Wesołe jest życie dziewczynki (oby!)

Minęły już dwa lata od startu szwajcarskiej franczyzy popularnego w Polsce czasopisma „Kosmos dla dziewczynek”. W październiku 2020 roku wyszedł w Szwajcarii pierwszy numer magazynu KALEIO w języku niemieckim i francuskim. Misją magazynu „Kaleio”, tak jak jego polskiej starszej siostry jest wzmocnienie poczucia własnej wartości dziewczynek, zbudowanie ich pewności siebie i otwarcie przed nimi nowych horyzontów – z dala od stereotypów dotyczących płci.

Źródło: Kaleio, AEKrol Photography

Twórczynie szwajcarskiej franczyzy, w ciągu tych dwóch lat otrzymały wiele podziękowań od rodziców za to, że pokazują ich dzieciom coś więcej niż wąsko określone role społeczne. Jak przyznają, dostają również krytykę. Zastanawiacie się, z jakiego powodu? Ja nie miałam wątpliwości – gdy dwa lata temu pisałam o „Kosmosie dla dziewczynek” i „Kaleio”, wiele osób komentowało, że prawdziwa równość byłaby, gdyby powstał magazyn neutralny płciowo dla wszystkich dzieci. „Po co gettoizować dziewczynki, skoro w dorosłym życiu mają rywalizować z mężczyznami?” – zapytała jedna z czytelniczek. – „Nie lepiej od małego je do tego przygotowywać?”

Czytaj dalej …

Szwajcaria leci w Kosmos!

Kultowe polskie pismo „Kosmos dla dziewczynek” wchodzi do Szwajcarii! Już niedługo Helwetki zostaną zarażone duchem dziewczyńskiej mocy rodem z Polski. W niedzielę wystartowała kampania crowdfundingowa na szwajcarskiej platformie Wemakeit – żeby wystrzał w szwajcarski kosmos był możliwy, wystarczy 400 – 450 sprzedanych prenumerat magazynu „Kosmos” w języku niemieckim lub francuskim (i zaledwie po kilku dniach zrzutki pierwszy cel już został osiągnięty!).

Trzymajmy mocno kciuki za szefową przedsięwzięcia – Martę Kosińską i jej szwajcarski zespół! Blabliblu oprócz kciuków dokłada swoją cegiełkę do tego wspaniałego projektu. Kupiłam jedną prenumeratę, ale nie mam córki, więc z chęcią zrobię prezent małej marzycielce w trampkach. Jeśli takowa pęta wam się po salonach, koniecznie weźcie udział w konkursie, którego zasady tłumaczę na końcu artykułu.

Czytaj dalej …

Appenzell Innerrhoden i Ausserrhoden – serce szwajcarskiej tradycji

Czy wiecie jak powstało Shire z zamieszkującymi je Hobbitami w głowie genialnego Tolkiena? Legenda głosi, że inspiracją krainy były zielone wzgórza i naburmuszeni, ale rubasznie gościnni niscy mieszkańcy Appenzellu…

Podróż po szwajcarskich kantonach zaczęliśmy w Vaud – pięknym, francuskojęzycznym, wielkim, progresywnym i proeuropejskim kantonie zachodniej Szwajcarii. Zastanawiałam się, jaki następny kanton powinnam wziąć na tapet. Chciałam, żeby to był kanton kontrastujący z niezbyt stereotypowo szwajcarskim Vaud. Mały, niemieckojęzyczny, konserwatywny… Appenzell! Nie można było znaleźć żywszego kontrastu – w końcu w Szwajcarii w kantonie Vaud kobiety uzyskały prawa wyborcze na poziomie kantonalnym jako pierwsze, a w kantonach Appenzell Innerrhoden i Ausserrhoden jako ostatnie (odpowiednio 1991 i 1989). Jak widzicie, postanowiłam tym razem zająć się dwoma kantonami na raz. Dlaczego? No cóż. Appenzelle dzielą tę samą historię, częściowo ekonomię i mentalność pomimo różnic religijnych, ale przede wszystkim bogatą tradycję i folklor. Opowiadać o jednym nie wspominając drugiego to jak iść na randkę tylko w jednym bucie. Nie, żeby chodzenie w jednym bucie przy innych okazjach było bardziej wytłumaczalne…

Zapraszam Was dzisiaj w wirtualną podróż do drugiego najmniejszego kantonu Szwajcarii Appenzell Innerrhoden i jego nieco większego, odrobinę mniej kontrowersyjnego brata Appenzell Ausserrhoden. Poniżej niezwykle ciekawa mapa kantonów. Ausserrhoden otula Innerrhoden, a to wszystko szczelnie zamyka kanton St. Gallen. Skąd się wzięła taka dziwna enklawa wewnątrz kantonu St. Gallen, w dodatku podzielona na dwie części?

Czytaj dalej …

Gotuj, a nie głosuj – prawa kobiet w Szwajcarii

Gdy myślicie o Szwajcarii, prawdopodobnie macie przed oczami przepiękny, zróżnicowany kulturowo, progresywny politycznie i bogaty kraj. I cóż, Wasze wyobrażenie jest mniej więcej prawidłowe! Należy jednak pamiętać, że nie ma róży bez kolców, a pod najpiękniejszym z dywanów jest mnóstwo kurzu. W Helwecji ta wstydliwa kwestia ukryta w cieniu nosi sukienkę i wysokie obcasy.

Jednym słowem: opowiem Wam dzisiaj o prawach kobiet w Szwajcarii. Najpierw dotknę bezlitosnej rzeczywistości pracujących kobiet w Szwajcarii, a potem spróbuję się dokopać do jej źródeł. W tym celu cofnę się w czasie do lat 70-tych, gdy Szwajcarki jako niemal ostatnie w Europie otrzymały prawa wyborcze na poziomie federalnym i prześledzę ewolucję ich praw przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Zakończę natomiast kilkoma przemyśleniami na temat różnic mentalności i podejścia Szwajcarek i Polek.

Zanim jednak zajmę się tematem praw kobiet na poważnie, chciałabym ustosunkować się do jednej kwestii. Mam wrażenie, że wszyscy, którzy dyskutują o pracy kobiet, szklanym suficie, gdy się nosi obcasy i młodych matkach, chcieliby albo te biedne kobiety zamknąć w domu (vide: Szwajcarzy) albo całkowicie odwrotnie – wysłać do pracy za wszelką cenę (vide: Polacy). Czyli obie strony tak naprawdę chcieliby tym kobietom odebrać możliwość wyboru! Co gorsza – w takim dwubiegunowym postrzeganiu rzeczywistości celują kobiety, które same są swoimi najgorszymi wrogami.

Czytaj dalej …