Wyniki konkursu Grand Tour of Switzerland

W konkursie wzięło udział 11 osób – 8 na blogu i 3 na facebooku. Jak zwykle bardzo ciężko było wyłonić zwycięzców, wobec czego zastanawiam się, czy nie powinnam robić takich „przedszkolnych” konkursów, gdzie wszyscy uczestnicy wygrywają. Niestety bycie dobrą ciocią pociąga za sobą konieczność zorganizowania nagród dla całej wesołej hałastry, a z tym już nieco gorzej.

Nie przeciągając. Pytanie konkursowe było proste: Wyobraźmy sobie, że tworzymy trasę objazdową po Polsce na wzór tej szwajcarskiej: Grand Tour of Poland. Jakie miejsca umieścilibyście na jej szlaku?

Wszystkie propozycje dla Grand Tour of Poland przeczytałam z prawdziwym zainteresowaniem. Przyznaję, że wynotowałam to i owo na mój prywatny użytek. Ze wstydem dodam, że nie miałam pojęcia na temat wielu miejsc, które mi wymieniliście, mimo że znam je bardzo dobrze, tak jak na przykład Kraków, czy Lubelszczyznę. Zwycięzców wybrałam całkowicie subiektywnie kierując się głównie niebanalnością propozycji i uzasadnieniem swojego wyboru.

Oto moje 2 typy, które otrzymają zestaw mapy Grand Tour of Switzerland i książki „Szwajcaria. Przewodnik samochodowy” Mirko Kaupata i Adriany Czupryn:

Czytaj dalej …

Koleją do nieba

Dzisiaj moją misją dnia będzie podrzucenie Wam inspiracji na zbliżające się wakacje w Szwajcarii. Tak konkretnie chciałabym Wam zaproponować podróż Kolejami Retyckimi (niem. Rhätische Bahn). Rhätische Bahn to nazwa przewoźnika kolejowego operującego na terenie kantonu Gryzonia (niem. Graubünden). Przynajmniej w teorii, ponieważ w praktyce przewoźnik proponuje nam spektakularne trasy turystyczne, które zdecydowanie wyjeżdżają poza Gryzonię.

Czytaj dalej …

5 ukrytych perełek Romandii

Macie przed sobą mapę zachodniej Szwajcarii – i, oczywiście, zakładając, że nie wiecie wiele o tej francuskojęzycznej części Helwecji, a wybieracie się na wycieczkę, wybierzecie na pewno Lozannę, Genewę i ewentualnie Montreux. Oczywiście, górzysta Lozanna ma swój klimat, Genewa swój wielkomiejski glamour, a Montreux widoki, ach widoki, ale mam wrażenie, że odwiedzając te trzy oczywiste miejsca, nie znajdziecie nic takiego cudownego, co Was osobiście dotknie. Pośród tłumu Japończyków z aparatami fotograficznymi nie da się zatopić w perspektywach, trudno znaleźć jakiś cudowny kącik na jakieś winko i kontemplacje.

Turyści zwykle jadą do tych miejsc, które są wielkie, znane i hmmm…. jakby tu powiedzieć… do których jeżdżą inni turyści. I tak to, jak zwykłam mawiać, jeśli chcę sobie znaleźć miejsce, w którym będę naprawdę „lonely”, muszę sprawdzić, czy przypadkiem nie jest wymienione w znanych przewodniku „Lonely Planet”. I tak, muszę powiedzieć, że Romandia zawdzięcza swój cudowny, wakacyjny klimat małym, urokliwym wioseczkom z białymi domami z zielonymi okiennicami porosłymi winoroślą, prostymi, kamiennymi fontannami i średniowiecznymi kościołami. Jak tam dotrzeć? Po prostu zejść z utartych szlaków, zjechać z autostrady i pogrążyć się w sennym klimacie romańskich wiosek. Czytaj dalej …

O cudownych błędach i językach środka

Już tydzień temu wróciłam do Szwajcarii z wiosennych wojaży, ale mentalnie jeszcze strugam kijaszka w gdzieś tam pośród soczystej zieleni pól ryżowych Indonezji. Dlatego jakoś nie mogę się przemóc, żeby wrócić do pisania o alpejskich dumnych szczytach, czy fascynujących aspektach demokracji bezpośredniej. Wylewają się jednak ze mnie słowa na papie… ekran, dlatego napiszę Wam dzisiaj o naszym obecnym lingua franca – angielskim. Nie o angielskim używanym przez rodowitych Anglików w Anglii, ani nawet o jego dialektach, tylko właśnie o tym cudownym aspekcie angielskiego.

Jeszcze za czasów studenckich na koszmarny egzamin z Teorii Językoznawstwa uczyłam się o językach „środka” stworzonych do komunikacji pomiędzy przedstawicielami różnych kultur. Na przykład taki Tok Pisin z Papui Nowej Gwinei (nazwa języka to nieco zniekształcona forma Talk Business). Przyjechali Anglicy ze szklanymi koralikami, żeby handlować z ludożercami, ale angielska trudna języka, trzeba było stworzyć prosty język do komunikacji będący mieszanką angielskiego i grupy języków używanych w Azji Południowo-Wschodniej. Tok Pisin ewoluował, ewoluował, żeby stać się jednym z języków urzędowych i dla bardzo wielu małych Gwinejczyków pierwszym językiem. Czytaj dalej …