Szwajcarska milicja szarym okiem amatorki

To na wypadek, jakby smutni panowie w nieoznaczonym wanie zainteresowali się, dlaczego jakaś nieoznaczona Polka interesuje się ich armią. A pretekstem do napisania tego postu są Wasze pytania na ten temat. Na temat szwajcarskiej armii narosły legendy – że w każdym domu jest bunkier, że każdy Szwajcar ma naładowaną broń i pięć granatów, a góry skrywają wiele tajnych bunkrów, schronów, czy innych centrów dowodzenia. Oczywiście nie tylko jest w tym ziarnko prawdy, ale cały orzech wraz z łupinką.

Drugim pretekstem jest mój szczery żal. Jutro mój chłopak, który właśnie przekroczył przepisowy wiek 34 lat oddaje mundur, karabin i całe 20 kilogramów sprzętu i przechodzi do rezerwy. Koniec zabaw „żołnierz spotyka zagubioną dzieweczkę w ciemnym lesie”…

No to jaki jest ten orzech prawdy? Armia szwajcarska liczy 150 tysięcy żołnierzy (dla porównania – Polska, której liczba ludności przekracza 5-krotnie liczbę ludności Szwajcarii ma 120 tysięcy żołnierzy). Ale jaka to właściwie armia! To milicja – praktycznie każdy obywatel płci męskiej w wieku 18 – 34 lata jest żołnierzem. W ciągu 24 godzin Szwajcaria jest w stanie wystawić dobrze uzbrojoną całkiem liczną armię, a całą resztę mieszkańców pochować w dobrze wyposażonych bunkrach. Nieco paranoicznie, ale przynajmniej skutecznie!

No tak. Ale takie komunały, to można przeczytać na Wikipedii, czy w dowolnym artykule na temat szwajcarskiego wojska. Jak to wygląda w praktyce? W wieku 17 lat chłopcy udają się na komisję wojskową, całkiem tak jak w Polsce. Wtedy można oczywiście przedstawić dowody, że się nie nadaje do wojska, na przykład zaświadczenie o fobii na broń. Natomiast nikt tak naprawdę nie może od tego wojska uciec. Osoby, które nie nadają się psychicznie lub fizycznie do wojska, muszą odpracować służbę cywilną. Osoby, które się wybierają na studia, mogą tylko i wyłącznie przełożyć swoją szkołę wojskową. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

I tak: w wieku 18 lat chłopcy idą do 3,5-miesięcznej szkoły dla rekrutów, gdzie dostają broń, mundur i cały wojskowy sprzęt. Rekruterzy starają się jak najwięcej mieszać różne grupy językowe. I tak we francuskojęzycznej części lądują chłopaki z części włosko- i niemieckojęzycznej, a Ci z francuskojęzycznej muszą się jakoś dogadywać gdzieś w dalekim Appenzellu, czy Glarus. Dla wielu z nich jest to pierwszy test znajomości oficjalnych języków Szwajcarii. Następnie co rok młodzi mężczyźni dostają powołanie do wojska na miesiąc. Podczas tego miesiąca dostają 80% pensji wypłacanej przez szwajcarski fundusz socjalny. Jeśli mają dobrego pracodawcę, pracodawca może dołożyć te 20%, jednak nie jest to obowiązkiem. Wszyscy pracodawcy zdają sobie sprawę z tego szwajcarskiego obowiązku wojskowego i nikt nie robi żadnych problemów z „wypuszczeniem” swoich pracowników na ten czas. Można napisać podanie o przełożenie służby wojskowej w danym roku. Jeśli się dobrze umotywuje swoje podanie, można raz uniknąć wojska, ale jest to nieopłacalne finansowo. Mianowicie, w takim roku płaci się o wiele wyższe podatki. Tak, tak, miganie się od armii naprawdę uderza po kieszeni. A uwierzcie, jest to prawdziwą przygodą dla młodych chłopaków, ale z wiekiem – dla mężczyzn, którzy zakładają rodzinę i robią karierę staje się coraz bardziej problematyczne. Dlatego jest też inna opcja – można odpracować wojsko za jednym razem przez rok i po tym roku przechodzi się do rezerwy.

Oprócz tego, wszyscy, którzy mają broń, muszą regularnie ćwiczyć na strzelnicy. Prawie w każdej miejscowości znajdują się strzelnice, gdzie mieszkańcy trenują zgodnie z ustalonym harmonogramem. Szwajcaria promuje strzelectwo sportowe i rekreacyjne subwencjonując wiele klubów i zawodów strzeleckich. Obalając jeden mit – od 2007 roku armia nie dystrybuuje amunicji. Naboje i większość sprzętu znajdują się w lokalnych składach wojskowych. Także może i obywatele są uzbrojeni, ale tą bronią to najwyżej mogą przyłożyć w łeb, a nie wystrzelić.

Co Ci młodzi chłopcy robią w tym wojsku? No cóż, mi to bardzo przypomina harcerstwo lub obozy survivalowe. Szwajcarzy muszą zaliczyć wiele ćwiczeń. Jeśli nie zdołają tego dokonać w czasie pierwszej szkółki dla rekrutów, ćwiczenie przechodzi na następny rok. Niektóre ćwiczenia to na przykład marszobieg 50 kilometrów w pełnym ekwipunku po górach, 50 kilometrów w górach na rowerach wojskowych (ponoć ciężkich jak pół armaty) i ponoć najbardziej koszmarne ćwiczenie, które śni się po nocach potem wszystkim szwajcarskim mężczyznom: 24 godziny ćwiczeń w kombinezonie chemicznym i w masce gazowej. Ponoć to ćwiczenie przechodzi za pierwszym razem niewielki procent rekrutów. Większość mdleje, rzyga jak kocur (do maski, żeby było zabawniej) lub dostaje ataku paniki. Inne ćwiczenie, które działa na moją wyobraźnię jak Biblia na Nergala to ćwiczenie przeprowadzane na kursie oficerskim. Otóż przyszli oficerowie stają w okręgu. W sam środek zostaje rzucony zapalony granat i wyznaczony żołnierz musi się na niego rzucić i tak jakby przycisnąć go swoim hełmem. Ponoć wypadki się jak najbardziej zdarzają…

 

10 komentarzy o “Szwajcarska milicja szarym okiem amatorki

  • Listopad 3, 2013 at 3:22 pm
    Permalink

    Dzięki za świetny wpis, podaję dalej :).

