu pewnego. Nie da się tego wykombinować inaczej: warunki geograficzne są, jakie są:

(Mapa ze strony CERNU, macie tutaj dorzucony całkiem gratis za dramo w promocji Wielki Zderzacz Hadronów)

Brak miejsca jest głównym źródłem większości problemów Genewy: korków, braku miejsc do parkowania, braku miejsc w przedszkolach, drożyzny, braku mieszkań do wynajęcia… Mówicie, że tak jest w całej Szwajcarii?! To nie byliście w Genewie! Ci, którzy się przeprowadzają z Genewy do kantonu Vaud lub do innej części Szwajcarii, nagle zaczynają piać z zachwytu, że miejsca w przedszkolach są! Że mieszkania do wynajęcia są! Że zaparkować się da! Poruszanie się samochodami w Genewie to oddzielny temat. Zacznijmy może od korków. Korki są niemożliwe. Koniec, kropka. 

Następnie na tapetę idą nam miejsca do parkowania. A właściwie nie ma co nam iść na tapetę, bo miejsc do parkowania nie stwierdzono. Zmęczeni wiecznymi problemami z parkowaniem i niekończącymi się kaskadami mandatów „nowi na mieście” wykupują abonament do któregoś z płatnych parkingów wielopoziomowych za kilkaset franków miesięcznie. Następny niemiły element zdziwienia następuje, gdy napotykają tabliczkę: „PARKING COMPLET”. I to nic, że przecież zapłacili…

Następny czynnik dobijający „nowych na mieście” to CENY. Powiecie, że w Szwajcarii jest drogo i basta! Moi drodzy, Genewa w porównaniu z resztą Szwajcarii jest jak Kuwejt przy Radomiu (kawa z odrobiną płynnego złota kontra napój 3 cytryny, jakby ktoś jeszcze nie złapał porównania).

2. BRAK CHARAKTERU

Z tym możesz się ze mną nie zgodzić, drogi czytelniku. W końcu każdy ma inne gusta. Jeden będzie najszczęśliwszy na wakacjach jedząc z jednej miski z beduińskim pasterzem na pustyni przy zachodzie słońca, a inny w bezpiecznym pięciogwiazdkowym hotelu.

Genewa jakiśtam charakter ma, nawet gdy jest on snobistyczno – międzynarodowy. Nie oszukujmy się, Genewa to tygiel kulturowy w niezbyt dobrym znaczeniu tego słowa. Zapomnijmy o małych, klimatycznych knajpkach, artystycznych sklepikach z różnymi różnościami i egzotycznymi jadłodajniami „tylko dla wtajemniczonych”. Zamiast tego jest Chanel i Vuitton, na obiad zapchana brasserie z nabzdyczonym kelnerem, a kawa w Starbucksie.

Na genewskich ulicach kultura jazdy bynajmniej nie pochodzi ze Szwajcarii. Bliżej jej do krajów śródziemnomorskich i to tych z południowej strony…

Imprezy? Zainteresowani mówią, że na dobre imprezy jeżdżą do Lozanny.

Czy to jest jeszcze Szwajcaria? Pracownicy organizacji międzynarodowych i ambasad nie muszą wcale mówić po francusku i żyją „ponad prawem” ze swoimi immunitetami dyplomatycznymi. Pracowników niższego szczebla często na Genewę nie stać, także dojeżdżają tam wyłącznie do pracy. Kolorytu dodają obywatele krajów arabskich przechadzający się z torbami Diora i Roberto Cavalliego.

Po kilku miesiącach prób radzenia sobie z genewską rzeczywistością „nowi” najczęściej dołączają do szeregów znienawidzonych i przez Szwajcarów i przez Francuzów tzw. frontalierów, czyli pracowników szwajcarskich firm mieszkających we Francji. Alternatywnie wynoszą się do kantonu Vaud, na przykład do Nyon.

DLA KOGO JEST GENEWA?

Są jednak ludzie, którzy mimo wszystko Genewę lubią i się tam dobrze odnajdują. Kto będzie się czuć dobrze w tym mieście?

