Wpis ponury, bo i pogoda ponura: o gadce – szmatce i stereotypach o Rosjanach

Przyjechałam do Polski na mały „urlopik” od Szwajcarii. Uśmiechnięta, rozpromieniona, super, wreszcie ktoś mnie tu rozumie, wreszcie mogę sobie pogadać tak bez kompleksów… „O, dzień dobry, miło zobaczyć Polaków”, „Dzień dobry, pogoda coś nie halo tej wiosny, co?”, „Dzień dobry, słyszałam, że ceny biletów mają podrożeć, to prawda?”. I wiecie co? Myślę, że jeszcze trochę i ktoś by zadzwonił po sympatycznych panów z kaftanem bezpieczeństwa z przybytku o miłych w dotyku ścianach. Bo przecież wszyscy, którzy się uśmiechają i są mili dla przechodniów na ulicy to niebezpieczni wariaci albo flirtują. Tak, tak, w ciągu godziny miałam z cztery propozycje randek. Po tej godzinie zrezygnowałam, zlałam się z obojętnym tłumem, założyłam słuchawki na uszy, ale w środku coś ciągle krzyczało: „Ludzie, dlaczego jesteście tacy smutni?”

Dlaczego nigdy ze sobą nie rozmawiamy na ulicach? Dlaczego wszyscy mają słuchawki na uszach i jak ognia unikają wymiany spojrzenia? Dlaczego trzeba nam paru piw, żeby do kogoś zagadać w knajpie?

Szwajcaria nie jest dla mnie krajem marzeń i na pewno nie chciałabym, żeby Polska stała się drugą Helwecją. Szczególnie, że pomimo tych uśmiechów i ach-och i świetnie wypracowanej gadki-szmatki, bardzo trudno się do kogoś tak naprawdę zbliżyć. Szwajcarzy są bardzo mili i bardzo zimni, także nie chciałabym na pewno tej pełnej charakterystyki przenosić na polski grunt. Prawda, że łatwiej się zaprzyjaźnić i pokazać prawdziwą twarz na suto podlewanym grillu, albo wspólnym omawianiu chorób i narzekaniu na polityków, czego Szwajcarzy nigdy nie robią, a Polacy zawsze. Swoją drogą ostatnio doszło do bardzo interesującej konfrontacji moich znajomych – Polki pracującej na uniwersytecie w Polsce i Polaka wychowanego właśnie w Szwajcarii. Koleżanka zaczęła narzekać, że tu jest tak beznadziejnie i nic się nie da. A kolega po prostu zapytał, czy w takim razie ona coś z tym robi, czy działa w kierunku, żeby to zmienić. Koleżanka oczywiście, jak 95% Polaków odparła, że nie, bo po pierwsze nie ma czasu, bo w końcu za coś musi żyć, a po drugie i tak się nie da. Kolega o mało nie spadł z krzesła na te słowa…  Tutaj jeśli ktoś narzeka, to najczęściej druga osoba stwierdza: „Dobra, zgadzam się z tobą, widzę, że działasz w kierunku, żeby to zmienić, już wysłaliście petycję, czy mogę się jeszcze podpisać?”.

No, ale zeszłam trochę z tematu, w dodatku zaczęłam również psioczyć jak najbardziej po polsku. Kochani Polacy, wyjmijcie te słuchawki z uszu, uśmiechnijcie się i zagadujcie panią  w sklepie, dziadka w autobusie, czy miłą koleżankę w kafejce. Dzień się stanie bardziej słoneczny, gdy będziemy bardziej życzliwi.

Oto mała ściąga, jak można zagadać na podstawie moich osobistych doświadczeń:

(Kierowca autobusu sprzedając mi bilet): – O, ma pani taką samą kurtkę jak moja córka, myślałem, że to ona. Jest Pani Rosjanką?

(W perfumerii chłopak wywąchujący pół półki perfum): – Przepraszam, moja dziewczyna ma urodziny i nie wiem, co kupić. Ona też pochodzi z Rosji…

(Sąsiadka wychodząc z dziećmi na spacer): – O, ja też uprawiam jogging, może się kiedyś dołączę! A tak w ogóle to za tydzień jadę do Moskwy, jaką tam macie pogodę?

(Pani na przystanku autobusowym): – Widziała pani tego chłopaka po drugiej stronie ulicy? Chyba po narkotykach… Macie też tam w Rosji taką hołotę?

(Chłopak z drugiego stolika w kafejce): – Widzę, że się uczysz francuskiego. Jeśli mogę zwrócić uwagę, to „aille” się inaczej wymawia. Może pomogę? Tak apropos to Putin to przekoleś.

