Ticino od kuchni

Blabliblu tematem Szwajcarii zajmuje się kompleksowo, a czasami nawet rozbiera go na kawałeczki jak w cyklu „Dzień Kantonów”.

Tym razem męczę kanton włoskojęzyczny Ticino. Opowiadałam już o życiu w tym pięknym kantonie, o turystyce, teraz przyszedł czas na typowe potrawy z kantonu Ticino.

Typowe grotto z Ticino, Źródło: ticino.ch

Gdzie to wszystko znaleźć?

Gdzie macie się udać, gdy jesteście w Ticino i całkiem słusznie nie dajecie się przekonać, że pizza i spaghetti to specjalność szwajcarska z południowej strony Alp? Zamiast restauracji bardzo polecam grotti (l. poj. grotto), czyli takie typowe oberże serwujące lokalne przysmaki w dość rustykalnym stylu i zwykle poza miastami. Typowe produkty z Ticino znajdziecie na targach, które odbywają się regularnie niemal w każdej większej miejscowości (na przykład w Locarno na Piazza Grande w każdy czwartek). Jeśli jesteście w Lugano, wpadnijcie do sklepu Gabbani, który już od 1937 roku kusi przechodniów pysznym rzędem salami zwisającymi jak bombki z choinki. Do tego świeże warzywa i owoce, przekąski, wędliny i domowe wypieki.

Czytaj dalej …

Ticino na wakacje!

Wracamy do Ticino do cyklu „Dzień Kantonów”! Opisałam już ten wyjątkowy włoskojęzyczny kanton szwajcarski od strony codzienności, pracy, korków, mentalności jego mieszkańców. Teraz czas zerknąć na Ticino od jego pięknej, wakacyjnej strony. Co zwiedzić w Ticino? No i właśnie, Panie i Panowie, tu pojawia się prawdziwy problem. Ticino zasługuje na swój własny przewodnik, a nie na artykuł!

Wodospady Santa Petronilla, Źródło: ticino.ch

Jak ująć wszystkie smaczki Ticino, gdzie są góry, owce, kamienne domy, wiatr i Wy z poczuciem, że jesteście jedynymi ludźmi na świecie skoro nawet standardy turystyczne tego cudnego kantonu potrafią wyrwać z butów i nawet zatłoczone miejsca nie są pułapkami turystycznymi? Jak zawieść Was do tajemniczych, nieodwiedzanych przez nikogo dolin, skoro nawet te wymieniane często w przewodnikach naprawdę są warte zobaczenia? Miałabym zignorować potężne zamki Bellinzony? Zapomnieć o zielonej wodzie rzeki Verzasca? Pominąć milczeniem palmy nad Jeziorem Maggiore? Nie da się!

Czytaj dalej …

O nienawiści naszej powszedniej, czyli dlaczego boję się powrotu do Polski…

Wczoraj na scenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy raniony nożem został prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Cała Polska zastygła w szoku. Mam wrażenie, że tylko ja potraktowałam to jako znak naszych czasów. Wcielenie w życie tego, o czym się mówi tak często, że aż przestało robić na kimkolwiek wrażenie.

Zabiję cię, bo nie masz racji

Owszem – powyższy tekst to groźba i większość zdrowych mentalnie osób zdaje sobie sprawę, że pozostawianie takich komentarzy może mieć prawne konsekwencje. Ale sami powiedzcie, jak często czytacie „zrób przysługę ludzkości i się zabij”, czy „takich to powinno się eksterminować”. Takie teksty pojawiają się właściwie pod każdym artykułem. Pojawiają się tak często, że aż spowszedniały. Zabić powinny się matki, które nakładają albo nie nakładają niemowlakom czapeczek w czasie upału, rowerzyści, którzy jeżdżą po chodnikach, piesi, którzy nie oglądają się przed przejściem, kierowcy przekraczający prędkość, dziennikarze, którzy zrobią literówkę, słowem – ci wszyscy, którzy realnie, albo w naszym mniemaniu popełnią błąd.

Czytaj dalej …

Szwajcarskie 500+ i inne świadczenia rodzinne

Szwajcaria nie jest państwem socjalnym. Ci, którzy chcą co miesiąc otrzymywać pieniądze od państwa „bo im się należy” mają w okolicy kraje, które są o wiele przyjaźniejsze ich sposobom na życie. Sami Szwajcarzy nie zgadzają się na rozdawnictwo publicznych (czyli swoich własnych!) pieniędzy. Gdy populiści proponowali wprowadzenie dochodu bezwarunkowego 2500 franków na miesiąc (czyli, czy się stoi czy się leży, co miesiąc na konto każdego obywatela wpływałoby 2500 franków – przeliczając tak z grubsza razy 4 to 10 000 zł), Szwajcarzy powiedzieli zdecydowane nie. Odmówić takiego prezentu? To potrafi zrobić wyłącznie dojrzały obywatel, który wie skąd się biorą pieniądze.