  1. Osoby z pensją lepszą niż przeciętna.
  2. Osoby, które lubią miasto i nie lubią wsi. (Takie osoby istnieją! Mam kolegę z Sao Paolo, który mieszka w Genewie i dojeżdża codziennie do pracy do niewielkiej wsi Gland. Kolega Brazylijczyk twierdzi całkiem poważnie, że dopiero wtedy może spać spokojnie, gdy słyszy klaksony, wrzaski i inne odgłosy miasta.)
  3. Osoby, które lubią międzynarodowe towarzystwo i nie przeszkadza im to, że nie znają żadnych Szwajcarów.
  4. Osoby, które lubią glam, blichtr i cekiny, a przynajmniej im one nie przeszkadzają.

A tak naprawdę, to Genewa skupia również bardzo ciekawe i inteligentne osoby ze wszech stron świata, dzięki kilku ośrodkom badawczo – naukowym, dlatego jeśli życie Was kiedyś do tej Genewy wkopie, na pewno znajdziecie sobie jakieś bratnie dusze, dzięki którym Wasze życie stanie się mniej bling-bling, a bardziej hula-hop.

28 komentarzy o “Dlaczego wszyscy nienawidzą Genewy?

  • 26 lutego, 2015 at 2:19 pm
    Permalink

    To prawda, ze Genewa jest masakrycznie droga. I to prawda, ze poza praca nie ma w niej kompletnie co robic (bo ılez mozna siedziec nad Jeziorem Genewskim). Ale i tak ja bardzo lubie, a z korkami radzilam sobie jezdzac wszedzie autobusem i tramwajem. Uwielbiam jej cieplutki klimat, zielen i super wygodne polaczenie na lotnisko 🙂

    Reply
  • 26 lutego, 2015 at 3:05 pm
    Permalink

    Dzień dobry,
    Wiesz, nie jest tak do końca źle z tą Genewą. Ale zanim przejdę do rzeczy, wytłumacz mi, dlaczego mieszkając w kantonie Vaud musiałaś przedzierać się przez most, żeby dotrzeć do organizacji międzynarodowych? Przecież one wszystkie mieszczą się po tej samej stronie? To tak z ciekawości…
    Ale przechodzę do konkretów. Genewa nie jest ani ściśniętym, ani pozbawionym charakteru miejscem w którym w dodatku nie ma co robić. Po pierwsze- jakość życia, jakiej nie ma chyba żadne miasto w Europie, czyste powietrze, bajeczne widoki, wspaniały poziom usług medycznych, cudowne parki i znakomity system nauczania, chyba na wszystkich poziomach. Ale najważniejsze, miasto tworzą ludzie-Genewczycy- otwarci i tolerancyjni obywatele Republiki! Każdy, ale może dopiero po kilku latach mieszkania w tym mieście, staje się dumny, że jest jej obywatelem, ponieważ ono po prostu świetnie integruje, pod każdym względem. Byłam w Genewie w ubiegłym tygodniu-widziałam znakomitą operę z nowojorskiego Harlemu Porgy and Bess, cudowną wystawę o markizie de Sade w fundacji Bodmera i ciekawą wystawę o peruwiańskich Mochica w nowowybudowanym Muzeum Etnograficznym. Obkupiłam się książkami na pchlim targu na Plainpalais a w poniedziałek wieczorem żal mi było wracać do Paryża, bo Teatr Komedia przygotował na ten tydzień całą serię spotkań, lektur i przedstawień dotyczących markiza de Sade. Po drodze, a nie miałam parasolki a padał deszcz, jakaś pani do mnie podeszła i zaproponowała, że podzieli się ze mną swoją…Podziękowałam za uprzejmość, ale wiem, że takich ludzi, życzliwych, ciepłych, otwartych na innych nie spotyka się gdzie indziej. Twój tekst przypomina mi narzekania niektórych naszych ziomków, że Paryż jest brudny, nieciekawy i zatłoczony. Każdą rzecz w życiu można widzieć z dwóch stron, to już od nas samych zależy, jak chcemy ją oglądać. Z tą niechęcią do Genewczyków to naprawdę przesadzasz…
    Genewa miasto? Rzecz relatywna-ja tam czuję się jak na wsi- pięknej i zadbanej. Nie wiem, czy wiesz, że Genewa ma wspaniałe, wiekowe tradycje badań w zakresie botaniki-stąd ten niezwykły zbiór przepięknych drzew, na przykład w Ogrodzie Botanicznym…Znasz może to miejsce?

