Barry – najsłynniejszy szwajcarski pies

Historia, jak się domyślacie jest o przedstawicielu najsłynniejszej szwajcarskiej rasy psów – Barrym. Pewnie każdy z nas widział na żywo lub na zdjęciach bernardyny z drewnianą puszką z białym krzyżem na czerwonym tle na obroży. Wielkie, kudłate cierpliwie poddające się z wyrazem twarzy męczennika niewprawnym pieszczotom całej okolicznej dzieciarni.

Niewielu z nas pewnie jednak zna pół-legendę, pół-historię o psie Barrym. Historia ta jest znana wszystkim szwajcarskim dzieciom tak jak nam Sierotka Marysia i siedem gąsek. Autorem historii o Barrym jest szwajcarski mnich Peter Scheitlin.

Otóż Barry był psem ratowniczym z Przełęczy Świętego Bernarda obdarzonym wyjątkowym węchem i intelektem. Według legendy pies uratował życie aż czterdziestu osobom zagubionym w górach bądź zasypanym przez lawiny, a później został zabity przez żołnierza armii napoleońskiej. Historia mówi, że Barry leżał na zmarzniętym żołnierzu pragnąc go ogrzać własnym ciałem. Gdy żołnierz się ocknął, myślał, że leży na nim wilk, więc go nabił na bagnet. Z Barrym wiąże się również inna legenda.

Razu jednego podczas zimowej zamieci Barry jak zwykle patrolował góry w poszukiwaniu zagubionych ludzi. Nagle usłyszał z oddala bardzo wątłe wołanie. Jak zwykle rzucił się na pomoc. Mały, zmarznięty chłopiec był całkowicie zasypany przez lawinę. Barry jak najszybciej zaczął odkopywać chłopca. Zwykle powinien szybko wrócić do klasztoru i wrócić do chłopca z pomocą, ale pies zdawał sobie sprawę, że jest teraz zdany sam na siebie. Po pierwsze, dziecko było bliskie śmierci z wyziębienia. Po drugie, droga do klasztoru była tak wąska, że nie była możliwa do przebycia przez człowieka. Wobec tego pies zaczął lizać twarz dziecka, próbując go ocucić. Chłopiec się obudził i ostatkiem sił wspiął się na plecy Barrego, trzymając się obroży. Pies Barry na swoim grzbiecie zaniósł dziecko do klasztoru tym samym ratując mu życie.

Historia przepiękna, ale mnich Scheitlin to jednak był trochę konfabulant, a już na pewno miał bujną wyobraźnię. Co nie znaczy, że Barry to postać legendarna. Pies Barry żył w latach 1800 – 1814. Przez pierwsze dwanaście lat swojego życia Barry pracował jako psi ratownik w klasztorze na Przełęczy Świętego Bernarda. Klasztor był położony w bardzo zdradliwym miejscu w górach przy głównej trasie łączącej szwajcarskie miasto Martigny i włoskie Aosta. Mieszkający tam mnisi spełniali wówczas taką samą rolę jak dzisiejsi ratownicy górscy. W czasie nieprzyjaznej pogody patrolowali górskie szlaki w poszukiwaniu zaginionych podróżnych. Mnisi – ratownicy do swojej misji zwykle używali wielkich, silnych psów, które zwykle prowadziły wędrówki w zaspach, ogrzewały zmarzniętych wędrowców i nosiły ciężkie bagaże i lekarstwa (stąd ta tradycyjna beczka na obroży).

Po lewej berdardyny, a w tle klasztor na Przełęczy Swiętego Bernarda.

Nie twierdzę wcale, że pies Barry nie był odważny (już tam Barry nie warcz w psim niebie na moją babcię patrząc, co o Tobie pisze jej wnuczka!), jednak praca psich ratowników wyglądała inaczej niż opisywał to Scheitlin. Otóż psy nigdy nie działały samotnie, a zawsze w grupach. Psy biegły zawsze przed mnichami wskazując bezpieczną ścieżkę w zasypanych śniegiem górach i utwardzając śnieg. Obdarzone znakomitym słuchem i węchem psy pomagały odnaleźć zaginionych podróżnych. Potem ich zadanie polegało na ogrzewaniu ciała ocalałych. Psy działały również same wyłącznie w psich stadach. Po odnalezieniu żywych ludzi część psów zostawało przy zmarzniętych podróżnych, a druga część biegła do klasztoru po pomoc mnisich ratowników.