Źródło: Unsplash Autor: Robert Collins

Zasiłki rodzinne w Szwajcarii

Tak czy siak, w Szwajcarii funkcjonują zasiłki rodzinne dla pracujących rodziców, którzy zarabiają więcej niż 587 chf miesięcznie. Zasiłki wynoszą więcej niż 200 chf miesięcznie na jedno dziecko do ukończenia 16 roku życia. Dokładna stawka zależy od kantonu – np. najwięcej otrzymuje się w kantonie Zug – 300 chf. W niektórych kantonach stawka jest progresywna w zależności od ilości dzieci. Na przykład we francuskojęzycznym kantonie Vaud za pierwsze i drugie dziecko otrzymuje się miesięcznie po 250 chf, a za trzecie i kolejne – 370 chf. Po skończeniu 16 roku życia rodzice mogą ubiegać się o dodatek edukacyjny dla swoich dzieci do czasu kiedy nie skończą nauki (maksymalnie do 25 roku życia). Ten dodatek wynosi minimalnie 250 chf na miesiąc, a jego wysokość zależy od kantonu. Na przykład w kantonie Genewa może osiągnąć aż 500 chf na miesiąc w przypadku trzeciego dziecka.

Czytaj dalej …

Francuskie żółte kamizelki chcą szwajcarskiej demokracji bezpośredniej?

Od dwóch miesięcy Francja okupowana jest przez oddolny ruch społeczny, który nie ma nawet jednego spójnego programu: tzw. Żółte Kamizelki (fr. Gilets Jaunes). Wszystko zaczęło się od jednej rewolucyjnej nuty: protestu przeciwko planowanym podwyżkom podatków na ropę, a finalnie może mieć o wiele większy oddźwięk, którego echo usłyszy cały świat. Dlaczego piszę o Żółtych Kamizelkach na blogu poświęconym Szwajcarii? Otóż jednym z żądań rewolucyjnych Francuzów jest wprowadzenie systemu referendów na wzór Szwajcarii.

Źródło: independant.fr

Czytaj dalej …

Ticino – szwajcarska perła wakacyjna z problemami

Liście palm leniwie kołyszą się na ciepłym wietrze. Parzące słońce odbija się od krystalicznej toni jeziora, którą bezszelestnie przecinają białe jak śnieg jachty. W uroczej kafejce na promenadzie eleganccy starsi panowie sączą kawę z miniaturowych filiżanek. Zazielenione południowe zbocza Alp zachęcają do spacerów, podczas których można odkryć kamienne wioski, w których hula tylko wiatr. Przez kogo zostały opuszczone? Przez ludzi czy przez elfy?

Źródło: Unsplash, Autor: Reelika Raspel

Tak, tak, kanton Ticino jest całkiem zasłużenie nazywany szwajcarskim kantonem wakacyjnym. Kto nie chciałby mieszkać i pracować w krainie, gdzie wiecznie świeci słońce, jej mieszkańcy posługują się przepięknym i stosunkowo łatwym dla Polaków językiem włoskim, a zarabia się we frankach szwajcarskich? No właśnie, bardzo wielu… A to tylko szczyt góry lodowej problemów jednego z najpiękniejszych kantonów Szwajcarii. Dziś w cyklu DZIEŃ KANTONÓW opowiem Wam o wielu twarzach Ticino.

Czytaj dalej …

10 najlepszych szwajcarskich reklam świątecznych

Dzisiejszy artykuł będzie nietypowy – więcej w nim będzie oglądania niż czytania. A w dodatku oglądania czego? REKLAM! Przedstawione poniżej reklamy to jednak trochę inna kategoria niż „Indyk z wyskubanym kuprem tylko 9,99!”. Szwajcarskie reklamowe klipy świąteczne to w niektórych przypadkach prawdziwe majstersztyki – mini-filmy z akcją jak z Szybkich i Wściekłych, suspensem jak z Hitchcocka, piosenkami jak z Chicago i zaskakującymi puentami jak z Innych. No może trochę przesadziłam… Ale jeśli macie ochotę sobie popatrzeć na słodkie dzieci, kotki, piosenki, samotne misie i choineczki, klikajcie jak w dym!

Nie, to nie jest szwajcarska reklama… I jakby ktoś miał wątpliwości: nie radzę próbować tego w domu.

Wybrałam 10 najlepszych szwajcarskich świątecznych klipów reklamowych, z czego jeden nie jest szwajcarski, a jeszcze jeszcze jeden nie jest świąteczny… Tak, żeby nie było za słodko!

Czytaj dalej …

Mali Szwajcarzy z wolnego wybiegu

Ile razy przeprowadzałam tę rozmowę ze świeżymi polskimi imigrantami w Szwajcarii…

– Drogie Szwajcarskie Blabliblu! Właśnie otrzymałam list ze szkoły nakazujący mi zaprzestać odprowadzania mojego dziecka do szkoły. Co za absurd! Czy ktoś w ogóle może mi tego zakazać?