    Reply
    • 26 lutego, 2015 at 3:25 pm
      Permalink

      Ta „moja” mieści się na Eaux – Vives, także musiałam oczywiście przekraczać rzeczony most.
      Ogród Botaniczny znam oczywiście – byłam tam na ostatniej Nocy Muzeów. Przepiękny i duży.
      Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że jestem skażona defetyzmem rodem z Vaud i – tak jak zapowiedziałam we wstępie – ten artykuł napisany jest z tej właśnie perspektywy. Mimo wszelkich zalet tego miasta, jakie wymieniłaś, wśród Szwajcarów z Romandii jest mnóstwo uprzedzeń w stosunku do Genewy (tak jak w Polsce w stosunku do Warszawy – z lub bez uzasadnienia). Nawet sami Genewczycy śmieją się ze stereotypów na swój temat – vide parodia Gangnam Style – Gen’vois Stail, o której napiszę w następnym artykule. Jaka jest prawda? Cóż, wszystko jest kwestią gustu, a z gustami się nie dyskutuje.

      Reply
      • 26 lutego, 2015 at 6:16 pm
        Permalink

        Dyskutuje się , jak najbardziej! Ponieważ to nie jest jedynie sprawa gustu. Trudno coś sensownego napisać o mieście, którego się nie zna, opierając się jedynie na kilka zasłyszanych stereotypowych opiniach, bo poza stereotypy w tym co piszesz, nie wychodzisz. Szkoda! Może dla równowagi napisz coś również o pozytywnych aspektach Genewy i o tych, którzy ją cenią zwłaszcza w kantonie Vaud, bo to stamtąd codziennie tysiące ludzi przyjeżdża do Genewy do pracy, teatrów, muzeów i na koncerty a wyprowadza się najczęściej tylko dlatego, żeby płacić niższe podatki.
        Sklepiki międzynarodowe oczywiście są: podczas ostatniego pobytu natrafiłam na dwa nowe-oba bardzo dobrze wyposażone w polskie produkty, nawet przytargałam polskie leczo do domu. Jeden prowadzi złotowłosa Słowaczka, zaś drugi przeuroczy Chorwat. Można tam kupić na przykład torciki czekoladowe albo ptasie mleczko…Ale oczywiście dominują sklepiki włoskie, portugalskie, hiszpańskie, kilka hinduskich, jest w czym wybierać!
        Na obiad w genewskim towarzystwie polecam restaurację La Madelaine- domowa kuchnia z pięknym tarasem latem i tradycjami….Nie serwuje się tam alkoholu, można zjeść tanio i zdrowo…I jest w samym centrum!

        Reply
        • 26 lutego, 2015 at 11:08 pm
          Permalink

          To świetnie w takim razie, że Ty możesz podać jakieś fajne propozycje, na pewno się przydadzą wszystkim turystom i „nowym na mieście”, a także mnie, gdy kiedyś wpadnę do Genewy.
          Stereotypy zawsze są oparte o jakieś ziarenko prawdy. Nawet sami Genewczycy śmieją się ze swojego wizerunku jako napuszonego bankiera z teczką i cygarem. A to, że reszta Romandii nie lubi Genewy – i bywa tam wtedy, gdy musi – to akurat nie tylko raczej kwestia moich obserwacji. Kultura na szczęście jest w Szwajcarii dość mocno zdecentralizowana, także żeby się wybrać do kina, teatru, czy galerii, niekoniecznie trzeba jeździć do Genewy czy Zurychu.
          Jeszcze raz odnoszę się do pierwszych słów mojego artykułu – to moja perspektywa, bardzo wąska i nieobiektywna. Ale dlatego też z prawdziwą radością czytam to, co piszesz – że są fajne, ciekawe miejsca i dzięki Tobie moi czytelnicy będą mieli szanse je znaleźć.

