Gotujemy po szwajcarsku – jak zrobić papet vaudois?

Czy Szwajcarki można nazwać Matkami – Szwajcarkami? Czy tak jak Polki starają się być idealne na wszystkich polach? Oczywiście każda odpowiedź na to pytanie inna niż „to zależy” byłaby uogólnieniem, ale myślę, że w tej dziedzinie możemy zaryzykować. Nie! Szwajcarki nie dały się wpędzić w błędne koło oczekiwań społecznych. Świeże ciasto w piekarniku – awans w pracy – wieczorne pisanie wierszy – regularny crossfit – codziennie kilka godzin wartościowej zabawy z dziećmi – intensywna nauka hiszpańskiego – jak zwykła mawiać moja koleżanka z Zurychu: wybierz z tego 2, a o reszcie zapomnij, jeśli nie chcesz zwariować. Te słowa dobrze obrazują podejście Szwajcarek do życia, dzieci i pracy, a także, niewątpliwie, do gotowania i przyjmowania gości. Zdarzają się oczywiście Szwajcarki, które lubią kulinarne popisy i długie godziny w kuchni. Większość jednak wybiera bezproblemowe jednogarnkowce, z których słynie Szwajcaria. Świetnym przykładem są potrawy serowe – fondue lub raclette, których przygotowanie trwa kilka minut i większość pracy mogą wykonać dzieci. Gospodyni może i nie zbiera achów i ochów, braw i oklasków, ale wypoczęta i zadowolona może cieszyć się gośćmi i rodziną, a o to przy wspólnym jadaniu przecież chodzi.

Dziś Wam opowiem o tym, co na tej patelni!

W dzisiejszym artykule chciałabym opisać jeden z takich prostych jednogarnkowców – papet vaudois (czyt. pape wodła). Nie waham się tu wystąpić w roli gastronomicznego guru, mimo niewątpliwego braku talentu kucharskiego, ponieważ to danie nie wymaga ani skomplikowanych składników, ani umiejętności, ani nawet wiele czasu. Wystarczy wrzucić kilka produktów na patelnię i dać im się trochę popyrkać na kuchence. Podczas gdy potrawa bulboni roznosząc po domu kuszące zapachy, można oddać się swoim ulubionym czynnościom. Idealne danie dla tego, kto lepiej całuje niż gotuje.

Papet Vaudois to romandzki klasyk pochodzący z francuskojęzycznego kantonu Vaud. W innych częściach Szwajcarii ta potrawa nie jest popularna – pewnie ze względu na mniejszą dostępność głównego składnika – kiełbasy z Vaud (saucisse vaudoise) lub kiełbasy z kapustą (saucisse aux choux). Papet to nic innego, tylko duszona kiełbasa w sosie z białego wina, pora i ziemniaków. Czuję się zobowiązana dodać, że mimo, że potrawa jest pyszna, jest bardzo nieinstagramowa. Ot, taki romandzki bigos. Zrób apetyczne zdjęcie bigosu! A jednocześnie każdy z nas, szczególnie jeśli mieszka daleko od Polski, czuje napływającą ślinkę do ust na samą myśl o naszym polskim jednogarnkowcu. Jaki z tego morał? Nigdy nie oceniaj po wyglądzie! Jeśli coś wygląda obrzydliwie, a wszyscy dookoła to wsuwają, aż im się uszy trzęsą, to znaczy, że może być coś na rzeczy!

Co potrzebujemy do papet vaudoise? Niewiele! 3 – 4 pory (białe części warzywa), cebulę, kilka ziemniaków, szklankę białego, wytrawnego wina, śmietanę (niekoniecznie), masło i kiełbasę.

Wszystkie z tych składników, oprócz specjalnej kiełbasy z Vaud dostępne są w każdym sklepie. Typową saucisse vaudoise lub saucisse aux choux można zastąpić dobrze przyprawioną i podwędzoną kiełbasę o niskiej zawartości tłuszczu – tłuszcz będzie się wytapiał w trakcie duszenia, a aromat kiełbasy będzie mieszał się ze słodko-kwaśnym sosem winno-porowym. Jednym słowem – im tłustsza kiełbasa, tym tłustszy sos.

