Szwajcarska Coca-Cola

Czas wziąć na warsztat słynne szwajcarskie produkty. Ta seria artykułów jest napisana we współpracy i inspirowana pomysłem niejakiego Leszka z Krakowa, opcjonalnie Heidelbergu, czasem Bazylei, a bywa, że i Genewy, a tak naprawdę to z Nigdziebądź 3 kilometry na prawo dróżką za brzózkami koło stodoły starej Maćkowej. Nie będę może zaczynała od Rolexa, ewentualnie mogę od Rollexa spod Hali Targowej. Paaaani! Oryginalny! Od starego Szwajcara kupiony w Genewie. Tak tanio, bo on takich miał ze dwadzieścia!

Nie, dziś zaczniemy od Rivelli, smacznego, bardzo charakterystycznego napoju bezalkoholowego. Rivella jest lekko gazowana, o smaku czegoś pomiędzy kwasem chlebowym, kofolą a lemoniadą. A wytwarzana jest: ta dam! z serwatki, czyli płynu odsączonego z sera. Jak wiadomo wszem i wobec Szwajcaria serem słynie, także problemu z tym najważniejszym składnikiem nie ma. Ale jeszcze przed 1952 rokiem cała serwatka szła do podlewania pól chyba…no w każdym razie pili ją chyba tylko synowie górali gdzieś tam w Appenzellu, czy innym końcu świata.

W połowie poprzedniego wieku szwajcarski dżentelmen Robert Barth w ramach eksperymentów dodał do serwatki kilka ziół (a co, w końcu dobre zioła nie są złe!), soku owocowego, cukru i kwasu mlekowego i otrzymał ten przepyszny, naturalnie gazowany napój. Oczywiście pełen skład Rivelli, dokładnie tak jak Coca-Coli jest tajemnicą prawdopodobnie przechowywaną w skarbcach bankowych gdzieś pod Jeziorem Lemańskim. Swoją drogą te skarbce to taka miejska tutejsza legenda, której warto się przyjrzeć. PS. Ma ktoś do sprzedania tanio sprzęt do nurkowania i jakąś podręczną podwodną piłę mechaniczną?

Skąd się wzięła nazwa tego pysznego napoju? Jak to skąd? Ponoć każdy, kto wypił choć kropelkę zaczynał krzyczeć: Mamma Mia! Rivelazione!

Rivella szybko znalazła uznanie w całej Szwajcarii. W dodatku jej wynalazca miał całkiem dobry łeb do marketingu i postawił na promowanie marki wśród sportowców. No, wiecie sami, Drodzy Czytelnicy, że panowie, którzy chodzą na siłkę wcinają zwykle różne dziwne specyfiki, a wiele z nich jest opartych na czystej serwatce – w końcu jest to świetny materiał budulcowy dla mięśni. Tak się składa, że to jest główny składnik napoju. Oprócz tego Rivella jest bogata w witaminy i minerały, a oprócz tego ma właściwości odtruwające organizm i działa świetnie na układ immunologiczny.

A jak to się stało, że napój, który został wynaleziony zaledwie 61 lat temu został narodowym napojem szwajcarskim? Jak już zauważyłam wcześniej, Robert Barth był świetnym marketingowcem. Od początku swojego istnienia Rivella była reklamowana jako produkt od podstaw szwajcarski – niezależny, zdrowy, bogaty w tradycję, inny i po prostu lepszy. Oczywiście to wszystkie cechy z jakimi Szwajcarzy się identyfikują, do jakich pretendują, także napój szybko zdobył zagorzałych fanów w całym kraju.

Po kilku latach powstały nowe odmiany Rivelli oprócz tradycyjnej czerwonej, niebieska – niskokaloryczna, żółta i zielona – z dodatkiem różnych owoców. Rivella stworzyła również linię napojów i produktów dla profesjonalnych sportowców, dla dzieci, linię egzotyczną i hohohoho dużo by wymieniać.

Polecam spróbować, gdy tylko Wasze drogi zahaczą o kraj sera, gór i czekolady. Zapewniam, że Rivella nie smakuje na pewno jak produkt uboczny produkcji sera 🙂

Na koniec niemiecka reklama Rivelli z niemieckim komikiem Michaelem Mittermeierem. Policjant dobrze zna komika i wie, że jest to Niemiec z krwi i kości. A ten właśnie Niemiec mówi z dziwnym, wiejskim akcentem. Więc: Panie Mittermeier, czy pan pił? –Tak, tak, Rivellę…

http://www.youtube.com/watch?v=UUL3oVFpAt0

Materiały i zdjęcia:

www.rivella.com

www.wikipedia.com

6 komentarzy o “Szwajcarska Coca-Cola

  • 16 sierpnia, 2013 at 11:47 am
    Permalink

    Zielona Rivella jest z zieloną herbatą, a żółta została wycofana ze sprzedaży. Gdzieś czytałam ze nazwano ją ‚sikami byka’. Moja ulubiona to tradycyjna, z czerwoną naklejką 🙂

    Reply
  • 16 sierpnia, 2013 at 4:47 pm
    Permalink

    Aaaa, to dlatego nie mogłam nigdzie znaleźć tej żółtej…! No to wychodzi na to, że moja ulubiona to były siki byka:P Sama sobie muszę pogratulować gustu!

    Reply
  • 17 sierpnia, 2013 at 11:19 pm
    Permalink

    „Leszka z Krakowa…” a czasem z CERNu. Tak, fajnie jest być fizykiem. Pozdrawiam! PS. Osobiście nie lubię Rivelli.

    Reply
  • 22 sierpnia, 2013 at 7:12 pm
    Permalink

    Żółta nie była z dodatkiem owoców tylko na bazie serwatki sojowej – tego co zostaje po zrobieniu tofu. Dla mnie – fakt – była okropna, ale znam osoby którzy nie tolerują mleka i im smakowała.

    Reply
  • 19 września, 2020 at 7:44 pm
    Permalink

    Spoko. Podoba mi się te opakowanie produktu. Szwajcaria wydaje się dość bogatym kulturowo krajem jak na tak małą liczbę populacji.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.