    Słyszałam co nieco o wojsku szwajcarskim, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to aż taki hardkor. Szczególnie ciężkie wydaje mi się to w przypadku pacyfistów/wrażliwych chłopaków – tak, tak, to tylko ćwiczenia, ale mimo wszystko, gdzieś z tyłu głowy plącze się myśl, że to może zostać wykorzystane przeciwko żywym ludziom.

    Z drugiej strony neutralność Szwajcarii ma się dzięki temu bardzo dobrze: co innego zaatakować bezbronnego neutralniaka, a co innego takiego uzbrojonego po zęby.

    Jakkolwiek jestem przeciwna wojsku i wszystkiemu, co jest z nim związane, to podoba mi się model helwecki „na wszelki wypadek”.

    Reply
    • Listopad 3, 2013 at 3:53 pm
      Permalink

      Myślę, że wszyscy „wrażliwcy” mogą pokazać zaświadczenie od psychiatry podczas rekrutacji i odbyć służbę cywilną – pomagać niepełnosprawnym, w szpitalach, czy schroniskach dla zwierząt.
      Mamy jednego kolegę filozofa – myśliciela, który tak się wymiksował z armii…a teraz pracuje w firmie sprzedającej broń, o ironio…:D
      Drugi kolega wymyślił sobie, że będzie się tak źle zachowywał, że go sami wywalą z armii. I po dwóch tygodniach spędzonych w jakimś kurcze karcerze faktycznie go wyrzucili.
      Oczywiście trzeba się w takim razie liczyć z tym, że przez cały czas będzie się miało te „żółte papiery” w życiorysie. Ale jak widać jakoś sobie ludzie z tym radzą.

      Reply
  • Listopad 3, 2013 at 5:01 pm
    Permalink

    Mój M. odbył służbę cywilna, skończył jako kapitan logistyki. W domu trzymał pager, w razie zagrożenia zostałby natychmiast wezwany na służbę. Warto dodać, ze całkiem niedawno w referendum na temat zlikwidowania obowiązkowej służby wojskowej zdecydowana większość Szawjcarow powiedziała ‚nie’. Służba wojskowa to tutaj część tożsamości Szwajcarów.

    Reply
    • Listopad 3, 2013 at 5:10 pm
      Permalink

      Mój jako sierżant o pseudonimie Sergeant Schneck, bo oczywiście służył w niemieckojęzycznej części.

      Reply
  • Listopad 4, 2013 at 11:51 am
    Permalink

    Obejrzałam sobie filmik. Wygląda to dość imponująco. Zastanawiam się tylko, jak Szwajcarzy się z tym czują, tzn. a) czują się bezpieczniej – rodzaj profilaktyki, b) żyją w przeświadczeniu, że w każdej chwili ktoś jednak może ich zaatakować – rodzaj paranoi, c) przyzwyczaili się do tego i wszystko im jedno.

    Reply
    • Listopad 5, 2013 at 3:32 pm
      Permalink

      Ja myślę, że odpowiedzi a i c są poprawne, chociaż słyszy się tutaj wiele o paranoikach, którzy faktycznie są przygotowani na wszystko 100 razy lepiej niż oferuje im państwo. Mają prywatne, bardzo wygodne schrony, w których mogą przeżyć dobre 10 lat, ćwiczą na strzelnicy co tydzień i mają pół arsenału w swojej piwnicy. Cóż, co kraj to obyczaj. Z tego, co widzę, to większość de facto nie poświęca nawet połowy myśli tym wszystkim schronom i bunkrom, ale podejrzewam, że dla Szwajcara, dla którego jest to normą musi być naprawdę niekomfortowe uczucie za granicą, że jakby co, to nie ma gdzie się schować…

      Reply
  • Listopad 4, 2013 at 3:12 pm
    Permalink

    Szwajcaria żywcem przypomina mi mamę bohatera ‚Goodbye, Lenin’.

    Reply
  • Lipiec 23, 2014 at 10:44 am
    Permalink

    Z dużym zainteresowaniem czytam Twój blog bo Szwajcarią interesuje się już od ponad 20 lat i mam ją zawsze jako numer 1 bo i innymi krajami się zajmuje (hobby). Te filmiki znam od dość dawna na tematy militarne związane ze Szwajcarią. Ale chciałem napisać przede wszystkim to że wielu nowych rzeczy można się tu dowiedzieć lub o których się słyszało , czytało nawet widziało ( na żywo ) – nie mam na myśli chwalenia się byciem 2 razy w „mojej” Szwajcarii , chodzi mi o to co się widziało a nie wiedziało o czymś tam np . temat syryjskich negocjacji w hotelu w Montreux….czy tak jak tutaj ciekawy , konkretny opis co do słynnej armii szwajcarskiej- mimo że filmiki znam to wiele się dowiedziałem. Podoba mi się ten system szkolenia wojskowego co w wypadku neutralności Szwajcarii jest bardzo dobrze rozwiązane – przeciwnicy tego systemu chyba nazywają to „zbrojna neutralność”. Taki system mogłyby i inne kraje przejąć i go odpowiednio do siebie dostosować w tym Polska.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.