(Dwóch chłopaków w metrze na widok mojej koszulki z festiwalu): – O, widziałaś koncert The Chemical Brothers? Niezły czad, co? Byli ostatnio na trasie u was w Rosji.

Tak, tak. Niestety, niestety. Każdy myśli, że jestem Rosjanką. Czy jestem z tego powodu wściekła, przerażona, poruszona? Nie, bynajmniej. Wolałabym być oczywiście identyfikowana z Polską, ale powiedzmy sobie szczerze przeciętny Szwajcar naprawdę niewiele wie o naszej ojczyźnie. „Polacy są pracowici i…” (i tu zwykle marszczy czoło wskazując na zwiększoną aktywność mózgu) „…i mają sąsiadów Niemców…” (i widać uśmiech ulgi, bo przypomniał sobie wiadomości ekonomiczne) „…i nieźle sobie radzą w kryzysie.”

A dlaczego nie denerwuje mnie to, że wszyscy myślą na początku, że jestem Rosjanką? Przede wszystkim dlatego, że Polacy i Szwajcarzy mają całkowicie inne stereotypy na temat Rosjan. Typowy Polak myśląc o Rosjanach widzi przed oczami wyobraźni złotozębną babkę ze straganu handlującą majtami i innym ustrojstwem za „tolko dwadcać zolotych”. Ten stereotyp się zmienia, ale wciąż funkcjonuje. W Szwajcarii Rosjanie są przedmiotem nieukrywanej zazdrości, ponieważ wpływają na znaczny wzrost cen życia, szczególnie nieruchomości, samochodów i produktów luksusowych. Tak, tak, może statystyczni Rosjanie są bardzo biedni. Może te 99% nie ma co włożyć do garnka. Ale proszę Państwa, te pozostałe 1% mieszka w Szwajcarii. I tutaj kupuje domy za 6 milionów franków i prywatne samoloty.

W listopadzie byłam na intensywnym kursie francuskiego, w którym uczestniczyły tylko 4 osoby, w tym jedna Rosjanka, Swietka. Swietka jest normalną, wesołą, bezpretensjonalną młodą kobietą. Zero nadęcia i zarozumiałości. Tylko codziennie raczyła nas takimi tekstami, że spadaliśmy z krzeseł. Dla przykładu:

Nauczycielka: – Czy lubisz cyrk?

Swietłana: – Tak, bardzo. Do tego stopnia, że na moje wesele zorganizowaliśmy prywatne show z Cirque du Soleil, a potem zaprosiliśmy wszystkich artystów na party.

Tu trzeba zaznaczyć, że najtańszy pojedynczy bilet na ten akurat cyrk kosztuje około 50 euro, a skład cyrku to ponad 100 osób.

Albo:

N: – Jaki jest limit alkoholu we krwi dla kierowców w Rosji?

S: – 0 promila. Ale ja mogłam pić, bo miałam kierowcę.

Nie wspomnę o historiach o mieszkaniu na 66 piętrze z widokiem na Kreml („nie chciałam sprzedawać, więc stoi puste już przez 2 lata”…), czy małym prezenciku na rocznicę ślubu („a takie tam małe, różowe Porsche, w sumie nie wiem, do czego się przyda…”). Ostatnio Swietka założyła galerię sztuki flamandzkiej XVII wieku („aaa, nie mieściły już się w domu, a zresztą nudzę się w tej Szwajcarii”). Historie były prawdziwe, a Swietłana to bynajmniej nie konfabulantka – sprawdzone na własne oczy.

Znam również drugą Rosjankę, która całkowicie przeczy stereotypom. Właściwie to by mi się dostało, jakbym powiedziała przy niej, że jest Rosjanką… Jakutka proszę Państwa, z małej wioski prawie na przedmieściach, bo tylko 100 km od Jakucka 🙂 Ania, przepiękna, z lekko skośnymi oczami i bardzo białą karnacją, gdy przyjechała do Szwajcarii pół roku temu nie mówiła w ogóle po francusku, a dziś już pięknie się porozumiewa w tym języku. Tylko, że Ania nie mówiła również w ogóle po angielsku, a jako że nie ma żadnych kompleksów, od samego początku musiała sobie jakoś radzić… Ania, odkąd wyjechała z Jakucji do Moskwy na studia, nie widziała jeszcze rodziny (właściwie tylko matki, bo tata umarł „na wódkę”), ponieważ sam przelot Moskwa – Jakuck to 3 miesięczne pensje jej mamy.

