Farmaceuta w Szwajcarii

Czy wiesz, że w szwajcarskich aptekach sprzedaje się nie tylko strzykawki, ale nawet całe zestawy do przyjmowania narkotyków? Chciałbyś się dowiedzieć, jak wygląda wywiad, którzy szwajcarscy farmaceuci przeprowadzają z pacjentką przed wydaniem tabletki „dzień po”? Ciekawi Cię, dlaczego panie aptekarki w Szwajcarii zachowują się nie jak nachalni sprzedawcy, ale jak lekarze? Czy wiesz, że w każdej szwajcarskiej aptece znajduje się gabinet zabiegowy, w którym farmaceuci mogą opatrzyć ranę, zmierzyć ciśnienie, czy wykonać testy na alergię?

Tajniki szwajcarskich aptek dziś odkryje przed Wami Ola Gromnicka, Gdańszczanka, od 2 lat zamieszkała w Szwajcarii. Wywiad jest częścią cyklu Jeden Zawód – Dwa Kraje. Bohaterzy tego cyklu pracowali w Polsce w danym zawodzie, a potem przenieśli się do Szwajcarii kontynuując swoją ścieżkę zawodową. Posiadają wiedzę dotyczącą pracy w tych dwóch krajach i chętnie dzielą się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Dotychczas ukazały się 3 wywiady z cyklu:

  1. Fizjoterapeuta – Mateusz Bernady
  2. Architekt – Ania Matusz
  3. Pielęgniarka – Ania Bednarek

Dziś do tego zacnego grona dołączy Aleksandra Gromnicka!

Ola profesjonalnie!

– Dziękuję, Ola, za to chciałaś się z nami podzielić swoimi doświadczeniami z polskich i szwajcarskich aptek. Czy mogłabyś najpierw się przedstawić i opowiedzieć, dlaczego przyjechałaś do Szwajcarii?

– Pochodzę z Trójmiasta. W Polsce skończyłam farmację i po studiach rozpoczęłam pracę w aptece i przy rejestracji leków w korporacji międzynarodowej. Zarabiałam dobrze jak na polskie warunki, dlatego wyjazd nie był podyktowany kwestiami finansowymi. Bardziej chodziło mi o nowe wyzwanie. W Polsce żyłam jak pączek w maśle. W Niemczech też miałabym łatwo, bo z czasów pisania pracy magisterskiej za naszą zachodnią granicą zostało mi wielu znajomych. W Szwajcarii nie miałam nikogo i mogłam wystartować od zera. Inna kwestia jest taka, że praca w polskiej aptece nie była dla mnie satysfakcjonująca.

– Dlaczego?

– Studia farmaceutyczne są koszmarnie trudne. Żeby Ci uzmysłowić jak trudne – w trakcie studiów miałam dużo znajomych z kierunków tradycyjnie uważanych za najcięższe – medycyny i stomatologii. Oni jeszcze mogli gdzieś wyjść w trakcie weekendu. Ja tylko ślęczałam z nosem w książkach. Do tego jeszcze po studiach musiałam zrobić bezpłatny, półroczny staż w aptece podczas którego nauczyłam się robić kremy, kapsułki, przyrządzać lekarstwa. A potem poszłam do pracy w aptece, gdzie układałam leki na półkach, kontrolowałam numery seryjne i daty ważności leków, podawałam pacjentom leki i biegałam za lekarzami, żeby poprawili receptę. Okazało się, że wkuwałam po nocach przez 5 lat, a potem jeszcze zrobiłam bezpłatny staż, żeby być zwykłym sprzedawcą, który niczym się nie różni od techników farmacji. Nawet nasze wynagrodzenie mocno się nie różniło.

– Jakie są zarobki farmaceuty w Polsce? Nie chcę być wścibska – tak mniej więcej.

– Bez doświadczenia, ale z dyplomem magistra farmacji jest to około 4000 – 4500 zł brutto. Zależy od miejsca pracy.

Ola w swoim królestwie!

– Czyli w większych miastach jest więcej, a w mniejszych mniej?

