5 pytań do… czyli petit-petit schizofrenia

Nikt jakoś wywiadu ze mną przeprowadzać nie chce, więc zrobię to sama! A tak naprawdę to na comiesięczną akcję “W 80 blogów dookoła świata” został wybrany temat “5 pytań do blogera”, także tak jakby nie miałam wyjścia. No już nie mam się co krygować, mogłam nie brać udziału, ale wybrane pytania są tak słodkie, że aż się proszą o odpowiedź.

10415676_10204132419015453_6385465317579920765_n

Na warsztat wybrałam sobie 5 pytań

1.    Mój pierwszy pobyt w Szwajcarii.

Taki pierwszy najpierwsiejszy pobyt w Szwajcarii to naprawdę nie był pobyt, ale transfer przez Lozannę i Genewę do Prowansji, gdzie spędziłam tydzień u katolickiej rodziny goszczącej przy okazji Dni Młodzieży w Paryżu. Tyle, że ja wtedy miałam 15 lat i zamiast spotkania z Papieżem bardziej interesowały mnie włóczęgi po barach i parkach. Papieża i tak spotkałam, jak przejechał swoim papa-mobile jakieś dwa kroki ode mnie. W dodatku było to bardzo intymne spotkanie, bo cała katolicka młodzież była właśnie na katechezie. Wycisnęłam z tej chwili wszystko, co mogłam drąc się jak opętana: „Kochamy Cię Ojcze Święty!”, a Papa się roześmiał i mi pomachał. I w taki sposób zupełnie niespodziewanie spotkałam Papieża. A opowiadałam Wam, jak kiedyś gadałam z Bjork? Dobra, dosyć tego offtopu. Domyślacie się jednak na podstawie tego krótkiego opisu, co mnie interesowało za młodu. Tak więc cały godzinny postój w Lozannie spędziłam ucinając sobie komarka w parku w Ouchy. Jakbym tylko wiedziała, że kiedyś przyjdzie mi tam mieszkać, to bym czym prędzej zakopała w tym parku jakąś kapsułę czasu. Kiedyś pisanie listów „od siebie 15-letniej do siebie 30-letniej” było moim ulubionym zajęciem. I tak, w wieku 30 lat odkryłam poruszający list: „Pewnie już masz 3 dzieci, 2 psy i wymarzony domek nad jeziorem, ale pamiętaj o swoich młodzieńczych ideałach…!” Mina mi się wydłużyła, bo ani psów, ani dzieci, ani domów, ani co gorsza ideałów. Także teraz mój list „ode mnie hym-hym-letniej do mnie 90-letniej” by pewnie brzmiał: „Pewnie Twoje niegdyś powabne ciało toczą zielone larwy trupnice, a Twoja nieśmiertelna dusza rżnie z Belzebubem w brydżyka, ale pamiętaj o tym domu i dzieciach…”

Czas zmienić temat, bo z pierwszego pobytu w Szwajcarii dość płynnie przeszłam do piekła.


2. Co lubisz/czego nie lubisz w Szwajcarii. 

Uwielbiam szwajcarski system komunikacji publicznej. Tutaj autobusami, pociągami i metrem podróżuje się bardzo szybko i sprawnie. Nigdy się nie waham jechać z wielką walizą z pięcioma przesiadkami „na styk” z końcem odprawy bagaży, bo wiem, że zdążę. W taki sposób można tutaj także ominąć wieczne korki pomiędzy Lozanną i Genewą. Dzięki doskonałej komunikacji publicznej życie tutaj jest niesamowicie spokojne i bezstresowe.

Natomiast nie lubię szwajcarskiego systemu służby zdrowia. Otóż w Szwajcarii działa to mniej więcej tak: każda osoba, która przebywa w Szwajcarii legalnie musi podpisać umowę z jednym z towarzystw ubezpieczeniowych i wybrać franczyzę – czyli poziom wydatków, od którego ubezpieczyciel zaczyna pokrywać koszty Twojego leczenia. Franczyzę można wybrać od około 200 chf do 2500 chf, natomiast najniższe franczyzy są naprawdę bardzo drogie. Dla przykładu: ja płacę miesięcznie 280 chf (ok. 1000 zł) za franczyzę w wysokości 1500 chf. Czyli jeśli moje wydatki na leczenie przekroczą 1500 chf, pokrywa je mój ubezpieczyciel. Nie przebierając w słowach – płacę cholernie dużo co miesiąc, a i tak jak przyjdzie co do czego, to i tak muszę płacić za każdą wizytę u lekarza. Żeby wykorzystać moje ubezpieczenie zdrowotne musiałabym się naprawdę nieźle obłożnie pochorować…
3. Ulubiony sposób spędzania wolnego czasu / rozrywka pochodząca ze Szwajcarii.

