O fantastycznych kobietach, nieudanych randkach i innych rzeczach które kształtują nasz sposób myślenia

Na wstępie opowiem Wam taka małą historyjkę z mojego życia, którą chciałabym Wam zobrazować dzisiejszy temat. Rzecz działa się jeszcze za czasów singielskich, kiedy radośnie i beztrosko spotykałam się z każdym, kto nosił spodnie. A i to w zasadzie niekoniecznie. Razu jednego wyszłam na randkę z Holendrem pracującym w jednej z krakowskich korporacji. Randka nie była długa i nie miała dalszego ciągu. Dziwnym trafem nie miałam ochoty kontynuować znajomości, z kimś kto spotyka Polkę i na tym spotkaniu opowiada, że wszystkie Polki to dziwki, Polacy to niewolnicy, bo godzą się na głodowe pensje, a Polska jest brzydka, brudna i niebezpieczna. Co lepsza, parę lat po tej feralnej randce dostałam od niego zaproszenie na facebooku, które z durnej ciekawości przyjęłam. Mój niedoszły kochanek miał już żonę Polkę i pół-polskie dziecko, a na swojej tablicy umieszczał popularne wówczas w Holandii rasistowskie filmiki o Polakach, którzy przyjeżdżają w 30 osób w jednym zdezelowanym busiku do pracy… Przeżyłam ponowny szok, trzy razy większy niż w czasie naszej pierwszej randki.

Uważam się za osobę otwartą, znam i się koleguję z wieloma obcokrajowcami. I nie powiem złego słowa o człowieku nie poznawszy go dobrze. Na pewno nie na podstawie stereotypów. Ale wybaczcie mi: za każdym razem, gdy jadę do Amsterdamu, a pech chciał, że bywam tam dość często, jeżę się wewnętrznie jak ryba najeżka. Gdy tylko mówię jakiemukolwiek Holendrowi, że jestem z Polski to obserwuję uważnie każdy nawet najmniejszy grymas twarzy w poszukiwaniu nawet cienia pogardy. I to nic, że od tego czasu poznałam dziesiątki fajnych, otwartych i wesołych Holendrów, którzy akceptowali i doceniali mnie bez żadnych uprzedzeń. Miliony pozytywnych doświadczeń nie zatarły w mojej pamięci tego pierwszego. Wpłynęło to na mnie tak bardzo, że nie jestem w stanie go z siebie wypędzić, mimo że jestem świadoma tego, że nie powinnam być tak negatywnie nastawiona do kogoś tylko dlatego, że się urodził w takim, a nie innym kraju…

Czytaj dalej …

Jak to zrobić w Szwajcarii cz. 2… jak znaleźć męża / żonę

Druga część super praktycznego cyklu „Jak to zrobić w Szwajcarii”. Wiecie sami… jak kupić bilet, jak znaleźć męża, takie tam codzienne czynności.

Znalezienie męża na emigracji nie wydaje mi się bardzo trudne, gdy ma się trochę oleju w głowie i nie szuka drugiej połówki na przykład na dyskotekach. Znalezienie żony to natomiast, przyznaję, prawdziwe wyzwanie. Jeśli się żony nie znalazło w Polsce, to w Szwajcarii wchodzi się w szranki z całym tym szwajcarsko-międzynarodowym tałatajstwem spragnionym platynowych blondynek o chabrowych oczach i słowiańskich, delikatnych rysach twarzy. No ale dość jojczenia, artykuł ma być zwięzły i informatywny. Czytaj dalej …

Brać czy nie brać? Kilka rad dla Pań, których właśnie oczarował obcokrajowiec

Spojrzał głęboko w oczy i skradł serce od pierwszego spojrzenia. Albo znałyśmy go od jesieni, ale kiełki uczucia zakwitły dopiero wiosną. I co teraz? Brać czy nie brać? Oto jest pytanie!

Znów temat inspirowany historią polsko-szwajcarskiego dość świeżego związku koleżanki Karoliny z ostatniego postu. Dość długo rozmawiałyśmy o różnicach pomiędzy związkami polsko-polskimi i mieszanymi i dzięki tym rozmowom zdołałam wyciągnąć wiele interesujących wniosków.

