Szwajcarskie wesela w obiektywie fotografa

Szwajcarzy uwielbiają naturalność, ale wszystko skrzętnie planują. Na weselach raczej się nie tańczy, ale nie jest nudno – para młoda zaskakuje gości, a goście zaskakują parę młodą – gdybym miała podsumować szwajcarskie wesela na podstawie rozmowy z Heleną Brauer, która od trzech lat uwiecznia je na zdjęciach, tak zapewne by to brzmiało. Bo któż może wiedzieć więcej na temat wesel niż fotograf, który ma ekskluzywny wstęp za kulisy imprez i nieraz jest bliżej państwa młodych w tych najważniejszych chwilach niż ich przyjaciele?

Zdjęcie: Helena Brauer

Czy szwajcarskie panny młode to bardziej bridezille czy słodkie owieczki? Które imprezy są bardziej huczne – polskie czy szwajcarskie? Czy w Szwajcarii też są modne zdjęcia w nietypowej scenerii na przykład w nieczynnych fabrykach czy na torach? I co chodzi z tymi zaskoczeniami, które wymieniłam na wstępie? Na te wszystkie pytania postaram się Wam odpowiedzieć z pomocą polskiej fotografki.

Polskie wesela nie mają jednego formatu, ale każdy mniej więcej zna ich przebieg. Najpierw odbywa się ceremonia kościelna lub cywilna, a potem wesele. I wtedy, cytując klasyka, to już z górki, bo tak: wejście z panną młodą na rękach, pierwszy taniec, pierwszy rosół, pozowane zdjęcia, „gorzko”, kurczak, stół wiejski, „cudownych rodziców mam”, barszczyk, tort, oczepiny, krokieciki, zbieranie na wózek, a jeśli ktoś ma fantazję, to i porwanie panny młodej. Kończy się nad ranem i następnego dnia poprawiny albo i nie. Proste, co nie?

Jak za to wyglądają typowe szwajcarskie wesela? – Wesela są o wiele krótsze niż w Polsce – opowiada Helena – zwykle są trzy części: ceremonia, potem kilkugodzinne stojące apero, czyli po naszemu koktajl z przekąskami i drinkami, a potem obiad lub kolacja. Raczej się nie tańczy. Czasem ktoś podryguje do muzyki w czasie apero, ale to tyle. Tylko raz na typowo szwajcarskiej imprezie zdarzyło mi się, że po przyjęciu pan i panna młoda zaprosili gości do klubu. Częściej tańczy się na weselach imigrantów. Ale może w innych częściach Szwajcarii jest inaczej. Dotąd robiłam zdjęcia tylko w części włosko- i niemieckojęzycznej – przyznaje polska fotografka. Faktycznie, na tych kilku weselach w części romandzkiej, w których uczestniczyłam tańce były, ale bardzo późno – już po północy. Do tego czasu jedliśmy, jedliśmy… ale nie tylko jedliśmy.

Szwajcarskie pary młode często na śluby… przypływają łodzią! Zdjęcie: Helena Brauer.

– Jednym z fajniejszych przerywników jedzenia są gry i zabawy – opowiada Helena –przygotowują je w sekrecie państwo młodzi dla gości i goście pod wodzą świadków dla państwa młodych. Szwajcarzy mają tu fantazję! Najmilej wspominam randkę w ciemno, gdzie panna młoda musiała zgadnąć, który z trzech kandydatów jest jej mężem. Należy tu dodać, że kandydaci odpowiadali na jej pytania przez mikrofon z włączoną funkcją modyfikowania głosu. Ubaw był po pachy, szczególnie, że dziewczyna odrzuciła swojego świeżo zaślubionego małżonka!

Randka w ciemno na weselu! Zdjęcie: Helena Brauer.
Ależ Kochanie, to niemożliwe! Zdjęcie: Helena Brauer.

Inna ciekawa historia odbyła się w eleganckiej restauracji w Zermatt. Goście weselni zorganizowali flash-moba. Na moment zgasło światło, wszyscy wskoczyli na stoły, włożyli maski zwierząt i zaczęli szaleńczo tańczyć w rytm ostrego techno, nawet 90-letnie babcie!

Nudno? Eeeee…! Zdjęcie: Helena Brauer.

– Ja też mam taką historię – włączyłam się do rozmowy – byłam kiedyś na weselu „prawniczym”. Genewa, adwokackie rodziny z dziada pradziada, pałac sprzed wieków, wydawałoby się – sztampa. Tymczasem goście zorganizowali rozprawę sądową, gdzie pan młody został oskarżony o porwanie panny młodej. Mieli nawet kajdanki! I też był ubaw po pachy – to znaczy, wszyscy mieli ubaw po pachy oprócz mnie. Mój francuski prawniczy jest tak biegły, że śmiałam się z dowcipów, które padły trzy minuty wcześniej, gdy już je sobie przeanalizowałam w głowie…

Szwajcarzy uwielbiają gry i zabawy weselne! Zdjęcie: Helena Brauer.

