Slow life na polskiej prowincji

25 lat temu

–          Aśka, ty mała cholero, wyłaź z tego groszku, bo ci się robaki w brzuchu zalęgną!

–          Ale babciu, ja dobrze gryzę, nie mają ze mną szans!

 

Właśnie dotarłam do gniazdka moich rodziców na polską prowincję klasy B, chociaż ja bym jej z prawdziwą dumą przyznała klasę C, a nawet i D. Jestem w Krasnymstawie. Kot się łasi, dżungla się dżungli. Wszystko jest takie woooolne. Moja mama siedzi rozłożona w fotelu z lornetką i obserwuje ptaki. To jej codzienny rytuał. Potem opowiada:

 

–          Wczoraj był u nas rudzik i trzymał w dzióbku ważkę!

Czytaj dalej …

Znów będą wakacje!

I po wakacjach!… Ale jak myślicie, że dzisiaj skupię się na polityce, geografii i historii Szwajcarii to się grubo mylicie. Wybaczcie najmocniej, ale jakimś sposobem zamiast majestatycznych Alp wciąż mi w głowie pola ryżowe, a Jezioro Genewskie w moich oczach wygląda całkiem jak niespokojny Ocean Indyjski. Ci, którzy chcą poczytać o referendum odnośnie płacy minimalnej i otwarcia rynku pracy Szwajcarii odsyłam do bardziej ogarniętych blogerów. Szwajcarskie blabliblu jest dzisiaj Indonezyjskim glugluglu, i tyle. Następnym razem postaram się trochę obudzić w helweckim świecie realnym, co pewnie będzie trochę bolało.

Wiecie, okazało się, żeby chyba niezbyt uważnie czytałam „Eat, pray, love”, bo tak naprawdę się zupełnie tego nie spodziewałam po Bali. Myślałam, że to kolejny egzotyczny i tani kierunek wakacyjny z przepięknymi plażami i oryginalną kulturą, a napotkałam jeszcze niezepsutą prawdziwą azjatycką wyspę bogów. Jeszcze niezepsutą, bo wielkie, ekskluzywne sieci hotelowe intensywnie pracują nad zabezpieczeniem swoich gości przed kolorowymi, przyjaznymi Balijczykami, z którymi najbliższy kontakt mają przez szybę klimatyzowanego autokaru wożeni od jednej świątyni do drugiej. Na szczęście bozia mi dała na tyle zwichrowaną psychikę, że na samą myśl o zorganizowanej wycieczce autokarowej chce mi się siusiać, pić i wymiotować, niekoniecznie w podanej kolejności. Czytaj dalej …

Wakacje!

Uwaga, uwaga! Autorka bloga jest na wakacjach! Dlatego uprasza o cierpliwość… Jeszcze 2 tygodnie!

Co prawda, plan był taki, że miałam pisać z persepektywy leżaka przy basenie, ale dzień jest tak intensywny, że przy basenie na leżaku śpię jak świstak. I tak lepiej niż Steve, bo ja nie chrapię, a on potrafi wystraszyć połowę biednych dzieciaków i filmiki z jego chroooooo-psiu zajmują teraz połowę przestrzeni na youtube.

a co takiego robimy? Snujemy się z kąta w kąt, tu i tam. Zakumplowaliśmy się z lokalsem, który wszystkich zna, wszędzie był i nas wprowadza do jakiś dziwnych miejsc. Na przykład dzisiaj idziemy do takiego jednego szamana porozmawiać o moich snach, bo od 3 nocy śnię o tym, że mnie goni kilkuręka hinduska bogini. Według Mudo – naszego zaprzyjaźnionego przewodnika – to może być bardzo źle, bo owa bogini jest bardzo ambiwalentna – raz dobra raz zła, a posiada trzy pary rąk z tego względu, że zawsze daje Ci trzy razy więcej tego, co Ty jej – złego lub dobrego. Dlatego dziś będę miała sesję z „witch-doctorem”. Żeby zareklamować go nam nieco bardziej, Mudo nam powiedział, że ten człowiek potrafi zabić na odległość, co wcale nie znaczy, że ma łuk, albo SIGa… Czytaj dalej …

Negocjacje po szwajcarsku

Za oknem wreszcie lato. Sezon ogórkowy. W gazetach artykuły z 2010 roku. Nieliczni politycy, którzy się jeszcze ostali w sejmie przeglądają oferty biur podróży, zamiast projektów ustaw. Kończą się seriale. Kończy się rok szkolny. Tylko facebook się nie kończy. Na facebooku to dopiero się dzieje. Tu znajomi na słoniu w Afryce, tam znajomi na słoniu w Tajlandii, a tu znowu znajomi na słoniu w… parku rozrywki w Mielnie. Ogólnie plaża. Jakaś kurcze Gwadelupa, przez oko mi jeszcze się przewinęła, Martynika, czy inne Piaseczno. A u nas? Cienko. Trochę było inwestycji tu i ówdzie, dlatego jedyne morze, które zobaczę w tym roku to najpewniej Morze Zemborzyckie (Ci, którzy byli w Lublinie znają nasze słynne na całym świecie plaże Copacabana i Słoneczny Wrotków. Ci, którzy mieli dwóję z geografii to już śpieszę tłumaczyć: Morze Zemborzyckie znajduje się niedaleko Oceanu Zagłębocze, a wpływa do niego Bystrzymazonka, rzeka, w której nawet węże boa duszą same siebie wiążąc w węzełek swoje szyje z powodu zanieczyszczenia).

Z żalu postanowiłam napisać o naszych wspomnieniach z ostatnich wakacji w Meksyku, a szczególnie o zdolnościach negocjacyjnych Szwajcarów na postawie jednej sztuki Szwajcara, ale za to jakiej sztuki! Mojej! Czytaj dalej …