– Tak, droga czytelniczko. Może. Jeśli sytuacja będzie się powtarzała, zostaniesz wezwana na rozmowę do dyrektora szkoły. Jeśli się zbuntujesz, wyślą cię z dzieckiem do psychologa. Jakie są dalsze środki, tego sama tego nie wiem. Zakładam, że gdyby ktoś z tego powodu miał problem z uzyskaniem pozwolenia czy szwajcarskiego paszportu, to by się szybko przedostało do mediów, więc raczej tak daleko to nie sięga. Mówię o tych paszportach i pozwoleniach, bo tylko imigranci się buntują. Samodzielne chodzenie do szkoły jest częścią szwajcarskiej kultury…

– Szwajcarskiego czego?!!! Moje dziecko ma X lat. Nie trafi do domu. Po drodze są pedofile, wściekłe psy, nieodpowiedzialni kierowcy i czyhający na rogu dilerzy. W nosie mam taką kulturę! Jeśli trzeba, będę odprowadzała swoje dziecko ukradkiem i chowała się za drzewem pod szkołą…

Samodzielność po szwajcarsku

W dobie polskiej mody na rodzicielstwo helikopterowe, albo instagramowe stawianie dziecka na pierwszym planie, idea, żeby założyć dziecku klucz jak w latach 90-tych i wysłać je samemu do szkoły wydaje się faktycznie zwariowana. A jednak w Szwajcarii jest normą i symbolem szwajcarskiej metody wychowawczej. Metody, która zwykle stanowi prawdziwy szok kulturowy dla nowo przybyłych imigrantów.

Czytaj dalej …

Operacja Czerwony Nos – Nez Rouge

Okres świąteczny i noworoczny to wyjątkowy czas w roku. Długie wieczory rozświetlone ogniem z kominka, jarmarki świąteczne, przepięknie oświetlone miasta, tradycja okien adwentowych, wigilie w pracy, w szkole, wśród przyjaciół… Nie muszę chyba dodawać, że większość tych okazji podlewana jest pachnącym grzańcem z goździkami, gorącym ponczem lub grogiem. Łatwo dać się skusić, nawet jeśli się przyjechało samochodem. Nie muszę pewnie wspominać, że samochód i alkohol to niebezpieczna kombinacja.

Pragmatyczni Szwajcarzy już od 28 lat w tym najbardziej alkoholowo newralgicznym czasie prowadzą Operację Czerwony Nos (Operation Nez Rouge), czyli bezpłatne przejazdy i przewóz samochodu do domu balowicza. Operacja Czerwony Nos działa pod hasłem „A l’éternité préférez la sécurité”, czyli „Wybierzcie bezpieczeństwo zamiast wieczności”.

Czytaj dalej …

Polak potrafi, czyli o bardzo polskim jedzeniu w bardzo niepolskich okolicznościach (wyniki konkursu)

Zgodnie z obietnicą dziś dowiemy się, kto najbardziej mnie przekonał swoją historią o tym, jak Polacy potrafią sobie kreatywnie radzić z tęsknotą za polskimi produktami. 3 zwycięzców otrzyma kupon na 50 chf do Polish Shopu, gdzie sobie będą mogli nakupić śledzi i ogórków kiszonych i przynajmniej na moment zapomną o uporczywych ciągotach żurkowo – bigosowych. Już po otrzymaniu trzeciej historii byłam całkiem zdecydowana, kto będzie zwycięzcą, po czwartej wiedziałam, że będzie ciężko, po piątej drapałam się z zakłopotaniem po głowie, a potem po prostu oklapłam z żalu. Wszystkich nie dało się nagrodzić. Jakoś musiałam wybrać 3 osoby!

Źródło: Unsplash

Wybór był oczywiście bardzo subiektywny i nie zdziwiłabym się, gdybyście na moim miejscu zdecydowali inaczej. Przeczytajcie 3 historie, których autorzy dostaną voucher na 50 chf do Polish Shopu:

  1. Magdalena Zofia S. (historia z facebooka):

Zabawna historia jedzeniowa… Moja ulubiona bardziej nostalgiczna niż zabawna i nie związana z emigracja to nasz rodzinny wynalazek na kolacje. W okresie przemian ustrojowych było ciężko. Baardzo ciężko. Moja mama pięknie ukrywała fakt że kolacje dla całej rodziny musiała zrobić za 3 zł. Robiła nam te pyszne kanapki z koncentratem pomidorowym, cebulą pokrojona w kosteczkę i świeżo zmielonym pieprzem.
Do dziś z bratem jak przyjeżdżamy z naszych metropolii, lodówka ugina się od sopockiej, grujerow i innych burżuizmów, my spokojnie robimy sobie te koncentratowe kanapki. Myślę, że każdy w domu ma takie comfort food, które naszym rodzicom kojarzą się z ekonomicznym dramatem, a nam ze słodkim dzieciństwem 🙂

Czytaj dalej …