Szwajcaria liderem zrównoważonej turystyki

Olbrzymie hotele-pałace, których właściciele i pracownicy pochodzą z drugiego końca świata czy rodzinne hoteliki angażujące do pracy miejscowych? Zadeptywanie zabytków i cudów natury przez dzikie hordy przyjezdnych czy zrównoważona liczba turystów? Turystyczne getta – złote klatki bogactwa odseparowane murem od lokalnej biedoty czy wmieszanie turystów w autentyczną tkankę destynacji turystycznej? O wiele łatwiej wymienić grzechy współczesnej turystyki niż podać jej pozytywne przykłady. Czy turystyka może nie szkodzić faunie i florze i pomagać lokalnej społeczności? Taki jest zamysł turystyki zrównoważonej, a Szwajcarię wymienia się jako jeden z jej najznamienitszych przykładów.

Widok z Chandolin na Sierre i Vercorin.

Kilka tygodni temu zostałam zaproszona do wzięcia udziału w panelu dyskusyjnym Gazety Wyborczej i Wysokich Obcasów na temat odpowiedzialnej turystyki na przykładzie Szwajcarii. Razem ze mną w rozmowie wzięła udział Adriana Czupryn, szefowa polskiego oddziału Szwajcarskiej Organizacji Turystycznej i dr Paweł Cywiński, specjalista od turystyki zrównoważonej. Jak to jednak na live’ach bywa, czas był naszym wrogiem i udało nam się tylko powiedzieć o szwajcarskim systemie komunikacji publicznej. Jak chcesz obejrzeć film, kliknij w poniższy obrazek.

Ale było krótko – podsumowała to Adriana potem na Messengerze – a ja miałam tyle do powiedzenia! Czy wiesz na przykład, że według umowy sprzed 125 lat Szwajcarzy muszą utrzymywać 30% terenów zalesionych? A jeszcze chcą zwiększać areał lasów!

Ja za to chciałam opowiadać o autentyczności Szwajcarii. W końcu niewiele jest takich miejsc, gdzie czujesz się częścią kartki pocztowej i to nie są zamknięte turystyczne skanseny ani spektakl dla turystów. Tak Szwajcarzy żyją, pędzą te swoje przystrojone krowy na hale nawet, gdy podziwiają tylko miejscowi, co pokazała pandemia…

Desalpe, zejście krów z hal. Zdjęcie: Grzegorz Kieć

Dlatego nie chcąc marnować zebranej wiedzy, postanowiłyśmy napisać wspólnie artykuł.

Ja: – Szwajcaria chwali się zrównoważoną turystyką…

Adriana: – Wiesz, to nie jest tak, że nagle Szwajcaria zaczęła stosować nowe zasady i z dnia na dzień turystyka w tym kraju stała się zrównoważona. Woda pitna z kranu, jak i z licznych fontann i wodopojów już była wcześniej, świetnie zorganizowany transport publiczny był już wcześniej. Teraz natomiast Szwajcaria wprowadziła etykietę Swisstainable od angielskiego słowa Sustainable (pl. zrównoważony), żeby zebrać i promować te naturalne trendy, które już miały miejsce. Żeby z ukrytego championa stać się światowym liderem w tej dziedzinie. Dzięki temu każdy, kto chciałby podróżować, ale zależy mu na tym, żeby nie wyrządzać krzywdy otoczeniu, będzie wiedzieć, że Szwajcaria sprzyja temu celowi.

– Myślę, że oprócz wody i komunikacji zbiorowej najważniejsza rzecz, która sprawia, że turystykę w Szwajcarii można nazwać zrównoważoną jest jej charakter. Szwajcaria nie ma morza, to nie jest destynacja ani dla plażowiczów ani dla imprezowiczów. W końcu góry są naturalnym środowiskiem dla turystów aktywnych i takich, którzy szukają autentyczności, która jest jedną z cech turystyki zrównoważonej. A rozwinięta w Szwajcarii turystyka piesza i rowerowa to przecież najbardziej ekologiczna forma podróżowania.