          Reply
        • 3 marca, 2015 at 10:00 am
          Permalink

          Pozwole sobie wtracic sie do tej dyskusji. Tak sobie mysle, ze nie bylo celem w tym wpisie osmieszyc Genewe i pokazac jakie to okropne miasto, tylko wyostrzyc pewne sterotypy i podzielic sie paroma faktami.
          Moja osobista opinia jest taka. Jak tylko tu przyjechalismy bylismy zachywyceni Genewa i czesto w weekendy jezdzilismy tam by „pobyc wsrod ludzi”, napatrzyc sie na mieszanke narodowosciowa, pochodzic po sklepach czy pojsc do muzum, ogrodu Botanicznego itd. Po jednym z miasteczek Vaud, w ktorym mieszkamy, byla i jest to jakas odskocznia – zwlaszcza, ze razem z mezem pochodzimy ze stolic w swoich krajach (on nie jest Polakiem) i nie przyzwyczajeni bylismy do nadmiaru ciszy i spokoju..
          Wlasnie z czasem, coraz wiecej widzimy, porownujemy i rozumiemy i coraz rzadziej sie tam pojawiamy. Ogromna mulitikulturowosc, ktora nas przybyszow tez cieszyla, nagle zaczela meczyc, korki w Genewie – no prosze nie udawac – oczywiscie ze sa. Przepelnione pociagi z Vaud do Genewy w godzinach dojazdu do pracy. (bo o prace w firmach midzynarodowych latwiej ale koszty mieszkania w Genewie sa tak duze)..I zblokowane granice francusko-szwajcarskie w tych porach sa nie do opisania (widze, jak jezdze z synem do Szkoly Polskiej), a ze akurat raz sie zdarzy, ze nie.. to walsnie o niczym nie swiadczy…
          Ludzie w Suisse Romande sa w wiekszosci mili i uczynni, zwlaszcza przybysze (prosze popatrzec na mase grup na FB, gdzie ludzie sobie pomagaja, doradzaja sobie) wiec nie podkreslalabym tego akurat w przypadku Genewy. Ale napewno sie czuje w powietrzu snobizm, ktorego w Vaud sie nie czuje.
          Trudno polemizowac, czy lepsza Genewa czy Vaud, ale nie o to chodzi chyba. Artykul nalezy potraktowac jak ciekawostke, bo zawiera naprawde duzo faktow. A ewentualna niechcec Genewczykow do Vaud i frontalierow, emigrantow, pewnie jest, tak jak wszedzie, kiedy nagle cos idzie nie tak, to sie zrzuca wine na przybyszow, emigrantow..Nie znaczy to, ze w codziennych relacjach czuje sie te niechec i jest ona obecna – to tylko takie uogolnienie. À le zeby to zrozumiec wlasnie trzeba tutaj mieszkac, czym dluze,j tym bardziej sie rozumie te niuanse–. Pozdarawiam

          Reply
  • 26 lutego, 2015 at 4:59 pm
    Permalink

    Ja w przyszłym tygodniu będę w Genewie, zobaczę, co się potwierdzi :). Mnie akurat brakuje tygla międzynarodowego, bo mieszkam w małej, szwajcarskiej wsi, gdzie trudno o obcokrajowców.

    Reply
  • 26 lutego, 2015 at 9:04 pm
    Permalink

    Wyprowadzilam sie z Genewy 8 lat temu, do malutkiej i malowniczej wsi gdzies w Romandie. Przez te wszystkie lata, nie znosilam Genewy, szczegolnie w kontrascie z moja rodzinna Warszawa, w ktorej jest wszystko i o kazdej porze dnia i nocy.
    Ale Genewa sie zmienila. Powstalo troche stylowych knajpek (i nie wszystkie z nadeta obsluga), sa fajne imprezy, powstaly ciekawe concept story. Ale zeby to wszystko znalezc, trzeba troche poszukac i miec lokalne kontakty – jak zreszta wszedzie w Szwajcarii. Jest duzo ciekawych rzeczy, ale trzeba umiec je znalezc, bo na pierwszy rzut oka niekoniecznie widac.