Barry był po prostu jednym z psich ratowników. Niewątpliwie był bohaterski, mądry i silny, skoro przez dwanaście lat pełnił tak odpowiedzialną rolę. Niewątpliwie był przez kogoś bardzo kochany, skoro został uwieczniony w legendzie. Po dwunastu latach wiernej służby jeden z mnichów wziął ze sobą starego psa do Berna. Dwa lata później Barry zdechł, jednak jego historia nigdy nie umarła. Jego ciało zostało spreparowane i odtąd wypchany Barry patrzy na nas z gabloty w Muzeum Narodowym w Bernie.

Resztki bohaterskiego psa spoczywają jednak gdzie indziej – na Cmentarzu Psów nieopodal Paryża. Według niegasnącej legendy, na pomniku Barry został przedstawiony z uratowanym chłopczykiem na grzbiecie, a podpis brzmi:

Barry z Wielkiej Przełęczy Świętego Bernarda

Uratował czterdziestu ludziom życie

Zabił go czterdziesty pierwszy.

Mój dzisiejszy wpis jest zainspirowany artykułem ze swissinfo.ch o podobnej tematyce (źródła poniżej). Korzystałam jednak również z wielu innych źródeł, dlatego nie mogę zapisać całej mojej historii na konto dziennikarza z tego internetowego magazynu.

Źródła:

http://www.swissinfo.ch/eng/barry-the-st-bernard–from-farm-dog-to-national-hero/40487994

http://en.wikipedia.org/wiki/Barry_(dog)

http://www.famous-pets.com/famous-dog/hero-dog/barry-saint-bernard-rescue-dog

10 komentarzy o “Barry – najsłynniejszy szwajcarski pies

  • 17 lipca, 2014 at 9:37 am
    Permalink

    Historia ładna, ale po co to info, że zabił go ostatni? Czyżby Szwajcarzy nienawidzili Francuzów od zawsze?
    I P.S. Wiesz, że ja nie znam historii o sierotce Marysi?

    Reply
    • 17 lipca, 2014 at 9:57 am
      Permalink

      Kierunek nienawiści Szwajcarów zależy ponoć od tego, gdzie mieszkają. Ci z części francuskojęzycznej nienawidzą Francuzów, ci z niemieckojęzycznej – Niemców. A Napoleonowi powinni być wdzięczni, bo w zasadzie dzięki niemu Szwajcaria ma taki kształt, a nie inny.
      W zasadzie to ja sobie uświadomiłam, że też nie znam historii o sierotce Marysi. Ale na pewno tam były gąski i wilk!

      Reply
      • 17 lipca, 2014 at 2:49 pm
        Permalink

        A nie krasnoludki?

        Reply
          • 17 lipca, 2014 at 3:04 pm
            Permalink

            Racja, był tam Koszałek Opałek, chytry lis Sadełko i Podziomek! Co mi się z tymi gąskami ubzdurało! Aaaa nie, były i gąski! Zgubione gąski! Tylko wilka nie było…

          • 18 lipca, 2014 at 11:05 am
            Permalink

            Był był – chciał gąski zjeść i Koszałek mu o nich powiedział

          • 18 lipca, 2014 at 11:06 am
            Permalink

            Ale to był lis! Lis Sadełko!

  • 17 lipca, 2014 at 10:05 am
    Permalink

    Wzruszają mnie takie historie, bo pokazują, jak niektóre zwierzęta potrafią być bardziej ludzkie niż człowiek. Jestem ostatnio zbyt sentymentalna i wrażliwa 😛

    Reply
    • 17 lipca, 2014 at 10:07 am
      Permalink

      Jesteś w ciąży?!!!!!!!! 😀

      Reply
  • 7 marca, 2015 at 6:35 pm
    Permalink

    Wspaniała rasa. Szkoda, że aktualnie tak silnie obciążona wrodzonymi wadami serca 🙁
    Niemniej, psy warte uwagi 🙂

    Reply

Pozostaw odpowiedź Jo Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.