Siedem szokujących zdań na siedem lat emigracji

Tak w sumie to siedem i pół, ale pół zdania trudno byłoby wymyślić. Siedem i pół roku temu przyjechałam do Szwajcarii. Czy planowałam związać się z nią profesjonalnie? Czy planowałam zacząć pisać bloga, wydać o niej kilka książek? Ani trochę! Myślę, że jeśli ktoś by mi wtedy opowiedział, co mnie czeka w życiu, wybuchłabym histerycznym śmiechem, a potem… zaczęłabym to robić szybciej! Zmieniło się coś jeszcze. Całkowicie zmieniła się moja perspektywa.

Autor: Chris Holgerson, Źródło: Unsplash

Tak to już jest, że nasz ogląd na rzeczywistość zależy od naszej pozycji. Gdy mieszkamy w małym, zielonym pokoiku, który znamy go od podszewki, możemy go opisać najdokładniej. Wiemy, że kanapa, na której śpimy jest wygodna, choć trochę nas bolą plecy. Ale to nasza kanapa, wygnieciona przytulnie w kształt naszej sylwetki. Soczysta zieleń na ścianach nas czasem denerwuje, ale w sumie nam się podoba. Właściciel mieszkania nas trochę ciśnie z czynszem i sąsiedzi tupią, ale przywykliśmy. Śpimy jak zabici nawet gdy latają nam nad głowami garnki, a na stole leży kolejna, wyższa faktura za czynsz. To w końcu nasza ostoja, bezpieczna przystań, no i reszta lokatorów ma przecież tak samo! Za jakiś czas jesteśmy zmuszeni opuścić nasz zielony pokoik. Wzywa nas przygoda, rodzina, praca. Przenosimy się do innej części miasta, do innego pokoiku. Jest biały i ascetyczny. Nie lubimy białego. Zamiast naszej ukochanej kanapy stoi jakieś zimne łóżko. Właściciel od początku żąda od nas więcej, ale potem nie podnosi nam czynszu przez wiele długich lat. Kochamy i wspominamy nasz zielony pokoik, przypomina nam o domu, dzieciństwie i daje poczucie bezpieczeństwa, ale… po kilku latach wiemy już, że lepiej się śpi na łóżku niż na kanapie, oczy mniej bolą, gdy otaczamy się chłodnymi kolorami i dobrze się wypoczywa w ciszy. Patrzymy jednak z tęsknotą przez okna do wnętrza naszego zielonego pokoiku na następnych lokatorów. Chcielibyśmy im powiedzieć, że jak go przemalują będzie się tam lepiej mieszkać, że kanapę można wymienić na łóżko, a z tym właścicielem to niesprawiedliwe i bezprawne i że razem z innymi lokatorami powinni się dogadać i mu przeciwstawić. W końcu w kupie siła! Nowi lokatorzy jednak, gdy próbujemy im coś poradzić, mówią: „Wy tam już nie mieszkacie! Nie wiecie, jak tam się mieszka! Odczepcie się od nas i dajcie nam decydować!”

Kto ma rację? Tak naprawdę każdy. W końcu faktycznie nie mieszkamy już w zielonym pokoiku, a jego obecni lokatorzy są dorośli i nikt ich nie zmusza, żeby tam mieszkali. My jednak mamy o wiele szerszą perspektywę. Znamy kanapy i znamy łóżka, przetestowaliśmy wiele kolorów ścian i dobrze wiemy, jakie powinny nam przysługiwać prawa jako lokatorom. Chcielibyśmy kiedyś wrócić do zielonego pokoiku, ale czy będzie do czego wracać przy rzucających patelniami sąsiadach i krwiopijcy-kamieniczniku?

Autor: Claudio Schwarz, Źródło: Unsplash

Emigracja daje wspaniałą perspektywę. Wystarczy wyjechać, żeby przestać mieć poczucie, że nasz kraj jest centrum galaktyki. Pewne rzeczy niemożliwe okazuje się, że się da zrobić, pewne stereotypy sypią się jak domki z kart, pewne kwestie, które u nas są przedmiotem namiętnych dyskusji, gdzieś indziej są tak naturalne jak woda, powietrze i prawa człowieka. A pewne stwierdzenia, zdania, sposoby myślenia zaczynają szokować… Dziś wybrałam 7 zdań, które mimo że słyszę naprawdę często, za każdym razem mnie wyrywają z butów. Za każdym razem, gdy je widzę na mediach społecznościowych, w komentarzach lub w prasie, chcę tłumaczyć, że to wcale nie jest tak, myśląc, że po prostu druga strona tego nie wie… Tymczasem mam wrażenie, że ta druga strona wcale nie chce się dowiedzieć. Jesteśmy tak zamknięci na argumenty, że przestaliśmy się wzajemnie słuchać. Dlatego korzystając z mojego własnego medium, wymienię Wam 7 bardzo często powtarzanych zdań, które za każdym razem mnie szokują.