    Reply
  • 26 lutego, 2015 at 9:59 pm
    Permalink

    Ze względu na zmęczenie moją obecną pracą i miejscem zamieszkania, wymyśliłam sobie przeprowadzkę do Genewy, w której oczywiście nigdy nie byłam. Tak wyglądają obecnie rozmowy ze mną: „Okropna pogoda, zimno i ciągle pada – mówi ktoś. W Genewie nie pada – odpowiadam. Idziemy z dzieckiem na spacer, nieślubny narzeka – wszędzie psie kupy! W Genewie nie ma psich kup – odpowiadam. W Genewie kierowcy zatrzymują się przed przejściem dla pieszych i tak dalej i tak dalej. Piszcie te komentarze piszcie, więcej się dowiem 😉
    ps W Genewie nie ma hejterów.

    Reply
    • 26 lutego, 2015 at 10:43 pm
      Permalink

      Ahahahah! fajny komentarz, ja po nim się chyba też tam przeprowadzam 😀

      Reply
  • 27 lutego, 2015 at 5:01 pm
    Permalink

    Możesz rozwinąć o co chodzi z obustronną nienawiścią do frontalierów? Dołączyłam do ich grona miesiąc temu i jeszcze nic nie wiem 😀 tzn. domyślam się jak to działa, ale jestem ciekawa praktyki, bo tak się złożyło, że nie znam nikogo, kto nie mieszka we Francji, bo to często najrozsądniejsze wyjście. Sama lubię Genewę i wolałabym mieszkać w niej niż pod (mimo że dojazd do centrum zajmuje mi komunikacją zbiorową pół godziny, ale ja jestem niereformowalnym mieszczuchem i wpadam w depresję jak przez tydzień nie widzę większego miasta, więc doskonale rozumiem kolegę Brazylijczyka). Właśnie – po co pchać się tam samochodem? Komunikacja miejska (i aglomeracyjna) w Genewie działa znakomicie, wszędzie da się łatwo i szybko dojechać, nawet w dziwnych godzinach. Mnie tylko ceny dobijają.

    Reply
    • 27 lutego, 2015 at 5:09 pm
      Permalink

      Już spieszę tłumaczyć: otóż Szwajcarzy się pienią, że frontalierzy zabierają im pracę i obniżają ich pensje (żądając i otrzymując zwykle mniejsze wynagrodzenie). Natomiast Francuzi krzyczą, że frontalierzy sprawiają, że we Francji niedaleko granicy szwajcarskiej jest koszmarnie drogo i ceny przypominają bardziej te genewskie niż na przykład w Lyon (z Paryżem porównywać z wiadomych względów nie będę). I tak biedni forntalierzy otrzymują marsowe miny i pochrząkiwania z obydwu stron 😀

      Reply
      • 27 lutego, 2015 at 5:26 pm
        Permalink

        No tak, o narzekaniach Francuzów faktycznie słyszałam (podobno jest tu straszny niedobór chociażby nauczycieli, bo ich pensje są stałe, a życie dużo droższe niż w innych częściach Francji). Z kolei narzekania szwajcarskie to w gruncie rzeczy typowe utyskiwanie na słoiki – ludzie są jednak wszędzie podobni 😉 Dzięki!

        Reply
      • 28 lutego, 2015 at 10:56 pm
        Permalink

        Teraz jeszcze doszedł jeden argument przeciwko frontalierom: przy wymianie euro i franka 1:1 zarabiają oni więcej niż rodowici Szwajcarzy (przynajmniej jeśli chodzi o siłę nabywczą). Jest też jakiś gość (Szwajcar oczywiście), który usiłuje się politycznie wybić bazując na wzbudzaniu niechęci do pracowników zza sąsiedniej granicy propagując hasła „Gmina X (nie pamiętam jak się nazywa) nie zatrudnia pracowników zza sąsiedniej granicy”. Zdaje się, że to się nazywa populizmem.
        I nie na temat – do poczytania językowo
        http://www.jezykowedylematy.pl/2011/07/takze-i-tak-ze/

        Reply
  • 1 marca, 2015 at 1:34 pm
    Permalink

    Dodam, że w Genewie jest najwyższe w Szwajcarii bezrobocie: oszałamiające 5,46% (2013). Ale PKB interesująco się wybija ponad średnią; ponad 100 tys. Fr per capita, chociaż do takiej Bazylei jeszcze sporo brakuje (tam jest ze 160 tys. na osobę).