Wróćmy do ceremonii ślubnych. W Szwajcarii wiele osób wybiera ślub w urzędzie. W Polsce ślub cywilny nadal jest traktowany nieco po macoszemu jako gorszy zamiennik ślubu kościelnego, w Szwajcarii to ceremonia jak w kościele. Urzędnik wygłasza mowę, która bynajmniej nie jest kazaniem o miłości nr 17353 bez względu na to, czy para to trójnożne ufoludki, czy 50-latkowie z przeszłością. Nie wiem, czy urzędnicy uzgadniają treść przemówień z państwem młodym, ale w moich uszach brzmią one bardzo personalnie. Następnie państwo młodzi swoimi słowami składają sobie przysięgę. Jak to wygląda ze strony fotografa? – Zacznijmy od tego, że zarówno w kościołach wszelkich wyznań jak i w urzędzie, fotograf może wszędzie wejść – opowiada Helena – W dodatku księża uśmiechają się do aparatu, pozują, a nawet robią niewielkie przerwy, żeby fotograf mógł wszystko złapać. Ceremonie, również kościelne, bywają szalone. Na przykład robiłam kiedyś zdjęcia na ślubie, na którym śpiewał Elvis w chórku z księdzem jezuitą, a obrączki przyniósł pies w obróżce z kwiatów.

Elvis żyje i mieszka w Szwajcarii! Zdjęcie: Helena Brauer.
Pretzel kroczy z obrączkami. Zdjęcie: Helena Brauer.
Szkoda, że z nimi nie dał nogi. Zdjęcie: Helena Brauer.

To jak jest z tymi szwajcarskimi pannami młodymi? Czy w dniu ślubu zamieniają się w bridezille, przed którymi drżą wszyscy organizatorzy wesel, fotografowie i kwiaciarze? Helena odpowiada: – To raczej Polki są perfekcjonistkami w każdym calu. Chcą mieć idealny ślub, chcą wyglądać idealnie, więc jeśli jeden mały element nie zagra, denerwują się i czasami obrywa się rykoszetem tym, którzy są najbliżej. Ale nie nazwałabym ich bridezillami. Najgorzej wspominam jedną Rosjankę, która wychodziła za mąż za Niemca w Szwajcarii.

Mogłabym dodać, że im dalej na wschód, tym większe umiłowanie do upiększania rzeczywistości. Szwajcarzy wolą naturalność i to w każdym wymiarze, nie tylko przy postprodukcji zdjęć. Panny młode są mniej „zrobione” i bardziej wyluzowane. Na przykład cieszą się ze zdjęć, na których śmieją się do rozpuku, a wszyscy wiemy, że to nie jest poza seksbomby.

Zdjęcie: Helena Brauer

Naturalność i prostota wygrywa u Szwajcarów również jeśli chodzi o organizację zdjęć. Szwajcarzy raczej proszą o zdjęcia reportażowe, a nie pozowane. Ślubne sesje zdjęciowe odbywają się zwykle tego samego dnia co ślub i są to pełne emocji zdjęcia w naturalnym otoczeniu państwa młodych – w górach, w rodzinnym mieście, w ulubionych zakątkach. Niezwykle rzadko zdarzają się wymyślne sesje innego dnia niż ślub, jak często w Polsce.

Zdjęcie: Helena Brauer.

Naturalność jednak najwyraźniej według Szwajcarów nie wyklucza skrzętnego planowania każdego elementu. – Zwykle dostajemy dokładny harmonogram wesela – opowiada fotografka – w tym na przykład precyzyjną rozpiskę zdjęć grupowych z parą młodą, gdzie każdy gość jest zaklasyfikowany do określonej grupy znajomych lub rodziny i musi się stawić o określonej godzinie, w określonym miejscu na zdjęcie. Zabawa? Pewnie, ale tylko dobrze zaplanowana!

Ciekawi Was, jak to się stało, że Polka robi zdjęcia na szwajcarskich weselach? Czy łatwo było przebić się pośród lokalnych fotografów? – W Polsce fotografowałam hobbistycznie, główną moją działalnością zawodową była praca w korpo. – opowiada Helena – To w Szwajcarii rozwinęłam skrzydła. Gdy zaczynałam, naprawdę słabo mówiłam po włosku. Przed pierwszą rozmową z państwem młodym nauczyłam się odpowiedzi na potencjalne pytania niemal na pamięć. Na szczęście fotografowanie ślubów nie wymaga skomplikowanych wypowiedzi – tu częściej komunikuje się niewerbalnym językiem emocji. A jak zaczęłam? Są dwie metody wejścia na rynek – pierwsza: zacząć od wysokiego C i zaproponować szwajcarskie ceny, i druga: zacząć skromnie i powoli budować szwajcarskie portfolio. Ja wybrałam drugi sposób. Na początku fotografowałam wesela niskobudżetowe i stopniowo podnosiłam ceny. A im więcej szwajcarskich krajobrazów i szwajcarskich twarzy w moim portfolio, tym więcej telefonów od klientów.

Czasami trzeba szachrować i zakładać białe adidasy zamiast butów na obcasie! Zdjęcie: Helena Brauer

A co potem oprócz „i żyli długo i szczęśliwie”? Każdy gość otrzymuje od nowożeńców kartkę ze zdjęciem z wesela. Taką kartkę otrzymuje również fotograf z odręcznymi podziękowaniami od serca – i to jest wspaniała pamiątka z każdej fotografowanej imprezy.

Zdjęcie: Helena Brauer

Dzięki, Helena, za rozmowę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.