  1.  „Nie boisz się, że Cię zgwałcą / zabiją / wybuchnie bomba?…”

Tak, nie śpię po nocach.

Cóż te nasze polskie media robią, że wielu Polaków ma taki obraz zachodu?

– My to tylko teraz w Polsce jeździmy na wakacje – pisze mi kumpela z dzieciństwa – bo teraz to wszędzie indziej niebezpiecznie. Może wybierzemy się w podróż Koleją Transsyberyjską, tam powinno być ok…

Autor: Belzhad Zaharian, Źródło: Unsplash

W Szwajcarii czuję się tak samo bezpiecznie, a może nawet bezpieczniej niż w Polsce. Może chodzi o to, że ludzie są wobec siebie bardziej życzliwi, że jest mniej agresji i na ulicach i w Internecie? Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że tu też są przestępcy i że młodzi chłopcy z przedmieść są podatni na radykalizację. Ale to zjawisko występuje wszędzie. Młodzi chłopcy z polskich przedmieść też są podatni na radykalizację, tylko inną. Nie ufam podpitemu, nabuzowanemu karkowi z warszawskich osiedli bardziej niż ciemnoskóremu brodaczowi z genewskich.

Bywałam w Paryżu, Berlinie, czyli tych niby najgorszych miejscach, którymi straszą polskie media. Włóczyłam się po nich sama i po nocach. Owszem, pilnuję swoich pleców i nie staram się nie łazić tam, gdzie nie trzeba, ale robię to wszędzie – w Warszawie i Krakowie też. Zdaję sobie sprawę, że sylwestrowe ataki na kobiety w niemieckich miastach i zamachy są jak najbardziej realne, ale tak szczerze mówiąc, bardziej się boję tego, że przejedzie mnie Polak na przejściu, bo mu się spieszy… Statystycznie jest to bardziej niebezpieczne.

2. „To wina pieszego!”

Taaaak. Dlaczego nigdzie indziej w cywilizowanym świecie nie jest to wina pieszego, a u nas jest? Czy my mamy jakąś specjalną rasę pieszych? Dlaczego u nas te 800 osób, które zginęło w ciągu roku na przejściach dla pieszych było sobie same winne, a gdzie indziej jest to wina kierowców?

Szokuje mnie często używana argumentacja przeciwko zaostrzeniu przepisów drogowych związanych z pierwszeństwem na przejściu dla pieszych. Bo wtargnęli, bo zombie w kapturach, przyssani do komórek i na dodatek wbiegający pod te biedne, bogu ducha winne samochody. Oj, jak mi Was szkoda…

Dlaczego polscy kierowcy, gdy wyjeżdżają do takiej Szwajcarii nagle zaczynają jeździć jak potulne baranki, i nawet im oko nie zadrży przed zatrzymaniem się przed przejściem dla pieszych, gdy tylko ktoś znajdzie się w jego pobliżu? Na pewno „nie da się”? Upewnię Was co do jednego: szwajcarscy piesi są tak samo nieogarnięci jak polscy. Też słuchają muzyki i gadają przez telefon. Co lepsza, tu w Szwajcarii dzieci same chodzą do szkoły i same przechodzą przez jezdnię. To kierowcy mają obowiązek zwolnić w pobliżu przejścia, żeby zdążyć się zatrzymać, jakby taki mały zamyślony z tornistrem większym od niego „wtargnął” na drogę. I co? Da się! W całej Szwajcarii ginie o wiele mniej pieszych.

Mimo to sami Szwajcarzy zwracają uwagę na bezpieczeństwo pieszych. Poniższa kampania społeczna była kręcona w mojej Lozannie:

Czy życie ludzkie warte jest tych kilku zaoszczędzonych minut w drodze do pracy?