    Reply
  • 2 marca, 2015 at 10:14 am
    Permalink

    Cieszę się, że mi trochę „odmityzowałaś” Genewę. Wcześniej wiedziałam, że jest bardzo droga i że jest tam dużo różnego rodzaju organizacji międzynarodowych. Z tego powodu miałam o niej wyobrażenie jakiegoś małego raju, który owszem, jest drożyzną, ale że zarabia się tam miliony franków i żyje się fantaastycznie:) Nie wspominam już o problemach z parkowaniem, brakiem miejsca, „tyglu kulturowym”, który z jednej strony może się wydawać interesujący, ale przez to nie ma swojego charakteru.

    Reply
  • 2 marca, 2015 at 2:38 pm
    Permalink

    Czytam komentarze i to nadal nie wygląda tak źle, korki i brak miejsca do parkowania to bolączki prawie wszystkich większych miast, martwi mnie trochę brak przedszkoli (prywatnych nie ma?). Pytanie, ile to jest pensja lepsza niż przeciętna i dająca pełnię szczęścia w Genewie? Z góry dzięki 🙂

    Reply
    • 2 marca, 2015 at 7:21 pm
      Permalink

      Oj oj oj nie wiem! Bo wszyscy moi znajomi, którzy pracują w Genewie i całkiem nieźle zarabiają (7 – 11 tys. chf na łapkę) mieszkają w Vaud lub we Francji… W sumie to oprócz babci Steva nie znam nikogo, kto mieszka w Genewie (a mnóstwo ludzi, którzy tam pracują). Może wypowie się ktoś z moich czytelników?

      Reply
      • 6 marca, 2015 at 8:53 pm
        Permalink

        Nie rozumiem, jak kalkuluje się mieszkać we Francji, gdzie masz o wiele zyższe podatki, a przy szwajcarskiej granicy ceny najmu mieszkań są z kosmosu. Czemu ludzie mieszkają w Vaud, gdzie podatki są wyższe i dodatkowo muszą płacić za pociąg. Płacąc 400 CHF więcej podatku i ~200-300 CHF na dojazdy, można te pieniądze dołożyc do mieszkania w Genewie i dodatkowo oszczędzić czas.

        Czy popełniam gdzieś błąd?

        Reply
        • 8 marca, 2015 at 10:31 am
          Permalink

          Hmmmm… Genewa pod kątem podatkowym jest bardzo nieprzyjazna rodzinie. I podatki są wyższe niż w Vaud!
          Dalej: koszty wynajmu za naprawdę kiepskie mieszkania sięgają orbity, a i tak jest mnóstwo chętnych, także to, że na mieszkanie Cię stać, nie znaczy, że zdołasz je wynająć. Brzmi to trochę nieprawdopodobnie, ale gdy jest „dzień otwartych drzwi”, przed mieszkaniem do oglądania ustawia się czasami kilkusetosobowa kolejka, a że kolejność zgłoszeń ma znaczenie, to ludzie często próbują wręczać swoje dossier nawet bez oglądania mieszkania. Próby wzięcia na litość agencji, przekupstwa, oszustwa – słyszałam już chyba o wszystkich takich „kwiatkach” w związku z wynajmem mieszkań.

          Reply
  • 2 marca, 2015 at 5:02 pm
    Permalink

    I oczywiście Genewa jest jeszcze dla Polityków którzy biorą miliony za to by stwierdzić że ONZ w sumie to nie może ingerować na Ukrainie bo w sumie tam to wojny nie ma i Putin to nie Adolf przecież obiecał Putin że nic złego nie zrobi to czemu mu nie wierzyć 😀
    pozdrawiam
    http://brzeczyszczykiewicz.blog.pl/

    Reply
  • 6 marca, 2015 at 10:07 am
    Permalink

    Kurczak, a jo myślołech, ze wsie nie lubią w CH najbardziej Zurichu, bo to takie cwaniaczki i drogo tam jak pies.

    Ale u nas mówio, że ludzie w Żenewie ciemne jakies takie – jak w Afryce czy innym Maghrebie i niebezpiecznie tamoj. I że faktycznie – wszyscy tam jeśli nie frontalieri czy darmozjady z ONZ, to padroncini.