Romandczycy najczęściej jedzą papet vaudoise z kiełbasą z kapustą (saucisse aux choux). Skąd się wziął pomysł dodawania do mięsa kapusty? Słyszałam kilka teorii na ten temat. Pierwsza mówi o tym, że Romandczycy dodawali kapusty do kiełbasy, żeby ta się tak szybko nie psuła. Jak podaje Stowarzyszenia Kontroli Jakości Żywności, tradycja dodawania kapusty do kiełbasy pochodzi aż z 879 roku, kiedy to cesarz rzymski Karol Otyły przez kilka tygodni odbywał narady w okolicach Orbe w kantonie Vaud. Cesarz najprawdopodobniej zasłużył na swój przydomek, bo pod koniec jego pobytu w regionie zabrakło zwierzyny. Zdesperowani rzeźnicy zaczęli więc „oszukiwać” kiełbasę kapustą. Ale czy tak było naprawdę? Moja teoria genezy saucisse aux choux jest prostsza i bardziej zdroworozsądkowa: mięso było drogie, a kapusta tania. Dodanie kapusty do kiełbasy obniżało jej cenę. Tańsza kiełbasa sprzedawała się lepiej niż droga. A smak to rzecz subiektywna, niewątpliwie jednak kapusta nadaje kiełbasie interesujący, nieco kwaśny posmak.

Nie zapomnijcie ponakłuwać kiełbasy przed dorzuceniem do sosu!

Jak zrobić papet vaudois? Przyznaję, że miałam prawdziwy problem, bo tak jak z naszym bigosem, każda babcia z Vaud ma swój sposób na ten romandzki klasyk i tylko jej sposób jest najlepszy! Po kilkunastu minutach poszukiwań, postanowiłam połączyć kilka tworząc prosty przepis.

Co potrzebujemy do papet vaudois?

– odrobina masła

– 1 poszatkowana cebula

– 3 – 4 pory pokrojone w niezbyt cienkie plasterki

– 500 g ziemniaków obranych i pokrojonych w kostkę

– 200 ml wody

– 100 ml białego wina (najlepiej świeżego Chasselas z Vaud)

– sól i pieprz

– kilka łyżek śmietany (niekoniecznie)

– kiełbasa (jeśli mamy możliwość: kiełbasa wieprzowa z Vaud – saucisse vaudoise lub kiełbasa z kapustą – saucisse aux choux)

Zabieramy się do pracy!

  • Rozgrzewamy masło na patelni, dorzucamy poszatkowaną cebulę i po minucie kawałki pora. Smażymy przez około 5 minut, aż por zmięknie.
  • Następnie dorzucamy ziemniaki i dolewamy wody i wina. Oczywiście przypominam o kontroli jakości wina! A potem znowu i znowu, żeby się upewnić 😉 Ja nie miałam akurat wina z Vaud, ale świetnie je zastąpiła lekka włoska Falanghina.
  • Gdy sos się zagotuje, zmniejszamy temperaturę, przykrywamy. Solimy i pieprzymy. Nie kichamy do patelni. Na wierzchu kładziemy kiełbasę ponakłuwaną widelcem z każdej strony).
  • Zostawiamy potrawę samą sobie pyrkoczącą sobie wesoło na kuchence na przynajmniej 30 minut – niektóre przepisy mówią o 45 minutach.
  • (Opcja dla fajtłap: Łapiemy się za głowę, gdy dochodzi do nas, że zapomnieliśmy o cebuli. Szybko naprawiamy błąd podsmażając cebulkę na mniejszej patelni, której zawartość dorzucamy do sosu. Uffff, nie pytajcie.)
  • 10 minut przed końcem gotowania możemy dodać odrobinę śmietany.
  • Podajemy kiełbasę pokrojoną albo w całości ułożoną na warzywach. Skórki kiełbasy się nie je – niestety oddzielanie jej to kolejna niezbyt estetyczna czynność, dlatego papet vaudois jest potrawą wybitnie domową.