3. „Szwajcarzy i depresja? W dupach im się poprzewracało! Pojechaliby do Polski, to by poznali, co to prawdziwa depresja!”

To mnie tak szokuje, że zwykle nie odpowiadam, tylko zastygam w pół słowa z otwartymi ustami. Zdaje się, że niektórzy nie mają pojęcia, o co chodzi w tej całej depresji. To płynie od wewnątrz, a zewnętrzne warunki mogą tylko sprawę pogorszyć, ale na pewno jej nie poprawią! Co lepsza, odwrotne stwierdzenie, że Szwajcarzy to naród wyjątkowo podatny na depresję również jest błędne. Statystyki pokazują, że to Polacy częściej popełniają lub próbują popełnić samobójstwo.

Można być słynnym milionerem z kochającą rodziną i nadal mieć depresję. Nie wierzycie?

Tak właśnie wygląda depresja…

4. Plujesz we własne gniazdo”

Skąd się w ogóle wzięło to stwierdzenie? Dlaczego w pewnym momencie zaczęliśmy sami siebie cenzurować, wybielać swoją historię i oskarżać tych, którzy śmią krytykować o „plucie we własne gniazdo”. Przecież to dyskusja jest przyczynkiem postępu, pozytywnych zmian i przede wszystkim wyznacznikiem demokracji. Jeśli jakakolwiek krytyka oficjalnej linii państwa to „plucie we własne gniazdo”, to oznacza, że ludzie sami sobie ochoczo i wyrywnie zakładają na nadgarstki kajdany i zaklejają usta. Naprawdę uważacie, że reżim bez opozycji to idealny system?

Na początku to wyrażenie było używane wobec osób, które drążyły naszą historię ośmielając się naświetlać wątki, w których Polska była czarnym bohaterem. Nie rozumiem, co jest w tym złego. Tylko dzieci myślą, że świat jest biały lub czarny. Gdy się dorasta, nieodmiennie zaczyna się dostrzegać odcienie szarości. Nie ma ani człowieka ani kraju na tym świecie, który byłby nieskalany ciemnymi stronami historii. Dlaczego trzeba je koniecznie zamiatać pod dywan?

Obecnie argumentu „plujesz we własne gniazdo” używa się jako kontry do wszystkich poglądów, które nie są zgodne z poglądami rządu. Ale używa się go także w sposób, który mnie osobiście zadziwia, czyli do walki z faktami. Przykład? Kilku młodzieńców tak właśnie skomentowało informację o wynikach wyborów do polskiego parlamentu w Szwajcarii. Jeśli informuję, że rząd przegrał, to znaczy, że pluję we własne gniazdo…  Hmmm…

5. „Ty uważaj, co mówisz, bo Szwajcaria to państwo policyjne”

Tak można powiedzieć tylko w dwóch przypadkach: 1) gdy się w Szwajcarii nie mieszka, 2) gdy się do nieznanej, szwajcarskiej rzeczywistości ma podejście zaczepno-obronne, jak taki napuszony, rozszczekany jamnik wobec merdającego ogonem goldena.

Z moich doświadczeń wynika, że Szwajcarzy są bardzo ludzcy. Jeśli w Szwajcarii popełnisz błąd, masz szansę powiedzieć „przepraszam” i wtedy może Ci się upiec. Czy kiedyś Wam się w Polsce zdarzyło otrzymać anulowanie mandatu ze względu na okoliczności? No właśnie. Większość pewnie nawet nie próbowało znając sztywne karki polskich biurokratów. W Szwajcarii jest to możliwe.

Autor: Wolfgang Hasselmann, Źródło: Unsplash

6. „Ale jak to – jesteś ze Szwajcarem? Chyba – jestem z Pakistańcem z drugiego pokolenia, ewentualnie ten Szwajcar jest jakiś wybrakowany, stary, brzydki itp.”

To koszmarne. Pomijam już nawet to, że takie pytanie jest ewidentnie rasistowskie, ale w tle słychać „nie jesteś tyle warta, żeby zainteresował się Tobą normalny facet”. Polacy skarżą się, że Polki traktują lepiej obcokrajowców niż ich samych. Nie zastanawialiście się, dlaczego?