    Reply
    • 6 marca, 2015 at 3:11 pm
      Permalink

      A naprawdę nie lubią Zurychu w niemieckojęzycznej części? A ja myślałam, że oprócz tego, że faktycznie drogo jak pierun, to tak przyjaźnie, zielono i nic tylko mieszkać…

      Reply
      • 6 marca, 2015 at 8:48 pm
        Permalink

        Znajomy z Zurychu mówi, że ci z francuskiej części Szwajcarii to „bloody Russians” ;-)… Ja nie mogę potwierdzić bo jeszcze francuskiej części nie wizytowałem, ale Zurych uwielbiam. Nie wiem jak można go nie lubić.

        Reply
  • 14 grudnia, 2015 at 2:02 pm
    Permalink

    Za miesiąc przeprowadzamy się do Genewy (po obecnie 3 latach wegetowania w Luksemburgu w instytucjach unijnych, a wcześniej 8 wspaniałych lat w Paryżu) i już NIE MOGE SIĘ DOCZEKAĆ ! : ) Spełniam wszystkie cztery kryteria testu, który zatytułowałaś DLA KOGO JEST GENEWA 🙂

    Reply
  • 21 kwietnia, 2016 at 10:56 pm
    Permalink

    Mieszkamy w centrum Genewy i kocham to miasto, dla mnie od dzieciństwa wymarzone. Tu zdecydowałam mieszkać jeszcze w głębokim socjalizmie.

    Lubię gwar ludzi na pchlim targu na Plainpalais czy w kawiarniach, spacery w parkach, nad jeziorem i w ogrodzie botanicznym. Odwiedzamy galerie i muzea, słuchamy opery ze wspaniałymi artystami z całego świata. Mamy tutaj świetne konserwatorium muzyczne, przeróżne festiwale, biblioteki, teatry, targi książki, mąż i dziecko salon samochodowy. Dla dzieci pełno kulturalno – muzyczno – sportowych atrakcji w ciągu roku (fantastyczny teatr kukiełkowy).

    A nie powinnismy zapomnieć o lotnisku – okno na świat. Świetna komunikacja to duży plus. Genewa jest międzynarodowym i nienudnym miastem. Drogim, ale Zurich tez do tanich nie należy. Tutaj wyszedł mój lokalny patriotyzm.

    Znalazłam minus pogodowy – okropne chmury stratus doprowadzają mnie do szału. I społeczny – trudno znaleść mamy Polki, które do swych dzieci mówią po polsku (dzieci w wieku 10 – 12 lat).

    Gdyby mój mąż pisał, byłby to pean na cześć Lozanny.

    Reply
  • 28 kwietnia, 2016 at 3:04 am
    Permalink

    Planujemy przenieść się do Genewy, mam kilka pytań do ewentualnie zorientowanych:
    1. Czy istnieje jakiś ranking (nawet z takich szeptanych) szkół publicznych? Będę pracował na prawym brzegu Rodanu, nie zależy mi na mieszkaniu w centrum ale chciałbym żeby dzieci (4 i 6 lat) trafiły jak najlepiej. Jakieś sugestie w których okolicach szukać mieszkania?
    2. Co, na dzień dzisiejszy, należy rozumieć jako przyzwoite wynagrodzenie?
    3. Jak oceniacie szansę na względnie rozsądne lokum w budżecie 3tys CHF?
    Pozdrawiam i do zobaczenia, mam nadzieję.

    Reply
    • 28 kwietnia, 2016 at 9:02 pm
      Permalink

      1. Nic o tym nie wiem, ale tutaj nie ma raczej problemu z kiepskimi szkołami, publiczne są jak najbardziej ok. Nie zamieszkuj tylko w szemranej dzielnicy, bo będziesz miał bardzo egzotycznie w szkole.
      2. Nie wiem, co dla Ciebie znaczy przyzwoite, ale za 7 tys. brutto da radę spokojnie żyć i nawet mieć rodzinę. Tzn. znam takie przypadki, gdzie to jest jedna pensja na rodzinę i jest OK.
      3. Oceniam całkiem pozytywnie, to już całkiem porządny budżet. Zwykle ludzie szukają czegoś za mniej niż 2 tys. (lub w ogóle jeszcze o wiele mniej)

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.