Z drugiej strony, mamy tu jednak turystykę masową, nawet jeśli tylko w pewnych miejscach, które przed pandemią były wręcz oblężone przez turystów z Azji. Można się spodziewać, że po zdjęciu ograniczeń turystyka masowa wróci do Szwajcarii.

Tak, jest takich kilka turystycznych hot-spotów, które ukochały sobie wycieczki z Indii lub Chin. To oczywiście Jungfraujoch z najwyższą stacją kolejową na świecie, Interlaken w Berneńskim Oberlandzie, Zermatt z widokiem na Matterhorn czy średniowieczna Lucerna. Na szczęście, Szwajcaria, mimo że mała, jest turystycznie wielka i z łatwością można ich uniknąć. Teraz, gdy turystów z innych kontynentów jest jak na lekarstwo, jest idealny moment, żeby w spokoju się tam wybrać.

Gdy jedziesz do popularnych kurortów, możesz spotkać tłumy turystów, choć w czasie pandemii niekoniecznie… Gdy jedziesz do miejsc nieturystycznych, będziesz sam z górami i niebem! Moje miejsce na ziemi to Val d’Anniviers.

Ale czy Szwajcaria nie jest za daleko Polski, żeby podróż do tego kraju nazwać przyjazną dla środowiska?

Podróż samolotem na długie wakacje do jednego miejsca nie jest przestępstwem ekologicznym. O wiele gorsze są weekendowe hopki, które jakiś czas temu jeszcze były bardzo popularne. Na szczęście w Szwajcarii niemal wszędzie można dotrzeć transportem publicznym: koleją, autobusem pocztowym, statkiem, kolejką górską…. Lotniska są w pełni skomunikowane transportem publicznym z resztą kraju i np. w Zurychu czy Genewie niemal prosto z samolotu przesiadamy się na pociąg w głąb kraju.

W Bazylei jest trochę inaczej…

Tak, Bazylea jest faktycznie wyjątkiem jako lotnisko nie w pełni szwajcarskie – do lotniska dojeżdża się autobusem. Ale do tego chciałabym dodać, że transport kolei SBB w Szwajcarii wykorzystuje aż 90% energii odnawialnej, a do 2025 roku ma to być 100%. Owszem, jeżdżą czasem kolejki parowe, ale to jest raczej atrakcja dla miłośników vintage niż prawdziwy sposób podróżowania.

Pociągiem do Murren w Berneńskim Oberlandzie. I pięknie i praktycznie!

Dodałabym jeszcze, że podróżowanie pociągiem w Szwajcarii to nie jest takie wielkie halo. Gdy widzę siedem przesiadek na mojej trasie, nie łapię się za głowę, tylko zacieram dłonie. Przygoda! Jest takie powiedzenie, że gdy w Szwajcarii ma się pięć minut na przesiadkę, to jeszcze zostają trzy minuty na kawę, ale z moich doświadczeń wynika, że to nieco podkoloryzowane. Pociągi w Szwajcarii też czasami się spóźniają, szczególnie w godzinach szczytu. Ale raczej nie aż tak jak w Polsce… I już kilkuminutowe spóźnienie jest ogłaszane. Wygodne są nie tylko połączenie, ale także sposób biletowania. Bo bilet kupuje się od – do i nieważne, czy po drodze jedziesz kolejką górską, statkiem, czy autobusem – jedziesz na jednym bilecie. Można też nadać bagaż, jeśli się nie chce tarabanić się z kilkoma tobołkami w czasie przesiadek.

My proponujemy turystom kupno Swiss Travel Pass, który się opłaca, gdy się dużo i często podróżuje po Szwajcarii. Z nim można podróżować wszystkimi pociągami, autobusami, statkami i komunikacją miejską. Ze Swiss Travel Pass ma się 50% zniżki na prawie wszystkie kolejki górskie, a niektóre są wliczone (Rigi, Stanserhorn), jest też wstęp wolny do około 500 muzeów, a dzieci do 16 lat już z jednym rodzicem podróżują bezpłatnie. Bilety ważne na wybrane lub kolejne dni.