Jednocześnie – to zadziwia mnie chyba jeszcze bardziej – mężczyźni, który na głos wyrażają ewidentnie antykobiece poglądy otoczeni są kochającymi żonami, mamusiami i koleżankami z pracy, które mówią, że „on tak ma”, czy „fakt – nie da się z nim dyskutować, ale chłop jest jak do rany przyłóż”. Tymczasem solidarność kobieca przy odcięciu mężczyzn, którzy uważają, że kobiety są gorsze, głupie i puszczalskie byłaby świetną odtrutką na takie poglądy. Dlaczego kobiety na to pozwalają?

I jak to możliwe, że zapóźnionym w kwestii praw kobiet Szwajcarom nawet do głowy by nie przyszło, żeby kwestionować inteligencję czy zdolności kobiet? Naprawdę to my, Polki, otrzymałyśmy prawo głosu w 1918 roku, a Szwajcarki z Appenzellu w 1991? Nie odwrotnie?

Autor: Gregor Meier, Źródło: Unsplash

7. „Mieszkam tu już od 10 lat i powiem Wam, że Szwajcarzy to…”

A teraz sytuacja przeciwna.

Mieszkam tu już te 7 lat z okładem i emigracja przemeblowała moją perspektywę. Dlatego szokuje mnie, gdy widzę kamratów-imigrantów, których wyjazd z kraju ani trochę nie zmienił – nadal traktują otoczenie jako wrogą substancję, która chce ich zabić i zniszczyć. Ich szef jest ograniczony i się rządzi. Sąsiedzi czepiają się wszystkiego. Koledzy z pracy są nudni. A Szwajcarzy ogółem są bogaci, bo się nakradli. Szef, sąsiedzi i koledzy z pracy też. Oni, biedni imigranci są tu tylko dlatego, bo nie wiem co… chyba ktoś ich zmusił, bo innej sytuacji sobie nie wyobrażam. Mieszkają tu i nienawidzą wszystko, co ich otacza, ale mieszkają, jakby im stopy przyrosły do szwajcarskiej ziemi.

Ja się pytam – dlaczego? Jeśli coś mi się nie podoba, to to zmieniam. Nikt by mnie nie zmusił do życia w kraju, który mi się nie podoba. Granice są otwarte, a Polacy mogą szukać pracy niemal wszędzie. Po co się męczyć?

W tym artykule zadałam chyba więcej pytań, niż napisałam zdań twierdzących. No ale tak jest. Większość pytań to nie pytania retoryczne. Mam nadzieję, że ktoś mi na nie udzieli odpowiedzi. Bo może moja perspektywa emigrancka sprawiła, że nie rozumiem. Jestem też człowiekiem i mylę się, zmieniam poglądy (taaaak! Tylko krowa nie zmienia poglądów!), a może po prostu zwyczajnie nie wiem.

Więc: DLACZEGO???

18 komentarzy o “Siedem szokujących zdań na siedem lat emigracji

  • 3 stycznia, 2020 at 11:26 am
    Permalink

    Nie zachowuj się jakbyś pracowała dla wyborczej. Czy to blog o Polsce czy Szwajcarii? Wentylujesz swoje oburzenie jak Hania Lis na słuchaczy Zenka Martynika. Bardzo brzydka narracja. Też mnie wiele rzeczy drażni jak wracam do PL, ale staram się ludzi rozumieć. Nie każdy w życiu miał tyle samo szans i talentów co Ty. Polecam linię otwierającą w Wielkim Gatsby’m, to fajne zdanie.

    Reply
    • 3 stycznia, 2020 at 12:32 pm
      Permalink

      Z tego co wiem to prywatny blog 🙂
      Nie musisz czytać, a nawet więcej możesz założyć swój własny i pisać co chcesz, stosować polemikę jaką chcesz i o czym chcesz.
      Jeśli starasz się rozumieć ludzi to zacznij od zrozumienia autorki i tego posta. Ja widzę w nim spokojne zaadresowanie pewnych stereotypów i smutnych prawd, nie widzę natomiast oburzenia….
      Czuwaj 🙂

      Reply
      • 6 stycznia, 2020 at 11:18 am
        Permalink

        Szczerze mówiąc to wystarczy wyjechać z małej miejscowości do dużego miasta i odwiedzić kilka krajów wyżej rozwiniętych niz Polska a już łapie się szersza perspektywę. Perspektywa ta jednak utrudnia późniejsze kontakty z osobami którzy znają tylko swoje „podwórko”. Malo tego oni znają lepiej życie bo widzieli je w telewizji. Smutna prawda…..