Ha! Na pewno myślicie, że jest to przesiadywanie w swoim podziemnym skarbcu niczym alpejski gnom na złocie i liczenie swoich franków? Uwierzcie, próbowałam, ale doliczenie do przeciętnie trzech nie zajmuje zbyt dużo czasu. Za to jest coś, co naprawdę lubię i czego się nauczyłam w Szwajcarii. Petanque (albo inna nazwa – boule). Najgorzej, że wcale to nie pochodzi ze Szwajcarii, tylko z południa Francji!

Macie sobotni, ciepły i leniwy wieczór, kilka osób (we dwójkę też można grać), sześciopak i zestaw do petanque. Grać można tak naprawdę wszędzie, nie ma znaczenia kondycja fizyczna, stan upojenia, ani poziom graczy. Jest to naprawdę świetna rozrywka, którą jak zauważyłam powoli do naszej Polski zaczynają przywozić co żwawsi hipsterzy i inny trend-setterzy.

4. Jaką jedną rzecz ze Szwajcarii wziąłbyś ze sobą na bezludną wyspę i dlaczego.

Szwajcarski scyzoryk. Dlaczego? A czym otworzę wino i oskóruję tygrysa?
5. Ulubiona reklama ze Szwajcarii.

Jest ich wiele. Ja osobiście jestem fanką reklam wakacji w Szwajcarii zleconych przez Szwajcarską Organizację Turystyczną My Swizterland. Występuje w nich zawsze 2 brodatych Szwajcarów: Sebi i Paul. Tym razem dwóch szwajcarskich górali spędza wakacje w mieście:

A co na te 5 pytań odpowiedzieli inni blogerzy kulturowi i językowi:

Biały Mały Tajfun

Madou en France  

Francais-mon-amour

Love For France

Francuskie i inne Notatki Niki  

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim

Uzależnienie od francuszczyzny

Język holenderski – pół żartem, pół serio 

O języku kirgiskim po polsku

Blog o języku niemieckim

Niemiecki po ludzku

Niemiecka Sofa

Rosyjskie Śniadanie

English my way 

English with Ann 

English-Nook

Head Full of Ideas

english-at-tea

Studia, parla, ama

CiekawAOSTA

Wloskielove

wietnam.info 

19 komentarzy o “5 pytań do… czyli petit-petit schizofrenia

  • 25 stycznia, 2015 at 12:02 pm
    Permalink

    Mój pierwszy i póki co ostatni raz w Szwajcarii miał miejsce dobrych kilka lat temu. Pracowałam jako fille au pair w Neuchatel. Bardzo miło wspominam zarówno miejsce (raz o mało co nie zgubiłam sie w górach ), jak i rodzinkę 🙂

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 12:38 pm
    Permalink

    Proponuję spojrzeć w takim razie na szwajcarską służbę zdrowia inaczej: nic, tylko chorować! Ile wlezie! 🙂 Nie to, co w Polsce, gdzie trzeba mieć zdrowie, żeby być chorym…

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 1:24 pm
    Permalink

    Jak zwykle się nie zawiodłam, uwielbiam Twój styl i poczucie humoru. Spotkanie z papieżem cudne, hihi.

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 1:41 pm
    Permalink

    Jak zwykle nieźle się ubawiłam, zwłaszcza podczas lektury pierwszej odpowiedzi 😀 Opowiedz lepiej, co z tą Bjork 😛

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 4:09 pm
    Permalink

    Tak sobie myśle i myśle … Przecież ja nigdy jeszcze nie byłam w Szwajcarii ! A przecież to rzut beretem 🙂
    Wychodzi na to , ze jak tam. Was chorować to raz a dobrze i nie warto sie rozdrabniać 🙂
    Pozdrawiam

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 4:35 pm
    Permalink

    Wbrew pozorom w Polsce ze służbą zdrowia nie jest lepiej. Płaci się franczyzę może niższą, ale jak chce się do lekarza to są takie kolejki, że i tak się idzie prywatnie. Z tą różnicą, że żadna firma nie pokrywa kosztów wyższych niż jakiś pułap. 🙁

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 4:42 pm
    Permalink

    hahaha! Też pisałam listy do siebie za lat 20-30: „Kiedy będziesz duża i bogata” (duża już raczej nie będę, chyba że wszerz przez kilka miesięcy, na to drugie ciągle liczę).:D Od tygrysów trzymałabym się z daleka. Szkoda ich, mało zostało i pewnie nie jeden aktywista obdarłby Cię ze skóry za oskórowanie tygrysa. 😉
    Reklama – mocno klimatyczna.