Dziewczyna uwielbia Szwajcarię. A ja czasami czuję się jak z nią jak z przybyszem z innej planety. Gdy stoimy w korku pół godziny, nigdy nie traci nerwów („korek? korek to się zaczyna, jak stoisz 2 godziny!”). Po czym opowiedziała mi, że w Moskwie z akademika na uniwerek dobry czas w jedną stronę to 1 godz. 40 minut. Gdy rozmawiamy o cenach nieruchomości, nigdy nie traci rezonu („no co ty, milion franków to drogo?”). I tutaj nawet nie chodzi o porównanie, jakie ma z Moskwą, ale z Jakucją, gdzie ponoć mieszkania są droższe niż w stolicy, ze względu na trudności w budowaniu czegokolwiek na wiecznej zmarzlinie. Ania zawsze daje się zaskoczyć jakąś trywialną dla mnie potrawą („-co to?” „- krewetki” „- oooo, zawsze chciałam spróbować krewetek!” „szparagi, a co to są szparagi?”). I w zimie co tydzień zapraszałyśmy się nawzajem na zupę, bo tutaj nie ma tradycji konsumpcji tej rozgrzewającej potrawy. Ania tylko mówi, że jej mama się złapała za głowę, gdy jej powiedziała, że się kumpluje z taką jedną Polką i rozmawiają po francusku. Przecież „kura nie ptica, Polsza nie zagranica” 🙂

I tym folklorystycznym akcentem zakończę tą notatkę. Pogoda beznadziejna przez cały maj, ponoć najgorsza od stu lat w tym miesiącu. Jutro czerwiec, jak nie będzie upałów, strajkuję i nie biorę parasolki, na złość deszczowi zmoknę!

2 komentarzy o “Wpis ponury, bo i pogoda ponura: o gadce – szmatce i stereotypach o Rosjanach

  • 7 grudnia, 2013 at 9:21 pm
    Permalink

    Hej, nie wiedziałem że w Szwajcarii mówi się po Francusku tak nietypowo zacznę, albo coś źle zrozumiałem?

    Super notka, szkoda że ta Szwajcaria Cię nie satysfakcjonuje tak na 100%, ale pewnie tęsknisz do kraju?

    W Polsce nie mówi się w autobusach bo pewnie byłaś w Warszawie, a tu wszystko gna, w innych miastach hmm wiesz u nas ludzie nie mają za bardzo z czego cieszyć.

    Pracuję obecnie w banku, znam się nieźle na ekonomii i wiem, że nasza średnia krajowa to środki, które pozwalają związać koniec z końcem o ile się ją ma. Większość osób jej nie ma i jest nieszczęśliwa, reszta martwi się tym żeby nie stracić pracy. W pracy z kolei nas bardzo „wyciskają” nie chcę nudzić, chcę pokazać że ten stres z czegoś wynika.

    Z drugiej strony po tych piwach ludzie łapią większy luz, ale zdarza się i nam lepszy dzień 🙂
    Sam czasami zaczepiam, fakt dziewczyny, fakt ładne, ale jednak 😀

    Czemu nie piszesz od maja?

    Reply
  • 11 września, 2014 at 8:11 pm
    Permalink

    Mieszkam w Polsce, jestem Polką i robię, co mogę, żeby odzwyczaić siebie i innych od marudzenia, izolowania się, smucenia i innych pesymistycznych postaw. Uśmiecham się do ludzi, lubię zagadywać, pomagać, być oazą spokoju za kierownicą przestrzegając przepisów, nawet jak wokół mnie jadą sami potencjalni mordercy (ew. samobójcy). I co? Po pierwsze sama jestem tym bardziej spokojna i szczęśliwa. Po drugie, część osób wokół mnie wyrywa się na moment ze swojego marazmu, a niektórzy nawet sami zaczynają tak robić.
    Każdy ma jakiś powód, żeby narzekać, być smutnym, zmęczonym, zestresowanym. Ale jeśli się na tym skupiamy, to nam się na pewno humor nie polepszy, wręcz przeciwnie tylko się nakręcamy. A wszelkie problemy lepiej się znosi, jeśli nawet obcy ludzie wokół nas są życzliwi, uprzejmi i uśmiechnięci.
    A jak zmienić tę nieprzyjazną rzeczywistość? Jest taka prosta zasada – chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Warto spróbować, bo kto nie próbuje, ten na pewno nic nie zmieni.
    Chętnie pomieszkałabym w Szwajcarii i doświadczyła ich pozytywnego i konstruktywnego podejścia, ale nie wiem, czy wtedy umiałabym na powrót odnaleźć się w Polsce. Może kiedyś się uda choćby na trochę przeprowadzić. Na pewno będę próbować. 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.