Dobrze, więc podróżowanie z jednego miejsca w drugie w Szwajcarii może być nie tylko wygodne, ale i „zielone”. A co z życiem – co z jedzeniem? Jedną z cech turystyki zrównoważonej jest jej autentyczność. Czy w Szwajcarii stać nas na autentyczność? W niemieckiej prasie pojawił się artykuł poradnikowy, jak podróżować tanio po Szwajcarii. Jego autorka proponowała kupować w dyskontach lub przywieźć jedzenie z Niemiec. Notabene, Szwajcarzy to wyśmiali…

Bez przesady, da się w Szwajcarii zjeść za 20 franków – a to nie koniec świata. Szwajcaria zimą została wprost najechana przez polskich turystów – zerknijcie na oficjalne dane Switzerland Tourism. Polscy goście spali i jedli w hotelach, jeździli na nartach, cieszyli się śniegiem. To już nie te czasy, gdy było nas stać tylko na urlop w kraju. Przestajemy już bać się Szwajcarii.

Z drugiej strony, Szwajcaria jest faktycznie droga i droga pozostanie. I nie ma się co obruszać, bo za tymi pieniędzmi, które płacimy, idzie jakość.

Szwajcaria to nie skansen, a Szwajcarzy nie grają spektaklu dla turystów…

Jedną z cech turystyki zrównoważonej jest to, że to miejscowi czerpią z niej korzyści. Czy szwajcarska turystyka jest w szwajcarskich rękach?

Nie, przynajmniej nie w całości. Na przykład ośrodek Andermatt ma powiązania z kapitałem egipskim. My też maczamy w tym palce – myślę tutaj o Grażynie Kulczyk, która założyła słynną już na świecie galerię sztuki współczesnej w średniowiecznym klasztorze w Susch – maciupkiej wiosce w Gryzonii. Trzeba tu jednak dodać, że miejscowi Szwajcarzy zawsze mają wpływ na to, co się dzieje w ich okolicy. Dzięki demokracji bezpośredniej i częstym referendom nie da się im narzucić czegoś, czego nie chcą.

Ja bym jeszcze dodała, że to, czy nasza podróż będzie zrównoważona czy nie, zależy przede wszystkim od nas. W miejscu najmniej zrównoważonym pod kątem turystycznym możemy starać się być jak najbardziej neutralni dla środowiska i wspierać miejscowych twórców i przedsiębiorców, a w miejscu zielonym, takim jak Szwajcaria, możemy hołdować najbardziej „drapieżnym” formom podróżowania.

A czy Szwajcaria sama w sobie jest eko? To temat na esej, a nie akapit. Z jednej strony, Szwajcarzy są mistrzami w recyclingu i podejmują bardzo wiele działań proekologicznych – zauważcie choćby, jak często w referendach pojawiają się tematy ochrony środowiska naturalnego. Z drugiej strony, Szwajcarzy są mistrzami… konsumpcji. Czasem mam wrażenie, że to rzetelne segregowanie śmieci ma na celu uspokojenie ich wyrzutów sumienia.

Na pewno mają o wiele bardziej rozwiniętą świadomość tematów ekologii. Choćby nie palą w piecu byle czym, ani nie wyrzucają śmieci do lasu, mimo że dużo płacą za oficjalne worki. Ale to już temat na zupełnie inną historię.

Dziękuję za rozmowę, Adriana!

Dziękuję!

Tymczasem na wyborczej.pl jest do wygrania podróż w stylu #swisstainable, czyli tamtaradam… pociągiem po Szwajcarii! Konkurs do 10 czerwca, więc jest jeszcze czas, żeby wziąć udział. Trzymam za Was kciuki!

A jak to jest u Was? Czy poszanowanie dla środowiska i otoczenia jest dla Was ważne przy planowaniu podróży czy uznajecie to za fanaberię?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.