        Reply
        • 11 stycznia, 2020 at 4:46 pm
          Permalink

          Bądź, proszę, łaskaw dopuścić i taką myśl, że prawidłowość przez Ciebie opisana działa w obie strony i jeśli np. pojedziesz z dużego szwajcarskiego miasta do małej wioski zabitej deskami w tejże Szwajcarii, to zmiana perspektywy będzie porównywalna do sytuacji gdybyś wyjechał z Warszawy do przysłowionego Pcimia czy innego Pierdziszewa….

          Ludzie na świecie są pod tym względem podobni, to znaczy jest coś takiego jak obyczajowość, normy społeczne, kod kulturowy charakerystyczna dla dużych skupisk ludzkich (czytaj: dużych miast) i małych grup (czytaj: malutkiej szwajcarskiej wioski w Apenzeller i polskiego Pierdiszewa.

          Wszyscy wszak jesteśmy ludźmi i podlegamy tym samym prawidłom społecznym i psychologicznym.

          Reply
          • 12 stycznia, 2020 at 3:17 pm
            Permalink

            Ależ oczywiście. Każda zmiana daje nam dobry obraz tego, co było. Natomiast nie da się tego obrazu stworzyć, gdy w tym tkwimy.
            Wyjeżdżając z Wawki do Pierdziszewa dowiadujemy się na przykład, że Warszawa nie jest pępkiem świata i gdzie indziej też są ciekawi ludzie i toczy się życie. I dowiadujemy się też, że żyć nie znaczy biec. I że pieniądze to nie wszystko…

  • 3 stycznia, 2020 at 3:30 pm
    Permalink

    Mieszkając z Polsce mam wrażenie, że powszechne jest tylko stwierdzenie pierwsze. Z pozostałymi nie spotkałam się wcale albo bardzo rzadko. Może to kwestia Twojego wyczulenia na pewne kwestie, dlatego zwracasz uwagę na to, kiedy się akurat pojawiają i masz wrażenie, że wszyscy Polacy tak myślą. A może akurat masz sporego pecha do kontaktów z rodakami i rodzimymi mediami, którzy takie opinie wyrażają.

    Reply
    • 3 stycznia, 2020 at 6:13 pm
      Permalink

      Odnośnie „Nie boisz się, że Cię zgwałcą / zabiją / wybuchnie bomba?…” nie raz spotkałem się takim tokiem myślenia, że na zewnątrz „zielonego pokoiku” (poza rodzinnym stronami czy poza granicą Polski) mieszkają sami kosmici. Ale jest na to rada, jak autorka wskazała: „Wystarczy wyjechać, żeby przestać mieć poczucie, że nasz kraj jest centrum galaktyki.”. Podróże kształcą i to jak.

      Reply
  • 3 stycznia, 2020 at 5:28 pm
    Permalink

    2. „To wina pieszego!”

    To dla mnie nie jest szokujące odkąd przeczytałem szereg komentarzy w gazecie internetowej w tonie: „To wina kierowcy!”. A chodziło o taką winę, że kierowca zatrzymał się przed przejściem dla pieszych, pieszy przeszedł i zginął potrącony przez auto wyprzedzające na pasach. Te komentarze potępiające kierowcę który się zatrzymał – „bo w tedy by nie doszło do wypadku!” przypominam sobie nie raz.

    Reply
  • 4 stycznia, 2020 at 7:25 pm
    Permalink

    Nie spotkałam się z tym o czym piszesz. Pierwszy punkt wręcz mnie rozbawił, nie wyobrażam sobie, że można mówić takie bzdury poważnie. Ale pewnie można skoro tego doświadczyłaś. Mam za to nieprzyjemność co i raz stykać się z kierowcami za granicami kraju. Polacy jeżdżą nienajgorzej, nie powiedziałabym, że przodują w brawurze. Za to Szwajcarom za granicami swojego kraju puszczają wszelkie hamulce. Nie ma kar, można szaleć, jakby się ze smyczy zerwali.
    Pracuję wśród Szwajcarów od -dziestu lat i nie nadajemy na tych samych falach. Co więcej, na ich falach nie nadają też Niemcy, którzy po przeprowadzce do CH bardzo skarżą się na nacjonalizm. Nie są tak odlegli kulturowo, bo przecież żyli za miedzą, po drugiej stronie granicy, a mimo wszystko.

