Koszty życia w Szwajcarii, czyli dlaczego nie jesteśmy milionerami

13 listopada 2017 roku na portalu swissinfo.ch pojawił się bardzo ciekawy artykuł na temat kosztów życia w Szwajcarii. Dziennikarze szwajcarskiego anglojęzycznego portalu korzystając z rezultatów ankiety dotyczącej budżetu szwajcarskich gospodarstw domowych z Federalnego Urzędu Statystycznego policzyli, w jaki sposób Szwajcarzy rozdysponowują swoje pensje.

Pisałam już na ten temat na facebooku Blabliblu, ale temat jest tak interesujący i znamienny, a posty na facebooku ulotne, że artykuł prosi się sam o utrwalenie na blogu.

No bo w końcu gdzie się podziewają te miliony, które zarabiamy w Szwajcarii? (Czy nie tak się myśli o polskich imigrantach w Szwajcarii?). Dlaczego nie jeździmy wszyscy Porszakami i nie podpalamy cygar dolarami? Dlaczego tak jak wszyscy trzy razy przeliczamy każdy grosz przed wydaniem?

Poniższy artykuł dedykuję wszystkim, którzy wybierają się do pracy w Szwajcarii na kontrakt z wynagrodzeniem w wysokości 5 tysięcy franków i zapytują mnie grzecznie, czy w ciągu sześciu miesięcy uda się im odłożyć na wesele… Sami oceńcie.

 

Autorzy nazwali swojego statystycznego Szwajcara Mario. Mario zarabia 6 250 CHF/ miesiąc – to patrząc statystycznie średnia szwajcarska pensja. Czy to dużo? Z naszej polskiej perspektywy wydaje się, że to kokosy! (licząc, że 1 frank to 4 zł, Mario zarabia 25 000 zł – w naszej Polsce tyle zarabiają tylko i wyłącznie specjaliści i menedżerowie wyższego szczebla).

Czytaj dalej …

Koszty życia w Szwajcarii cz. 2 – wydatki miesięczne i roczne

Druga część kosztów życia w Szwajcarii zacznie się od omówienia części pierwszej. Jeśli śledzicie to, co dzieje się na fanpejdżu Facebooka i w komentarzach, to zapewne zauważyliście, jakie kontrowersje wzbudziły kwoty wydatków na zakupy podawane przez moich tajnych informatorów. „Nie da się nie umrzeć z głodu za X na tydzień” – to jeden z najpopularniejszych komentarzy. Zauważcie jednak, że błąd jest po mojej stronie, a nie moich rozmówców. Otóż nie określiłam, czy wydatki zakupowo – chemiczne mają uwzględniać jedzenie poza domem czy nie. Niektórzy jedzą w domu całymi rodzinami śniadanie – obiad – kolacja, a inni tylko przekąszają kanapkę z dżemem i popijają kawą rano, a resztę jedzą w pracy / na mieście. Wiadomo, że jeśli policzyć zakupy sklepowe tych pierwszych, wyjdzie o wiele drożej niż tych drugich. Jeśli by jednak wziąć pod uwagę ile wydają w restauracjach ci drudzy, ci pierwsi staliby się mistrzami oszczędnego życia. Także błąd jest mój. Mea culpa. Postanowiłam jednak zostawić tabelę w tym kształcie, ponieważ uważam, że i tak może dać „nowym na mieście” pewne dane, nawet jeśli nie całkowicie wymierne…

Czytaj dalej …

TCS – najstarszy klub motoryzacyjny Szwajcarii

TCS (Swiss Touring Club) to raczej dosłownie Szwajcarski Klub Turystyczny, jednak najczęściej korzystają z niego osoby zmotoryzowane, a nie wytrawni piechurzy.

 

Prawdopodobnie każda osoba mieszkająca przynajmniej przez jakiś czas w Szwajcarzy kojarzy charakterystyczne żółte samochody patrolowe TCS na skraju drogi niosące pomoc nieszczęśnikom, którym cztery kółka odmówiły współpracy. Tak, tak, z tego słynie ten klub motoryzacyjny – ze znakomitej usługi assistance dzięki której, gdy wam się rozkraczy Wasz wehikuł, żółtek przyjedzie i jeśli sprawa będzie prosta, pomoże za darmo od ręki. Jeśli zaś będzie potrzebna dłuższa naprawa, zgarnie go do mechanika.

Czytaj dalej …

Jak to zrobić w Szwajcarii, część. 5 – czyli jak wybrać ubezpieczenie zdrowotne

Ubezpieczenie zdrowotne w Szwajcarii jest obowiązkowe bez względu na wszystko. Koniec, kropka. Po trzech miesiącach legalnego pobytu otrzymujemy miły acz dość stanowczy list nakazujący nam wybrać sobie ubezpieczyciela.

Przyznaję, że mi decyzja, którego ubezpieczyciela wybrać zajęła bardzo długo, aż po kilku miesiącach otrzymałam całkiem realną groźbę, że jeśli sama nie podejmę decyzji, decyzja zostanie podjęta za mnie, a ja po prostu dostanę tylko za to rachunek. Bo niestety ja jestem z tych, którzy nieprzyjemne listy zawalają stertą innych rzeczy „na zaraz” w nadziei, że to, o czym się nie myśli, samo z siebie zniknie jak w Harrym Potterze… Nie radzę robić tego, co ja – wybierzcie swoje ubezpieczenie z głową i szybko. Czytaj dalej …