Gdzie się napić winka z przytupasem?

Listopad był miesiącem wina, jednak okazał się nieco za krótki, żeby uwzględnić wszystkie winne tematy. Dlatego wykorzystam kilka krwiście alkoholowych wątków jeszcze w grudniu.

Dzisiaj napiszę Wam o tym, gdzie i kiedy w Szwajcarii możecie popróbować lokalnego wina. Niestety nie będzie to wyczerpujący opis wszystkich świąt, winnych jarmarków, otwartych piwniczek i innych przytupasów, bo na taką antologię zabrakłoby mi miejsca na serwerze. Raczej tak będzie krótko i po żołniersku – miesiąc, miejsce, okazja… Czytaj dalej …

Gdybym miała winną piwniczkę… czyli o sposobach przechowywania wina

Kilka miesięcy po mojej przeprowadzce do Szwajcarii mój szwajcarski chłopak zażyczył sobie na urodziny dobrą domową kolację z jego ulubionymi potrawami: na przystawkę foie gras z figą, na danie główne filet wołowy w sosie smardzowym ze spätzli, a na deser mus czekoladowy. O, ups! Co to są smardze? Jak zrobić domowe spätzli? I czym ubić cholerne białko jajka, żeby zesztywniało przed tym jak do szczętu zesztywnieje mi ręka? A co więcej – jakie do tego wszystkiego dobrać wino?

Pytań było przede mną więcej niż odpowiedzi, ale wiecie: zaradne Polki nigdy nie pękają! Nawet jeśli trochę im drżą kolana przed pierwszą samotną wizytą u rzeźnika, a głos przed rozmową z sommelierem. Jako wino postanowiłam wybrać włoską królową win Amarone, ulubiony trunek solenizanta.

Czytaj dalej …

Szwajcarskie czerwone wina – mini przewodnik

Podczas gdy niektóre szwajcarskie białe wina są warte każdego grzechu, przyznam szczerze, że czerwone to akurat nie mój konik. Zbyt taninowe według mnie, ich czerwone garbniki zbyt intensywnie garbnikują moje podniebienie. Ale z drugiej strony kto powiedział, że jestem ekspertem?

Pinot Noir (czyt. Pino Nuar) – zaczynamy tak z grubej rury, ponieważ Pinot Noir to jedno na najbardziej ulubionych win Polaków jednocześnie jeden z najczęstszych szczepów winogron w Szwajcarii. Może mieć wiele innych nazw, za którymi stoi ta sama przepyszna odmiana: Blauburgunder, Blauer Spätburgunder, Clevner, Klävner, Cortaillod, Savagnin Noir, Servagnin. To lekkie, owocowe, złożone i dość wyrafinowane w smaku wino posiada niezwykłą cechę – zawsze oddaje charakter regionu, z którego pochodzą winorośla. Pinot Noir kocha się ze Szwajcarią – ta odmiana dobrze znosi zimno, suszę i duże wysokości. Świetnie się starzeje – można je przechowywać w piwniczce przez 5 do 8 lat. Bardzo dobrze smakuje z drobiem i ślimakami.

Czytaj dalej …

Szwajcarskie białe wina – mini przewodnik

Zaczynamy z tym koksem! Zapomnijcie o tym, że Wam tu wymienię wszystkie szczepy winne, które można znaleźć w Szwajcarii – ani tu czas, ani miejsce, żeby tworzyć encyklopedię gatunku. Postaram się jednak wymienić i scharakteryzować najważniejsze i najpopularniejsze odmiany wina w Szwajcarii podkreślając te, które są typowe dla tego kraju.

Frankofoni, nie przestraszcie się, przy każdej trudniejszej nazwie będę podawała wymowę – w dodatku dla normalnego człowieka, bez znaków fonetycznych. Zawstydźmy polskich kelnerów i nauczmy się poprawnie wymawiać tą chińszczyznę! No to odpalamy te białe wina:

Czytaj dalej …

Winny savoir-vivre, czyli jeśli wejdziesz między Szwajcarów…

Jak pić wino? Dzisiaj parę słów odnośnie winnego savoir-vivre’u. Cóż, wojny i komunizm skutecznie wybiły większość naszych elit, także właściwie od kogo mieliśmy się nauczyć, jak pić wino? Mniej więcej 95% moich czytelników razem z autorką to potomkowie praczek rzecznych, a nie jeden i nie dwóch zna doskonały przepis na pyszny, domowy bimberek, albo słodziutkie winko z porzeczek. Jednym słowem – nie ma się czego wstydzić – jesteśmy winnymi nuworyszami i możemy się wiele nauczyć od narodów z długimi tradycjami winiarskimi.