    Reply
  • 4 stycznia, 2020 at 10:19 pm
    Permalink

    Mieszkam w Polsce. Bywam czasami w Szwajcarii, u przyjaciół ze szwajcarskimi korzeniami (poznałam Ich w czasie realizacji projektu naukowego ADORE w ramach SOCRATESA). Przyznaję, że równie często od Polaków słyszę, że „Szwajcaria to państwo policyjne” jak i, że „to wina pieszego”. Co do pierwszej tezy. Myślę, że Polacy to „rogate dusze” i ich wybujały indywidualizm nie pozwala im pomyśleć o współpracy/konsensusie zamiast rywalizacji/wywyższania się. Lat temu już siedem, na stażu pomiędzy Birr a Zurichem doznałam wielce łagodnego potraktowania przez konduktora, gdy jechałam pociągiem bez Swiss Passa. Nie zapłaciłam mandatu i zostałam tylko poinstruowana, żeby na powrót z miejsca , dokąd nie zabrałam ze sobą biletu jednak dokupić bilet. Absolutne zaufanie dla roztargnionej, acz skruszonej cudzoziemki…. Druga kwestia – zawsze miałam dylemat w Szwajcarii, gdy zbliżałam się do przejścia dla pieszych i nie zdecydowałam którędy przejdę na drugą stronę ulicy, bo wszyscy się zatrzymywali i cierpliwie czekali na podjęcie przeze mnie decyzji. W Polsce nie próbuję takich refleksji, aczkolwiek w tej sprawie nastąpił postęp. Gdy w Łodzi idę na spacer z psem (ma migoczące światełko przy obroży) – prawie zawsze jestem przepuszczana na pasach od jakichś lat dwóch. Za to z sprzątaniem po pupilach w mojej okolicy jest zupełnie inczaej niż w Helwecji… Nikt nie sprząta, a ja czyniąc to jestem narażona na skutki tego niedbalstwa tym bardziej. Czy jednak to w tym państwie policyjnym rozdaje się stosowne woreczki, a w Polsce – jednak nie świadczy , że nadal tumiwisizm domunuje w ojczyźnie Witkacego… nie wiem, acz smutno mi bardzo, gdy dokonuję porównań i coraz trudniej akceptuje róznice kulturowe tutaj 🙁

    Reply
    • 12 stycznia, 2020 at 9:18 am
      Permalink

      Ciekawe doswiadczenie z szwajcarskimi kolejami, ja natomiast dostalam mandat za jazde bez biletu poniewaz zakupilam bilet elektroniczny w aplikacji sbb i smialam wsiasc do pociagu ktory odjezdzal 10 minut wczesniej i dostalam mandat bo jestem w pociagu bez biletu i ani starszej Pani ani jej Maanagera w sredni wieku nie interesowalo ze jest to przedostatni pociag z lotniska a moj bilet i tak jest wazny dluzej niz szwajacarskie linie obsluguja. Takze 7 lat to kupa czasu, Szwajacaria rowniez sie zmienia…. powoli ale jednak i te zmiany nie ida w dobrym kierunku, tak moge to powiedziec. Staz 9.5 lat w Szwajacrii, mieszkalam w 3 mniejszych miejscowoscia i w doch kantonach i nie w miescie Zurych. Wiec prawdziwa Szwajcarie znam od podszewki…. Za kilka miesiecy wracam do Polski. Osiagnelam tu bardzo duzo pomimo sporych przeciwnosci losu. W oczach wielu jestem czlowiekiem sukcesu a jednak rzucam te wszystkie dobra materialne i zewnetrzne wygody ktore mamia wielu oczy i wracam do tej naszej prawdziwej aczkolwiek czasem zadziornej Polski. To co denerwowalo mnie w Polsce zanim sie sie wyprowadzilam teraz nareszcie rozumiem. Czesc rzeczy na nowo pokochalam, czesc akceptuje a czesc chce zmienic! Wole nasza prawdziwa spontaniczna reakcje niz wyuczona szwajcarska uprzejmosc ktora blokuje rozwoj. Tak jestem wrazliwa osoba ktora nie tylko rozumie ale tez i duzo czuje, jestem swiadoma swojej innosci i wyznawanych wartosci i ja sie do tego kraju i mieszkajacych w nim ludzi nie dostosuje bo ich system i wartosci nie wspolgra z moim. Ja kocham naturalnosc i otwartosc jakakolwiek by ona nie byla bo mozna wtedy rozpoczac dialog. A to prowadzi do postepu. Szwajcarzy zyja zamknieci w swojej bance, uwazaja ze wszystko co Szwajcarskie jest najlepsze nawet jezeli pokazesz im ze jest inaczej. To w Szwajcarii uslyszalam pierwszy raz od kilku kobiet, sic! Dlaczego ty wybralas kierunek IT, przeciez mezczyzni sa w tym lepsi. I twoi rodzice na to pozwolil? Zaniemowilam…. Pozdrawiam jeszcze ze Szwajcarii 😉