– W miastach uniwersyteckich zarobki są mniejsze, bo więcej jest farmaceutów. Za to apteki w mniejszych miastach kuszą farmaceutów nie tylko większą pensją, ale w niektórych przypadkach również nawet mieszkaniem służbowym. No wiesz, według polskiego prawa w każdej aptece musi być obecny przynajmniej jeden farmaceuta. Resztę personelu mogą stanowić technicy farmacji. Słyszy się jednak, że apteki naginają prawo. W końcu technicy farmacji są tańsi i łatwiej dostępni.

– Więc postanowiłaś wyjechać. Jak to zrobiłaś?

– Znalezienie pracy i przenosiny do Szwajcarii zajęły mi dosłownie miesiąc. Nie znając kompletnie rynku pracy, wpisałam w wyszukiwarkę frazę „Apotheken in der Schweiz” i nie wiedzieć czemu dopisałam „Polen”. Znalazłam pośrednika, który praktycznie od razu podrzucił mi ofertę pracy w St. Gallen. Za tydzień siedziałam w autobusie do Szwajcarii, żeby spotkać się z potencjalnym pracodawcą, a za dwa tygodnie byłam przyjęta. Po miesiącu znalazłam się w Szwajcarii.

– Czyli, jak rozumiem, niemiecki już znałaś wcześniej?

– Tak, znałam, ale muszę przyznać, że początek pracy w Sankt Gallen był ciężki. Bo mimo że miałam certyfikat na poziomie C1 i umiałam mówić po niemiecku, to kompletnie nie rozumiałam dialektu. Musiałam prosić ludzi, żeby powtarzali w „Hochdeutsch” czyli niemieckim standardowym. A ludzie reagowali na to różnie. Zdarzały się komentarze, że przecież powinnam przynajmniej rozumieć…

– Jak się z tym czułaś?

– Na początku miałam łzy w oczach. Ale ten etap szybko minął. To też kwestia mojego charakteru. Szybko zaczęłam się socjalizować, wychodzić z domu, poznawać nowych ludzi. I zawsze prosiłam nowych znajomych, żeby przy mnie mówili tylko i wyłącznie w dialekcie, żebym się osłuchała.

– Ale teraz mieszkasz w Zurychu, a nie w Sankt Gallen. Dlaczego?

– Nie miały na to żadnego wpływu względy zawodowe. Po prostu wolałam mieszkać w większym mieście. W Sankt Gallen pracowałam przez rok i teraz w Zurychu przez kolejny rok.

Kto powiedział, że farmaceuci są sztywni?! Rower to kolejny konik Oli.

– Przejdźmy teraz do tematu papierologii, którą trzeba zrobić, żeby nostryfikować polski dyplom, dobrze? Potem porozmawiamy o różnicach pomiędzy polską i szwajcarską apteką, a na końcu o realiach pracy farmaceuty w Szwajcarii. Jak wygląda uznanie dyplomu magistra farmacji?

– Trzeba mieć certyfikat znajomości języka kantonu, w którym mamy pracować przynajmniej na poziomie B2, a w niektórych kantonach na poziomie C1. Uznawaniem dyplomu farmacji zajmuje się MEBEKO. Wysyłamy tam swój polski dyplom, tłumaczenie przysięgłe prawa wykonywania zawodu w Polsce i certyfikat, uiszczamy opłatę i tyle. W moim przypadku cała ta procedura trwała miesiąc. Jeszcze muszę dodać, że prawo wykonywania zawodu farmaceuty w każdym kantonie jest nieco inne i kantony wymagają różnych zaświadczeń. W niektórych kantonach prawo wykonywania zawodu farmaceuty jest bezterminowe, w innych na czas określony z możliwością przedłużenia.

– Podrzuć nam trochę aptecznych smaczków. Jak się pracuje w Szwajcarii w zawodzie farmaceuty?

– Zacznijmy od tego, że według badań to Szwajcaria to jeden z najlepszych krajów na świecie dla farmaceutów (według badań zajmuje drugie miejsce za USA). Zajmuje też drugie miejsce, jeśli chodzi o zarobki. Wysokie miejsce Szwajcarii w rankingach jest całkowicie zasłużone.