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 5:42 pm
    Permalink

    O, pétanque! Może kiedyś jakąś partyjkę rozegramy jak będziesz w Polsce?
    Szwajcarski scyzoryk jest w posiadaniu mojego męża, więc w razie czego nie zginiemy 😉

    Reply
    • 26 stycznia, 2015 at 7:02 pm
      Permalink

      Pewnie! Koniecznie! Macie sprzęt, czy będę miała nadmiarowe kilogramy w samolocie? 😉

      Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 7:11 pm
    Permalink

    Bardzo podoba mi się pierwsza odpowiedź 😉 Petanca jest bardzo popularna w Hiszpanii! Średnia wieku graczy to zazwyczaj 60 lat, ale grają, są nawet specjalne „boiska” przygotowane w parkach. Dobrze wiedzieć skąd to wzięli.

    Reply
  • 25 stycznia, 2015 at 9:07 pm
    Permalink

    Ale się uśmiałam z tego pierwszego pobytu w Szwajcarii 🙂 Rzeczywiście, niezłe wspomnienie, wrzeszczeć do Papieża 😀

    Reply
  • 26 stycznia, 2015 at 7:26 am
    Permalink

    Ale przeciez te 1500 CHF franczyzy jest liczone w skali roku, nie jednorazowo. Wiec jesli w skali roku wydasz 1500, reszte zaplaci Ci ubezpieczalnia (minus 10%). Ja mam na szczescie tanie ubezpieczenie ze swiss care (poki robie doktorat, moge miec takie tanie). Place 76 CHF miesiecznie, mam 500 CHf franczyzy, sama wybieram lekarza, place, a potem mi oddaja. W tym roku nawydawalam troche, bo poszlam do wielu specjalistow i wszystko mi oddali. Pomysl, ile placi sie za opieke zdrowotna w Polsce i ze do endokrynologa czekasz rok albo dluzej… Tutaj mialam wizyte za 2 dni i od razu pakiet badan. W Polsce na badania masz osobne zapisy i czekasz kolejny rok. Bo kupili maszyna za milion, ale nie ma kasy na oplacenie obslugi i robia dwa badania na tydzien, jeden dzien w tygodniu (liczby i fakty sa nieprzypadkowe, wyciagniete z mojego wlasnego doswiadczenia:P). Ja uwielbiam szwajcarski system ubezpieczen, nawet jesli przyszloby mi placic juz z te droga opcje.

    Reply
    • 26 stycznia, 2015 at 7:01 pm
      Permalink

      No tak, tylko że ja przeciętnie raz w roku chodzę do lekarza, nie ma sensu przepłacać, jeśli się jakoś wyjątkowo nie choruje… A faktycznie, jak już się stanie coś poważnego, to nie ma takiego stresu jak w Polsce.

      Reply
  • 26 stycznia, 2015 at 5:23 pm
    Permalink

    A mnie urzekło to jodłowanie w tle reklamy 🙂

    Reply
  • 26 stycznia, 2015 at 9:40 pm
    Permalink

    Tak (luźno) a propos szwajcarskiego systemu komunikacji: oniemiałam, jak w Bazylei po raz pierwszy zobaczyłam żwawą mamusię z przemieszczającą się z TROJGIEM małych dzieci NA ROWERZE. Czyli rower z odpowiednimi „dostawkami” – w tym gondola dla najmłodszego. I takim wehikułem spokojnie i bezpiecznie po dość ruchliwej ulicy 🙂

    Reply
  • 26 stycznia, 2015 at 9:59 pm
    Permalink

    Ze Szwajcarii do piekła. Wspaniała notka XD

    Reply
  • 29 stycznia, 2015 at 9:51 pm
    Permalink

    Ta reklama jest genialna! Petanque też bardzo lubię, w Stras mamy jeden ulubiony pub, w którym koło ogródka piwnego można sobie pograć letnim wieczorkiem 🙂 a szwajcarski scyzoryk McGyvera marzy mi się jako podstawowe wyposażenie kobiecej torebki 😀

    Reply
  • 16 lutego, 2015 at 6:43 pm
    Permalink

    Naprawdę nie skarbiec i franki tylko rzucanie kulek? ;P
    A tak serio – świetny post, jak zawsze z humorem!

    Reply
  • Pingback: Francja w pięciu pytaniach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.