Opowieści prawie żeglarskie głównie o Rydze przy kubku Aquavity

Żagle się rwą, wieje 10, woda chlupoce w gumiakach. Halsujemy w styczniowym sztormie na Morzu Norweskim… prawie. W sensie, w ogóle nie. Jedziemy statkiem – kolosem Hurtigruten dosłownie jak PKS’em po kieleckiem. A, sorry, w PKS’ie istnieje większa szansa złapania choroby morskiej niż na Hurtigruten. Tutaj nawet jak duje szósteczka i fale się łamią jak zapałeczki, to czuć tylko delikatne kołysanie jak w kolibce niemowlęcia. Oczywiście części pasażerom nie przeszkadza to rzygać jak kocur po nieświeżej rybie. Co nie jest złe, w końcu nic tak nie spaja związku jak wspólne wycieczki do Rygi, rozmowy z niedźwiedziem lub śpiewy do porcelanowej tuby.

Jeszcze pamiętam ten sztormowy Bałtyk, kiedy to mój eks pięć eksów temu starał się z siebie wyrzucić wszelkie zło w naszej dziobowej kabinie (a wtedy ostro się halsowaliśmy, czyli trochę się podskakiwało). Wyrzucał to zło do worka jakoś tak przewieszony przeze mnie (ujć). Nijak się spać nie dało tak burczał do tego worka. Na końcu ocierając usta powiedział żałośliwie: „Teraz to już na pewno mnie nie będziesz kochała”. „Co Ty, Misiu, ale daj mi spać, wachta za godzinę.”

Apropos ryby – nasz statek jest bardzo ładny i nowoczesny, ale oprócz wożenia turystów jego funkcja to cargo, dowożenie poczty i lokalsów od jednej malutkiej wioseczki do drugiej. Swoją drogą część wioseczek, jakby nie codzienne wizyty statku, umarłaby z głodu i samotności. Bo – wyobraźcie sobie – w Norwegii są takie małe wioseczki otoczone z jednej strony ostrymi górami, a z drugiej morzem. Jedyny sposób komunikacji ze światem zewnętrznym to droga morska oczywiście. Każdy ma łódeczkę, ale tą łódeczką nie da rady na przykład przewieźć nowej lodówki, albo kanapy do salonu. Także Hurtigruten tu Ci bratem. Czasami zawijamy takim kolosem do mieścinek w których domy można policzyć na palcach jednej ręki.

Wracając do cargo. Po zapachu, jaki panuje na statku, z łatwością można się zorientować, że głównym przewożonym towarem jest ryba. Dziwne jest to, że po trzech dniach spędzonych na statku już jej nie czuję. Niestety podejrzewam, że po prostu się przyzwyczaiłam i teraz sama jadę jak jakiś tuńczyk. Co Ci biedni Norwegowie muszą mówić, gdy widzą zgraję turystów wydobywających się z brzucha Hurtigruten: „O, nie! Dostawa śledzi przyjechała, zamykać okna!”

Przed rejsem byłam przekonana, że wszyscy pasażerowie oprócz nas to będą Niemcy, a średnia wieku będzie oscylowała gdzieś około 80-tki. Co prawda grupa niemieckojęzyczna jest oczywiście liczna i widzi się trochę balkoników i laseczek, ale bynajmniej. Najciekawszym zjawiskiem, jakie mi było dane podziwiać była dama w futrze (na zalanym wodą deku), dwie norweskie przyjaciółki, które zawsze siedzą w jednym miejscu i nie przestają robić na drutach i niemiecka para, która non stop gra w kości i strasznie hałasuje z radości lub smutku. Zjawiska zorzy polarnej nie udało się nam jeszcze dojrzeć, ale jeszcze nie tracę nadziei – na razie mamy zachmurzone niebo. Steve już zdążył oczywiście ściągnąć aplikację, która pokazuje bieżącą aktywność ciemnych plamek na Słońcu i nawet wysyła powiadomienie, jeśli prawdopodobieństwo dojrzenia zorzy w naszym rejonie będzie większe niż 70%.

Ale się pochwaliłam, że na Hurtigruten nie buja! Bo teraz zaczęło! Zebrałam z korytarza jakąś angielską damę, która się uczepiła ściany jak leniwiec i bała się ruszyć. Po korytarzach teraz chodzi tylko załoga z mopami. Ciekawe po co im te mopy. Steve się położył na drzemkę, a ja siedzę z niemiecką bandą oglądając konkurs czterech skoczni. Dostałam od nich szklankę Aquavity (taka nasza Okowita, jak sama nazwa wskazuje), gdy Murańka świetnie skoczył. Także dzięki Ci Kamil!

No to teraz próbuję się podłączyć do neta i wysłać ten wpis. Mam nadzieję, że wszyscy zajęci w swoich toaletach, i łącze będzie szybsze niż zwykle. Jeśli nie, to znaczy, że rzyganie rzyganiem, ale kontakt z fejsikiem musi być.

5 komentarzy o “Opowieści prawie żeglarskie głównie o Rydze przy kubku Aquavity

  • 30 grudnia, 2013 at 1:29 pm
    Permalink

    Widzę, że bujanie wyostrza poczucie humoru 🙂 Czekam na ciąg dalszy, a w między czasie życzę przychylnych wiatrów i oby polowanie na zorzę zakończyło się sukcesem:)

    Reply
  • 30 grudnia, 2013 at 3:54 pm
    Permalink

    Klemens, a nie Kamil , Jo

    Reply
    • 2 stycznia, 2014 at 4:19 pm
      Permalink

      Racja – poprawiam!

      Reply
  • 31 grudnia, 2013 at 12:26 pm
    Permalink

    Życzę zobaczenia zorzy :).

    Reply
    • 2 stycznia, 2014 at 4:20 pm
      Permalink

      Mission accomplished!

      Reply

Pozostaw odpowiedź ~Justyna - blog o Francji Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.