Po pierwsze: farmaceuta jest tutaj szanowany i może realnie pomóc pacjentowi. W Polsce byłam tylko sprzedawcą. Nawet jeśli chciałam pacjentowi doradzić, to albo był tak zmanipulowany reklamami, że nie słuchał, albo prosił o najtańszy lek bez względu na jego skuteczność. Szwajcaria jest krajem, w którym niby są te wszystkie wielkie firmy farmaceutyczne, ale nie mam tu żadnej presji na sprzedaż leków.

– Mogę potwierdzić od strony pacjenta. Kiedyś wypadały mi włosy. Zrobiłam wszystkie badania i wyszło mi, że mam koszmarną anemię. Lekarz zaordynował mi odpowiednie leczenie, a oprócz tego chciałam sobie dokupić kilka rzeczy, żeby trochę poprawić stan włosów. Poszłam do apteki i zaczęłam wyliczać: że chcę szampon, odżywkę i maskę (oczywiście drogie jakby były z drobinkami złota), że chcę tabletki z kompleksem na wypadanie włosów w takiej cenie takiej, że polski emeryt by zszedł na zawał, że chcę jeszcze jakąś tam herbatkę wzmacniającą, czy tam skrzyp. Pani z apteki to wszystko gromadziła na ladzie ze zmarszczonym czołem, aż w końcu nie wytrzymała i zaczęła mnie wypytywać, po co mi to wszystko. Po długim wywiadzie farmaceutka zgarnęła to wszystko z lady, i położyła przede mną zwykłą, najtańszą biotynę i kupon na bezpłatne badanie stanu włosów. I to nie zrobiła tego ukradkiem, po znajomości, z dala od oczu szefa, tylko oficjalnie i przy wszystkich. Wiedząc, że właśnie pozbawiła swoją aptekę marży ze sprzedaży drogich produktów.

Alpy! Aaaach tu się oddycha!

– Ja bym zrobiła tak samo i nikt by mnie nie zrugał. Mam coś jeszcze lepszego. W Polsce nie miałam prawa nawet dotknąć pacjenta. Tutaj apteki są miejscem pierwszego kontaktu z pacjentem, nierzadko miejscem pierwszej pomocy. Szwajcaria chce maksymalnie obniżyć koszty służby zdrowia, dlatego pacjenci zamiast w przychodni, mogą podstawowe badania robić w aptece. Każda apteka ma swój pokoik zabiegowy, w którym mierzymy ciśnienie, poziom lipidów we krwi, czy robimy testy na alergię. Przychodzą do nas ludzie z ranami prosząc o opatrzenie. Nawet po przejściu 5-dniowego kursu możemy wykonywać szczepienia. Tylko dzieci nie możemy szczepić – tym zajmuje się lekarz.

– Czy jest w Szwajcarii komputerowy system recept?

– Nie ma. Słyszałam, że trwają nad nim prace. Ale podejście do recept w Szwajcarii jest zupełnie inne niż w Polsce. W Polsce recepta musi mieć odpowiednią formę i wielkość, być opieczętowana i opisana. Gdy lekarz się pomyli, farmaceuta ma obowiązek do niego pójść i prosić o poprawienie recepty. W Szwajcarii receptą jest nawet świstek papieru z nazwą leku, sposobem dawkowania, podpisem i pieczątką lekarza. A jeśli lekarz się pomylił, farmaceuta może, a nawet ma obowiązek poprawić błędy na recepcie.

Co ciekawe, farmaceuta może wydać leki dostępne na receptę pacjentowi, nawet jeśli ten nie posiada recepty.

– Czym się różnią leki dostępne w Polsce od tych w Szwajcarii?

– W Szwajcarii, ojczyźnie big pharmy, stosowane terapie są paradoksalnie łagodniejsze i prostsze niż w Polsce. Jest mniej leków, a lekarze o wiele rzadziej przepisują agresywne środki przeciwbólowe. Apteki mają bardzo duży wybór środków ziołowych, homeopatycznych, fitoterapeutycznych i innych naturalnych.