Po drugie, praktycznie od czasu powstania mojego bloga dostaję wiele wiadomości od dziewczyn, które właśnie poznały Szwajcara, zaiskrzyło i zastanawiają się, czy jest sens inwestować w tą relację lub od takich, które już od wielu lat są w mieszanym związku i chciały się ze mną podzielić swoją historią. Tak to jest z blogerami, którzy starają się utrzymywać kontakt ze swoimi czytelnikami – zbierają te historie jak kamyczki do kieszeni i wyciągają je jak króliki z kapelusza, gdy przyjdzie odpowiednia pora. Czytaj dalej …

Dlaczego Polki wolą Szwajcarów i czy tak jest naprawdę?

Kiedyś już pisałam o mieszanych polsko-szwajcarskich związkach (TU i TAM) i ten temat wywołał lawinę komentarzy. Nic w tym dziwnego, w końcu polscy mężczyźni mają prawo czuć się odrzuceni, gdy kobiety z ich plemienia odchodzą w siną dal z innym dzikusem nie obdarzając ich nawet spojrzeniem. Siostry plemienne nie są dłużne wypominając wyciągnięte gacie, brzuszysko i piwo przed telewizorem, a także przede wszystkim to, że po paru wspólnych latach dziwnym trafem stają się dla swoich samców przezroczyste.

Nie chcę powtarzać postawionych wcześniej tez na temat mieszanych, czy też polsko-polskich par, tylko chciałabym opowiedzieć Wam o moim spotkaniu z koleżanką, które zainspirowało mnie do napisania kilku tekstów o związkach mieszanych. Czytaj dalej …

Grubi, starzy i łysi Szwajcarzy, czyli jak wygląda prawdziwa miłość

Dzisiejszy artykuł nie ma prawa bytu bez odpowiedniego kontekstu. Dlatego drogi czytelniku, jeśli nie zapoznałeś się z artykułem o szwajcarskich mężczyznach, to najpierw przejdź TU.

Artykuł, jak sami widzicie raczej nie punktuje ani szwajcarskich chłopaków ani chłopaków polskich. Puenta, którą usiłowałam w nim przeforsować (jakby ktoś nie zauważył) jest taka, żeby podążać za własnym sercem, a nie paszportem, czy portfelem. Przynajmniej wydawało się, że moja teza jest dość jasno i wyraźnie wyłożona i praktycznie nie można po przeczytaniu tego artykułu mieć wątpliwości co do intencji autorki. A jednak.

Stwierdziłam, że wrzucę linka do mojego artykułu na fanpejdż fb Polacy w Szwajcarii, a co, w końcu temat ciekawy, niech sobie poczytają polscy imigranci. I się zaczęło. Niestety dyskusja się nie zaczęła na moim blogu, ani nawet na fanpejdżu mojego bloga, ale właśnie na stronie Polacy w Szwajcarii. Dlatego w ramach dodatkowego kontekstu muszę Wam co-nie-co przytoczyć. Czytaj dalej …

Rzecz o mieszanych związkach, czyli jakie są te szwajcarskie chłopaki?

Takie pytania otrzymywałam co jakiś czas w wiadomościach prywatnych. Co tu odpowiedzieć. Nuda, panie. Dialogi jakieś takie kiepskie. No, ale gdy to pytanie otrzymałam po raz trzeci, stwierdziłam, że czas o tym napisać, jakkolwiek dotykałoby to stereotypów, cech personalnych indywidualnych osób i trochę takiej czystej plotki.

No bo na przykład jacy są Polacy? Różni. Zależy od człowieka. Jeden cham, drugi całkiem do rzeczy. Różnice między Polakami a Szwajcarami wynikają głównie z wychowania. I są w stanie na początku zauroczyć, ale potem wychodzi „na prowadzenie” charakter tego jednego jedynego. Także bywają trwałe i szczęśliwe polsko-szwajcarskie związki, ale bywają i rozwody. Jak to w życiu, generalizować sobie można, a to co siedzi głęboko w człowieku, wyjdzie z czasem…i bynajmniej nie będzie to zależne od różnic kulturowych, ale od dopasowania. Tej konkretnej dziewczyny i tego konkretnego chłopaka. Czytaj dalej …