      Reply
      • 12 stycznia, 2020 at 3:10 pm
        Permalink

        Bardzo ciekawi mnie, jaki będziesz miała obraz sytuacji, gdy już wrócisz! Jeśli nie zapomnisz, napisz tu wtedy!

        Reply
        • 18 stycznia, 2020 at 8:56 pm
          Permalink

          A tak w ogóle, Moi Drodzy, nie spierajmy się tak nerwowo ze soba. Życie jest kruche i krótkie.

          To już lepiej przywołać „na zgodę” uśmiech na Waszych twarzach tą „przepowiednią”:

          https://www.youtube.com/watch?v=6LN_S66mpl4

          Reply
  • 6 lutego, 2020 at 6:51 pm
    Permalink

    Hej, a ja za chwilę sprowadzam się do GVA. Tak się poskładało. Mąż dostał ofertę, z tych nie do odrzucenia. Jesteśmy już po pierwszym „house hunting” i niebawem zaczyna się nasz nowy rozdział życia w nowym kraju, nowym mieście. Byłam tam tylko kilka dni. Pierwsze wrażenia OK, ale wiem już, że będę tęsknić. I intensywnie układać życie po nowemu. Dużo pytań w głowie, dlatego będę tu zaglądać…

    Reply
    • 6 lutego, 2020 at 7:24 pm
      Permalink

      Zaglądaj! Pozdrowienia i na pewno będzie dobrze!

      Reply
  • 18 kwietnia, 2020 at 5:11 pm
    Permalink

    Ja pozwolę sobie odnieść się do tych dwòch zdań:

    Ja się pytam – dlaczego? Jeśli coś mi się nie podoba, to to zmieniam. Nikt by mnie nie zmusił do życia w kraju, który mi się nie podoba. Granice są otwarte, a Polacy mogą szukać pracy niemal wszędzie. Po co się męczyć?

    Myślę, że trzeba być młodym czlowiekiem bez zobowiazan, zeby cos takiego napisac. Jak mi sie nie podoba za granica i mam ochote stad uciekac, to .. mysle o sytuacji moich bliskich, dzieci, o ich korzysciach i ewentualnych stratach, na ktore bym je narazila, szukajac tego lepszego miejsca na ziemi. O pracy zawodowej partnera, o jego ograniczonych mozliwosciach w tym zakresie.

    Wiec.. jesli mnie sie nie podoba, to nie zmieniam miejsca zamieszkania i kraju. Raczej probuje zmienic swoje podejscie.

    Bo to jest kalkulacja zyskow i strat, i trzeba wziac pod uwage dobro calej rodziny, nie tylko moje.

    Pozdrawiam z emigracji 🙂

    Reply
  • 2 maja, 2020 at 2:43 pm
    Permalink

    Dziewczyno, otwórz umysł, wyjdź poza swoje kompleksy. Może kiedyś zrozumiesz, jak naiwna byłaś pisząc powyższy tekst. Może kiedyś wyjdziesz poza te stereotypy, na dziecinnej zasadzie: Polska jest zła – Reszta świata jest wspaniała.

    Reply
  • 11 sierpnia, 2020 at 9:10 pm
    Permalink

    Ja również nie byłam w stanie doczytać tekstu do końca. Jest słabo napisany. Poza tym zastanawiam się, w jakim środowisku przebywałaś w Polsce, że masz taki obraz kraju i zagranicy. Sama mieszkałam na zachodzie kupę lat, nie w Szwajcarii, ale niedaleko, i niestety nie jest to tak, że zachód jest bardziej cywilizowany. Współczuję, jeśli tego nie widzisz, bo tak lekkomyślne podejście może mieć poważne konsekwencje, kiedy już dorośniesz i przekonasz się, że nie jest do końca tak, jak ci się wydawało.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.