– Jak jest z tymi tabletkami „dzień po”?

– Decyzja o wydaniu tabletki „dzień po” należy do farmaceuty. Nie trzeba recepty, ale z każdą dziewczyną, która prosi o taką tabletkę przeprowadzany jest wywiad…

– Przy wszystkich?

– Nie – dyskretnie, w pokoju zabiegowym. Pytamy o jej stan zdrowia, o to, czy już brała taką tabletkę, w którym jest dniu cyklu. Informujemy ją o różnych metodach zapobiegania ciąży. Praktycznie się nie zdarza, że odmawiamy. W rzadkich, wątpliwych przypadkach zdarza się, że farmaceuta wysyła dziewczynę do ginekologa. Tabletka kosztuje 63 chf i nie jest refundowana.

Ale to nie jedyna kontrowersja w aptece szwajcarskiej.

– Wytężam słuch!

– Farmaceuci zajmują się przygotowywaniem i wydawaniem metadonu. Zajmowałam się tym w Sankt Gallen. Do metadonu musiałam dodawać soku, żeby narkomani to pili, a nie wstrzykiwali sobie w żyłę.

Apteki sprzedają także czyste zestawy do wstrzykiwania narkotyków. Szwajcaria wychodzi z założenia, że lepiej utrzymywać narkomanów w dobrym stanie zdrowia niż zmuszać ich do programów odwykowych, które są mało skuteczne, gdy ci nie chcą się leczyć.

W aptece są też do kupienia testy na obecność wirusa HIV. W Polsce jest to nadal tabu, a takie testy robi się w specjalnych ośrodkach.

Tysiąc oblicz Aleksandry.

– To wszystko jest szalenie ciekawe! A jak z samą pracą? Jakie są wynagrodzenia oprócz tego, że dobre? Czy da się znaleźć pracę?

– Więcej! Pracy jest tak dużo, że można przebierać w ofertach. Zarabia się w granicach 6,5 – 8 tysięcy chf brutto plus 13 pensja. Wynagrodzenie oczywiście rośnie wraz z doświadczeniem i stażem pracy. Nie ma problemu ze znalezieniem pracy na część etatu.

– Czy pracując masz czas na swoje zainteresowania?

– Jasne! Jeżdżę na rowerze górskim, interesuję się fotografią i chcę być instruktorką fitnessu. To tylko kwestia odpowiedniej organizacji!

– Dzięki, Ola w swoim imieniu i w imieniu wszystkich czytelników za to, że nam pokazałaś od kulis świat szwajcarskich i polskich aptek! I życzę samych sukcesów zawodowych i osobistych!

– Ja również dziękuję!

6 komentarzy o “Farmaceuta w Szwajcarii

  • Maj 24, 2019 at 10:28 am
    Permalink

    Bardzo interesujący wywiad. Najlepszy jak do tej pory 😉

    Reply
    • Maj 24, 2019 at 11:06 am
      Permalink

      To wszystko dzięki Oli 😉

      Reply
    • Maj 24, 2019 at 12:22 pm
      Permalink

      Dzeikuje bardzo 🙂

      Reply
  • Maj 24, 2019 at 3:11 pm
    Permalink

    Wspaniały, niezwykle interesujący wywiad. Ileż ciekawych wiadomości!
    Pozdrawiam z Tajwanu

    Reply
    • Maj 24, 2019 at 5:53 pm
      Permalink

      Dzięki! Słoneczne pozdrowienia z Morges!

      Reply
  • Maj 27, 2019 at 11:18 pm
    Permalink

    Powyższy opis dotyczy ludzi, którzy dopiero co ukończyli studia w Polsce. Zgoła inaczej wygląda to, gdy ma się kilkuletnią przerwę w pracy – bez stażu pracy w Szwajcarii. Np. Przyjeżdżasz do Szwajcarii „za mężem”, odchowujesz dzieci i po dwóch, trzech, pięciu latach szukasz pracy… Powodzenia.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.