I jak to nuworysze, jesteśmy albo bardziej papiescy od papieża albo bardzo niepewnie poruszamy się w tym winnym temacie. Nie ma żadnej filozofii w towarzyskim sączeniu byczej krwi u kogoś na domówce. Gorzej, jak nam przyjdzie pójść do francuskiej restauracji… Kilka razy w Polsce zdarzyła nam się sytuacja, która wszystkich wybiła z butów. I co ciekawe, zwykle gafy leżały po stronie klientów, a nie kelnerów. (No może raz, w świetnej krakowskiej restauracji, gdzie zabrałam grupę Szwajcarów, kelner całkowicie pominął proces próbowania wina ku konsternacji Helwetów…) Czytaj dalej …

Miesiąc szwajcarskich win – najważniejsze winne liczby

Listopad miesiącem szwajcarskich win na Szwajcarskim Blabliblu! Cieszycie się? Niestety, szwajcarskie wina są całkowicie niedostępne w polskich sklepach, dlatego części z Was jak fachowa kusicielka po prostu narobię smaka i zostawię z niczym.

TastingSzwajcarzy eksportują tylko 1,8% produkcji wina, resztę bezlitośnie wypijają. Dlatego nie mamy w zasadzie możliwości zapoznania się ze szwajcarskimi winami przed wyjazdem do Szwajcarii (no, chyba że mamy miłego kolegę / koleżankę z Helwecji z pojemną walizką i dobrym gustem). Dlatego mały przewodnik po szwajcarskich winach może przydać się szczególnie polskim emigrantom w Szwajcarii, ich krewnym i znajomym, a także turystom.

Czytaj dalej …

Savoir vivre przy szwajcarskim stole

Wiem, że na pewno co najmniej kilka osób prychnie kawą na komputer. Tym razem nie ze śmiechu, a z oburzenia. „Przecież wiem, jak się zachować w restauracji”. Tak, ja też wiedziałam… do mojego przyjazdu do Szwajcarii. Jedzenie na mieście to nieodłączny składnik szwajcarskiego stylu życia i bardzo możliwe, że nawet jeśli będziecie w Szwajcarii ze względów finansowych unikali restauracji jak teściowej, to w końcu wylądujecie z kolegami z pracy, znajomymi, czy po prostu sami przy dźwięku ssania dochodzącym z żołądka w jakiejś przytulnej, wiejskiej oberży, czy innej restauracji. Musicie wiedzieć, że w Szwajcarii panują nieco inne zasady niż w Polsce w nawet najbardziej luksusowych przybytkach dogadzania tasiemcowi. Oto mały przewodnik poruszania się po wzburzonych wodach szwajcarskiej gastronomii. Nie znajdziecie tutaj wskazówek, czym jeść bezę, ale raczej krótkie wyjaśnienie, co się tu robi inaczej. Czytaj dalej …

O winie francuskim, winie chilijskim i winie Tuska

To dla mnie będzie wina Tuska, rocznik 2010, silwuple!

Bo inne rodzaje, miejsca pochodzenia, szczepy i roczniki to ja nie bardzo. Wino ma być smaczne i nie za dużo, bo się nim jak prawdziwa Polka z krwi i kości upijam już przy drugim kieliszku, a głowa boli następnego dnia tak, że słyszę, jak te przysłowiowe kury tupią.

Jestem jednak w takim miejscu i z taką osobą, że problematyka winna jest mi chcąc – nie chcąc bardzo bliska. Mój Szwajcar, jak sam mówi, nie jest żadnym specjalistą. Ale to oznacza, że dla niego jest oczywiste, że Bordeaux z 2005 roku to grand cru, a Cotes du Rhone z 2002 to nie halo.* Ja staram się skrzętnie omijać temat pijanych przeze mnie win w czasie studiów. A gdy nawet pomyślę o winie o smaku toffi, to się krztuszę, czerwienię i zaczynam pasjonującą dyskusję o komputerach. Nie mówię o Wiśniowym Dzbanie, którego wcale przecież nie sączyłam słomką z plastikowej torebki. Wtajemniczeni mówią też o Jagodowym Dzbanie, ale tu na szczęście nie muszę się czerwienić, bo nie próbowałam (tym razem serio!). Czytaj dalej …