Jeśli przed przyrządzeniem chcecie spróbować tej potrawy w restauracji, polecam wybrać zwykłą lokalną oberżę w kantonie Vaud. Bardziej ekskluzywne przybytki mogą jej nie serwować.

A rezultat… pyszny!  

11 komentarzy o “Gotujemy po szwajcarsku – jak zrobić papet vaudois?

  • 9 lutego, 2020 at 12:42 pm
    Permalink

    Ja bym robił na zwykłej podwawelskiej. Nadmiar tłuszczu można zawsze odlać / odsączyć, gdy potrawa trochę ostygnie.
    Nie jadłem, ale z chęcią spróbował bym.
    Pozdrawiam autorkę i wszystkich czytelników.

    Reply
    • 10 lutego, 2020 at 10:24 am
      Permalink

      Tak też zrobiłam nawet z saucisse aux choux!
      Pozdrawiam!

      Reply
  • 9 lutego, 2020 at 8:52 pm
    Permalink

    Popieram takie artykuły. Chcę kulinarnego vloga ze Szwajcarii bo nie ma nigdzie takich! 😀

    Reply
    • 10 lutego, 2020 at 10:25 am
      Permalink

      Ha! To chyba nie ja, ja mogę zrobić część kulinarną, ale bez filmików. Z moją koordynacją ugotowałabym kamerkę 😉

      Reply
  • 10 lutego, 2020 at 3:06 am
    Permalink

    Każde danie z jednego garnka ma scenariusz:
    To co masz kroisz i wrzucasz do garnka w kolejności aby było po gotowaniu jednocześnie miękkie.
    Próbujesz i dodajesz coś tam, aż zacznie smakować.
    Nie działa? To pijesz aż będzie wszystko jedno.
    Zdrówko.

    Reply
    • 10 lutego, 2020 at 10:26 am
      Permalink

      A myślałam, że będzie:
      Nie działa? Dolewasz wina i zadziała! Tak robi moja koleżanka Francuzka. Zwykła mawiać, że jak coś jest mdłe, to trzeba dolać wina i będzie gitarka!

      Reply
      • 12 lutego, 2020 at 12:20 am
        Permalink

        Dolewam wina, dolewam Limoncello, ostatnio modne jest dolewania wermutu. A`propos jednogarnkowcow to trzeba by napisac o risotto czy gersotto, czyli o wykorzystywaniu resztek z lodowki.
        Risotto robimy ze specjalnego ryzu, takiego okraglego, ktory nie plukany wrzucamy do garnka, aby mial max. zawartosc skrobi.
        Ale po kolei:
        Risotto to 10 + 10 min.
        Pierwsze 10 min to standart: podsmazamy ryz z posiekana cebula i przyprawami, dolewamy bulion i gotujemy.
        Nastepne 10 min to nadawanie charakteru:
        – mozna grzybowego
        – mozna dyniowego
        – mozna z owocami morza( bo sie nie rozpada jak ryba )
        Caly czas dolewamy goracy bulion mieszajac.
        Na sam koniec dodajemy starty parmezan z pietruszka, lub koprem, czy co kto lubi,
        Uwaga! Bez wina nie smakuje, mozna od razu wyrzucic.

        Smacznego

        Reply
        • 12 lutego, 2020 at 11:38 am
          Permalink

          Ooooo zrobię! Uwielbiam takie sprawdzone przepisy z pierwszej ręki! Dzięki!

          Reply
  • 10 lutego, 2020 at 10:05 pm
    Permalink

    Produkty kupione-oczywiście krajowe zamienniki. Jutro obiad po szwajcarsku 🙂

    Reply
    • 11 lutego, 2020 at 2:11 pm
      Permalink

      O jaaaa… szkoda, że tu w komentarzach nie można wrzucać zdjęć, bo z chęcią bym obejrzała ten obiadek <3

      Reply
      • 11 lutego, 2020 at 2:11 pm
        Permalink

        PS. koniecznie podziel się przynajmniej wrażeniami po. Jaka kiełbasa do tego poszła, jak smakowało etc!

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.